Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Noyi. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Noyi. Pokaż wszystkie posty

wtorek, 27 grudnia 2016

Od Noyi - "Pada śnieg" cz.1

Stałem z młodszym bratem w kolejce do kasy, głośno myśląc, czego zapomniałem kupić.
- Sok pomarańczowy jest... musi być.
-  Onii-chan, ostatnio masz zachcianki jak kobieta w ciąży - skomentował Sho.
- To nie tyle zachcianki, co referencyjna wartość wskazanego dziennego spożycia.
- Brzmi podobnie.
Westchnąłem.
- Pójdziemy potem obejrzeć choinkę w parku?
- Jeśli starczy czasu - odparłem rozglądając się - Mamy dużo do zrobienia.
- Kiedy kupimy choinkę?
- Pewnie dziś.
- A ozdoby?
- Też dzisiaj - zaśmiałem się.
Po kilku minutach wyszliśmy ze sklepu, obładowani pełnymi siatkami. Tzn. ja.
- Dlaczego nie ma śniegu?
- Jeszcze... nie spadł - podrzuciłem pudło z zakupami, czując jak foliówki wrzynają się boleśnie w moje przedramiona.
- A będzie?
- Sho, zadajesz za dużo pytań - odparłem, próbując wystawić głowę ponad kartonem.
****
Późnym wieczorem, tak jak obiecałem, wyszliśmy z Sho do parku. Choinka była niesamowicie przystrojona, tylko stać i patrzeć. Usiadłem na ławce patrząc jak mój młodszy brat zachwyca się drzewkiem.
Tyle się wydarzyło od początku roku szkolnego... Mecze, kontuzje, sprzeczki, odejścia...
To mój ostatni rok w gimnazjum. Potem odejdę. Zostawię drużynę...
Czy jestem na tyle dobry, żeby się zastanawiać co dalej będzie z nimi? Poradzą sobie...?
O czym ja myślę?! To tak nie działa. Oczywiście, że sobie poradzą. Staną się najlepszą drużyną w kraju, a potem na świecie. Nie odczują odejścia bramkarza.
Energicznego, tajemniczego i niepokornego.
Może i lepiej. Niech tak zostanie.
****
Następnego dnia, również popołudniu, poszedłem do domku klubowego. 
Nie było w nim nikogo. 
Posprzątałem i rozwiesiłem kilka dekoracji.
Miałem odejść, kiedy zobaczyłem swoje złotookie odbicie w lustrze.
- Rozsądnie - usłyszałem po czy zatrzasnąłem drzwi od szafki.
****
Pojutrze Wigilia. 
Rodzina z całego świata zebrała się dziś, żeby złożyć nam życzenia.
I nie tylko.
- Jak tam zdrowie, Yuu?
- Nie narzekam, dziękuję - odparłem wymijająco.
- Co słychać w drużynie?
- Święta. Nikt nie ma czasu.
- A kiedy przedstawisz nam swoją drugą połówkę?
Tylko nie to... 
- W swoim czasie - starałem się nie brzmieć jak zirytowany buldog...
****
-To moje życie! I to ja będę o nim decydował! - wyszedłem na zewnątrz, trzaskając drzwiami.
Właśnie wtedy spadł śnieg. 
Siedząc w domku klubowym, patrzyłem jak świat za oknem pokrywa coraz większa warstwa białego puchu. 
Spojrzałem na zegarek. 22:30. Już pewnie pojechali. Uwielbiam swoich rodziców, ale nienaiwdzę, kiedy mają służbowe wyjazdy. 
Z wyrzutami sumienia wracałem do domu, brnąc przez coraz większe zaspy. Kolejne święta spędzimy bez rodziców.
W progu rodzeństwo przywitało mnie z otwartymi ramionami. 
Następnego dnia zajęliśmy się przygotowaniem do Wigilii. 
Znaleźliśmy ozdoby na strychu i ubraliśmy choinkę, słuchając świątecznych piosenek. 
Kiedy włożyliśmy ciasta do piekarnika, zadzwonił mój telefon.
- Noya, co powiesz na drużynową Wigilię? Dzisiaj, wieczorem??
- Jestem za! - uśmiechnąłem się.
Obgadaliśmy sprawy organizacyjne. 
Po raz pierwszy od dłuższego czasu poczułem atmosferę świąt.


