Znowu zaspałem, znowu prawie spóźniłem się do szkoły i znowu nie wziąłem śniadania. Poszedłem po Mis, poszliśmy do szkoły. Oczywiście spóźniłem się, ale jakoś doszliśmy. Pierwszą lekcją był wf, na którym poszliśmy biegać na długie dystanse. Mis nie musiała, bo miała jeszcze nogę w gipsie. Za to ja razem z resztą mojej klasy i klasą II zaliczaliśmy okrążenia. Dziewczyny na 900 m, a my na 1500 m. Po szkole pojechaliśmy z Mis do lekarza i ściągnęli jej gips. Pojechaliśmy trochę wcześniej, gdyż, ponieważ przepadły nam dwie ostatnie lekcje. Zeszło nam dość długo, bo była kolejka i prawie spóźniliśmy się na trening.
Miss? <3 ^^
Krótkie, ale czego się po mnie spodziewaliście, skoro nadal cierpię na brak weny? Już chyba trochę mi lepiej, ale nadal nie wystarczająco, żeby zaskoczyć was pięknym, długim opowiadankiem.
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Arcady'ego. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Arcady'ego. Pokaż wszystkie posty
wtorek, 21 kwietnia 2015
wtorek, 14 kwietnia 2015
Od Arcady'ego-CD Od Misuzu
Usłyszałem znajomy dźwięk dzwonka Misuzu dochodzący z pobliskich krzaków. Że co? Wstałem i ruszyłem w tamtym kierunku. Misuzu praktycznie od razu rozłączyła się. W krzakach zaczęło coś szeleścić. Podszedłem tam i zobaczyłem Misuzu. Miała prawą nogę w gipsie, a na jej twarzy malowało się zmieszanie.
-Misuzu!-powiedziałem i przytuliłem się do niej (tzn. bardziej rzuciłem się na nią).
-E... Co ty robisz?-zapytała.
-Stęskniłem się. Tylko czemu ty się ukrywasz przede mną? -odpowiedziałem.
-Nie chciałam, żebyś zobaczył mnie w takim stanie...-wyszeptała.
-Nie wiem o co ci chodzi...-mruknąłem.
-Nie mogę grać w piłkę nożną przez miesiąc-powiedziała.
-No i co z tego? A tak w ogóle czemu nie odbierasz telefonów ode mnie?
-No bo...
Nagle usłyszeliśmy ciche miauknięcie. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy kota.

Był cały biały, miał zielone oczy i różowiutki nosek.
-Jaki śliczny!-Misuzu wyrwała się z mojego uścisku, podeszła do kota i zaczęła go głaskać. On otarł się o nią (omal jej nie przewracając). Też podszedłem, ale kot ode mnie uciekł.
-Wystraszyłeś go, idioto!-skarciła mnie Misuzu.
-Ale ja nic nie zrobiłem...-mruknąłem cicho.
Kucnąłem i kot łaskawie do mnie podszedł. Pogłaskałem go. Miał puszyste futro i mruczał.
-Już wiem! Przygarnijmy go!
-C-Co...?
-Przygarnijmy go!
-Ale... On nie jest czyjś?
-E... Nie jest!
-A skąd wiesz?
-Bo wiem!
Kot wskoczył jej na głowę, tym razem naprawdę ją przewracając. Bardzo z siebie zadowolony, nadal mruczał, łasząc się.
-No to jak chcesz go nazwać?
-Mruczek!
-Nie...Nie...
-No to jak? Jest taki puszysty i biały.
-Może Shiro*?
-Ok!
Misuzu?
*shiro-jap. biały
-Misuzu!-powiedziałem i przytuliłem się do niej (tzn. bardziej rzuciłem się na nią).
-E... Co ty robisz?-zapytała.
-Stęskniłem się. Tylko czemu ty się ukrywasz przede mną? -odpowiedziałem.
-Nie chciałam, żebyś zobaczył mnie w takim stanie...-wyszeptała.
-Nie wiem o co ci chodzi...-mruknąłem.
-Nie mogę grać w piłkę nożną przez miesiąc-powiedziała.
-No i co z tego? A tak w ogóle czemu nie odbierasz telefonów ode mnie?
-No bo...
Nagle usłyszeliśmy ciche miauknięcie. Odwróciliśmy się i ujrzeliśmy kota.
Był cały biały, miał zielone oczy i różowiutki nosek.
-Jaki śliczny!-Misuzu wyrwała się z mojego uścisku, podeszła do kota i zaczęła go głaskać. On otarł się o nią (omal jej nie przewracając). Też podszedłem, ale kot ode mnie uciekł.
-Wystraszyłeś go, idioto!-skarciła mnie Misuzu.
-Ale ja nic nie zrobiłem...-mruknąłem cicho.
Kucnąłem i kot łaskawie do mnie podszedł. Pogłaskałem go. Miał puszyste futro i mruczał.
-Już wiem! Przygarnijmy go!
-C-Co...?
-Przygarnijmy go!
-Ale... On nie jest czyjś?
-E... Nie jest!
-A skąd wiesz?
-Bo wiem!
Kot wskoczył jej na głowę, tym razem naprawdę ją przewracając. Bardzo z siebie zadowolony, nadal mruczał, łasząc się.
-No to jak chcesz go nazwać?
-Mruczek!
-Nie...Nie...
-No to jak? Jest taki puszysty i biały.
-Może Shiro*?
-Ok!
Misuzu?
*shiro-jap. biały
poniedziałek, 13 kwietnia 2015
Od Arcady'ego-CD Od Alex i Tekli
-Alex-powiedziałem.
Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na mnie.
-No bo...-zacząłem się jąkać, nie wiedząc co powiedzieć. Wziąłem głęboki oddech, podczas gdy one obie wpatrywały się we mnie.-Alex, nie wiem, co dokładnie przytrafiło ci się w przeszłości, ale sądzę, że nie powinnaś marnować takich zdolności. Każdy popełnia błędy i najgorzej, kiedy ktoś bierze je sobie do serca, nawet jeżeli są poważne. Tutaj też nikt nie jet doskonały. Nikt nie będzie na ciebie zły, jeżeli zrobisz coś źle. Na rozgrywającym spoczywa duża odpowiedzialność i każdy to rozumie. Dlatego proszę, spróbuj chociaż.
Obie wpatrywały się we mnie z jeszcze większą intensywnością i zdziwieniem.
Alex/Tekla?
Tia... Arcady wreszcie powiedział coś mądrego... Ktoś go chyba nam podmienił :/
Dziewczyna odwróciła się i spojrzała na mnie.
-No bo...-zacząłem się jąkać, nie wiedząc co powiedzieć. Wziąłem głęboki oddech, podczas gdy one obie wpatrywały się we mnie.-Alex, nie wiem, co dokładnie przytrafiło ci się w przeszłości, ale sądzę, że nie powinnaś marnować takich zdolności. Każdy popełnia błędy i najgorzej, kiedy ktoś bierze je sobie do serca, nawet jeżeli są poważne. Tutaj też nikt nie jet doskonały. Nikt nie będzie na ciebie zły, jeżeli zrobisz coś źle. Na rozgrywającym spoczywa duża odpowiedzialność i każdy to rozumie. Dlatego proszę, spróbuj chociaż.
Obie wpatrywały się we mnie z jeszcze większą intensywnością i zdziwieniem.
Alex/Tekla?
Tia... Arcady wreszcie powiedział coś mądrego... Ktoś go chyba nam podmienił :/
niedziela, 12 kwietnia 2015
Od Arcady'ego
Jak zwykle zaspałem do szkoły. Znowu zapomniałem śniadania (choć w sumie i tak nie miałem czasu je sobie zrobić) i jak zwykle spóźniłem się na trening (tym razem tylko o 5 minut, więc ok). Jak zwykle dostałem za to niezły ochrzan od Mizukawy. Ech, jest nas teraz tylko 11, bez Shadow 10.
-To co? Przemyśleliście to, co wczoraj powiedziałam? Patric? Alex?-spytała Mizukawa.
Wszyscy popatrzyli na Patric'a.
-Zgoda-mruknął.
Zacząłem szukać wzorkiem Alex, ale nigdzie nie mogłem jej dostrzec.
-Gdzie Alex?-spytałem.
-Poszła do łazienki-wyjaśniła Tekla.
Poczekaliśmy chwilę aż wróciła.
Alex?
Tak, w końcu łaskawie coś napisałam ^^
-To co? Przemyśleliście to, co wczoraj powiedziałam? Patric? Alex?-spytała Mizukawa.
Wszyscy popatrzyli na Patric'a.
-Zgoda-mruknął.
Zacząłem szukać wzorkiem Alex, ale nigdzie nie mogłem jej dostrzec.
-Gdzie Alex?-spytałem.
-Poszła do łazienki-wyjaśniła Tekla.
Poczekaliśmy chwilę aż wróciła.
Alex?
Tak, w końcu łaskawie coś napisałam ^^
piątek, 20 marca 2015
Od Arcady'ego
Szedłem do klubu, kiedy zatrzymał mnie jeden z nauczycieli. Domyśliłem się, że jak zwykle powie mi z kim gramy następny mecz. W sumie niedługo FF. Podszedłem do niego.
-Smith, właśnie dostałem zestawienie drużyn na tegoroczną Strefę Futbolu-powiedział, pokazując mi kartkę z wypisanymi drużynami.

Pierwszy mecz gramy z... Occult... Gimnazjum Czarnej Magii, Magiczni...
Przyglądałem się przez chwilę kartce. Po chwili podziękowałem nauczycielowi i chciałem już iść do klubu.
-Poczekaj, jest jeszcze coś, co muszę ci powiedzieć.
Wróciłem się, a sensei powiedział o co chodzi.
-Naprawdę?-ucieszyłem się.-Bardzo panu dziękujemy.
Szybko pobiegłem do klubu, bo i tak byłem już spóźniony.
-Arcady, masz 10 i pół minutowe spóźnienie!-zganiła mnie Blue.
-A dokładniej spóźniłeś się 10 minut i 36 sekund. A musisz się jeszcze przebrać, więc się pośpiesz.
-Rozmawiałem z nauczycielem!-usprawiedliwiłem się.
-Coś znowu zrobił?-spytała Blue z ironicznym uśmiechem.
Przewróciłem tylko oczami i poszedłem się przebrać. Po kilku minutach wróciłem na boisko, gdzie reszta już powoli zaczynała trening pod okiem Mizukawy. Chciałem pobiec, żeby jak najszybciej znaleźć się na boisku, ale w międzyczasie but mi się rozwiązał, więc musiałem stanąć. Eh, trudno, kilka sekund człowieka nie zbawi... Podszedłem do Mizukawy i pokazałem jej kartkę z zestawieniem. Zwołaliśmy zbiórkę i po chwili wszyscy zgromadzili się wokół nas.
-Mamy zestawienie drużyn na strefę Futbolu-powiedziałem. Zespół okazał zdziwienie i zaciekawienie.-Pierwszy mecz gramy z Gimnazjum Occult.
Ktoś? ;p
-Smith, właśnie dostałem zestawienie drużyn na tegoroczną Strefę Futbolu-powiedział, pokazując mi kartkę z wypisanymi drużynami.

Pierwszy mecz gramy z... Occult... Gimnazjum Czarnej Magii, Magiczni...
Przyglądałem się przez chwilę kartce. Po chwili podziękowałem nauczycielowi i chciałem już iść do klubu.
-Poczekaj, jest jeszcze coś, co muszę ci powiedzieć.
Wróciłem się, a sensei powiedział o co chodzi.
-Naprawdę?-ucieszyłem się.-Bardzo panu dziękujemy.
Szybko pobiegłem do klubu, bo i tak byłem już spóźniony.
-Arcady, masz 10 i pół minutowe spóźnienie!-zganiła mnie Blue.
-A dokładniej spóźniłeś się 10 minut i 36 sekund. A musisz się jeszcze przebrać, więc się pośpiesz.
-Rozmawiałem z nauczycielem!-usprawiedliwiłem się.
-Coś znowu zrobił?-spytała Blue z ironicznym uśmiechem.
Przewróciłem tylko oczami i poszedłem się przebrać. Po kilku minutach wróciłem na boisko, gdzie reszta już powoli zaczynała trening pod okiem Mizukawy. Chciałem pobiec, żeby jak najszybciej znaleźć się na boisku, ale w międzyczasie but mi się rozwiązał, więc musiałem stanąć. Eh, trudno, kilka sekund człowieka nie zbawi... Podszedłem do Mizukawy i pokazałem jej kartkę z zestawieniem. Zwołaliśmy zbiórkę i po chwili wszyscy zgromadzili się wokół nas.
-Mamy zestawienie drużyn na strefę Futbolu-powiedziałem. Zespół okazał zdziwienie i zaciekawienie.-Pierwszy mecz gramy z Gimnazjum Occult.
Ktoś? ;p
piątek, 13 lutego 2015
Od Arcady'ego-CD Od Shade'a
-Co wy tu robicie!?-spytała wrogo.
