Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Shade'a. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Shade'a. Pokaż wszystkie posty

sobota, 21 marca 2015

Od Shade'a- CD od Arcady'ego

Arcady oczekiwał z naiwnością na krzyki radości, czy coś w tym stylu.
-Nie cieszycie się?- Spytał zawiedziony, gdyż nie mógł dłużej wytrzymać panującej na boisku ciszy.
-Świetnie.- Powiedziała ironicznie Blue.- Nasz bramkarz dopiero co wyszedł ze szpitala. Nadchodzą egzaminy, więc nie mamy czasu na dłuższe treningi. Nasza drużyna nie jest do końca zgrana (Tu Blue spojrzała z ukosa na Lucy). Ale co tam! Załóżmy na twarze radosne uśmiechy i cieszmy się chwilą!
Odpowiedź Blue wstrząsnęła Arcadym. Reszta drużyny spuściła głowy. Nawet Mizukawa nic nie mówiła.
-A to moja wina!?- Zezłościł się Arcady.
-Nie, nie sądze.- Powiedziała ponuro Blue.- Wybatcz nam kapitanie!-Tu Blue przewróciła oczami.-Po prostu jesteśmy zmęczeni. To co, wracamy do treningu?
-Mhm.- Mruknął Arcady, więc wszyscy ustawili się na pozycje. Dzisiejszy trening był... dość nieciekawy. Wszyscy mięli ponure nastroje. Po treningu, dołączyłem do Arcady'ego.
-Nie przejmuj się, po prostu jest nam trochę ciężko.
-Taaaaa.-Westchnął Arcady.- Pewnie masz racje.
-Ale w końcu nie omówiliśmy naszego wroga. Pamiętasz, jak śledziliśmy Enigumę?-Powiedziałem to, aby rozweselić Arcady'ego.
-Planujesz coś?- Zdziwił się kapitan, widocznie nie zrozumiał, o co mi chodziło.
-Nie, raczej nie. Gdyby Mizukawa się dowiedziała...-Zacząłem mówić, ale nagle ktoś nam przerwał.
-O czym mam się nei dowiedzieć?
-Mizukawa!- Krzyknęliśmy przestraszeni.
-My tylko wybijaliśmy z głów jakieś głupoty.- Usprawiedliwił się Arcady.
-Mam taką nadzieję.- Mruknęła menadżerka, poczym oddaliła się od nas.
-Ale wiesz... Chyba mam pomysł...-Zamyślił się Arcady.

Arcady, jaki masz pomysł?^^

czwartek, 12 marca 2015

Od Shade'a- CD od Lucy

Na początku, pragnę przeprosić za to, że tak późno piszę ciąg dalszy, ale dopiero je przeczytałam.

Popatrzyłem na Blue. Ta pokiwała głową. Ja złapałem przestraszoną Alex, a Blue potraktowała Mike'a paralizatorem, poczym wyciągnęła mu z rąk noże.
-Alex.-Zacząłem tłumaczyć dziewczynę.- Mike jest w porządku. Nigdy by czegoś takiego nie zrobił.
Alex, której łzy w oczach świeciły jak kryształy, pokiwała tylko głową. Blue podeszła do niej, poczym ją przytuliła.
-To nie był Mike.-Westchnęła.
-Skąd to wiesz?-Zdziwiła się Alex.
-Mike używa jedynie firmowe noże.- Przytaknął Shade.
-Ale...Kto to był? Przecież widziałam, że to Mike -Powiedziała przestraszona Alex.
-Ciało istotnie należy do Mike'a, ale dusza...-Zastanowił się Shade. W tym momęcie ciało Mike'a się poruszyło. Powoli otworzył oczy, pacząc na nas zagadkowo.
-Co tu robimy?-Spytał.
-Chyba wrócił do siebie.-Westchnęła Alex. Mike spojrzał na noże, które teraz trzymała Blue.
-Nie bawcie się nożami.-Mruknął, poczym wstał.-Choćmy na obiad!

środa, 4 marca 2015

Od Shade'a- CD od Noyi

Po porannym treningu, gdy wszyscy snuli się po kątach, wpadłem na ciekawy pomysł. Poszłem do Blue, poczym przedstawiłem jej plan. Równo o dwunastej, wzięliśmy prowiant, poczym skierowaliśmy się do szpitala. Po długiej rozmowie z recepcionistką, przydzielono do nas pielęgniarza. Czekaliśmy kilka minut, aż nagle zza korytarza wyłonił się Mike.
-Co ty tu robisz!?-Wrzasnęła Blue.
-Mam praktykę.- Oświadczył z dumą Mike.-Bo widzisz, chcę być pielęgniarzem w naszym wojsku!
-I w tym celu narasz życia niewinnych pacjętów?-Blue spytała z powątpiewaniem.
-Dokładnie.- Uśmiechnął się pogodnie Mike, poczym zaprowadził nas do sali, gdzie leżał Noya.
-Noya, widzę że juz lepiej się czujesz!- Powitałem bramkarza, który siedział na łóżku, czytając lekture.
-Nie wiedziałam, że lubisz poezję!- Zaśmiała się Blue.
-Nie lubię.- Powiedział szczerze Noya.- To lektura.
-Przynieśliśmy ci jedzenie!- Oświadczyłem radośnie.
-Ratujecie mi życie!- Westchnął wdzięcznie Noya.- Karmią mnie tu gorzkim puree i mięsem, którego się nie da pokroić.
-Spoko!-Zaśmiałem się.- Wiesz, wszyscy za tobą tęsknią. Od kąd wyjechałeś, atmosfera jest dość ponura.
-Naprawdę?-Zdziwił się Noya.
-Tak.-Potwierdziła Blue.- Na dodatek boimy się, czy zagrasz na następnym meczu. Co prawda Shadow jest dobrym bramkarzem, ale bez niej jako pomocnik, nasza drużyna mogłaby ucierpieć.
-Tak...-Westchnął cicho Noya.
-Oczywiście nie chcemy wywrzeć na tobie presji.-Powiedzieliśmy szybko.
-Jasne.- Uśmiechną się Noya, zaglądając do reklamówek z jedzeniem.- Naprawdę dziękuję za waszą wizytę. Strasznie mi się nudzi. Wiecie, że tu nie ma internetu!?
Nagle drzwi otworzyły się z hukiem, a za nimi stał Suga.
-Cześć!- Przywitała się Blue.
-Hej.- Przytaknął Suga.
-Noya, chyba musimy już iść.-Powiedziałem.- Obiecaliśmy pielęgniarce, że to będzie trwało pięć minut.
-Rozumiem.-Uśmiechnął się Noya. Porzegnaliśmy się, poczym wyszliśmy.