C.D.N 
<3





piątek, 10 kwietnia 2015

Od Noyi cd od Nadiyi

- Noya - usłyszałem znajomy głos.
- Co jest? - zapytałem.
- No bo chciałam potrenować nad ulepszeniem swoich technik hissatsu i no wiesz... - zaczęła plątać słowa, aż wreszcie powiedziała - potrenujesz ze mną?
Jej słowa mnie zaskoczyły. Po ostatnich wydarzeniach nasza drużyna... jakby była w rozsypce. Lily, ja, Lucy, Shade, a teraz Shadow...
- Jesne. Nie ma sprawy - odparłem, z lekkim wymuszonym uśmiechem.
Zdawałem sobie sprawę, że od czasu kiedy wyszedłem ze szpitala moje zachowanie, mój nastrój drastycznie uległ zmianie... Noya to już nie ten sam Noya...
- Jeśli będę mógł ci pomóc. Od kiedy chcesz zacząć? - zapytałem, odrywając się od myśli.


Nadiya?
;)

wtorek, 17 marca 2015

Od Noyi

Po dwóch tygodniach od odzyskania przytomności, opuściłem szpital. Nikt o tym nie wiedział. Czułem się już z dnia na dzień coraz lepiej. Czasem jeszcze zakręciło mi się w głowie, miałem coraz mniejsze problemy z koncentracją.
Szedłem przez park, z torbą na ramieniu i z tysiącami myśli w głowie. Czułem się obserwowany...
Nogi same mnie niosły. Po kilkunastu minutach moim oczom ukazało się boisko, a na nim - jedenastka zawodników, z radością goniących za piłką. Ciężko westchnałem.
"Czemu nie mogę tak cieszyć się razem z nimi tą grą?" - pomyślałem z żalem i ze złością.
Powoli ruszyłem w ich kierunku. Pewnie Mizukawa nie pozwoli mi grać przez minimalnie tydzień. Ja też mam zahamowania, co do szybkiego powrotu do gry...
- ...Noya?! - usłyszałem.
- To ja - zmusiłem się na słaby uśmiech, wkroczyłem na murawę - Dobrze was widzieć.




Ktoś dokończy???  ^-^

środa, 4 marca 2015

Od Noyi - CD od Shade'a

Shade i Blue uratowali mi życie! Po części... Jestem im ogromnie wdzięczny.
Bardzo chciałbym nie zawieść drużyny i zagrać w następnym meczu.
Sugawara usiadł na brzegu łóżka.
- Słyszałeś? - zabrzmiało to bardziej jak stwierdzenie, niż pytanie.
Suga kiwnał lekko głową.
- Nie zrezygnuję z piłki nożnej. Nie zawiodę drużyny... znowu...
- Ale Noya... Ty... Ty... No... Jak...? A poza tym, zagrasz, jesli cię wpuszczą na boisko, i wyjdziesz ze szpitala... - zakończył Suga z dziwną miną.
****
Odwiedziny Shade'a i Blue bardzo mnie podbudowały. Nie mogę poddać się bez walki. Bez znaczenia, co mówi Sugawara, czy ktoś inny, nie przestanę grać.
Obiecałem sobie w duchu, że nie pozwolę żeby ktoś doprowadził do tego, że się poddam.
...
I wygramy Strefę Footballu.




Arigato za odwiedziny! :D

poniedziałek, 2 marca 2015

Od Noyi

Kilka dni minęło, odkąd się obudziłem. Czułem się strasznie przygnębiony i stłamszony przez ograniczenie do szpitalnego łóżka. Z ogromnym oporem pozwalano mi wstawać. I na dodatek ciągle szprycowali mnie lekami, to przeciwbólowymi to jakimiś innymi... Chociaż te pierwszy pomagały w uśmierzaniu bólu nosa.
Miałem czas na przemyślenia. Chociaż na ostatniej Strefie Footballu tyle się wydarzyło, chciałbym zagrać na niej jeszcze raz.
Co do wypadku, chciałem sobie cokolwiek z niego przypomnieć... Nic. Jakby ktoś wyciął akurat ten fragment wsponień...
"Myślisz, że on wrócił?" - takie pytanie kiedyś zadał mi Sugawara...
"Nie wiem..." - ale nie pozwolił mi dkończyć
"Chcesz ciągle grać?! Zwariowałeś? Przecież sam... mogłeś się przekonać, że on nie będzie się z tobą patyczkować..."
" Skąd mamy pewność, że to nie przypadkiem zwykły wypadek? Każdemu się czasem zdarzy..."
"Że wyląduje w szpitalu... Ale chyba masz rację..."
"Właśnie. Musimy poczekać, rozeznać się w sytuacji..." - kilka minut później, Suga wyszedł...
- Ale nie zamierzam rzucić piłki... - powiedziałem do siebie.
Chcę wyjść z tego piekielnego szpitala i wrócić do gry. O ile Mizukawa mi pozwoli... Nagle rozległo się pukanie, a po chwili usłyszałem głos:
- Noya, widzę że lepiej się już czujesz...