-Mike przed chwilą zbił żarówkę-wymyśliłem na poczekaniu. W sumie to nawet prawdopodobne, żeby coś takiego zrobił.
-Tak?-zapytała.
Shade przytaknął. Dobrze, że wcześniej nie okazał żadnego śladu zdziwienia, bo moglibyśmy zapomnieć, że Mizukawa uwierzy w tą bajeczkę.
-Skoro tak-mruknęła, ale nie wyszła, tylko po prostu cofnęła się o krok i oparła o ścianę, przyglądając się nam.
Pozbieraliśmy się z podłogi i Shade z powrotem ustawił drabinę. Wszedłem na nią ostrożnie. Mam z wkręcaniem żarówek niezbyt miłe doświadczenie, tak samo mam wątpliwości co do asycie Shade'a przy tej czynności, no ale głupio było by przyznać się komuś jeszcze, więc się nie odzywałem. Wykręciłem zbitą żarówkę (upuściłem ją, za co dostałem surową reprymendę, ale nie zwróciłem na to większej uwagi), a Shade podał mi nową. Uff, udało się to załatwić bez szczególnych przygód.
Shade, nie musisz, ale jak chcesz to proszę bardzo ^^
-Mike przed chwilą zbił żarówkę-wymyśliłem na poczekaniu. W sumie to nawet prawdopodobne, żeby coś takiego zrobił.
-Tak?-zapytała.
Shade przytaknął. Dobrze, że wcześniej nie okazał żadnego śladu zdziwienia, bo moglibyśmy zapomnieć, że Mizukawa uwierzy w tą bajeczkę.
-Skoro tak-mruknęła, ale nie wyszła, tylko po prostu cofnęła się o krok i oparła o ścianę, przyglądając się nam.
Pozbieraliśmy się z podłogi i Shade z powrotem ustawił drabinę. Wszedłem na nią ostrożnie. Mam z wkręcaniem żarówek niezbyt miłe doświadczenie, tak samo mam wątpliwości co do asycie Shade'a przy tej czynności, no ale głupio było by przyznać się komuś jeszcze, więc się nie odzywałem. Wykręciłem zbitą żarówkę (upuściłem ją, za co dostałem surową reprymendę, ale nie zwróciłem na to większej uwagi), a Shade podał mi nową. Uff, udało się to załatwić bez szczególnych przygód.
Shade, nie musisz, ale jak chcesz to proszę bardzo ^^
czwartek, 5 lutego 2015
Od Arcady'ego-CD Od Misuzu
-Mnie nie pytaj-mruknąłem.
Misuzu mruknęła coś niezrozumiałego. Po chwili ciszy oznajmiła:
-Wiesz, że organizujemy z dziewczynami imprezę?-zapytała.
-Gdzie? Kiedy?-zapytałem odruchowo.
-Nie wiem. Dopiero wszystko organizujemy-odpowiedziała.
-No i?-zapytałem.
-No nic!-powiedziała.
Westchnęła.
-Matoł!-mruknęła i klapnęła mnie w głowę.
-Nie rozumiem o co ci chodzi-powiedziałem zbity z tropu, a po chwili dodałem:-Chcesz, żeby, z tobą poszedł?
-Z tego co wiem inaczej zaprasza się ludzi na imprezy-mruknęłam.
Teraz to ja westchnąłem,
-Czy pójdziesz ze mną na imprezę?-zapytałem, oddzielając każde słowo w zdaniu.
-Oczywiście!-ucieszyła się i przytuliła się do mnie lekko. Nie rozumiem dziewczyn!
Misuzu? <3
Misuzu mruknęła coś niezrozumiałego. Po chwili ciszy oznajmiła:
-Wiesz, że organizujemy z dziewczynami imprezę?-zapytała.
-Gdzie? Kiedy?-zapytałem odruchowo.
-Nie wiem. Dopiero wszystko organizujemy-odpowiedziała.
-No i?-zapytałem.
-No nic!-powiedziała.
Westchnęła.
-Matoł!-mruknęła i klapnęła mnie w głowę.
-Nie rozumiem o co ci chodzi-powiedziałem zbity z tropu, a po chwili dodałem:-Chcesz, żeby, z tobą poszedł?
-Z tego co wiem inaczej zaprasza się ludzi na imprezy-mruknęłam.
Teraz to ja westchnąłem,
-Czy pójdziesz ze mną na imprezę?-zapytałem, oddzielając każde słowo w zdaniu.
-Oczywiście!-ucieszyła się i przytuliła się do mnie lekko. Nie rozumiem dziewczyn!
Misuzu? <3
poniedziałek, 2 lutego 2015
Od Arcady'ego-Obiad
Właśnie siedzieliśmy przy stole w jadalni i czekaliśmy aż Mike przyniesie nam coś do jedzenia na obiad. Większość osób nastawiła się psychicznie na to, że posiłek nie będzie pożywny, tym bardziej smaczny, toteż ich nadzieja tkwiła w zapasach zgromadzonych w komodach, które w obecnym kryzysie służyły jako spiżarnie. Siedzieliśmy więc, oczekując, a nasze żoładki grały marsza z głodu. Po kilkunastu minutach drzwi prowadzące do kuchni i stanął w nich Mike ubrany w fartuszek w jakieś wzroki i niosący garnek zupy.
-Co to?-mruknęła Blue.
-Zupka jarzynowa-oznajmił nasz opiekun bardzo z siebie zadowolony.
-Nie mogłeś zamówić pizzy?-jęknęła Shadow.
-Jako wasz senpai muszę dopilnować, żebyście zdrowo się odżywiali-wyjaśnił, kładąc garnek na stole.
Kilka osób okazało swój sprzeciw i niezadowolenie, jednak Mike oczywiście to zignorował i życzył nam smacznego.
-Przyda się-mruknąłem i zacząłem przecedzać zupę łyżką. Kiedy Shade odwrócił się, żeby podnieść swój widelec, którym rzuciła Blue, wyłowiłem trochę rozgotowanej fasolki i wrzuciłem mu do talerza. Albo tego nie zauważył, albo stwierdził, że tak czy siak i tak nie będzie tego jadł, choć prawdopodobnie to pierwsze. Po 20 minutach wrócił Mike i spytał czy nam smakowało. Nie zauważył, że nie tknęliśmy przyrządzonego przez niego dania, gdyż każdy wlał zawartość swojego talerza z powrotem do garnka. Mike zabrał garnek i wrócił do kuchni, podczas gdy my mieliśmy uciechę ze swej inteligencji. Choć niewiadomo czy to dobrze, bo nadal jesteśmy głodni. W sumie wystarczy odczekać jeszcze te kolejne 20 minut, a potem możemy przecież zjeść coś jadalnego. Po dłuższej chwili Mike pojawił się z drugim daniem. Okazało się, że były nim różne warzywa. Tym można by się było nieco najeść, ale sęk w tym, że były rozgotowane albo nawet jeszcze gorzej. Mike nałożył każdemu porcyjkę i znowu gdzieś zniknął. Zacząłem dźgać żywność widelcem. Misuzu wstała i zapukała do kuchni. Drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Mike.
-Czy mogę prosić o nóż?-zapytała sztucznie uprzejmym głosem.
-Noże nie są dla dzieci, możecie zrobić sobie krzywdę!-powiedział i zatrzasnął drzwi.
Misuzu usiadła z powrotem nie wiedząc czy wzdychać czy śmiać się z jego zachowania.
-I kto to mówi-Blue przewróciła oczami, patrząc na drzwi.
Kiedy Mike ponownie przyszedł nas skontrolować, tak jak poprzednio wszystko wylądowało z powrotem w misce. On pochwalił nas i zabrał talerze. Wstaliśmy i podążyliśmy do pokoi.
-Kto składa się na pizzę?-zapytałem, wzdychając.
Wszyscy przytaknęli. Poszliśmy do pokoju chłopaków i zaczęliśmy omawiać, co zamawiamy. Znalazła się nawet ulotka z pizzerii. Zamówiliśmy telefonicznie posiłek i poszliśmy czatować przy drzwiach, żeby przypadkiem nie odebrał Mike. Po 30 minutach przyjechał dostawca i wręczył nam 4 pudełka pizzy. Ukradkiem wnieśliśmy je do pokoju i po chwili smakowaliśmy pysznej, cieplutkiej pizzy.
-Co to?-mruknęła Blue.
-Zupka jarzynowa-oznajmił nasz opiekun bardzo z siebie zadowolony.
-Nie mogłeś zamówić pizzy?-jęknęła Shadow.
-Jako wasz senpai muszę dopilnować, żebyście zdrowo się odżywiali-wyjaśnił, kładąc garnek na stole.
Kilka osób okazało swój sprzeciw i niezadowolenie, jednak Mike oczywiście to zignorował i życzył nam smacznego.
-Przyda się-mruknąłem i zacząłem przecedzać zupę łyżką. Kiedy Shade odwrócił się, żeby podnieść swój widelec, którym rzuciła Blue, wyłowiłem trochę rozgotowanej fasolki i wrzuciłem mu do talerza. Albo tego nie zauważył, albo stwierdził, że tak czy siak i tak nie będzie tego jadł, choć prawdopodobnie to pierwsze. Po 20 minutach wrócił Mike i spytał czy nam smakowało. Nie zauważył, że nie tknęliśmy przyrządzonego przez niego dania, gdyż każdy wlał zawartość swojego talerza z powrotem do garnka. Mike zabrał garnek i wrócił do kuchni, podczas gdy my mieliśmy uciechę ze swej inteligencji. Choć niewiadomo czy to dobrze, bo nadal jesteśmy głodni. W sumie wystarczy odczekać jeszcze te kolejne 20 minut, a potem możemy przecież zjeść coś jadalnego. Po dłuższej chwili Mike pojawił się z drugim daniem. Okazało się, że były nim różne warzywa. Tym można by się było nieco najeść, ale sęk w tym, że były rozgotowane albo nawet jeszcze gorzej. Mike nałożył każdemu porcyjkę i znowu gdzieś zniknął. Zacząłem dźgać żywność widelcem. Misuzu wstała i zapukała do kuchni. Drzwi się otworzyły i pojawił się w nich Mike.
-Czy mogę prosić o nóż?-zapytała sztucznie uprzejmym głosem.
-Noże nie są dla dzieci, możecie zrobić sobie krzywdę!-powiedział i zatrzasnął drzwi.
Misuzu usiadła z powrotem nie wiedząc czy wzdychać czy śmiać się z jego zachowania.
-I kto to mówi-Blue przewróciła oczami, patrząc na drzwi.
Kiedy Mike ponownie przyszedł nas skontrolować, tak jak poprzednio wszystko wylądowało z powrotem w misce. On pochwalił nas i zabrał talerze. Wstaliśmy i podążyliśmy do pokoi.
-Kto składa się na pizzę?-zapytałem, wzdychając.
Wszyscy przytaknęli. Poszliśmy do pokoju chłopaków i zaczęliśmy omawiać, co zamawiamy. Znalazła się nawet ulotka z pizzerii. Zamówiliśmy telefonicznie posiłek i poszliśmy czatować przy drzwiach, żeby przypadkiem nie odebrał Mike. Po 30 minutach przyjechał dostawca i wręczył nam 4 pudełka pizzy. Ukradkiem wnieśliśmy je do pokoju i po chwili smakowaliśmy pysznej, cieplutkiej pizzy.
niedziela, 1 lutego 2015
Od Arcady'ego-CD Od Misuzu
-1:0 dla nas!-wykrzyknęły dziewczyny, śmiejąc się jak opętane.
-No ej!!!-krzyknąłem, a po chwili dodałem:-Same zaczęłyście tą wojnę!!
Shade koło mnie też śmiał. Dźgnąłem go mocno łokciem i trochę się opanował.
-A ty się nie śmiej-mruknąłem, posyłając mu złowieszcze spojrzenie, na co dostał nawrotu śmiechu.
Wyciągnąłem z plecaka butelkę wody i wylałem ją sobie na twarz, próbując zmyć to wszystko chusteczką. Kwiatek się zmył, ale czerwony na policzkach tylko mocno rozmazał. Podczas gdy dziewczyny nadal zanosiły się śmiechem, obserwując mnie w akcji, ja próbowałem pozbyć się "makijażu". Shade próbował mi pomóc, ukradkiem się podśmiewając.
***
Kilka godzin później siedzieliśmy w pokoju, myśląc jaki kawał zrobić dziewczynom.
-Mam dobry pomysł-powiedziałem.-Zrobię im coś z dezodorantami.
-Nieźle. Możemy też użyć pasty do zębów. Mam całą nową tubkę-zaoferował Shade.
-Jeszcze jakieś pomysły?-zapytałem.
-Lepiej zachowajmy resztę na dogrywkę. To pewne, że dziewczyny się zemszczą, a jak zabraknie nam pomysłów, to będziemy skończeni-stwierdził Noya.
-Masz rację-przytaknął Shade.-No to kiedy wyruszamy?