Noya, czy masz ochotę dokończyć to opowiadanie? 

sobota, 14 lutego 2015

Od Shade'a- CD od Arcady'ego

Kiedy  skończyliśmy cały ten cyrk z żarówką, Arcady zaproponował mi, abyśmy udali się do sklepu.
-Po co?-Spytałem zdziwiony.
-Muszę uzupełnić zapasy herbaty!- Krzyknął żywo Arcady.
-Okej.- Wzruszyłem ramionami, poczym skierowaliśmy się do pobliskiego sklepu.
-Jedną paczkę paluszków, poproszę.- Skierowałem się do ekspedientki. Ta spojrzała na mnie z uśmiechem.
-Czołem Daley!- Zawołała radośnie. Arcady odwrócił się nagle, a ja spojrzałem w oczy ekspedientki.
-Takana!- Zawołałem. Takana była ciocią Blue.
-Co ty tu robisz?- Spytałem.
-Zostałam tu wysłana jako ochrona.- Powiedziała.- A gdzie Blue?
-Została na terenie obozu.- Powiedział Arcady.
-Pozdrów ją ode mie.- Powiedziała Takana. Kiedy wyszliśmy ze sklepu, Aracady podiął się śmiertelnego tematu.
-Plaujesz coś na walentynki?- Spytał niewinnie. Ja spojrzałem na niego jak na karalucha.
-Wścibskie dzieci nie dostaną prezentu od mikołaja.- Powiedziałem przez zęby.
-Unikasz tego tematu?- Zachichotał kapitan.- Jakiś ty wstydliwy!
-No dobra, skoro tak, to pogadajmy o tym!- Powiedziałem demonicznym głosem.- Jak tam ci idzie z Misuzu? Przyznałeś się, że zrobiłeś jej zdięcie kiedy jadła obiad?
Teraz to Arcady się zaczerwienił.
-Nie ma takiej potrzeby!
Nagle zza rogu wyłoniły się rozweselone, Misuzu i Blue.
-Witaj krasnalu!- Arcady przywitał się z Blue.
-Tylko ja mam prawo naśmiewać się z wzrostu Blue!- Krzyknąłem zdenerwowany.
-Spadaj, gówniarzu!-Przewróciła oczami.
-A o czym tak gadaliście?- Spytała Misuzu.
-O tym, że Arcady zrobił ci zdzięcie, kiedy jadłaś!- Zaśmiałem się.
-Dlaczego naruszasz moją prywatność?- Spytała Misuzu.
-Nic nie naruszam.-Wzruszył ramionami, nasz wspaniały kapitan.- A rozmawialiśmy też o tym, że Shade się bardzo wstydzi waszych relacji.- Ostatnie zdanie skierował do Blue. Nagle, nasza rozmowa została przerwana głośnym miałknięciem.
-Co to?-Zdziwił się Arcady.
-To jest kot.- Powiedziała dobitnie Blue.
-Minori powiedziała, że mam się go pozbyć.- Westchnęła Misuzu.
-To może zostawisz go u Mike'a?- Zaproponowałem.

Co ty na to Misuzu? Dokończysz?

czwartek, 12 lutego 2015

Od Shade'a

Właśnie szedłem korytarzem, gdy nagle zauważyłem Arcady'ego. Klęczał w kącie, a kiedy mnie zauwarzył, wytrzeszczył oczy.
-Shade....Obiecasz, że nikomu nie powiesz?-Spytał tajemniczo, ale w jego głosie wyczułem strach.
-Nie, nikomu nie powiem.- Powiedziałem spokojnie.
-Bo ja...- Zaczął Arcady.- Stukłem w kuchni żarówkę.
Nagle wybuchliśmy śmiechem. Przypomniała się nam ostatnia akcja z żarówką.
-To co robimy?- Spytałem.
-Kupujemy żarówkę?- Zaproponował Arcady. Zgodziłem się, poczym poszliśmy do sklepu. Tym razem nie musieliśmy się zastanawiać nad wyborem zbyt długo. Kiedy wróciliśmy, poszliśmy do kuchni i przynieśliśmy drabinę. Kiedy Arcady wszedł na szczyt, do kuchni wpadł Mike.
-Co wy tu robicie?- Spytał zdziwiony.
-To...-Zacząłem, ale Arcady mi przerwał.
-Układ taneczny.-Zawołał.- Robimy układ taneczny. Po tych słowach zaczął wywijać rękami, więc się do niego dołączyłem.
-Rozumiem.- Zaśmiał się Mike.- Kiedy byłem w waszym wieku, też wymyślałem układy taneczne. Właściwie robię to do tej pory.- Zamarzył się nasz opiekun, poczym zaczął wymachiwać rękami, aż w końcu wyszedł. Podałem Arcady'emu żarówkę, a ten zaczął przyłożył ją do sufitu.
-Słuchaj, ja się trochę boje!Nie mam podzielnej uwagi, więc wkręcanie i stanie na wysokiej drabinie nie wchodzi w gre!
-To ja będę tobą obracać!- Zaproponowałem, poczym ustawiliśmy się na miejsca. Złapałem stołek, poczym zacząłem nim obracać. Arcady dostał głupawki, więc w rezultacie, obaj upadliśmy na ziemię. W tym momęcie do kuchni weszła Mizukawa.
-Co wy tu robicie!?-Spytała wrogo.

Arcady? Nie sądze, że Mizukawa uwierzy w nasz układ taneczny ;)

czwartek, 5 lutego 2015

Od Shade'a

Po treningu, przyszedł do nas Mike, poczym wręczył mi list. Moje zdziwienie sięgnęło zenitu, gdy dowiedziałem się, że list został napisany przez ciocię Blue, Takanę. Takana jest chyba moją ulubioną wojowniczką płci żeńskiej, w naszym oddziale. W liscie napisała, że chcę również, by Blue go odczytała. Po treningu, poszliśmy do mojego pokoju. Arcady trochę marudził, że cały czas ze sobą spędzamy, co właściwie nie było prawdą. Kiedy usiedliśmy na piętrowym łóżku, Blue zaczęła czytać list. Wyglądał on mniejwięcej tak:

Drodzy Blue i Shade'dzie!
Mam nadzieję, że dobrze bawicie się na obozie. Właściwie trochę się martwię, bo wasz opiekun chyba nie zdaje sobię sprawę, z jego obowiązków. Jednak nie o tym chciałam z wami porozmawiać.

Chodzi o to, że Sir Dark postanowił odnaleść swoich pomocników. Jako że Blue jest jedynym pomocnikiem Sir Dark'a, będziemy musieli wysłać do waszego obozu ochronę. Ale Dark nie jest głupi, on musi mieć jakiś plan. Jeśli zobatrzycie ochroniaży, to nie panikujcie!

A więc Shade, opiekuj się Blue. Blue, ty miej się na baczności.