Ktoś odwiedzi biednego Noyę??? 

sobota, 21 lutego 2015

Od Noyi

Nie chciałem otwierać oczu...
Chciałem sobie przypomnieć, gdzie jestem i co się stało, że wszystko tak mnie boli. Im więcej myślałem, to gorzej mi to wychodziło.
Nie wiedziałem, co zobaczę kiedy otworzę oczy. Wiedziałem, że powtórzyło się to, co kilka lat temu...
Otworzyłem niepewnie oczy. Od razu drażniące światlo kazało mi je znowu zamknąć.
Po chwili usłyszałem, że ktoś zasuwa zasłony.
- Wróciłeś do żywych - usłyszałem
Poczułem, że mam coś na twarzy. Miałem straszliwą ochotę to zdjąć, wstać i iść do domu.
- Nawet nie próbuj wstawać - mój wzrok powędrował do właściciela głosu.
Po chłodnym tonie, mogłem od razu się domyślić, że to Nadiya. Doskonale rozpoznała moje myśli.
Doszedłem do wniosku, że leżę w szpitalu.
- Od jak dawna tu jestem? - wychrypiałem przez maskę
- Kilka dni - odparł Suga.
Wyczułem w jego głosie odrobinę niepokoju. Czuję, że kilka lat temu nie skończyły się moje problemy... wręcz przeciwnie.
Do sali weszły pielęgniarki i coś zaczęły mówić. Nawet ich nie słuchałem. Miałem większe problemy na bolącej głowie, niż słuchanie bezużytecznych słów.
- Trzymaj się, Noya - powiedział Suga - Odpoczywaj i nie przejmuj się, wszystko będzie dobrze...
- Yhyyym... - mruknąłem bez przekonania i zamknąłem oczy.
Słyszałem kroki i zamykające się drzwi. Odetchnąłem...
Teraz chcę tylko wyjść ze szpitala. Z dnia na dzień będę się czuć coraz lepiej. A potem... Nie wiem, co będzie "potem". Może to, co się stało, było tylko przypadkiem i właśnie dlatego leżę w szpitalu. Zupełne zrządzenie losu.
...
Obawiam się tylko tego, że to nie był przypadek... 

poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Noyi CD od Nadiyi

Do szpitala przybyli rodzice bramkarza. Ojciec był wysokim, szczupłym mężczyzną, o ciemnych włosach i takich samych oczach. Matka była niska miała blond włosy i zielone oczy. Na ich zwykle rozpogodzonych twarzach widniał niepokój. Widać było, że są wstrząśnięci. Nie mieli najmniejszego zamiaru cierpliwie czekać przy recepcji, jednak podszedł do nich lekarz.
Zaprowadził ich do swojego gabinetu. Rozłożył na biurku jakieś papiery i zaczął:
- Nie mamy wątpliwości, że państwa syn ma złamany nos. Jednak to mało poważny uraz, po jakimś czasie wszystko wróci do normy. Jednak, chłopak ma wstrząśnienie mózgu, wszystkie objawy na to wskazywały. Jest nieprzytomny, więc nie możemy stwierdzić jaki jest stan urazu. Musimy mieć nadzieję, że jak najszybciej wróci do zdrowia - lekarz podsunął rodzicom Nishinoyi spięty plik kartek.
Matka zawodnika zaczęła wertować ich treść, trzymając kartki trzęsącymi się rękoma.
- Barykardia jest jednym z objawów wstrząśnienia mózgu. Jednak musimy liczyć się z tym, że państwa syn uprawia sport. U sportowców i młodych osób najczęściej spotyka się wolny rytm serca. Kiedy chłopak odzyska przytomność, będziemy mogli wykonać resztę badań.
- Proszę nas informować, gdyby coś się zmieniło - powiedział ojciec Nishinoyi wstając z krzesła.
- Proszę się nie martwić - odparł lekarz z małym uśmiechem - To dobry szpital.
- Możemy go zobaczyć? - zapytała kobieta
- ...Jako że są państwo rodziną... Ale... Ach... Dobrze, ale tylko chwilkę - lekarz poprowadził ich do sali w której leżał Nishinoya.
****
Noya wyglądał jak ostatnie nieszczęście. Oddychał przez maskę tlenową, a na nosie coś w rodzaju dużego plastra. Na szyi miał założony kołnierz ortopedyczny. Bramkarska koszulka była zakrwawiona. Po policzku chłopaka spłynęła niestarta kropla krwi.
Na sam widok, coś ściskało w żołądku.
Po kilku minutach, pielęgniarka wyprosiła wstrząśniętych rodziców zawodnika, pod pretekstem, że musi zmienić kroplówkę.
Chwilę po wyjściu z sali, zjawiła się siostra Nishinoyi - Kasumi. Było prawdopodobne, że już rozmawiała z lekarzem.
- Tak nie może być... - powiedziała matka.
- Chcesz zakazać mu grać w piłkę? - zapytał ojciec, nie wierząc, że cokolwiek takiego mogłoby mieć miejsce.
- Przecież to Noya! - odparła Kasumi - Nie pozwolić mu grć w piłkę, to tak samo jak kazać mu przestać oddychać...
- Musi bardziej uważać - zkwitował ojciec i rozejrzał się po chwili.
Na krzesłach wciąż siedziała Mizukawa, Mike i Nadiya.
- To ty poinformowałaś nas o wypadku? - zapytał mężczyzna, a kiedy Nadiya skinęła głową powiedział - Bardzo ci za to dziękuję...
****
- Muszę wracać... - westchnęła kobieta - Zaraz wyjeżdżam.
- Będę cię o wszystkim informować... - odparł ojciec Nishinoyi
****
- Wy jesteście znajomymi Noyi? Tak? Co się dokładnie stało? - Kasumi zwróciła się do Mizukawy i Nadiyi - Wiem tylko tyle, że ma złamany nos i wstrząs mózgu...


Nadiya?




niedziela, 8 lutego 2015

Od Noyi

Po rozgrzewce, Mizukawa podzieliła nas na dwie drużyny - po 6 w jednym zespole.
Właśnie Arcady biegł na bramkę Shadow. Shade po krótkiej chwili nzalazł się przy nim. Po równej walce, piłkę przejęła drużyna przeciwna... o ile można to tak nazwać. 
Nadiya wbiegła w pole karne i użyła Ognistego Miecza. Teraz, to dosłownie była chwila. Chciałem użyć Ściany Wiatru, ale... nie wiem, co się stało... Czy się przygapiłem? Czy obrona zawiodła? Nie wiem... 
Piłka trafiła mnie w twarz. Siła uderzenia była potężna, wpadłem do bramki.
Kiedy chciałem wstać, wszystko dookoła stało się niewyraźne. Złapałem się lewego słupka bramki, by nie upaść. Po chwili widziałem już na tyle ostro, by wznowić grę.
- Noya, wszystko w porządku? - zapytała Mizukawa
Przytaknąłem. Byłem zbyt oszołomiony, by poczuć jakikolwiek ból. 
Kilka minut później, na moją bramkę biegli Patric i Alex. Walczyli zaciekle o piłkę, jednak to chłopak miał większą przewagę w sytuacji. Kiedy zawodnicy wbiegli w pole karne, coś kazało mi zareagować. 
Rzuciłem się prosto pod nogi rozpędzonym zawodnikom...
***
Otworzyłem oczy. 
Poczułem przeszywający, ostry ból w okolicach nosa. Oczy zaczęły mi łzawić. Czułem, że coś spływa mi po twarzy. Nie mogłem zaczerpnąć powietrza. Wsparłem się na ręce i pochyliłem głowę. Wtedy zobaczyłem ślady krwi na murawie. Zdałem sobie sprawę z piekielnego bólu i dziwnych zawrotów głowy. Nie wiedziałem co się stało. 
- Noya... Słyszysz mnie...?
- Yhyyymm - mruknąłem po chwili, dusząc się krwią.
- Może mieć złamany nos. Przynieście apteczkę.
Nie umiałem zidentyfikować posiadacza głosu. Wszystko stało sie takie jasne, oślepiające. Nie wiedziałem, co się stało, czemu leżę na murawie, czemu czuje ten ból... Wszystko wydawało się niewyraźne... 
Ktoś przyłożył mi lód do nosa. Krzyknąłem z bólu. 
- Możesz wstać? Chodź...
Poczułem, że ktoś chwyta mnie za barki i przedramiona. Stanąłem niepewnie na nogach. Kiedy uściski zaczęły się rozluźniać, poczułem falę senności. 
Zachwiałem się, ale nie upadłem. 
- Dasz radę zejść z boiska?
Zrobiłem krok, ale wszystko dosłownie zawirowało, a ja znów poczułem, że ktoś mnie chwyta za łokcie. Nie miałem siły walczyć z okropnym bólem. Byłem wdzięczny drużynie za pomoc, ale nie mogłem im tego powiedzieć. Walczyłem z sobą, by nie zamknąć oczu... 
****
- Hej, hej... Jak się czujesz? - usłyszałem 
Nie odpowiedziałem...
Nie wiedziałem, gdzie jestem...
Myślałem, że głowa zaraz mi pęknie. Wszystkio dookoła stało się oślepiająco jaskrawe... 
- Co mamy zrobić?
"Dobić" - pomyślałem i zamknąłem oczy...
*****