-Hmm... Może niech ktoś stanie niedaleko pokoju dziewczyn na czatach i jak upewni się, że wszystkie już stamtąd wyszły, zawoła nas, co?-zaproponowałem.
-Ok-przytaknął Noya.
-Na kawałach się jednak trochę znasz-zauważył Shade. Uśmiechnąłem się.-Ale tylko na tym-dodał.
-No wiesz ty co!-wypomniałem.
-To kto idzie?-zapytał Noya.
-Ja mogę-mruknął Patric.
-To ok!-podsumował Reg.
Patric wyszedł z pokoju i oparł się o ścianę naprzeciwko. Dziewczyny chyba nie uznały to za dziwne. Shadow i Alex wracały właśnie skądś, chyba z zakupów. Niosły jakieś torby. Weszły do pokoju, w którym Misuzu leżała na łóżku Alex i czytała książkę, Blue tam nie było. Po chwili Alex i Shadow wyszły, pewnie tylko odłożyły zakupy, i gdzieś poszły. Po kilku minutach z drugiego pokoju wyszła Ariana i zawołała Misuzu, która odłożyła książkę i gdzieś razem poszły. Patric odczekał chwilę, a potem powiadomił nas o opróżnieniu pokoju. Od razu wkroczyliśmy do akcji. Shade wziął tubkę pasty do zębów, a ja kilka gwoździ. Patric nadal stał na czatach, a nasza czwórka wkroczyła do akcji. Podczas gdy ja szybko wyjaśniłem Noyi, co zrobić z gwoździami, Reg i Shade pisali pastą po ścianie. Po dwóch minutach nasza dwójka skończyła pracę. Reg i Shade pisali już ostatnie litery.
-Z wielką przyjemnością składamy pozdrowienia z dedykacją dla płci pięknej...-przeczytałem, co było trudne, bo napisali to nieco niewyraźnie.-Wystarczyło by "z przyjemnością"-skomentowałem.
-Oj, nie czepiaj się szczegółów, spieszymy się przecież!-mruknął Reg.
Po uprzednim sprawdzeniu, czy nikogo nie ma na korytarzu, wyszliśmy bardzo zadowoleni ze swojego poczynania.
-A w drugim pokoju nie robimy?-zapytał Noya.
-Ech, innym razem-mruknął Shade.-Nie chcemy mieć przecież wojny 8 na 5!
-No w sumie...-mruknąłem.
Blue? :)
-No ej!!!-krzyknąłem, a po chwili dodałem:-Same zaczęłyście tą wojnę!!
Shade koło mnie też śmiał. Dźgnąłem go mocno łokciem i trochę się opanował.
-A ty się nie śmiej-mruknąłem, posyłając mu złowieszcze spojrzenie, na co dostał nawrotu śmiechu.
Wyciągnąłem z plecaka butelkę wody i wylałem ją sobie na twarz, próbując zmyć to wszystko chusteczką. Kwiatek się zmył, ale czerwony na policzkach tylko mocno rozmazał. Podczas gdy dziewczyny nadal zanosiły się śmiechem, obserwując mnie w akcji, ja próbowałem pozbyć się "makijażu". Shade próbował mi pomóc, ukradkiem się podśmiewając.
***
Kilka godzin później siedzieliśmy w pokoju, myśląc jaki kawał zrobić dziewczynom.
-Mam dobry pomysł-powiedziałem.-Zrobię im coś z dezodorantami.
-Nieźle. Możemy też użyć pasty do zębów. Mam całą nową tubkę-zaoferował Shade.
-Jeszcze jakieś pomysły?-zapytałem.
-Lepiej zachowajmy resztę na dogrywkę. To pewne, że dziewczyny się zemszczą, a jak zabraknie nam pomysłów, to będziemy skończeni-stwierdził Noya.
-Masz rację-przytaknął Shade.-No to kiedy wyruszamy?
-Hmm... Może niech ktoś stanie niedaleko pokoju dziewczyn na czatach i jak upewni się, że wszystkie już stamtąd wyszły, zawoła nas, co?-zaproponowałem.
-Ok-przytaknął Noya.
-Na kawałach się jednak trochę znasz-zauważył Shade. Uśmiechnąłem się.-Ale tylko na tym-dodał.
-No wiesz ty co!-wypomniałem.
-To kto idzie?-zapytał Noya.
-Ja mogę-mruknął Patric.
-To ok!-podsumował Reg.
Patric wyszedł z pokoju i oparł się o ścianę naprzeciwko. Dziewczyny chyba nie uznały to za dziwne. Shadow i Alex wracały właśnie skądś, chyba z zakupów. Niosły jakieś torby. Weszły do pokoju, w którym Misuzu leżała na łóżku Alex i czytała książkę, Blue tam nie było. Po chwili Alex i Shadow wyszły, pewnie tylko odłożyły zakupy, i gdzieś poszły. Po kilku minutach z drugiego pokoju wyszła Ariana i zawołała Misuzu, która odłożyła książkę i gdzieś razem poszły. Patric odczekał chwilę, a potem powiadomił nas o opróżnieniu pokoju. Od razu wkroczyliśmy do akcji. Shade wziął tubkę pasty do zębów, a ja kilka gwoździ. Patric nadal stał na czatach, a nasza czwórka wkroczyła do akcji. Podczas gdy ja szybko wyjaśniłem Noyi, co zrobić z gwoździami, Reg i Shade pisali pastą po ścianie. Po dwóch minutach nasza dwójka skończyła pracę. Reg i Shade pisali już ostatnie litery.
-Z wielką przyjemnością składamy pozdrowienia z dedykacją dla płci pięknej...-przeczytałem, co było trudne, bo napisali to nieco niewyraźnie.-Wystarczyło by "z przyjemnością"-skomentowałem.
-Oj, nie czepiaj się szczegółów, spieszymy się przecież!-mruknął Reg.
Po uprzednim sprawdzeniu, czy nikogo nie ma na korytarzu, wyszliśmy bardzo zadowoleni ze swojego poczynania.
-A w drugim pokoju nie robimy?-zapytał Noya.
-Ech, innym razem-mruknął Shade.-Nie chcemy mieć przecież wojny 8 na 5!
-No w sumie...-mruknąłem.
Blue? :)
sobota, 31 stycznia 2015
Od Arcady'ego i Blue-Obóz
Dzisiaj mieliśmy jechać na obóz treningowy. Nie wiem, gdzie jedziemy, no ale dobra. Zbiórka miała być o 9.Według mnie mogłaby być trochę później, na przykład o 12. Eh, marzenia... Kiedy schodziłem na dół zawołała mnie matka. Pytała tylko, czy na pewno niczego nie zapomniałem. Bez zastanowienia rzuciłem, że wszystko mam i już chciałem biec do kuchni na śniadanie, ale źle postawiłem stopę i wywaliłem się, uderzając lewą ręką w szafkę. Jak tak dalej pójdzie, to ta ręka nigdy nie przestanie mnie boleć. Jęknąłem tylko i po cichym westchnięciu wstałem i poszedłem do kuchni, odczuwając przy tym nieznaczny ból w lewej stopie. Zrobiłem sobie kanapki. Usiadłem przy stole i żułem je bez entuzjazmu, kiedy nagle uświadomiłem sobie, że powinienem się pośpieszyć. Z wrażenia aż upuściłem kromkę z powrotem na talerz. Pobiegłem do pokoju i w błyskawicznym tempie (to do mnie niepodobne) ubrałem się i wziąłem na dół plecak. Założyłem buty i złapałem śniadanie. Pobiegłem do szkoły, jedząc kanapkę. Kiedy dołączyłem do reszty, dostały mi jeszcze ostatnie kęsy.
-Spóźniłeś się-wypomniał Shade.
-Nie mogłem czegoś znaleźć-skłamałem.
-Ta, jasne... Już ci wierzę!-skomentował i uśmiechnął się.
***
Autokar był dość...
-Co to ma być!?- Wrzasnęłam, pokazując na starocia przed naszą szkołą.
-Cóż za entuzjazm!- Zawołała Shadow. W końcu wsiedliśmy do naszego...pojazdu (nie przypominał on ani autokaru, ani autobusu ani pociągu.) Shade usiadł koło Arcady'ego i gadali o obozie (jakiś czas później Arcady zasnął). Ja usiadłam koło Mizukawy. Spojrzała na mnie, poczym wróciła do czytania lektury.
-Cześć!- Powiedziałam pogodnie.
-Witaj.- Odparłą zaczytana.
-Cieszysz się, że jedziemy na obóz?
-Może być.- Odparła Mizukawa, ale chyba mnie nie słyszała.
-Co czytasz?- Ciągnęłam pogodnie.
-Związek umarłych poetów.- Odparła zimno.
-No to miłej lektury.- Powiedziałam wykończona naszą rozmową. Mizukawa mruknęła coś pod nosem, ale uznałam to, za coś w stylu ''Nie przeszkadzaj''. Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. Otworzyliśmy drzwi i następną rzeczą którą pamientam, był doskonale synchronizowany wrzask: Mój i Shade'a. Wrzasnęliśmy, albowiem zobatrzyliśmy naszego opiekuna. Był to...
***
-Mike!?-ja, Blue i Shade krzyknęliśmy chóralnie.
-Będę waszym opiekunem na obozie-potwierdził bardzo z siebie zadowolony.
Nasza trójka była doszczętnie załamana tym faktem. Reszta wyglądała na zaskoczonych naszą reakcją. No tak, nie znają Mike'a. Eh, zapowiada się naprawdę ciekawy obóz. Mike wskazał nam nasze pokoje. Pokój chłopców był brązowy. Mieliśmy 2 dwupiętrowe łóżka i jedno zwykłe. Nawet z przyzwoitości nie powiem, że te łóżka wyglądały na stabilne. Ja spałem na łóżku z Shade'em. Ja na górze, on na dole. Na drugim Noya z Patric'em, a Reg sam. W pokoju była jeszcze wielka, stara szafa i stolik z krzesłami. No i dywan. Po rozpakowaniu się poszedłem zobaczyć pokoje dziewczyn. W pierwszym były Blue, Alex, Shadow i Mizusu. Ich pokój był tak pięknie jasnoróżowy. Kiedy to zobaczyłem, zacząłem się śmiać. Oberwałem poduszką od Blue, więc wyszedłem i zaglądnąłem do drugiego pokoju, który obecnie należał do reszty dziewczyn. Był fioletowy. No cóż, na początku nie byłem zbyt uradowany kolorem ścian naszego pokoju, ale teraz wydaje mi się wyjątkowo ładny.
***
Mieliśmy godzinę na rozpakowanie naszych ubrań. Punktualnie o dwunastej, usłyszeliśmy przerażający gwizd.
-Mike.- Mruknęłam, poczym zeszliśmy na dół. Byli tam już Arcady i Shade. Kiedy wszyscy się zgromadzili, Mike przemówił:
-Od teraz jestem waszym opiekunem. Waszym królem. Dyktatorem i stwórcą. Waszym senpaiem.
Ja, Arcady i Shade prychnęliśmy. Nagle napotkałam wzrok Shade'a, ale szybko się odwróciłam.
-O czternastej obiad. Narazie macie czas wolny.- Powiedział Mike.
-Jakie są zasady?- Spytała Alex.
-No..- Zaczął Mike, ale nasza trójka wiedziała, że biedny Mike nie jest na to przygotowany.- Jak przechodzicie przez ulice, to unoście prawą ręke.
-To tyle?- Spytała Shadow.- Tego uczyli nas w przedszkolu.
-Trudno.- Wzruszył ramionami Mike, poczym się gdzieś ulotnił.
***
Kiedy tylko Mike zniknął z zasięgu wzroku i słuchu, przewróciłem się na ziemię i zacząłem się śmiać.
-A tobie co?-zapytał Noya.
-Nic, zupełnie nic-powiedziałem z trudem, gdyż nadal się śmiałem. Mój napad trwał jeszcze 5 minut. Większość patrzyła się na to, nie wiedząc czy się śmiać czy płakać.
-Zaraz się zakrztusi!-stwierdził Shade.
-Ja...już...nie...mogę-wykrztusiłem. Bolał mnie już od tego brzuch i policzki. Shade i Noya dość długo próbowali mnie uspokoić, ale bezskutecznie. Nie mam pojęcia, co mnie tak rozśmieszyło...
***
-To co robimy?- Ziewnął Noya.
-Wycieczka krajoznawcza?- Zaproponowałam.
-Brzmi całkiem nieźle.- Stwierdziła Shadow. Shade popatrzył na mnie błagająco, lecz ja zmrużyłam oczy i przemówiłam:
-Może wybierzemy się do sklepu i uzupełnimy zapasy?
-Myślałem, że jedzenie będzie na miejscu.- Westchnął Noya.
-Jeśli będzie gotował Mike, to raczej nie licz, że ugotuje coś jadalnego.- Westchnął Shade.- On jest straszny w gotowaniu. Nie, Blue?- Nagle zwrócił się do mnie. Wszyscy spojrzeli na mnie, oczekując dalszego ciągu.
-Ehem...- Mruknęłam, przewracając oczami.