                                                                                            Wasza Takana

List sprawił, że poczułem dreszcze. Blue w niebezpieczeństwie!?
-Właściwie, jeszcze nigdy nie poznałam Takany.- Westchnęła Blue.
-Ale mamy gorsze zmartwienie.- Skomentowałem.- Wiedziałaś coś o tym, że Dark wrócił do ''gry''?
-No...- Zaczerwieniła się Blue.- Powiedzmy, że tak.
-Jak to!?- Krzyknąłem zaskoczony.
-Powiedzmy, że jest taka rzecz, która pozwala nam zobatrzyć, kiedy Pan nas wzywa.- Powiedziała.
-To nie twoj pan!- Wrzasnąłem. Przecież Blue była wolna od tyrani Sir Dark'a! Blue przestraszona zakryła twarz w dłoniach.
-Przepraszam.- Wyszeptałem, przytulając Blue. Blue kaszlnęła, poczym po raz pierwszy, zsunęła podkolanówkę. Na jej nodze, od kolana to łydki, piętrzyły się otwarte rany i strupy. Zamknąłem odruchowo oczy. Blue pokazała mi mały tatuaż, na swojej kostce. Przedstawiał czarnego smoka. 
-Jest strasznie wyraźny, co znaczy, że Sir Dark mnie wzywa.- Powiedziała Blue, podciągając podkolanówkę.
-To boli?- Spytałem bezmyślnie, wskazując na rany. Ku mojemu zdziwieniu, Blue zaśmiała się przenikliwym śmiechem.
-Prawdziwy ból, siedzi w kościach.- Powiedziała.- Jeśli się u niego nie stawię, to raczej ból mnie zniszczy.-Dodała gorzko. 
-CO!?- Wrzasnąłem przestraszony.
-Nie dosłownie, ciemnoto.- Uśmiechnęła się, ale mogłem wyczuć, że wcale nie jest szczęśliwa.
-Idziemy?- Spytała, wskazując na wyjście.
-A...jasne.- Mruknąłem. Blue zeskoczyła z łóżka, poczym pobiegła na dół. 

środa, 4 lutego 2015

Od Shade'a-CD od Minori

-Jutro gotuje wasz senpai!- Wrzasnął Mike, który właśnie wszedł do jadalni.
-Tego nie można nazwać gotowaniem.- Prychnęła Minori.
-Trudno, panienko! Przynajmniej jedzą, a z garnka zupy ubywa!- Skomentował Mike. Zaczęliśmy się zastanawiać, jak on może twierdzić, że z garnka ubywa?
-Mike, uspokój się.- Powiedziała błagalnie Blue.
-Nie mogę!- Powiedział przez łzy.- Ta młoda dama obraża moją kuchnie!-Wyjąkał. Postanowiliśmy więc ignorować naszego ''senpai'a''. Jedzenie było wyśmienite. Było jadalne i nie pachniało spleśniałym serem, czego nie można było powiedzieć o daniach Mike'a. Arcady nadal próbował zdefiniować ''Plan B''.
-Ale o co ci chodzi?-Spytał zrezygnowany Arcady. Trzask! Złamałem kolejny widelec.
-Już dłużej tego nie wytrzymam!- Wrzasnąłem, wstawając. Wszyscy zgromadzeni, spojrzeli na mnie jak na idiotę. Na szczęście nie było tam Mike'a. Biedak wyszedł, twierdząc, że ni ema dla niego miejsca na tym świecie.
- Przestań udawać, że nic się nie stało.- Wrzasnąłem do Blue. Ta również wstała, poczym podeszła do mnie. Jej oczy, wieczniezielone, miały w sobie dziwne błyski. Jeszcze nigdy ich nie widziałem.
-Masz jakiś problem?- Warknęła Blue. Jak miałem jej powiedzieć? Czy wybaczy mi, pomimo, że nawaliłem?
-Musiałem to zrobić! Oni mnie zmusili! Gdybym był nieposłuszny, odzieliliby nas. Wiem, to strasznie egoistyczne. Ale ja nie chcę cię stracić! Ja... ja cie kocham.- Ostatnie zdanie wypowiedziałem z zawodem. Czego ja właściwie oczekuję?! Blue stała jak słup soli*. Patrzyła na mnie swoim typowym spojrzeniem, które wyrażało zaskoczenie, opanowanie i smutek.
-Ja też cie kocham.- Powiedziała opanowanie, poczym rzuciła mi się na szyję.
-Czy...-Zacząłem zmieszany.- No czy.... no bo ten.... a czy....chcesz ze mną chodzić?
-Tak.- Powiedziała, spokojnym głosem. Po chwili, usłyszałem odchrząknięcie. Był to Arcady. Chyba był strasznie zdziwiony. Właściwie wszyscy patrzyli na nas jak na kosmitów. Arcady znów chrząknął, na wróciliśmy do stołu. Niestety siedzieliśmy na dwóch odległych końcach stołu, ale przez resztę kolacji, czułem się wyśmienicie. Blue chyba też, bo cały czas się uśmiechała. Właściwie kiedy usiedliśmy, przywitała nas upokarzająca cisza. Arcady zachichotał, na co ja szturchnąłem go łokciem w brzuch. Kapitan wypluł zupę, którą właśnie połykał, wprost w moją twarz. Pobrudził mi przy tym bluzkę. No trudno, jak ładnie poproszę to mi ją Blue wypierze. Albo Mike...Odrzuciwszy tą perspektywę, zacząłem się zwijać ze śmiechu. Mike chyba nawet nie wie, jak uruchomić pralkę!
-Co ci jest, idioto?- Spytał Noya.
-Bo Mike....- Podięłem próbę wytłumaczenia mojego zachowania, ale po chwili, Arcady, Alex i Patric dołączyli się do mnie. Chwilę później, cała sala była wypełniona naszym śmiechem. Nagle do sali wszedł Mike:
-Trenig na was czeka!