...



Więc tak... Noya jest w szpitalu, nieprzytomny. Ma złamany nos i wstrząs mózgu. Jeśli ktoś pragnie, może dokończyć, ale prosiłabym, aby mnie wcześniej poinformować.

środa, 4 lutego 2015

Od Noyi - Duch c.d

Blask księżyca zalewał puste boisko i wpadał do pomieszczeń obozu. Przez korytarz właśnie przebiegała nieduża grupka gimnazjalistów.
- Rozdzielamy się? - zapytał szeptem Shade
- A co jeśli ten duch jest niebezpieczny? - odparł Arcady, również szeptem
- To lepiej szukajmy tego ducha całą grupą - wtrąciła Shadow
I znów ruszyli przed siebie.
****
- Już długo tak łazimy... - westchnęła Alex, opierając się o najbliższą ścianę
- Jeszcze nic nie znaleźliśmy! - odparł Arcady - Chodźcie dalej... ...Cii! Słyszeliście?
- No... ...Noya?
- Co wy tu robicie? - zapytałem, podchodząc bliżej zciągając recznik z mokrych włosów.
- Ciii! - uciszyła mnie Shadow
- Szukamy ducha. A ty? - rzekła Alex
- Musiałem się doprowadzić do poprzedniego stanu, po kolacji. Byłem cały uklejony... tym czymś... - odparłem szeptem, zarzucając ręcznik na szyję
- Ja też nie wiem, co to było - powiedział Shade
- Przez chwilę myślałam, że ty jesteś tym duchem - wypaliła Shadow
- Dobra, szukajmy dalej! - rzekł Arcady
- To ja poszukam go gdzieś tam - powiedziałem i machnąłem ręką w głąb korytarza
- Dobrze. Jest biały. Tylko uważaj, ten duch może być niebezpieczny! - powiedziała Alex
****
Schodziłem ze schodów. Było zupełnie ciemno. Ześlizgnąłem się z kilku ostatnich schodków. Zjechałem na sam dół i walnąłem o zimną posadzkę. Odchyliłem ręcznik z oczu...
- Mógłbyś bardziej uważać! - usłyszałem - Tyle razy to powtarzałam...!
- Nadiya? - podniosłem się z posadzki
- Raczej.
Uderzył mnie jej jasny - jak nie biały - strój.
- Czy ty przypadkiem nie...
Nagle z korytarza wyskoczyła połowa drużyny i rzuciła się na Nadiyę z siatkami na motyle.
- Co z wami?! - wrzasnęła wściekła, próbując wyplątać się z siatek.
- Myśleliśmy, że jesteś tym duchem, o którym mówił Mike - odparł Arcady
- Czy ja wam wyglądam na jakiegoś ducha?!
- My go będziemy dalej szukać... - bąknęła Shadow, ale zanim ktokolwiek zdążył zareagować pojawił się Mike...
- To ty! - krzyknął i rzucił się na Nadiyę - Ty duchu!!!
- Mike! Hej, to nie jest duch! Mike! Przetań! - staraliśmy się opanować sytuację.
- Z wami chyba jest coś nie tak! - warkneła Nadiya, kiedy już pewnie staneła na nogach.
- Dziś byłaś na boisku, wieczorem? - zapytał Mike
- Tak
- I byłaś w tym, białym stroju? - dopytywał Arcady
- Tak...
- Mamy naszego ducha... - westchnąłem uśmiechając się lekko
Po chwili zaczęli się wszyscy rozchodzić, ale przed tym przeprosili Nadiyę za nieporozumienie.
- Z czego się śmiejesz? - warknęła do mnie dziewczyna, widząc mój uśmiech.
- Mogliśmy się spodziewać, że jeśli Mike zobaczy kogoś ubranego w jasne ciuchy, pomyśli, że to duch - odparłem, poprwiając ręcznik na szyi.
Obrończyni przewróciła oczami.
- Włosy ci oklapły - odparła - Jesteś kilka centymetrów niższy...
- Dużo razy to słyszałem - zaśmiałem się - "włosy dodają ci centymetrów"... Ok, ja już pójdę. Dobranoc!