-Wszystko dobrze, Blue? Wydajesz się trochę spięta.- Stwierdził Arcady.
-Spadaj.- Mruknęłam ze złością. Wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy. By uniknąć dalszej wymiany zdań, wyszłam z pokoju.
-Co ją ugryzło?- Spytała zdziwiona Misuzu. Nikt nie odpowiedział.
-To idziemy na wycieczkę?- Spytał Patric. Wszyscy potaknęli, poczym wyszli za bramę naszego obozu. Ja siedziałam w pokoju, faszerując się apapem. Położyłam się na łóżku, ale po godzinie usłyszałam tupanie nóg. Drużyna chyba już wróciła. Do pokoju weszły Shadow, Alex i Misuzu. Kiedy mnie zobatrzyły, bardzo się zdziwiły:
-Co ci jest?- Spytała troskliwie Shadow.
-Nie, nic.- Odpowiedziałam beztrosko, chociaż wiedziałam, że dziewczyny się zoriętowały. Nagle z korytarza dobiegły do nas głosy Arcady'ego i Shade'a.
-To gdzie masz skarpetki?- Spytał Arcady.
-Blue je chyba ma.- Westchnął Shade, poczym wleźli do naszego pokoju. Kiedy mnie zobatrzyli, Shade powiedział nieśmiało:
-Em... Blue, chyba masz moje skarpetki, nie?
Ja spojrzałam na niego ze wzgardą i wstałam.
-Tylko tyle cię obchodzi!? Twój świat kręci się wokół samego siebie!?- Wrzasnęłam. Wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy. Ja wzięłam futerał na skrzypce, poczym trzęsąc się, wybiegłam z pokoju ze łzami w oczach. Wszyscy spojrzeli na Shade'a bardzo badawczo.
-Coś jej zrobił!?- Spytała wyzywająco Alex.
-Nie zrozumiesz.- Westchnął Shade, poczym usiadł ciężko za łóżku.Ja w tym czasie biegłam przed siebie. Przebiegłam przez mostek, poczym znalazłam się na ogrodzonym patio. Usiadłam na drewnianym stoliczku, poczym wyciągnęłam skrzypce. Po kilku utworach, kiedy ochrypł mi już głos od stałego śpiewania, spojrzałam na zegarek. Była już czternasta, więc wszyscy byli już na obiedzie. Właściwie, wcale nie jestem głodna, obejdę się smakiem. Ukryłam twarz w dłoniach, poczym zachlipałam. Nagle poczułam, że ktoś kładzie na mnie rękę.
-Misuzu.- Westchnęłam.
-Rozumiem, że masz problem. Każdy je ma! Ale wiesz, jeśli nie pozwolisz nam sobie pomóc, to nie wydarzy się nic dobrego.- Powiedziała słodko, poczym usiadła koło mnie.
-Wiem jak to jest, czuć się jak... domek z kart. Wystarczy jeden podmuch do zwalenia.- Kontynuowała. Spojrzałam na nią.
-Skąd wiesz...
-To proste. On cię skrzywdził, ale nawet ty tego nie rozumiesz dlaczego.- Stwierdziła.- Ja cię rozumiem!- Dodała. Ta cała Misuzu była taka dobra.
-Dzięki.- Wyjąkała.
-Ale jak się zjawisz na obiedzie, to pokożesz mu, że jesteś silna.- Powiedziła.
-Tak?- Spytałam i wstałam. Ona uśmiechnęła się słodko. Skierowałyśmy się więc do stołówki.
-Całkiem spoko śpiewasz.- Powiedziała Misuzu.
-Dziękuję.- Powiedziałam. Kiedy otworzyłyśmy drzwi, wszyscy spojrzeli na nas pytająco. Usiadłyśmy, poczym zajęłyśmy się jedzeniem. Shade siedził na drugim końcu stołu. Patrzył się przed siebie, zaciskająć pięści. Połamał już dwa plastikowe widelce. Arcady był wyraźnie zmartwiony. Po obiedzie, przeszedł do nas Mike.
-Zaczynamy trening.
***
Westchnąłem. Miałem wątpliwości co do tego, czy Mike zna się na piłce nożnej... Zaczął mówić coś niezrozumiałego. Kiedy spytał się, czy wszystko jasne, zgodnym chórem odrzekliśmy "nie!". Poddał się i poszedł gdzieś, mówiąc coś o telewizji.
-A gdzie jest Mizukawa?-spytała Shadow.
Wszyscy automatycznie zaczęli się rozglądać. Po naszej menadżerce ni widu ni słychu.
-W takim razie Arcady prowadzi trening!-podsunął Shade.
-Czemu ja?-zacząłem się bronić.
-Bo jesteś kapitanem?-odpowiedział mi pytaniem.
-I co z tego?
-Że powinieneś dbać do drużynę.
Kłóciliśmy się tak przez dobrą chwilę, aż w końcu Ariana zaproponowała, że poprowadzi rozgrzewkę. Shade odpuścił mi i po chwili biegaliśmy wszyscy dokoła boiska. Potem różne ćwiczenia na rozciąganie. Kiedy mieliśmy robić pompki, ja leżałem na ziemi.
-Rusz się!-zarządził Shade.
-Ręka mnie boli-zacząłem marudzić.-Nie mogę się na niej wesprzeć!
-To rób na jednej!
Tak było zawsze, ale tym razem nikomu nie chciało się nas uciszyć.
***
Trening szedł nam dość znośnie, aż do momentu w którym piłka wyleciała za boisko.
-Aut!-Wrzasnął ktoś na ławce. Był to Mike. Po chwili zaczął wrzeszczeć jeszcze głośniej, ale tym razem zagwizdał swoim firmowym gwizdkiem.
-Wiemy, że jest aut.- Wyjaśnił Arcady swoim opanowanym głosem.
-Nie kłóć się ze swoim senpaiem! Był aut!
-Wiemy!!!- Wrzasnął Noya.
-Skoro tak.- Przewrócił oczami Mike.- A jak chcecie taki gwizdek, to jest teraz na przecenie.
-Obejdziemy się smakiem.- Powiedziała ironicznie Shadow, poczym wznowiliśmy trening. Jednak zauwarzyłam, że Arcady unikał mnie trochę. Pod koniec treningu, Arcady dostał kolejnego napadu śmiechu. Popatrzyłam na Shadow, a ta mi skinęła. W tym samym momęcie wyciągnęłyśmy butelki z wodą, po czym wylałyśmy ich zawartość na głowe Arcady'ego.
-Co wy sobie myślicie!?- Wrzasnął.
-Już za późno.- Wzruszyłyśmy ramionami.
-Odegram się!- Powiedział płaczliwym głosem.
-Już to widzę!- Zaśmiała się Shadow.
-Mały chłoptaś, który zaledwie umie chodzić.- Dodałam.
-Jestem od ciebie wyższy.- Uśmiechnął się triumfalnie.
-To ci i tak niczego nie da!- Stwierdziła Shadow. Po treningu, podeszłam do niej.
-Myślisz, że on się odwdzięczy?- Spytałam ze strachem.
-Boisz się tego chuderlaka?- Zdziwiła się Shadow.
-Nie, ale on nie musi być sam! Może poprosić o pomoc innych chłopaków i Mike'a.- Stwierdziłam. Shadow spojrzała na mnie zamyślona. Dopiero teraz zoriętowałyśmy się, że nie jesteśmy już takie bezpieczne jak przed piętnastoma minutami.
-Ale zapomniałaś, że nie jesteśmy jakimiś idiotkami.- Uśmiechnęła się Shadow złowieszczo.
-Planujesz coś?- Spytałam, ale nie dostałam odpowiedzi.
CDN.
-Spóźniłeś się-wypomniał Shade.
-Nie mogłem czegoś znaleźć-skłamałem.
-Ta, jasne... Już ci wierzę!-skomentował i uśmiechnął się.
***
Autokar był dość...
-Co to ma być!?- Wrzasnęłam, pokazując na starocia przed naszą szkołą.
-Cóż za entuzjazm!- Zawołała Shadow. W końcu wsiedliśmy do naszego...pojazdu (nie przypominał on ani autokaru, ani autobusu ani pociągu.) Shade usiadł koło Arcady'ego i gadali o obozie (jakiś czas później Arcady zasnął). Ja usiadłam koło Mizukawy. Spojrzała na mnie, poczym wróciła do czytania lektury.
-Cześć!- Powiedziałam pogodnie.
-Witaj.- Odparłą zaczytana.
-Cieszysz się, że jedziemy na obóz?
-Może być.- Odparła Mizukawa, ale chyba mnie nie słyszała.
-Co czytasz?- Ciągnęłam pogodnie.
-Związek umarłych poetów.- Odparła zimno.
-No to miłej lektury.- Powiedziałam wykończona naszą rozmową. Mizukawa mruknęła coś pod nosem, ale uznałam to, za coś w stylu ''Nie przeszkadzaj''. Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. Otworzyliśmy drzwi i następną rzeczą którą pamientam, był doskonale synchronizowany wrzask: Mój i Shade'a. Wrzasnęliśmy, albowiem zobatrzyliśmy naszego opiekuna. Był to...
***
-Mike!?-ja, Blue i Shade krzyknęliśmy chóralnie.
-Będę waszym opiekunem na obozie-potwierdził bardzo z siebie zadowolony.
Nasza trójka była doszczętnie załamana tym faktem. Reszta wyglądała na zaskoczonych naszą reakcją. No tak, nie znają Mike'a. Eh, zapowiada się naprawdę ciekawy obóz. Mike wskazał nam nasze pokoje. Pokój chłopców był brązowy. Mieliśmy 2 dwupiętrowe łóżka i jedno zwykłe. Nawet z przyzwoitości nie powiem, że te łóżka wyglądały na stabilne. Ja spałem na łóżku z Shade'em. Ja na górze, on na dole. Na drugim Noya z Patric'em, a Reg sam. W pokoju była jeszcze wielka, stara szafa i stolik z krzesłami. No i dywan. Po rozpakowaniu się poszedłem zobaczyć pokoje dziewczyn. W pierwszym były Blue, Alex, Shadow i Mizusu. Ich pokój był tak pięknie jasnoróżowy. Kiedy to zobaczyłem, zacząłem się śmiać. Oberwałem poduszką od Blue, więc wyszedłem i zaglądnąłem do drugiego pokoju, który obecnie należał do reszty dziewczyn. Był fioletowy. No cóż, na początku nie byłem zbyt uradowany kolorem ścian naszego pokoju, ale teraz wydaje mi się wyjątkowo ładny.
***
Mieliśmy godzinę na rozpakowanie naszych ubrań. Punktualnie o dwunastej, usłyszeliśmy przerażający gwizd.
-Mike.- Mruknęłam, poczym zeszliśmy na dół. Byli tam już Arcady i Shade. Kiedy wszyscy się zgromadzili, Mike przemówił:
-Od teraz jestem waszym opiekunem. Waszym królem. Dyktatorem i stwórcą. Waszym senpaiem.
Ja, Arcady i Shade prychnęliśmy. Nagle napotkałam wzrok Shade'a, ale szybko się odwróciłam.
-O czternastej obiad. Narazie macie czas wolny.- Powiedział Mike.
-Jakie są zasady?- Spytała Alex.
-No..- Zaczął Mike, ale nasza trójka wiedziała, że biedny Mike nie jest na to przygotowany.- Jak przechodzicie przez ulice, to unoście prawą ręke.
-To tyle?- Spytała Shadow.- Tego uczyli nas w przedszkolu.
-Trudno.- Wzruszył ramionami Mike, poczym się gdzieś ulotnił.
***
Kiedy tylko Mike zniknął z zasięgu wzroku i słuchu, przewróciłem się na ziemię i zacząłem się śmiać.
-A tobie co?-zapytał Noya.
-Nic, zupełnie nic-powiedziałem z trudem, gdyż nadal się śmiałem. Mój napad trwał jeszcze 5 minut. Większość patrzyła się na to, nie wiedząc czy się śmiać czy płakać.
-Zaraz się zakrztusi!-stwierdził Shade.
-Ja...już...nie...mogę-wykrztusiłem. Bolał mnie już od tego brzuch i policzki. Shade i Noya dość długo próbowali mnie uspokoić, ale bezskutecznie. Nie mam pojęcia, co mnie tak rozśmieszyło...
***
-To co robimy?- Ziewnął Noya.
-Wycieczka krajoznawcza?- Zaproponowałam.
-Brzmi całkiem nieźle.- Stwierdziła Shadow. Shade popatrzył na mnie błagająco, lecz ja zmrużyłam oczy i przemówiłam:
-Może wybierzemy się do sklepu i uzupełnimy zapasy?
-Myślałem, że jedzenie będzie na miejscu.- Westchnął Noya.
-Jeśli będzie gotował Mike, to raczej nie licz, że ugotuje coś jadalnego.- Westchnął Shade.- On jest straszny w gotowaniu. Nie, Blue?- Nagle zwrócił się do mnie. Wszyscy spojrzeli na mnie, oczekując dalszego ciągu.