*Słup soli- Technika (nie hissatsu), którą zapoczątkowała Izumi, stojąc na boisku podczas gry w dwa ognie, nie wykonując żadnych ruchów. Tak wiem, to nawet nie powinno być nazwane ''techniką'':D


ARCADY? TY OPISZ TRENING! WIEM, ŻE NIE MASZ NICZEGO INNEGO DO ROBOTY. NIE MA ZA CO <3

Od Shade'a- CD od Misuzu

Siedziałem w pokoju, w pełni zdezoriętowany. Na przeciw, siedział Arcady- wręcz biło od niego pozytywną energią.
-Co jest?- Spytał zdziwiony.
-Nie mam ochoty na ten bal.- Westchnąłem.
-Chodzi o Blue?- Nie dawał za wygraną Arcady.
-Może...- Westchnąłem, poczym położyłem się na łóżku.
-A ja mam taki pomysł...-Zamyślił się Arcady.- Właściwie, to całe zajście w łazience, było zaplanowane.
-Do czego zmierzasz zuchu?- Wtrąciłem zrezygnowany.
-Może zrobimy coś podobnego?- Zaśmiał się Arcady, poczym zawołał Shadow. Dziewczyna przyszła, a kiedy Arcady wytłumaczył jej o co chodzi, spytała:
-No...ale czy Blue by się nie zdenerwowała?
-Jakoś o moje nerwy się nie martwiłyście.- Westchnął Arcady.
A miałyśmy o co?- Spytała Shadow, uśmiechając się od ucha do ucha.
-Czyli z tego co rozumiem, zrobicie tak, abyśmy mieli czas, by pogadać na osobości?- Podsumował Shade.
-Mniejwięcej.-Uśmiechnął się Arcady.
-Nie jestem przekonana.- Powiedziała po chwili Shadow.- Blue by się naprawdę wściekła.
-No i?- Spytał niewinnie Arcady.- To chyba jedyne wyjście!
-A gdzie byśmy tym razem przeprowadzili akcję?- Spytałem.
-Może... -Zaczęła Shadow, ale w tym momęcie do pokoju weszła Blue.
-Mam twoje skarpety.- Powiedziała zimno, poczym rzuciła do mnie skarpety. Niestety trafiły mnie w głowę. Kiedy wychodziła, spojrzała na nas krytycznie.
-Co tak cicho siedzicie? Czemu się na mnie tak gapicie?- Spytała.
-NIC!- Wrzasnął Arcady.-Spadaj!- Powiedział, poczym zamknął drzwi. Pogrążyliśmy się w rozmowie, gdy do pokoju wszedł Patric.
-Co tam?- Spytał beztrosko. Zdecydowaliśmy się go wtajemniczyć, im nas więcej, tym raźniej! Po kilku minutach, zeszliśmy na dół, koło pomieszczenia ze środkami czystości.
-Blue!- Zawołała Shadow. Blue przyszła natychmiastowo. Kiedy Arcady spróbował ją wepchnąć do małego schowka, użyła paralizatora.
-Nie jestem idiotką.- Zaśmiała się, poczym dobrowolnie weszła do małego schowka.
-Jakiś problem?- Spytała, pacząc mi prosto w oczy. Jak ona tak mogła? Jej zielone i spokojne oczy były wpaczone w moje.
-Jakiś problem?- Powtórzyła, bo jak dotąd, nie dostała odpowiedzi.
-Mniejwięcej.- Wyjąkałem. Blue przewróciła oczami.
-I w zwiąsku z tym?- Spytałam.-Bo jak nie masz nic do powiedzenia, to mogę sobie iść.- To powiedziawszy, wyszła z cuchnącego środkami czystości, magazynku. Kiedy i ja wyszłem, Arcady spojrzał na moją zrezygnowaną minę.
-Chyba muszę wymyśleć plan B.

piątek, 16 stycznia 2015

Od Shade'a- CD od Arcady'ego

-Nie wiem…-Mruknął zafascynowany Arcady.- Ale warto to rozwinąć.
Reszta treningu przebiegła całkiem znośnie. Euforia wygranej wisiała jeszcze w powietrzu, gdzieś po między lekką bryzą i swądem potu. Trzeba było przyznać, że nieustanne treningi bardzo męczyły. Pod koniec treningu ja i Blue podeszliśmy do Arcady’ego.
-Co powiesz na mały trening?- Spytała dziarsko Blue.
-Jestem trochę zmęczony.- Odparł Arcady.
-Ale musisz to opanować!- Krzyknęła Blue, na co połowa drużyny popatrzyła na nią nieprzytomnie.
-Niech wam będzie!- Westchnął kapitan. Poszliśmy więc na boisko, poczym Blue wygłosiła mowę:
-Zebraliśmy się tu, by pomóc Arkadiuszowi Szmitowi (Tu Arcady zrobił się lekko czerwony). Jeśli mam racje, a zwykle ją mam, to tu chodzi o coś więcej niż Hissatsu.
-Ale o co?- Powiedział dramatycznym tonem Arcady.
-Nie dowiesz się, jeśli będziesz tak tu stał!- Powiedziałem rozwarznie. Po wymianie zdań, zaczęliśmy trening. Właśnie dryblowałem, gdy Arcady podbiegł do mnie i usiłował zabrać mi piłkę. W tej samej sekundzie naokoło niego pojawiło się granatowe światło. Nareszcie zrozumiałem, co robić.
-Jesteś nikim!-Wrzasnąłem, a Arcady i Blue wytrzestrzyli na mnie oczy.- Małym śmieciem, nic nie wartym smarkaczem! Brudasem i nieukiem!- Wtedy Granatowe światło się powiększyło, ale szybko zniknęło.
-No wiesz!- Zawołał z oburzeniem Arcady.
-No, ale mój plan wypalił.- Wzruszyłem ramionami.
-Jaki plan?- Spytał kapitan.
-Chciałem wydobyć z ciebie energię.- Powiedziałem dumnie. Po kilku podejściach, usiedliśmy na trawie.
-Na dzisiaj koniec!- Powiedziała stanowczo Blue.
-Racja!- Westchnął Arcady.- Ale nadal nie wiem, co się ze mną stało.

-Nie zamartwiaj się tak!- Poleciłem, poczym porzegnaliśmy się i rozeszliśmy w swoje strony. 

sobota, 10 stycznia 2015

Od Shade'a- CD od Arcady'ego

-Niedaleko targu jest takie miejsce, tam możemy potrenować.- Powiedziałem nieprzekonany.
-Super, prowadź!- Wrzasnął Arcady. Szliśmy przez targ, ale nagle usłyszeliśmy dziwnego tragarza:
-Tanie gwizdki, firmy Imperia i Spółka™! Świetnie nadają się do gwizdania. Sami zobatrzcie!-I tu zagwizdał tak przeikliwie, że Arcady zakrył sobie uszy.
-Dość tego!- Krzyknęłem i podeszłem do tragarza. –Co ty sobie wyobrażasz, Mike!?
-No, sprzedaje gwizdki. Chcesz jeden?Tobie mogę dać za pół ceny!- Powiedział niewinnie.
-Nie i przestań!- Przewróciłem oczami.
-A gdzie wy się wybieracie tak późno? Już pierwsze gwiazdy widać na niebie!- Zmienił temat.
-Jest piętnasta.- Zauwarzył Arcady.
-Idziemy trenować!- Powiedziałem do Mike’a.
-O ile się nie mylę, to wy macie boisko koło szkoły!- Powiedział przekonany. Popatrzyliśmy po sobie.
-Ale dzisiaj jest mecz juniorów, prze pana!-Skłamał Arcady.
-To czemu Shade w nim nie uczestniczy?- Spytał zbity z tropu. Ta konwersacja trwała jeszcze chwile, ale Mike stwierzdził, że odbieramy mu klientów (których i tak nie ma). Jeszcze trochę spacerowaliśmy, poczym doszliśmy do celu. Boisko było trochę zaniedbane, ale to nie był żaden problem. Arcady wyciągnął piłkę.
-Co trenujemy?- Spytał entuzjastycznie.
-Może jakieś hissatsu?- Zamyśliłem się.
-Obronne? Do tego potrzeba trzeciej osoby. Aby na nas natarła.- Wytłumaczył Arcady.
-Spoko.- Powiedziałem i zadzwoniłem do Blue.
-Halo?- Odezwała się.
-Możesz z nami potrenować? Jesteśmy na boisku za targiem.- Blue nie sprzeciwiła się i po kilkunastu minutach zjawiła się.
-Co robimy?- Spytała