(pomysł - Mizu Chan xD)



wtorek, 3 lutego 2015

Od Noyi - Duch

-Dziękujemy za kolację! - krzyknęli wszyscy, mając zamiar odejść od stołu, zostawiając nietknięte porcję jedzenia na talerzach.
Mike szedł właśnie wzdłuż stołu z talerzem w ręce. Kiedy prechodził obok mnie, potknął się, i cała zawartość talerza wylądowała na mnie.
- Oj... - mruknął Mike, podnosząc talerz z podłogi - Sory.
- Pójdę się lepiej doprowadzić do porządku - odparłem z lekkim, niezbyt szczerym uśmiechem i skierowałem kroki do pokoju.
Byłem cały uklejony tą dziwną kolacją. Nie wiedziałem co to jest, ale chyba już przyzwyczajam się do kuchni Mike'a.
****
- UWAGA! O nieeee! HEJ!
- Co się stało? - zapytał Arcady, zrywając się z krzesła
- Kto tak krzyczy? - zapytała Shadow
Po jej słowach, do jadalni wpadł Mike.
- Uwaga...
- O co chodzi?
- Duch! W naszym obozie! Duch! J-jest cały biały i z daleka wygląda na niskiego! - tłumaczył Mike - Widziałem go jak sobie chodził po boisku, a potem widziałem go na korytarzu!
- Chodźmy go znaleźć! - zaproponował Arcady
Reszta drużyny spojrzała na niego dziwnie.
- Ja się wolę w to nie mieszać! - odparła Blue
- Ja idę! - powiedział Shade
- Ja też! - dodała Shadow
- To ja też! - zawołała Alex
- Nie sądzę, żebyście coś znaleźli... - westchnął Patric
Po chwili poszczególne osoby wyszły z jadalni na poszukiwanie ducha. Pozostali zaczęli rozchodzić się do pokojów.


C.D.N

sobota, 31 stycznia 2015

Od Noyi - CD od Patric'a

- Dam radę obronić twoją technikę! - powiedziałem żywo, zaciskając dłonie w pięści
 Patric spojrzał na mnie wzrokiem, z którego nic nie mogłem odczytać.
Ten chłopak był strasznie opanowany. Może pomyślał, że właśnie gada z nim jakiś wariat? Już wiele osób mogło tak o mnie pomyśleć... Arcady... siatkarze... Nadyia... właśnie Patric... A może od razu cała drużyna?
- Oczywiście, jeśli chcesz strzelać na moją bramkę - dodałem
W końcu co to za bramkarz, skoro nie będzie chociaż próbować bronić technik zawodników ze swojej drużyny?

Patric? 