-Ehem...- Mruknęłam, przewracając oczami.
-Wszystko dobrze, Blue? Wydajesz się trochę spięta.- Stwierdził Arcady.
-Spadaj.- Mruknęłam ze złością. Wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy. By uniknąć dalszej wymiany zdań, wyszłam z pokoju.
-Co ją ugryzło?- Spytała zdziwiona Misuzu. Nikt nie odpowiedział.
-To idziemy na wycieczkę?- Spytał Patric. Wszyscy potaknęli, poczym wyszli za bramę naszego obozu. Ja siedziałam w pokoju, faszerując się apapem. Położyłam się na łóżku, ale po godzinie usłyszałam tupanie nóg. Drużyna chyba już wróciła. Do pokoju weszły Shadow, Alex i Misuzu. Kiedy mnie zobatrzyły, bardzo się zdziwiły:
-Co ci jest?- Spytała troskliwie Shadow.
-Nie, nic.- Odpowiedziałam beztrosko, chociaż wiedziałam, że dziewczyny się zoriętowały. Nagle z korytarza dobiegły do nas głosy Arcady'ego i Shade'a.
-To gdzie masz skarpetki?- Spytał Arcady.
-Blue je chyba ma.- Westchnął Shade, poczym wleźli do naszego pokoju. Kiedy mnie zobatrzyli, Shade powiedział nieśmiało:
-Em... Blue, chyba masz moje skarpetki, nie?
Ja spojrzałam na niego ze wzgardą i wstałam.
-Tylko tyle cię obchodzi!? Twój świat kręci się wokół samego siebie!?- Wrzasnęłam. Wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy. Ja wzięłam futerał na skrzypce, poczym trzęsąc się, wybiegłam z pokoju ze łzami w oczach. Wszyscy spojrzeli na Shade'a bardzo badawczo.
-Coś jej zrobił!?- Spytała wyzywająco Alex.
-Nie zrozumiesz.- Westchnął Shade, poczym usiadł ciężko za łóżku.Ja w tym czasie biegłam przed siebie. Przebiegłam przez mostek, poczym znalazłam się na ogrodzonym patio. Usiadłam na drewnianym stoliczku, poczym wyciągnęłam skrzypce. Po kilku utworach, kiedy ochrypł mi już głos od stałego śpiewania, spojrzałam na zegarek. Była już czternasta, więc wszyscy byli już na obiedzie. Właściwie, wcale nie jestem głodna, obejdę się smakiem. Ukryłam twarz w dłoniach, poczym zachlipałam. Nagle poczułam, że ktoś kładzie na mnie rękę.
-Misuzu.- Westchnęłam.
-Rozumiem, że masz problem. Każdy je ma! Ale wiesz, jeśli nie pozwolisz nam sobie pomóc, to nie wydarzy się nic dobrego.- Powiedziała słodko, poczym usiadła koło mnie.
-Wiem jak to jest, czuć się jak... domek z kart. Wystarczy jeden podmuch do zwalenia.- Kontynuowała. Spojrzałam na nią.
-Skąd wiesz...
-To proste. On cię skrzywdził, ale nawet ty tego nie rozumiesz dlaczego.- Stwierdziła.- Ja cię rozumiem!- Dodała. Ta cała Misuzu była taka dobra.
-Dzięki.- Wyjąkała.
-Ale jak się zjawisz na obiedzie, to pokożesz mu, że jesteś silna.- Powiedziła.
-Tak?- Spytałam i wstałam. Ona uśmiechnęła się słodko. Skierowałyśmy się więc do stołówki.
-Całkiem spoko śpiewasz.- Powiedziała Misuzu.
-Dziękuję.- Powiedziałam. Kiedy otworzyłyśmy drzwi, wszyscy spojrzeli na nas pytająco. Usiadłyśmy, poczym zajęłyśmy się jedzeniem. Shade siedził na drugim końcu stołu. Patrzył się przed siebie, zaciskająć pięści. Połamał już dwa plastikowe widelce. Arcady był wyraźnie zmartwiony. Po obiedzie, przeszedł do nas Mike.
-Zaczynamy trening.
***
Westchnąłem. Miałem wątpliwości co do tego, czy Mike zna się na piłce nożnej... Zaczął mówić coś niezrozumiałego. Kiedy spytał się, czy wszystko jasne, zgodnym chórem odrzekliśmy "nie!". Poddał się i poszedł gdzieś, mówiąc coś o telewizji.
-A gdzie jest Mizukawa?-spytała Shadow.
Wszyscy automatycznie zaczęli się rozglądać. Po naszej menadżerce ni widu ni słychu.
-W takim razie Arcady prowadzi trening!-podsunął Shade.
-Czemu ja?-zacząłem się bronić.
-Bo jesteś kapitanem?-odpowiedział mi pytaniem.
-I co z tego?
-Że powinieneś dbać do drużynę.
Kłóciliśmy się tak przez dobrą chwilę, aż w końcu Ariana zaproponowała, że poprowadzi rozgrzewkę. Shade odpuścił mi i po chwili biegaliśmy wszyscy dokoła boiska. Potem różne ćwiczenia na rozciąganie. Kiedy mieliśmy robić pompki, ja leżałem na ziemi.
-Rusz się!-zarządził Shade.
-Ręka mnie boli-zacząłem marudzić.-Nie mogę się na niej wesprzeć!
-To rób na jednej!
Tak było zawsze, ale tym razem nikomu nie chciało się nas uciszyć.
***
Trening szedł nam dość znośnie, aż do momentu w którym piłka wyleciała za boisko.
-Aut!-Wrzasnął ktoś na ławce. Był to Mike. Po chwili zaczął wrzeszczeć jeszcze głośniej, ale tym razem zagwizdał swoim firmowym gwizdkiem.
-Wiemy, że jest aut.- Wyjaśnił Arcady swoim opanowanym głosem.
-Nie kłóć się ze swoim senpaiem! Był aut!
-Wiemy!!!- Wrzasnął Noya.
-Skoro tak.- Przewrócił oczami Mike.- A jak chcecie taki gwizdek, to jest teraz na przecenie.
-Obejdziemy się smakiem.- Powiedziała ironicznie Shadow, poczym wznowiliśmy trening. Jednak zauwarzyłam, że Arcady unikał mnie trochę. Pod koniec treningu, Arcady dostał kolejnego napadu śmiechu. Popatrzyłam na Shadow, a ta mi skinęła. W tym samym momęcie wyciągnęłyśmy butelki z wodą, po czym wylałyśmy ich zawartość na głowe Arcady'ego.
-Co wy sobie myślicie!?- Wrzasnął.
-Już za późno.- Wzruszyłyśmy ramionami.
-Odegram się!- Powiedział płaczliwym głosem.
-Już to widzę!- Zaśmiała się Shadow.
-Mały chłoptaś, który zaledwie umie chodzić.- Dodałam.
-Jestem od ciebie wyższy.- Uśmiechnął się triumfalnie.
-To ci i tak niczego nie da!- Stwierdziła Shadow. Po treningu, podeszłam do niej.
-Myślisz, że on się odwdzięczy?- Spytałam ze strachem.
-Boisz się tego chuderlaka?- Zdziwiła się Shadow.
-Nie, ale on nie musi być sam! Może poprosić o pomoc innych chłopaków i Mike'a.- Stwierdziłam. Shadow spojrzała na mnie zamyślona. Dopiero teraz zoriętowałyśmy się, że nie jesteśmy już takie bezpieczne jak przed piętnastoma minutami.
-Ale zapomniałaś, że nie jesteśmy jakimiś idiotkami.- Uśmiechnęła się Shadow złowieszczo.
-Planujesz coś?- Spytałam, ale nie dostałam odpowiedzi.
CDN.
poniedziałek, 26 stycznia 2015
Od Arcady'ego i Misuzu
Dzisiaj jak zwykle trenowaliśmy. Był to dopiero początek, ale niektórzy już wydawali się zmęczeni. Jak zwykle. Dzisiaj znowu nie potrafiłem trafić w pustą bramkę. No przecież! Każdy wie, że w tej kwestii jestem beznadziejny, ale bez przesady... Po pewnym czasie przestałem próbować i miałem już iść gdzie indziej, ale zobaczyłem koło boiska dziewczynę. Patrzyła niespokojnie na nas i rozglądała się. Postanowiłem do niej podejść, bo zdawało się, że czegoś chce.
***
-Hej-odezwał się jakiś chłopak stojący nieopodal
-Cześć jestem…
-Misuzu, ta nowa?
-No, tak!-powiedziałam-pokazać ci jakieś sztuczki?
-No, dawaj
Pokazałam mu pare dobrych trików. Wyrzuciłam piłkę w powietrze i wyskoczyłam. Trafiłam celnie do bramki. Nagle zobaczyłam że nie tylko on się na mnie patrzy teraz to już wszyscy! Co teraz? Stoję po środku boiska i się nie stoję jakby nigdy nic.
-Dałaś czadu nowa!-ktoś krzyczy
-Dzięki…-uciekam do szatni. Spojrzałam na zegarek. Spóźnie się na chemię…
***
-Hej-odezwał się jakiś chłopak stojący nieopodal
-Cześć jestem…
-Misuzu, ta nowa?
-No, tak!-powiedziałam-pokazać ci jakieś sztuczki?
-No, dawaj
Pokazałam mu pare dobrych trików. Wyrzuciłam piłkę w powietrze i wyskoczyłam. Trafiłam celnie do bramki. Nagle zobaczyłam że nie tylko on się na mnie patrzy teraz to już wszyscy! Co teraz? Stoję po środku boiska i się nie stoję jakby nigdy nic.
-Dałaś czadu nowa!-ktoś krzyczy
-Dzięki…-uciekam do szatni. Spojrzałam na zegarek. Spóźnie się na chemię…
czwartek, 22 stycznia 2015
Od Arcady'ego-Niespodziewane wieści
Żółwim tempem wlekłem się do szatni po lekcjach. Przez to ledwo zauważyłem nauczyciela, który mnie wołał.
-Tak?-zapytałem.
-Chodź na słówko-powiedział mężczyzna.
Podszedłem do niego.
-Pojedziecie z klubem piłkarskim na obóz treningowy.
Super!!Pomyślałem.
-Kiedy?-zapytałem, starając się być opanowanym.
-Jeszcze nie ustaliliśmy dokładnej daty, ale kilka dni po waszym następnym meczu.
Przytaknąłem na znak, że rozumiem.
-Potem powiem ci więcej na ten temat-oświadczył.
-Dobrze, już muszę iść.
Pobiegłem więc na trening. Jak zwykle byłem jednym z ostatnich.
-Są już wszyscy?-spytałem od progu.
-Tak-powiedziała z wyrzutem Blue.
-No co? Nauczyciel mnie zatrzymał.
-Coś ty znowu narobił?-zażartował Shade.
Prychnąłem i przewróciłem oczami.
-Jeżeli nie chcecie wiedzieć, czego się dowiedziałem, to w porządku-mruknąłem i zacząłem się przebierać. Przyjaciele kilkukrotnie starali się mnie nakłonić do zdradzenia informacji, ale powtarzałem im, że powiem, jak już cała drużyna będzie na boisku. W końcu przestawili się na poganianie mnie przy ubieraniu, przez co szło mi to jeszcze mozolniej. Po jakimś czasie wyszliśmy na boisko. Wszyscy stali w zbiórce (niewiarygodne!!!!!!!!!) i patrzyli na mnie.
-Jedziemy na obóz treningowy-oświadczyłem bez zbędnego gadania.
Po chwili, tak jak się spodziewałem, dało się słyszeć okrzyki typu "Gdzie?" "Kiedy?" "Na ile?" "Ale ekstra!" itd.
-Nie znam szczegółów-mruknąłem.-A teraz na boisko!-zarządziłem.
Ktoś, kto pragnie :)
-Tak?-zapytałem.
-Chodź na słówko-powiedział mężczyzna.
Podszedłem do niego.
-Pojedziecie z klubem piłkarskim na obóz treningowy.
Super!!Pomyślałem.
-Kiedy?-zapytałem, starając się być opanowanym.
-Jeszcze nie ustaliliśmy dokładnej daty, ale kilka dni po waszym następnym meczu.
Przytaknąłem na znak, że rozumiem.
-Potem powiem ci więcej na ten temat-oświadczył.
-Dobrze, już muszę iść.
Pobiegłem więc na trening. Jak zwykle byłem jednym z ostatnich.
-Są już wszyscy?-spytałem od progu.
-Tak-powiedziała z wyrzutem Blue.
-No co? Nauczyciel mnie zatrzymał.
-Coś ty znowu narobił?-zażartował Shade.
Prychnąłem i przewróciłem oczami.