Arkadiuszu, co robimy?

czwartek, 8 stycznia 2015

Od Blue i Shade- CD od Minori/ CD od Alex

-Co robimy?- Spytał zdezoriętowany Arcady.
-Bawimy się w chowanego?- Spytała oburzona Blue.- Robimy plan działania tępaku!- Na te słowa Arcady wziął arkusz papieru i rozłożył go na dywanie.
-Kogo wtajemniczamy?- Spytał kapitan.
- Mnie, ciebie, Shade’a, Mike’a, Edgara i Mizukawę.
-Kto to Mike?- Spytał Arcady.
-Dziwny dwudziesto-latek. Jego specjalność to łuk.- Odpowiedziałam najzwyklejszym tonem.
-A do tego pięć dzieciaków...- Kapitan nie dawał za wygraną.
-Jeśli mam rację, a za zwyczaj ją mam, to Mizukawa też umie się bić. Ja i Shade...- Tu zawiesiłam głos.- No cóż, my też. Edgar jest całkiem silny. Jedyny żółtodziub to ty.- Powiedziałam słodko.
-Ale jestem od ciebie wyższy.- Wzruszył ramionami Arcady. Jak dotąd siedziałem cicho. Nagle powiedziałem.
-Blue, ty jedź do Mike’a i Edgara. My coś wymyślimy.
-Jesteś pewien? Z tobą nie mam problemu, ale Arcady to bezmózgowiec...- Odparła.
-Idź, idź!- Arcady pogonił dziewczynę.
// Zeskoczyłam z parapetu i puściłam się biegiem, prosto do domu Alex. Przebiegłam przez skrzyżowanie, poczym skręciłam w boczną ulicę. Po kilku minutach truchtu, stałam pod majestatycznym domem. Zauwarzyłam pokój Alex, a z tego co mówiła, jej brat mieszkał na poddaszu. Wspięłam się po parapetach i zapukałam w okno. Edgar właśnie pisał coś w zeszycie, a moje wparowanie sprawiło, że podskoczył lekko. Otworzył okno i pozwolił mi wejść. Kiedy zeskoczyłam z parapetu, przygwoździł mnię do podłogi. Zadał mi cios w głowę. Ku jego zdziwieniu, nie zareagowała.
-Boimy się?- Spytał złowieszczo.
-Musisz nam pomóc.- Odpowiedziałam, jakby był moim kolegą.
-Zapomnij.- Odparł i uderzył mnie w nogę.
-Jak nie przestaniesz, zemdleje, a w tedy nie dowiesz się prawdy.
-Jakiej prawdy?- Spytał zbity z tropu.
-Mogę wstać?- Spytałam przymilnie. Edgar mruknął coś pod nosem, poczym oddalił się w głąb pokoju.
- Alex jest porwana, przez Maxa. Mówiła, że jest na obrzeżach miasta którę zaczyna się na ‘’Ed’’. Powiedziała, że wiesz o czym mowa.
-Istotnie, wiem. A teraz idź i zapomnij o całej sprawie. Jutro Alex przyjdzie na trening.- Powiedział ostro. Czy jemu się wyobraża, że zostawię całą sprawę w jego rękach?
-Spadaj hipokryto!- Powiedziałam zimno.- Zebrałam kilku ochotników, więc albo idziemy razem, albo w ogóle tam nie idziemy!
-No dobra.- Westchnął ciężko.- Prowadź!- Wróciliśmy do domu Arcady’ego. Chłopaki przywitali Edgara, Shade zrobił to z przymusu. Widocznie pamiętał zajście przed szkołą.
-Dzwonię do Mike’a.- Powiedziałam im, poczym wystukałam jego numer.
-Halo?- Odezwał się zaspany głos.
-Śpisz?- Zdziwił się Shade.
-Nie, co ty! Przecież dzisiaj leci powtórka opery mydlanej!- Oburzył się Mike.
-Macie w dokumentach coś o Maxwellu? Jest spokrewniony z Lennoxami.
-Czekaj, niech skończą tę pieśń! Oni mają takie anielskie głosy.- Odparł Mike.
-Tak jak Arcady!- Powiedział Shade i wraz ze mną, zaczęliśmy wić się po podłodze ze śmiechu.
-Hej!- Krzyknął oburzony Arcady. Nagle usłyszeli głos Mike’a przez telefon.
-Zaraz będę, dzieciaki. Tylko podaj adres, Shade.- Po chwili namysłu, Shade podał dokładny adres, że aż Arcady się zdziwił. Czekali w napięciu. Nagle ktoś zapukał w okno. Był to Mike. Ubrany był w czarny kombinezon do trenowania.
-Trzeba opracować plan działania!- Powiedział Mike, po tym jak opowiedzieliśmy mu całą historię.
-Czy oni wiedzą, że jesteście mądrzy?- Spytał Mike.
-Tak, ale nie sądzę, że to ma jakieś znaczenie.- Powiedział obojętnie Shade.
-Ma, bo widzisz, możemy udać, że upuściliśmy plan na podłogę. Gdy oni znajdą plan, zaatakują nas z zaskoczenia- znają nasze pozycje. Ale jeśli plan będzie podrobiony to oni wpadną w pułapkę!
-Dobry pomysł, to powinno załatwić kilku z nich. Ale co z resztą?- Spytał zrezygnowany Arcady.
-Chyba nie doceniasz pełnoletniego obywatela!- Odpowiedział dumnie Mike.- Ja, Shade i Flo...Blue, załatwimy kilku! A wasza menadżerka ma jakiś plan! Z dobrym planem, jeden może wygrać z pięcioma!
-Napiszmy wszystko na kartce.- Zaproponował Edgar.
-Na początku, osoba A musi być porwana. Po drodze podrzuca fałszywy plan. Wrogowie nie wiedzą, że osoba ma na sobie kamerkę. Dzięki niej, widzimy co się z nią dzieje i gdzie jest! Reszta w tym czasie ukrywa się w restauracji, za rogiem. Po pięciu minutach, osoby: B, C i D, wchodzą do akcji: Wchodzą przez okno na trzecim piętrze, i wślizgują się do budynku. Trzecie piętro to poddasze, a wycięty na ukos sufit jest wypełniony metalowymi konstrukcjami i rurami. Z tego co powiedział nam Edzio, zwykle właśnie tam porywacze rozprawiają się z ofiarą. Dwadzieścia minut po tym jak B,C i D opuszczają kawiarenkę, do akcji wchodzą E i F. Oni na celu mają, by schować się w pomiestrzeniu na miotły, obok sali na trzecim piętrze. Kiedy przez dziurkę od klucza zobatrzą biegnących Karateków, czekają aż ci wejdą do sali, a kiedy zagrożenie ich ominie, biegną by ratować Alex, Lucy i osobę A.Jeśli koło więzienia zostało kilka karateków, walczą z nimi. Pomagają Alex i Lucy, tak aby te wydostały się z budynku, a kiedy to robią, członek F wraca z nimi do domu. Członek E, wraca na trzecie piętro i pomaga w walce z karatekami. Kiedy wróg jest pokonany, uciekmy przez okno. To by było tyle.- Podyktował Mike.
-A kto jest kim?- Spytał Shade. Mike odpowiedział mu, a Edgar zanotował to na kartce. Wyglądało to mniej więcej tak:
a.     Arcady
b.     Mizukawa
c.      Mike
d.     Edgar
e.     Shade
f.       Blue

-Czemu to ja jestem A?- Spytał nadąsany Arcady.
-Bo nie umiesz walczyć!- Powiedziałam zadziornie.
-Przynajmniej jestem od ciebie wyższy.- Odparł spokojnie Arcady.
-To właściwie zaleta!- Powiedział Mike.- Na przykład kiedyś jako maluch, Blue zgubiła się w tłumie, i nie mogła mnie znaleść.
-To rzeczywiście frajda.- Powiedział sarkastycznie Edgar.
-No dobra, dzwonimy do Mizukawy i umawiamy się na za godzinę pod tym budynkiem. Jednak najpierw bądź tak miły i podaj nam adres, Edgarze.- Powiedziałam. On napisał go na kartcę. Arcady wziął telefon i wystukał na klawiaturze numer mizukawy.
-Arcady?- Spytała ożywiona.
-Tak, spotkajmy się za godzinę w restauracji obok tego budynku, dobrze? Adres podam w SMS.- Powiedział.
-Dobrze.- Westchnęła Minori.- Pamiętajcie, by przedstawić mi plan i mnie w nim uwzględnić!
-Otrzywiście, już to zrobiliśmy!- Powiedział uradowany Arcady.
-No to do zobatrzenia!- Powiedziała spokojnie. Po rozłączeniu, wszyscy opuścili dom Arcady’ego, kierując się na przystanek autobusowy. Nagle na niebie ujrzeli pięknego i majestatycznego ptaka.
-To dama, mój sokół- Powiedział Mike.- Przywołam ją!- To powiedziawszy wyciągnął z kieszeni płaszcza wściekle czerwoną chustkę, poczym pomachał nią w powietrzu. Sokół nie zwrócił na to najmniejszej uwagi.
-Nieźle ją wyszkoliłeś!- Powiedział Edgar.- Umie także prosić i aportować?
-Oj, żebym to ja się na śmierć nie zaśmiał!- Oburzył się Mike. W końcu dama przyfrunęła do nas. Mike wyciągnął składaną klatkę ze swojej torby, poczym wpuścił tam zmęczonego ptaka.
-Nosisz klatkę w torbie?- Spytał zdziwiony Arcady.
-A ty nie?- Również zdziwił się Mike. W tym momęcie przyjechał autobus. Wsiedli do niego i ze zdziwieniem zobatrzyli, że są jedynymi pasażerami. W końcu dojechali na ulice, na której stała stara fabryka i ponura restauracja. Weszli do środka. O dziwo nie było tam Mizukawy, a oni spóźnili się o pięć minut.
-O nie! To moja wina!- Powiedział Mike.- Zapomniałem, że ustawiłem zegarek na późniejszą godzinę!
-Czyli mamy jeszcze całą godzinę!?- Wrzasnął kapitan.
-Jeśli to ci poprawi humor, to właściwie 59 minut...-Powiedział Mike.- To może coś zjemy? Ja stawiam!- Po chwili przyszła staromodna kelnerka.
-Co sobie życzycie?- Spytała szorstkim głosem.
-Może dałaby nam pani menu?- Zasługerowałam.
-Nie dysponujemy takim daniem.
-A jakim dysponujecie?- Spytał Edgar.
-Zaraz przyniosę menu, to sobie wybierzecie!- Powiedziała kelnerka.

-Co za kobieta!- Przewróciłam oczami.  Po chwili wróciła, z wymiętą i poplamioną kartką. Jak się okazało, restauracja nie dysponowała wieloma daniami, więc zamówili po herbacie. Po godzinie, do kawiarni weszła Minori. Podeszła do nas i przemówiła:

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Shade'a- CD od Arkadiusza

( Choć jest tu napisane ‘’CD od Arcady’ego’’, jest to kontynuacja treningu. Jakież to nieprzewidywalne :) !)


-Jak to ‘’kilka osób, których nie znamy’’?!- Ciągnęła Minori.- Po prostu dołączyło się do was kilka obcych!?
-Tak właściwie to my się do nich przyłączyliśmy...-Zaczął Arcady.
-Oni też byli za krzakami, ale w ogóle się do nas nie odzywali.- Potwierdziłem.
- I po prostu nie reagowali na was?- Widocznie Minori nie dawała za wygraną.
-Widać było, że się zmieszali, ale pokazali nam byśmy byli cicho.-Arcady puścił wodzę fantazji.
-To jak wyjaśnicie to, że na miejscu zbrodni znalazł się słownik Lily?
-No, pożyczyłem go od niej po lekcjach, bo mój gdzieś zawierzuszyłem.- Odparł Arcady. Oboje czuliśmy się jak w gabinecie dyrektora.
-Wiecie co się teraz z wami stanie?- Powiedziała krytycznie Minori.
-Ech... Wiemy, że postąpiliśmy źle, ale proszę- nie ukaż nas zbyt dotkliwie, za kilka dni mamy pierwszy mecz!
-Już ja wiem co robić!- Krzyknęła Minori.- A mianowicie...

Arcady, ty dokończ, bo właśnie TY wiesz jak ukarze nas Mizurikawa... Wiem, że wiesz.