-Jeżeli nie chcecie wiedzieć, czego się dowiedziałem, to w porządku-mruknąłem i zacząłem się przebierać. Przyjaciele kilkukrotnie starali się mnie nakłonić do zdradzenia informacji, ale powtarzałem im, że powiem, jak już cała drużyna będzie na boisku. W końcu przestawili się na poganianie mnie przy ubieraniu, przez co szło mi to jeszcze mozolniej. Po jakimś czasie wyszliśmy na boisko. Wszyscy stali w zbiórce (niewiarygodne!!!!!!!!!) i patrzyli na mnie.
-Jedziemy na obóz treningowy-oświadczyłem bez zbędnego gadania.
Po chwili, tak jak się spodziewałem, dało się słyszeć okrzyki typu "Gdzie?" "Kiedy?" "Na ile?" "Ale ekstra!" itd.
-Nie znam szczegółów-mruknąłem.-A teraz na boisko!-zarządziłem.
Ktoś, kto pragnie :)
wtorek, 20 stycznia 2015
Od Arcady'ego
Dnia dzisiejszego wracałem z treningu razem z Shade'em. Blue wróciła prosto do domu, a my postanowiliśmy się trochę powłóczyć.
-Eh, zapomniałem, że miałem wymienić żarówkę w domu...-westchnąłem.
-No to trzeba iść-Shade zdecydowanie podzielał moje niezadowolenie.
Poszliśmy więc najpierw do najbliższego sklepu z żarówkami. Po jakichś 10 minutach rozważania, jaką mam wziąć w końcu wyszliśmy. Skierowaliśmy się w stronę domu.
-Rany, jak mi się nie chce tyle chodzić!-zacząłem marudzić.
-Przed chwilą uważałeś, że możesz tak łazić przez cały dzień-stwierdził Shade.
-Ty nie rozumiesz różnicy-westchnąłem.-Lepiej łazić bez celu, niż iść wyznaczone miejsce. Jak sobie teraz pomyślę, jaki hektar jest do mojego domu...
Shade nic nie odpowiedział i resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Kiedy po 15 minutach stanęliśmy przed moim domem, Shade rzucił coś w stylu "To przecież wcale nie hektar!". Swoim zwyczajem zignorowałem to, czego nie chciałem usłyszeć. Po 5 minutach szukania wygrzebałem klucze z torby (bez skojarzeń!) i otworzyłem mieszkanie.
-Idę po drabinę-oznajmiłem i udałem się do ogrodu. Shade chyba wszedł do przedpokoju. Tylko, gdzie ta drabina...? Przeszukałem pół ogrodu i przyszedł Shade.
-No co tak długo-zniecierpliwił się.
-Nie mam pojęcia, gdzie jest drabina-oświadczyłem wprost.
Po 5 minutach naszym oczom wreszcie ukazała się drabina. Jakimś cudem wytargaliśmy ją z pomiędzy innych gratów i zatargaliśmy ją do domu. Postawiliśmy ją na środku salonu.
-Trzymaj ją-poleciłem Shade'owi i zacząłem wchodzić. Kiedy byłem już prawie na odpowiedniej wysokości, drabina niespodziewanie się złożyła i wylądowałem obok niej na ziemi. Shade zaczął się śmiać jak opętany.
-No wiesz ty co!-mruknąłem.
Nakazałem mu trzymać mocniej i ponownie wszedłem na drabinę. Miałem wątpliwości, co do tego, czy sumiennie wykonuje wykonuje polecanie, gdyż nadal chichotał, choć próbował to ukryć. Mruknąłem coś i wdrapałem się na najwyższy stopień. Sięgnąłem ręką do lampy i zacząłem wykręcać żarówkę. W tym samym momencie zobaczyłem na suficie coś czarnego.
-Pająk!-krzyknąłem i niestety ponownie spadłem na ziemię.
Shade tylko przyłożył głowę do ściany.
-No co?-mruknąłem. Wstałem i wróciłem do swojego poprzedniego zajęcia. Szło mi to dość mozolnie, ale w końcu udało mi się pozbyć żarówki. I to dosłownie... Upuściłem ją, a ona roztrzaskała się na kawałki. Shade z załamania puścił drabinę i tym razem o mało nie spadłem na szkło. W ostatniej chwili uratowałem się przed tym niewdzięcznym losem i po wypomnieniu przyjacielowi jego czynu zabrałem się do sprzątania. Po kilku minutach (doliczając znalezienie miotły) po rozbitej żarówce nie było już śladu. Wcisnąłem Shade'owi nową żarówkę do ręki i ponownie wdrapałem się po stopniach. Shade podał mi nową żarówkę (zachwiałem się niebezpiecznie przy schylaniu się po nią) i zacząłem ją wkręcać. Wtedy zadzwonił telefon... Tym razem to Shade przestraszył się i puścił drabinę. W związku z tym ponownie znalazłem się na ziemi. Westchnąłem tylko, na co Shade wzruszył ramionami. Zignorowałem telefon. Jak temu komuś zależy to oddzwoni później, a my mamy tu bardzo poważne zadanie. Znowu wszedłem na drabinę i wróciłem do wkręcania żarówki (tej na szczęście przy upadu nie upuściłem). Zajęło mi to małą chwilę. Odetchnąłem z ulgą i przez chwilę stałem patrząc na skończoną pracę. Niestety Shade znowu zapomniał, że miał trzymać drabinę i po chwili runąłem na ziemię razem z drabiną. Jęknąłem bezgłośnie przy spotkaniu z podłogą. Chciałem się podtrzymać rękami, żeby złagodzić upadek, no i... Niestety moja ręka widocznie nie wytrzymała i teraz czułem w niej ogromny ból.
-Ej, co ci jest?-spytał Shade, podchodząc do mnie. Odrzucił drabinę na bok i usiadł koło mnie. Ja trzymałem się kurczowo za lewą rękę. Jęknąłem, kiedy dotknął mojego nadgarstka.
-I znowu się w coś wpakowałeś-mruknął Shade, wzdychając.
-To ty puściłeś drabinę-jęknąłem. Wstałem powoli. Nie miałem pojęcia, co zrobić z tą ręką.
Shade? Znasz się na medycynie? :(
-Eh, zapomniałem, że miałem wymienić żarówkę w domu...-westchnąłem.
-No to trzeba iść-Shade zdecydowanie podzielał moje niezadowolenie.
Poszliśmy więc najpierw do najbliższego sklepu z żarówkami. Po jakichś 10 minutach rozważania, jaką mam wziąć w końcu wyszliśmy. Skierowaliśmy się w stronę domu.
-Rany, jak mi się nie chce tyle chodzić!-zacząłem marudzić.
-Przed chwilą uważałeś, że możesz tak łazić przez cały dzień-stwierdził Shade.
-Ty nie rozumiesz różnicy-westchnąłem.-Lepiej łazić bez celu, niż iść wyznaczone miejsce. Jak sobie teraz pomyślę, jaki hektar jest do mojego domu...
Shade nic nie odpowiedział i resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Kiedy po 15 minutach stanęliśmy przed moim domem, Shade rzucił coś w stylu "To przecież wcale nie hektar!". Swoim zwyczajem zignorowałem to, czego nie chciałem usłyszeć. Po 5 minutach szukania wygrzebałem klucze z torby (bez skojarzeń!) i otworzyłem mieszkanie.
-Idę po drabinę-oznajmiłem i udałem się do ogrodu. Shade chyba wszedł do przedpokoju. Tylko, gdzie ta drabina...? Przeszukałem pół ogrodu i przyszedł Shade.
-No co tak długo-zniecierpliwił się.
-Nie mam pojęcia, gdzie jest drabina-oświadczyłem wprost.
Po 5 minutach naszym oczom wreszcie ukazała się drabina. Jakimś cudem wytargaliśmy ją z pomiędzy innych gratów i zatargaliśmy ją do domu. Postawiliśmy ją na środku salonu.
-Trzymaj ją-poleciłem Shade'owi i zacząłem wchodzić. Kiedy byłem już prawie na odpowiedniej wysokości, drabina niespodziewanie się złożyła i wylądowałem obok niej na ziemi. Shade zaczął się śmiać jak opętany.
-No wiesz ty co!-mruknąłem.
Nakazałem mu trzymać mocniej i ponownie wszedłem na drabinę. Miałem wątpliwości, co do tego, czy sumiennie wykonuje wykonuje polecanie, gdyż nadal chichotał, choć próbował to ukryć. Mruknąłem coś i wdrapałem się na najwyższy stopień. Sięgnąłem ręką do lampy i zacząłem wykręcać żarówkę. W tym samym momencie zobaczyłem na suficie coś czarnego.
-Pająk!-krzyknąłem i niestety ponownie spadłem na ziemię.
Shade tylko przyłożył głowę do ściany.
-No co?-mruknąłem. Wstałem i wróciłem do swojego poprzedniego zajęcia. Szło mi to dość mozolnie, ale w końcu udało mi się pozbyć żarówki. I to dosłownie... Upuściłem ją, a ona roztrzaskała się na kawałki. Shade z załamania puścił drabinę i tym razem o mało nie spadłem na szkło. W ostatniej chwili uratowałem się przed tym niewdzięcznym losem i po wypomnieniu przyjacielowi jego czynu zabrałem się do sprzątania. Po kilku minutach (doliczając znalezienie miotły) po rozbitej żarówce nie było już śladu. Wcisnąłem Shade'owi nową żarówkę do ręki i ponownie wdrapałem się po stopniach. Shade podał mi nową żarówkę (zachwiałem się niebezpiecznie przy schylaniu się po nią) i zacząłem ją wkręcać. Wtedy zadzwonił telefon... Tym razem to Shade przestraszył się i puścił drabinę. W związku z tym ponownie znalazłem się na ziemi. Westchnąłem tylko, na co Shade wzruszył ramionami. Zignorowałem telefon. Jak temu komuś zależy to oddzwoni później, a my mamy tu bardzo poważne zadanie. Znowu wszedłem na drabinę i wróciłem do wkręcania żarówki (tej na szczęście przy upadu nie upuściłem). Zajęło mi to małą chwilę. Odetchnąłem z ulgą i przez chwilę stałem patrząc na skończoną pracę. Niestety Shade znowu zapomniał, że miał trzymać drabinę i po chwili runąłem na ziemię razem z drabiną. Jęknąłem bezgłośnie przy spotkaniu z podłogą. Chciałem się podtrzymać rękami, żeby złagodzić upadek, no i... Niestety moja ręka widocznie nie wytrzymała i teraz czułem w niej ogromny ból.
-Ej, co ci jest?-spytał Shade, podchodząc do mnie. Odrzucił drabinę na bok i usiadł koło mnie. Ja trzymałem się kurczowo za lewą rękę. Jęknąłem, kiedy dotknął mojego nadgarstka.
-I znowu się w coś wpakowałeś-mruknął Shade, wzdychając.
-To ty puściłeś drabinę-jęknąłem. Wstałem powoli. Nie miałem pojęcia, co zrobić z tą ręką.
Shade? Znasz się na medycynie? :(
niedziela, 18 stycznia 2015
Od Arcady'ego-CD Od Alex
-Ok-zgodziłem się.
Znalazłem w internecie oba nagrania i uważnie je obejrzałem. Nie mogłem uwierzyć. Że co!? Tylko niby po co mieliby tak robić? No cóż, przecież ich nie znam i nie wiem, co im chodzi po głowie.
-D-Dlaczego to zrobili?-spytałem Alex.
-Nie wiem-odezwał się głos w słuchawce.
-Ale skoro grają jak twoja drużyna... Znasz ich ruchy-wywnioskowałem po chwili.
-Teoretycznie tak, ale...-odpowiedziała.
-Co ale?-dociekałem.
-Nie wiadomo, co mogą wymyślić.
-No też fakt-przytaknąłem.-Więc co robimy?
-Nie wiem. Dlatego dzwonię.
-Hmm... Może przyjdziesz tu od mnie, to pomyślimy?-zaproponowałem.
-Dobra, za chwilę będę-zgodziła się i rozłączyła się.
Odłożyłem telefon na biurko i ponownie obejrzałem nagrania. Znalazłem też inne. Ich ruchy wyglądały na dość skomplikowane. Zapatrzyłem się i prawie zapomniałam, że powinienem zejść na dół. Wyglądnąłem przez okno. Alex była już blisko, przy sąsiednim domu. Zszedłem więc szybko na dół i otworzyłem drzwi. Przywitaliśmy się i poszliśmy do mojego pokoju na piętrze.
-No więc co?-zapytała. Widocznie miała nadzieję, że wymyślę coś, kiedy będzie szła.
-Nie wiem. Obejrzałem to jeszcze raz, ale nic takiego nie zobaczyłem.
-Aha. Trzeba pomyśleć, jaką strategię opracować przeciwko nim.
Milczeliśmy prze chwilę.
-Wiesz, myślę, że najlepiej będzie, jak powiemy reszcie. W końcu sami niczego nie wymyślimy.
Alex?
Znalazłem w internecie oba nagrania i uważnie je obejrzałem. Nie mogłem uwierzyć. Że co!? Tylko niby po co mieliby tak robić? No cóż, przecież ich nie znam i nie wiem, co im chodzi po głowie.
-D-Dlaczego to zrobili?-spytałem Alex.