Od Shade'a- CD od Arcady'ego

-Skąd wiesz, że to moje?- Powiedziała wojowniczo Lily, próbując zamaskować strach.
- Bo tu jest napisane twoje imie.- Powiedział kpiąco i wskazał na okładkę. W tym momęcie Lily popatrzyła na mnie błagalnie, więc wystąpiłem z szeregu mówiąc:
-Po pierwsze: To właśnie ty mogłeś napisać jej imię na tym słowniku, aby mieć jakiś pretekst do zniszczenia nam treningu.Po drugie: To jest słownik Hiszpańskiego, a Lily uczy się Francuskiego.Po trzecie: ‘’Było ich kilkoro’’? Kogo było kilkoro? Może to po prostu był woźny! Po czwarte: Bez obrazy, ale może po prostu powinieneś iść do psychiatry, bo książki nie są upuszczane z nieba! No i to by było na tyle drogi Alanie!- Widać, że intruz nie był szczęścily, ale szybko odpowiedział:
- Wiem, że to byliście wy, rozpoznałem wasz mundurek! A w ogóle książka spadła z drzewa!- Nagle zrobiło mi się słabo, więc Blue przejęła kontrolę.
- W okolicy są dwie szkoły które mają prawie identyczny mundurek!- Powiedziała bardzo pewnie.- A w ogóle po co mielibyśmy widzieć jak gracie? Przecież niedawno mieliśmy mały mecz!- Dokończyła.
-Dla zemsty, otrzywiście!- Odparł.
-I kto twoim zdaniem to zrobił?
-Wy!- Tu wskazał palcem na Shadow, Alex, Lily, Arcady’ego, Shade’a i mnie.
- Ty po prostu jesteś strasznie zapatrzony w siebie! Że niby wszyscy was śledzą. Uwarzacie się za jakiś dobry zespół, a tak na prawdę jesteście nikim!- Krzyknął rozjuszony Arcady. Wszyscy spojrzeli na niego zdziwieni.
-Nie zmieniaj tematu!- Również krzyknął Alan.
- Z resztą wszyscy mogą potwierdzić, że byliśmy u siebie w domach! Ja potwierdzam, Arcady, Shade i Alex byli ze mną w domu, a Lily i Shadow ćwiczyły coś u siebie. Czy to ci wystarczy?
-Nie koniecznie. Widziałem was na własne oczy!- Alan jak widać nie dawał za wygraną.- A z resztą, co ja tu robię? Lepiej żebyście wytłumaczyliście się menadżerce!- I w tym momęcie Alan odwrócił się i zwytrzajnie sobie poszedł. Zapadła głucha cisza, przerwana jednak głosem Minori:
-Macie mi coś do powiedzenia?


Arcady, masz coś do powiedzenia?

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Shade'a- CD od Noyi

Kiedy nareszcie skończyły się lekcje, pognałem z Blue i Regiem do domku klubowego. Był tam już Arcady, Noya, Shadow, Nadyia i otrzywiście Minori. Noya i Arcady wyglądali na bardzo zmęczonych.
-Może to nie był dobry pomysł...- Zaczał Noya.
-Zgadzam się.- Westchnęła Blue. Kiedy weszliśmy na boisko, zaczęliśmy grę, z tymi samymi drużynami co wczoraj. Piłkę miał Reg, a że chciał się jej pozbyć- kopnął do Ariany. Jednak piłka zmieniła kierunek i wylądowała w krzakach. Nagle ktoś zza krzaków kopnął piłkę tak, że uderzyła Arcadyego w głowę.
-Ała!- Wrzasnął zdezoriętowany. Nagle zza krzaków wyszedł niski chłopak. Szepnęłem złośliwie do Blue:
-O popatrz, nareszcie ktoś jest od ciebie NIEWIELE wyższy.- Blue odpowiedziała mi ciosem w brzuch.
-Dobrze gracie!- Powiedział nieznajomy. Widać było, że Arcady się zdenerwował.
-Czego chcesz?- Spytał wrogo nasz kapitan.
-Chciałem wam powiedzieć, że nieźle gracie.
-Nawet nie zaczęliśmy.- Powiedziała zdziwiona Shadow.
- Widziałem waszą grę.- Spojrzał na Noye, Arcady’ego i Blue.- Wczoraj.
- Czy macie mi coś do powiedzenia?- Zagrzmiała Minori. Wszyscy trzej zawodnicy spojrzeli na siebie ze strachem.
- To moja wina, bo jestem kapitanem.- Powiedział Arcady.
- Nie sądze. Fakt, że jesteś kapitanem nic nie zmienia!- Zaprzeczyła Blue.
- Ale czy to jest w ogóle NASZA wina? Przecież nie zrobiliśmy nic złego.- Zauwarzył Noya.
- To w sumie wina tego małego smarkacza.- Tu Blue wskazała wzrokiem na intruza.
- ‘’Małego’’? On jest od ciebie wyższy!- Zaśmiał się Arcady.
- Spadaj wesołku, albowiem powiadam ci: Jeszcze dziś zetrę cię na miazgę.- Odparowała Blue.
- Właściwie twój wzrost jest w pewnym sensie zaletą.- Powiedział spokojnie Noya.
-Może masz rację.- Westchnęłam.
-Zazwyczaj ją mam!- Wyszczerzył się bramkarz (właściwie teraz pomocnik).
-Ja nadal nie wiem co się stało!- Minori przerwała tą, jakże ciekawą konwersację.
- No, trenowaliśmy w nocy.- Powiedział Arcady.
-Kto dokładnie?- Spytała Minori, a w jej głosie można było usłyszeć zgrozę.
-No... Ja, Noya i Blue.- Ciągnął kapitan.

- A ty? Kim jesteś?- Nareszcie ktoś zwrócił się do intruza.
- Alan Meray. Pomocnik z Enigumy.- Na te słowa wszyscy wybauszyli oczy.
-Co tu robisz?- Spytał groźnie Regg.
- Nic. Po prostu się na was paczę, a o ile wiem, to jest wolny kraj i mogę to robić.
-Jesteś szpiegiem?- Spytała opanowanie Minori.
- Nie, tylko patrzę jak gracie. W końcu nie długo razem gramy.
-Tak, to jest szpieg.- Powiedziała przez zęby Alex. Kiedy znów spojrzeli na miejsce, gdzie przed chwilą stał ich wróg, jego już tam nie było. Przez resztę treningu wszyscy byli podenerwowani. Nowe role wychodziły im całkiem dobrze. Pod koniec treningu, kiedy wszyscy mieliśmy się rozejść to domów, Blue zawołała:
-Słuchajcie! Kto ma ochotę odwdzięczyć się Enigumię? Ich trening zaczyna się około godzine po naszym, więc chyba zdążymy. Są chętni?