-Nie wiem-odezwał się głos w słuchawce.
-Ale skoro grają jak twoja drużyna... Znasz ich ruchy-wywnioskowałem po chwili.
-Teoretycznie tak, ale...-odpowiedziała.
-Co ale?-dociekałem.
-Nie wiadomo, co mogą wymyślić.
-No też fakt-przytaknąłem.-Więc co robimy?
-Nie wiem. Dlatego dzwonię.
-Hmm... Może przyjdziesz tu od mnie, to pomyślimy?-zaproponowałem.
-Dobra, za chwilę będę-zgodziła się i rozłączyła się.
Odłożyłem telefon na biurko i ponownie obejrzałem nagrania. Znalazłem też inne. Ich ruchy wyglądały na dość skomplikowane. Zapatrzyłem się i prawie zapomniałam, że powinienem zejść na dół. Wyglądnąłem przez okno. Alex była już blisko, przy sąsiednim domu. Zszedłem więc szybko na dół i otworzyłem drzwi. Przywitaliśmy się i poszliśmy do mojego pokoju na piętrze.
-No więc co?-zapytała. Widocznie miała nadzieję, że wymyślę coś, kiedy będzie szła.
-Nie wiem. Obejrzałem to jeszcze raz, ale nic takiego nie zobaczyłem.
-Aha. Trzeba pomyśleć, jaką strategię opracować przeciwko nim.
Milczeliśmy prze chwilę.
-Wiesz, myślę, że najlepiej będzie, jak powiemy reszcie. W końcu sami niczego nie wymyślimy.
Alex?
piątek, 16 stycznia 2015
Od Arcady'ego-CD Od Shadow
Poszliśmy więc na trening. Był taki jak zwykle, te same elementy i ćwiczenia, w sumie niektórym się to już chyba znudziło... (nie, nie patrzcie na mnie!) Ja ćwiczyłem drybling z Shade'em. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale nie mogłem mu zabrać piłki.
-Co się z tobą dzieje?-zapytał.-Ty się pogorszyłeś, czy ja się polepszyłem?-zażartował.
-No nie wiem-zaśmiałem się.
Stanęliśmy w odległości kilku metrów od siebie. Tym razem bardziej się skupiłem. Kiedy w w końcu zdecydowaliśmy się ruszyć, szybko zrobiłem cięcie, żeby zabrać piłkę. Pojawiło się coś, co mnie zdziwiło. Energia. Nie, nie hissatsu. One wyglądają inaczej. Więc co to jest.
-Co to było?-zapytał zdziwiony Shade.
Ktoś?
-Co się z tobą dzieje?-zapytał.-Ty się pogorszyłeś, czy ja się polepszyłem?-zażartował.
-No nie wiem-zaśmiałem się.
Stanęliśmy w odległości kilku metrów od siebie. Tym razem bardziej się skupiłem. Kiedy w w końcu zdecydowaliśmy się ruszyć, szybko zrobiłem cięcie, żeby zabrać piłkę. Pojawiło się coś, co mnie zdziwiło. Energia. Nie, nie hissatsu. One wyglądają inaczej. Więc co to jest.
-Co to było?-zapytał zdziwiony Shade.
Ktoś?
wtorek, 13 stycznia 2015
Od Arcady'ego-CD Od Shadow
-Hej Shadow!-przywitałem się.
-Hej-odpowiedziała.
-Wcześnie tu jesteś-powiedziałem.
-Eem, zaspałam-zakłopotała się lekko, po czym roześmiała się.
-Ja w sumie też. Ale jakimś cudem zdążyłem. Tak naprawdę tylko dlatego, że biegłem na skróty, przez płot... Wszystkie książki po drodze mi się wysypały.
Zacząłem się śmiać, a ona razem ze mną.
-Ok, idę się przebrać-powiedziałem i ruszyłem do szatni. Przebrałem się dość szybko. W tym samym czasie do nas dołączyli jeszcze Lily, Blue i Shade.
Shadow? Brak weny.... ;(
-Hej-odpowiedziała.
-Wcześnie tu jesteś-powiedziałem.
-Eem, zaspałam-zakłopotała się lekko, po czym roześmiała się.
-Ja w sumie też. Ale jakimś cudem zdążyłem. Tak naprawdę tylko dlatego, że biegłem na skróty, przez płot... Wszystkie książki po drodze mi się wysypały.
Zacząłem się śmiać, a ona razem ze mną.
-Ok, idę się przebrać-powiedziałem i ruszyłem do szatni. Przebrałem się dość szybko. W tym samym czasie do nas dołączyli jeszcze Lily, Blue i Shade.
Shadow? Brak weny.... ;(
Od Arcady'ego
Dzisiejszego dnia zaspałem do szkoły, toteż wyruszyłem do niej na czczo. Biegłem jak szalony, co chwila patrząc na zegarek. Po zorientowaniu się, że i tak nie zdążę, postanowiłem pobiec skrótami. Skręciłem więc w boczną uliczkę. Możliwe, że korzystałbym z niej na co dzień, ale była odgrodzona płotem, licho wie po co. Rozpędziłem się i zapierając się rękami, wdrapałem się na płot, a potem ześlizgnąłem się z niego na drugą jego stronę. Niestety z pośpiechu zapomniałem najpierw przerzucić torby nad płotem, więc na chwilę obecną zwisała po przeciwnej stronie płotu, uniemożliwiając mi poruszanie się. Zacząłem się miotać i w końcu torba spadła na moją stronę. Złapałem ją, z tym szczegółem, że do góry dnem i wszystko mi się z niej wysypało, gdyż nie była zapięta. W zdenerwowaniu zacząłem zbierać z ziemi książki, zeszyty i przybory oraz pożywienie. Kiedy w końcu byłem gotowy do dalszej drogi odetchnąłem z ulgą i puściłem się biegiem. Do szkoły wpadłem na minutę przed dzwonkiem. Szybko ogarnąłem się przy szafce i popędziłem pod klasę. Dzwonek oznajmiający początek pierwszej lekcji zadzwonił, kiedy byłem kilkanaście metrów przed klasą.
-Zaspałem-wysapałem do Lily, która wlepiła we mnie pytający wzrok.
-Znoooowu?-zapytała z udawanym znudzeniem i zaśmiała się cicho.
Zdążyłem tylko przewrócić oczami, gdyż przyszedł nauczyciel matematyki.
Weszliśmy do klasy, rozpakowaliśmy się i zaczęła się lekcja. Kiedy sensei zaczął szukać w dzienniku dzisiejszego dnia, aby zapisać temat lekcji, rzuciłem do Lily dziurkaczem. Był to cud, biorąc pod uwagę to, że siedziałem w pierwszej ławce pod ścianą, a ona w drugiej pod oknem. Oczywiście, jak można było się spodziewać, matematyk nic a nic nie zauważył i nadal spokojnie kartkował dziennik. Popatrzyłem, jak Lily robi dziurki na ostatniej stronie zeszytu i przewróciłem oczami. Po chwili oddała dziurkacz sprawnym rzutem. I tym razem pedagog nie okazał reakcji. Temat był niemożliwie nudny: procenty z liczby. Nadzwyczajnie szybko robiłem wyznaczone zadania, po czym pisałem na kartce, którą przekazywałem jednemu koledze, a on mi odpisywał. Tym sposobem "przegadaliśmy" całą lekcję. Na następnych lekcjach nie zdarzyło się już nic godnego uwagi, oprócz tego, że pisaliśmy test z japońskiego. Jak zwykle poszedł mi tragicznie, nie oczekuję dobrego wyniku.
Po lekcjach mieliśmy jak zwykle trening.
Ktoś? ^^
-Zaspałem-wysapałem do Lily, która wlepiła we mnie pytający wzrok.
-Znoooowu?-zapytała z udawanym znudzeniem i zaśmiała się cicho.
Zdążyłem tylko przewrócić oczami, gdyż przyszedł nauczyciel matematyki.
Weszliśmy do klasy, rozpakowaliśmy się i zaczęła się lekcja. Kiedy sensei zaczął szukać w dzienniku dzisiejszego dnia, aby zapisać temat lekcji, rzuciłem do Lily dziurkaczem. Był to cud, biorąc pod uwagę to, że siedziałem w pierwszej ławce pod ścianą, a ona w drugiej pod oknem. Oczywiście, jak można było się spodziewać, matematyk nic a nic nie zauważył i nadal spokojnie kartkował dziennik. Popatrzyłem, jak Lily robi dziurki na ostatniej stronie zeszytu i przewróciłem oczami. Po chwili oddała dziurkacz sprawnym rzutem. I tym razem pedagog nie okazał reakcji. Temat był niemożliwie nudny: procenty z liczby. Nadzwyczajnie szybko robiłem wyznaczone zadania, po czym pisałem na kartce, którą przekazywałem jednemu koledze, a on mi odpisywał. Tym sposobem "przegadaliśmy" całą lekcję. Na następnych lekcjach nie zdarzyło się już nic godnego uwagi, oprócz tego, że pisaliśmy test z japońskiego. Jak zwykle poszedł mi tragicznie, nie oczekuję dobrego wyniku.
Po lekcjach mieliśmy jak zwykle trening.
Ktoś? ^^
piątek, 9 stycznia 2015
Od Arcady'ego-CD Od Shade'a
-...będziecie sprzątać w sali klubowej-powiedziała Mizukawa, na co popatrzyliśmy z Shade'em znacząco na siebie.
-Ten bałagan to tradycja-jęknął Reg, ale kiedy uchwycił spojrzenie menadżerki, zamilkł.
Staliśmy tak przez chwilę, a potem wróciliśmy do treningu. Podania, obrona, atak, strzały itp. Po treningu podszedł do mnie Shade.
-Idziesz ze mną potrenować?-zapytał.
-Ok-zgodziłem się, wiedząc, że chce także porozmawiać.
Poszliśmy z wszystkimi się przebrać, ale po chwili uciekliśmy, żeby nie zagonili nas już teraz do sprzątania.
-To gdzie idziemy?-zapytałem.-Na szkolne nie pójdziemy, bo nas znajdą i każą robić.
Shade? w końcu coś mi wpadło do głowy xD Krótkie, lecz chcę twą wypowiedź <3
-Ten bałagan to tradycja-jęknął Reg, ale kiedy uchwycił spojrzenie menadżerki, zamilkł.
Staliśmy tak przez chwilę, a potem wróciliśmy do treningu. Podania, obrona, atak, strzały itp. Po treningu podszedł do mnie Shade.
-Idziesz ze mną potrenować?-zapytał.
-Ok-zgodziłem się, wiedząc, że chce także porozmawiać.
Poszliśmy z wszystkimi się przebrać, ale po chwili uciekliśmy, żeby nie zagonili nas już teraz do sprzątania.
-To gdzie idziemy?-zapytałem.-Na szkolne nie pójdziemy, bo nas znajdą i każą robić.
Shade? w końcu coś mi wpadło do głowy xD Krótkie, lecz chcę twą wypowiedź <3
wtorek, 6 stycznia 2015
Od Shadow i Arcady'ego-CD Od Arcady'ego
Blue z daleka pokazała mi facepalm, kiedy zacząłem ukradkiem tańczyć kalinkę. Wzruszyłem tylko ramionami, ignorując ją. W tym samym czasie Reg próbował przejść Alex, co mu się niestety nie udało. Ona przechwyciwszy piłkę podała Blue i ponownie ruszyli w naszą stronę.
-Ty chyba powinieneś być w klubie tanecznym,a nie piłkarskim-skomentował Shade.
***
***
-Ty chyba powinieneś być w klubie tanecznym,a nie piłkarskim-skomentował Shade.
-Oj tam, oj tam-mruknąłem.-Mówiłem ci już, że mi się nudzi!
***
W tej właśnie chwili Lucy podkrążając zabrała Blue piłkę i pobiegła do przodu razem z Nadiyą, do której po chwili podała. Dziewczyna spróbowała oddać strzał, jednak Alex natychmiast go zatrzymała. W tej chwili podbiegłam do niej i zabrałam piłkę. I nagle, ku zdziwieniu wszystkich, zamiast skierować piłkę do bramki zawróciłam i pobiegłam w kierunku własnej. Wszyscy byli tak zaskoczeni, że zanim zdążyli zareagować, byłam już za połową boiska i właśnie zbliżałam się ku Arcademu i Shade'owi. Druga drużyna nie bardzo wiedziała co ma zrobić. Nie widzieli sensu w odbieraniu mi piłki. I dobrze. Miałam zamiar dać Arcademu małą nauczkę.
Na drodze stanął mi Shade. I kolejne zdziwienie. Chłopak zamiast mnie zatrzymać, odsunął się na bok, pozwalając mi przejść. Mrugnęliśmy do siebie, po czym pobiegłam dalej. Arcady nie bardzo wiedział co ma zrobić. Przebiegłam przez niego z łatwością, ale potem zawróciłam. Był tak zdezorientowany, że nie zrobił nic, by mnie zatrzymać. W tej właśnie chwili stała się kolejna niespodziewana rzecz. Wściekła na jego bierność, skierowałam piłkę prosto w jego twarz i już po chwili leżał na ziemi. Usiadł zszokowany i zapytał mnie gniewnie:
- Co to miało być?
- Grrr... Nie wkurzaj mnie jeszcze bardziej - warknęłam na niego i kopnęłam w niego piłką jeszcze raz.
- Grrr... Nie wkurzaj mnie jeszcze bardziej - warknęłam na niego i kopnęłam w niego piłką jeszcze raz.
- Czy mnie odbiło? CZY MNIE ODBIŁO!? - wydarłam się na niego tak głośno, że wszyscy zwrócili na nas uwagę. - Ty chyba nic nie rozumiesz, prawda!? Niedługo mamy mecz z Enigumą, a dzięki tobie i temu twojemu durnemu mózgowi, oni doskonale znają naszą strategię! Robimy teraz wszystko, żeby móc ich później zaskoczyć i wygrać! A TY CO!? Odwalasz tutaj jakiegoś kankana, zamiast przyłożyć się do obrony!
- Tak właściwie to to była kalinka - stwierdził.
Spojrzałam na niego wilkiem. OK. Teraz to już serio byłam mocno wkurzona.
***
-To nie moja wina-powiedziałem.-Zresztą nie tylko ja tam byłem.
-Ale jesteś kapitanem i powinieneś uważać na to, co robisz!-krzyknęła na mnie tak, że aż się cofnąłem. Nikt już nie grał, wszyscy byli wpatrzeni w nas i zapewne zastanawiali się, co zaraz się stanie.
***
Odetchnęłam głęboko i spróbowałam się uspokoić. Wzięłam kilka głębokich wdechów, ale i to nic nie dało. Ze złości, aż zakręciło mi się w głowie. Nagle, tuż przed oczami, zamigotały mi znajome linie. Pokazywały mi idealną trajektorię udeżeń, które mogłabym zadać Arcademu. Nie, nie mogłam tego zrobić. Ja tak nie postępowałam. Ale byłam naprawdę wkurzona. Chłopak, chyba jeszcze nie ogarnął, że powinien przeprosić. W takim razie musiałam przekierować złość.
Szybko pochwyciłam piłkę i trzymałam ją stopą. Arcady patrzył na mnie niepewnie, nie wiedząc, czy powinien zacząć uciekać, czy się osłaniać. Wtedy właśnie się zamierzyłam i kopnęłam piłkę z całą złością, po jednej z linii, które widziałam. Po sekundzie piłka kręciła się w siatce po drugiej stronie boiska, kopnięta z taką siłą, że aż odepchnęła kilku zawodników, którzy stali niedaleko trajektorii jej lotu.
***
Znieruchomiałem ze zdziwienia. "Ale jak!?" pomyślałem. Przecież Shadow nigdy nie oddała jeszcze tak mocnego strzału! Inni również wpatrywali się to w nią, to w piłkę całkowicie zdumieni. Nikt nic nie mówił i wszyscy stali równie sztywno jak ja.
-Shadow...?-zapytałem w końcu niepewnie.
***
- Nie jestem napastnikiem, ale robię wszystko, by być lepszą - wycharczałam przez zaciśnięte zęby. - Ale jak widzę ty masz to gdzieś.
Po tych słowach ruszyłam ku bramce przeciwników. Wyjęłam piłkę z siatki i rzuciłam ją prosto ku Arcady'emu. Przyjął ją ze zdziwioną miną.
- Proszę bardzo! - krzyknęłam do niego. - Skoro uważasz, że obrona jest nudna to strzel mi z miejsca w którym jesteś.
***
-Nie wiem o co ci chodzi-powiedziałem.
Użyłem jednak Obrotowego Strzału. Nie strzelam dobrze, nie wiem czy z normalnej odległości zdołałbym jej strzelić... Tak jak się spodziewałem z łatwością złapała piłkę.
***
- Co to było!? - wydarłam się na niego.
- Ale z czym ty masz znów problem!? - odkrzyknął zdenerwowany.
- Czy ty wogóle wkładasz uczucia w tą grę!?
- Oczywiście, że tak! - krzyknał.
- Jakoś tego nie poczułam - odpowiedziałam zła.
Czułam jak krew wrzy mi w rzyłach. Wciąż byłam wściekła, ale nie mogłam na to nic poradzić. Zeszłam z boiska i poszłam się napić.
***
-Nie wiem o co jej chodzi-powiedziałem.
Podszedłem do bramki, która była za mną. Schyliłem się i wyciągnąłem piłkę z siatki.
-Arcady!-zawołał ktoś.
Natychmiast wstałem i odwróciłem się, ale moja głowa natrafiła na jedną z poprzeczek. Zakręciło mi się w głowie i po chwili upadłem na ziemię.
***
Popatrzyłam na kapitana i mimo całej złości, którą odczuwałam zaśmiałam się. Jak widać sam robi sobie krzywdę i nie muszę mu w tym pomagać.
- Należało ci się! - krzyknęłam do niego, po czym ze śmiechem podeszłam do bramki i pogłaskałam ją z czułością.
- Dobra poprzeczka - powiedziałam.
Popatrzyłam na chłopaka z litością. No i jak ja mam się tu gniewać, gdy on mi mdleje? Ech...
- Dajcie mi wody! - krzyknęłam.
Przez chwilę nikt się nie poruszył, ale w końcu Shade pobiegł po jedną z butelek i szybko mi ją rzucił. Złapałam ją, zanim zdąrzyła upaść. Odkręciłam korek i wylałam na chłopaka całą, mokrą zawartość naczynia.
***
Ocknąłem się mokry na ziemi przed bramką. Byłem lekko zdezorientowany i bolała mnie głowa. Widziałem trochę niewyraźnie. Kiedy już poprawiła mi się jakość obrazu przed oczami dostrzegłem, że większość drużyny stoi nieopodal i patrzy na mnie. Usiadłem i złapałem się za głowę, gdyż nadal czułem w niej pulsujący ból, co mnie oszałamiało.
-Nic ci nie jest?-zapytała Blue.
-W porządku-mruknąłem dość niewyraźnie.
Wstałem powoli.
***
Arcady wstał chwiejąc się niepewnie na nogach. Jeszcze nie zauważył, że jestem tuż za nim. Rozejrzał się niepewnie. Wykorzystałam jego nieuwagę i klepnęłam go w ramię krzycząc:
- BU!
***
Zaskoczony przewróciłem się z powrotem. Shadow zaczęła się śmiać. Trochę się zezłościłem, bo wciąż nie czułem się najlepiej. Shade pomógł mi wstać.
***
- Co to było? - zapytał ze złością
- Należało ci się - odparłam ze śmiechem
- Należało ci się - odparłam ze śmiechem
***
-W sumie lepiej jak się śmieje, niż krzyczy-mruknąłem dostatecznie cicho, że nie usłyszała.
-Ha, bardzo śmieszne-burknąłem.-Wracamy do treningu!-powiedziałem już głośniej do reszty, bo nadal stali jak słupy, przyglądając się z rozbawieniem zaistniałej sytuacji.
***
- Nie będziesz już śpiewał ani tańczył? - zapytałam.
***
Zignorowałem ją i wróciłem na swoje miejsce.
***
Zignorowałem ją i wróciłem na swoje miejsce.
-Wracaj na swoją pozycję-mruknąłem.
***
- A niby czemu? - zapytałam ze śmiechem. - Teraz to ja mam ochotę zatańczyć i zaśpiewać.
Więc zaczęłam się drzeć w niebogłosy i wywijać piruety. Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę. Tanecznym krokiem podeszłam do Lily i zaciągnęłam ją, by tańczyła razem ze mną.
Więc zaczęłam się drzeć w niebogłosy i wywijać piruety. Wszyscy patrzyli na mnie jak na wariatkę. Tanecznym krokiem podeszłam do Lily i zaciągnęłam ją, by tańczyła razem ze mną.
***
Lily wyraźnie również nie była w najlepszym humorze, bo opierała się Shadow.
-Ej! No zostaw mnie!-dało się słyszeć.
Mimo wszystko po chwili również zacząłem się śmiać.
-To ty możesz, tak?-zapytałem.-A ja nie?
***
- To może wogóle wszyscy zacznijmy śpiewać, tańczyć i co tam jeszcze możemy - zaproponowałam puszczając Lily i odwracając się w kierunku chłopaka z szerokim uśmiechem na ustach. - Co powiesz na zaśpiewanie piosenki z "Gumisiów"?
***
Zrobiłem facepalm z dość głośnym plaskiem.
-Ok, wracamy do treningu, bo zaczyna nam odbijać!-zarządziłem.
Shadow wyglądała jednak na niezdolną do gry, gdyż dostała napadu śmiechu. Lily próbowała ją uspokoić, ale niestety bezskutecznie.
***
- Dajcie mi kilka minut. Zaraz się ogarnę - odpowiedziałam ze śmiechem, po czym zbiegłam z boiska.
Ruszyłam w kierunku drzewa, złapałam za gałąź i zaczęłam wykonywać swoje zwykłe ćwiczenie akrobatyczne. Nic mi to jednak nie dało i dalej byłam wielce rozentuzjazmowana. Wkońcu postanowiłam się ogarnąć. Ja miałam trenować, a nie się wygłupiać. Ruszyłam pędem na boisko i zajęłam swoją pozycję.
- Jestem gotowa do gry! - krzyknęłam radośnie.
***
Trenowaliśmy nadal i szło nam coraz lepiej, mimo, że więcej nie chcę być obrońcą.
***
Miałam już dość treningu. Za wiele emocji i miałam już serdecznie dość. Trenowaliśmy naprawdę długo i ciężko. Wsyscy przykładali się do swoich zadań. Nawet Arcady wziął się w garść i mimo, że pozycja obrońcy mu nie pasowała, starał się i robił wszystko co w jego mocy, by nie przepuścić zawodników przeciwnej drużyny. Poczułam do niego swego rodzaju szacunek. Kto wie, może będzie z niego naprawdę dobry kapitan. O ile znów nie wyskoczy z tańcowaniem i śpiewem na treningu.
Ćwiczyliśmy więc, ale niestety mimo, że oddałam jeden całkiem niezły strzał, kiedy Arcady mnie wkurzył, teraz nie szło mi tak dobrze. Jak mnie w meczu wkurzą zawodnicy przeciwnej drużyny, to zobaczymy. Może wtedy mi się uda zdobyć gola.
Wszyscy trenowali z całych swoich sił i stawali się coraz silniejsi. Eniguma nie będzie miała z nami, żadnych szans.
Ćwiczyliśmy więc, ale niestety mimo, że oddałam jeden całkiem niezły strzał, kiedy Arcady mnie wkurzył, teraz nie szło mi tak dobrze. Jak mnie w meczu wkurzą zawodnicy przeciwnej drużyny, to zobaczymy. Może wtedy mi się uda zdobyć gola.
Wszyscy trenowali z całych swoich sił i stawali się coraz silniejsi. Eniguma nie będzie miała z nami, żadnych szans.
Od Arcady'ego-CD Od Shade'a
-Nie mamy-powiedział Shade stanowczo, jednak momentalnie cofnął się, kiedy Mizukawa...
-Co wy myślicie!? Że możecie sobie pozwalać na wszystko!? Zamiast skupić się na treningu wymyślacie jakieś głupoty! Myślicie, że to śmieszne!? To poważne! Macie pojęcie, co wam grozi za włamanie na teren cudzej szkoły!?-krzyczała coraz głośniej. My (winni i niewinni) przerażeni i zbici z tropu patrzyliśmy na nią ze zdumieniem i przestrachem. Nikt nie śmiał się odezwać.
-A oni to mogli do nas niby przyjść?-mruknął cicho Shade, lecz od razu tego pożałował.
-Więc byliście tam, tak!?
-Byliśmy-mruknąłem.
-Kto!?
-Ja i Shade-skłamałem.
-On mówił, że było was więcej.
-Było tam też kilka osób, których nie znamy-wytłumaczył Shade.
Shade? nie wtapiamy reszty, my szlachetni <3
-Co wy myślicie!? Że możecie sobie pozwalać na wszystko!? Zamiast skupić się na treningu wymyślacie jakieś głupoty! Myślicie, że to śmieszne!? To poważne! Macie pojęcie, co wam grozi za włamanie na teren cudzej szkoły!?-krzyczała coraz głośniej. My (winni i niewinni) przerażeni i zbici z tropu patrzyliśmy na nią ze zdumieniem i przestrachem. Nikt nie śmiał się odezwać.
-A oni to mogli do nas niby przyjść?-mruknął cicho Shade, lecz od razu tego pożałował.
-Więc byliście tam, tak!?
-Byliśmy-mruknąłem.
-Kto!?
-Ja i Shade-skłamałem.
-On mówił, że było was więcej.
-Było tam też kilka osób, których nie znamy-wytłumaczył Shade.
Shade? nie wtapiamy reszty, my szlachetni <3
Subskrybuj:
Komentarze (Atom)