A są chętni by dokończyć? 

czwartek, 1 stycznia 2015

Od Shade, CD od Blue

Po godzinie otworzyłem drzwi strychu. Znalazłem tam Florence (blue). Żuciła mi się w ramiona i zaczęła płakać. Kiedy w końcu Florence puściła mnie, zszedłem z nią na dół.
-Tęskniłem, Flo!
-Chyba jednak wolę Blue...-Westchnęłam.
-Spoko, Blue!- Jeszcze raz mnie przytuliła, poczym zeszliśmy na dół.
-Hej Mike!- Przywitał się z 20-latkiem.
- Mamma Mia! Dzieńdobry mała!- Wrzasnął ‘’Mike’’.
- Witaj!- Odparła.- Nic nie sługeruję, ale jest noc.
-Jasne...Tak.-Odpowiedział zamyślony.- Za godzinę biorę udział w aukcji.
-O co?-Spytał Shade.
-O naszą małą Flo, otrzywiście. Blue, która akurat piła wodę, zwróciła ją akurat na mnie.
-Oj... przepraszam. Choć w sumię ci do twarzy w oklapniętych włosach.- Zarzartowała.- A co do tej aukcji, to co masz na myśli?- Tu zwróciła się do Mike’a.
-U kogo będziesz mieszkać.
-Chciałbyś bym z wami mieszkała?- Spytała zdziwiona.
-Jasne, im więcej dzieciaków, tym więcej zabawy!
- Bez obrazy, ale ty sam jesteś jak dzieciak.- Westchnąłem.
-Tak, ale ja jestem pełnoletni, Daley.- Odparował Mike. Zauwarzyłam, że lubił mówić do Shade’a po nazwisku.- No ale na mnie już czas. Nie mogę się spóźnić. A, i nie roznieście chaupki, bo nie będzie gdzie mieszkać. Tu pokiwaliśmy głowami. Kiedy Mike wyszedł, spytałem:
-Co robimy?
-A co masz na myśli?- Blue uśmiechnęła się spokojnie.
-No, chyba nie zamierzasz tu tak siedzieć.- Zamyśliłem się.
-Racja.- Zauwarzyła Blue.
-Gramy w piłkę?
-A jest gdzie?-W tym momęcie uderzyłem się dłonią w twarz.
-Mamy WIELKIE boisko, choćmy.
-Spoko!- Pobiegliśmy odpowiednimi korytarzami. Boisko było wielkie.
-Tu trenuję!- Uśmiechnęłem się radośnie. Trenowaliśmy tak przez godzine i pół, poczym wróciliśmy do naszego domu.
-Nie jesteśmy jedyni. Jest tu wiele innych domków. Taka podziemna metropolia!
-Fascynujące...-odparła nieco przesadnie Blue. Weszliśmy, i czekaliśmy przy stole przez dwadzieścia minut. Potem do domku wrócił Mike.
-Wygraliśmy!!!!!!!!!Zostajesz u nas...Jeśli chcesz.-Ostatnie zdanie wymówił nieco niepewnie.
-Jeśli otrzywiście nie robie kłopotu!
-Nie, nie robisz.
-Dziękuje.- Powiedziała Blue.
-Spoko, ale idź już spać. Dużo cię spotkało.
-Okej, dobranoc.- Pokazałem Blue jej pokój.

Następnego dnia wstałem wcześnie. Blue już też nie spała. Poszliśmy do kuchni, gdzie zastaliśmy Mike’a w trybie pół-drzemki.
-Hej!-Powiedziała pogodnie Blue do Mike`a.
-Witaj niewiasto!- Powiedział ziewając. Nagle podiął próbę zrobienia sobię kawy, jednak stan w którym się znalazł, uniemożliwił go. Wyciągnął miskę, poczym wlał do niej sok porzeczkowy i wsypał ziarka kawy.
-Nie radzę ci tego pić...-Powiedziała Blue.
-Kawa jest dobra...-Wzruszył ramionami.
-Kawa istotnie.- Nagle blue wstała i wylała ten, jakże intrygujący napój.
-Na nas już czas!- Powiedziałem, i wyszliśmy z podziemi. Rozmawialiśmy przez całą drogę. Nagle, przed szkołą, zza zekrętu wyszła Alex i...Edgar. Oboje szli do szkoły.
-Zapłacisz za swoje błędy, mały potworze!- Wrzasnął Edgar. Blue zatrzymała się.
-O co mu chodzi?- wyszeptałem.
-Powiedzmy, że mam z nim na pieńku...-Powiedziała przestraszona.
-Czy ty umiesz nie wdawać się w bójki?- Spytałem żartobliwie, ale odpowiedzi nie dostałem.
-Chodź, to ci przeprasuję twoją jazgotliwą mordę!- Krzyknął Edgar. Alex próbowała go powstrzymać, ale on ją tylko odepchnął.
-Spadaj Lennox!- Krzyknęłem.
-Nie mieszaj się w to, proszę.- Powiedziała Blue.
-Jak mnie zaatakujesz, to będziesz miał jeszcze więcej problemów!- Powiedziała, jednak Edgar już na nas szedł. Popatrzyłem na przestraszoną Alex. Nie wiedziała o co chodzi jej braciszkowi.

Alex?

piątek, 26 grudnia 2014

Od Shade'a

Po lekcjach miałem ochotę pogadać z Blue. Niestety, gdy zadzwonił ten piskliwy i bezużyteczny dzwonek, wypędziła z pokoju z prędkością światła. Już ją straciłem z oczu kiedy nagle wpadła na jakiegoś ucznia i trochę rozmawiali. To mnie uratowało. Od razu nadrobiłem dzielące nas metry. Kiedy skończyli rozmowę, Blue skręciła w jakąś ciemną ulice, gdzie ją dogoniłem.
-Cześć!- Powiedziałem promiennie.
-A, cześć!- Odpowiedziała.
- Słuchaj, przepraszam, że wmieszałem się w nie swoje sprawy, kłucąc się z twoim kolegą. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale zdenerwował mnie ten typ. Wiem, że nie powinienem być taki nachalny, przepraszam.
-A, to. Spoko, i w sumie dzięki za pomoc. Nie musisz przepraszać, właściwie nie zrobiłeś nic złego. Wiem jak się czujesz, też byłam tu nowa. Z czasem się przyzwyczaisz.Podoba ci się w naszej szkole?
-Jasne.- Rozpromieniłem się. Jestem Shade. Shade Daley.
-Blue.- Odparła.
- Wiem.- uśmiechnęłem się tajemniczo, jak zawsze. Widać, że ją tym zdziwiłem, bo uniosła swoje równo zarysowane brwi i widać, że uśmiech zniknął z jej twarzy.
-Czyżby?- Spytała zaciekawiona.-Skąd? Ja zignorowałem pytanie i kontynuowałem naszą nietypową rozmowę.
-Wiem także gdzie mieszkasz i kim jesteś. – Powiedziałem spokojnie. Kiedy zobatrzyłem kątem oka, że się przestraszyła, dolałem oliwy do ognia, mówiąc:

-Nie ma się czego bać, Florence Shinai.