Od Noyi

Dziś zaczynał się obóz. Czekaliśmy jakiś czas w umówionym miejscu, aż przyjdą wszyscy. Kiedy wreszczie usłyszeliśmy dźwięk silnika, odwróciliśmy się z nadzieją w kierunku z którego dochodził odgłos. Naszym oczom ukazał się stary złom, ledwo trzymający się całości. Zaczęliśmy powoli wsiadać do... autobusu... jeśli jeszcze można to tak nazwać.
Niektórzy wsiadali z większym, inni z mniejszym entuzjazmem.
- Matko... czym my jedziemy? - westchnęła  Alex rozglądając się po wnętrzu.
- Ja będę zadowolony, jeśli to coś nie rozwali się na środku drogi - powiedziałem
- Jak dotrzemy do obozu bez problemu, to będzie chyba cód - odparł Arcady.
Siedliśmy na siedzeniach. Po krótkiej chwili ...pojazd... ruszył.
Nagle mnie ośniło. Nawet nie przedstawiłem się nowemu członkowi drużyny - Patric'owi. Skleroza nie boli...
- Cześć - dosiadłem się do chłopaka - Nishinoya Yuu. Noya.
- Patric Clave - odparł krótko - Patric.
- Twój strzał był niesamowity! - powiedziałem, przypominając sobie sytuację na boisku - Od jak dawna grasz? Takiego strzału nie da się opanować w krótkim czasie...


(Patric? xD)

sobota, 24 stycznia 2015

Od Noyi

Trening trwał już od jakiegoś czasu. Wszyscy przyszli mniej więcej przed rozgrzewką.
Chyba Suga miał rację - źle zabieram się do ćwiczeń, które mają na celu udoskonalenie technik... Coś muszę wymyślić. Inaczej się nie da...
- Poćwiczycie strzały na bramkę - powiedziała Mizukawa - Noya?
- Gotów - rzuciłem krótko ustawiając się na pozycji
Do strzałów podchodzili kolejno pozostali zawodnicy. Kiedy piłkę kopała Alex, poczułem jakąś dziwną energię.
Wybiło mnie to z rytmu - piłka znalazła się w siatce.
- Skup się - rzuciła Minori
Do strzału podszedł Arcady. Skoczyłem w prawą stronę, podczas gdy piłka poleciała w lewo. Prawą ręką uchroniłem się przed upadkiem i dosłownie musnąłem dłonią murawę, po czym wzniosłem ją ku niebu. Za tym ruchem  pojawiła się prawie przezroczysta ściana od której bił chłód. Wyciągnąłem lewą rękę i po chwili trzymałem w niej futbolówkę.
- Ściana Wiatru - powiedziałem samorzutnie i wbiłem wzrok w piłkę. 

poniedziałek, 19 stycznia 2015

Od Noyi

Od czasu wygranej z Enigumą uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy. Teraz kolejnym przeciwnikiem będzie liceum Red Lions. To będzie ciekawe spotkanie...
****
Po szkole, tradycyjnie, odbywał się trening. Biorąc pod uwagę poprzednie zwycięstwo, graliśmy w dość dobrych humorach. Po rozgrzewce przetrenowaliśmy drybling, a potem każdy strzelał na moją bramkę. Kiedy do strzału podeszła Shadow, piłka niespodziewanie skręcila, odbiła się od prawego słupka i trafiła mnie w twarz. Nie ukrywam, strzał był dość mocny.
- Każdemu się może zdarzyć - powiedziałem z uśmiechem rozcierając policzek dłonią.
Wróciliśmy do treningu. Kiedy podzieliliśmy się na dwie drużyny, ponownie zdarzyła się dziwna sytuacja...
Graliśmy już kilka minut. Arcady wykopał piłkę do Lucy, jednak ta skręciła i o mały włos nie trafiła Lily.
- Co to miało być?! - wrzasnęła
- Ja... nie wiem... - odparł zdziwiony Arcady.
- Skupmy się na grze - powiedział Shade a pozostali mu przytaknęli.
Kiedy kończyliśmy trening, podobna sytuacja nie miała już miejsca. Może po prostu byliśmy rozkojarzeni i... tak jakoś wyszło... 

środa, 7 stycznia 2015

Od Noyi

Od momentu w którym dowiedziałem się, że nasze treningi są obserwowane przez tych z Enigumy, częściej ćwiczyłem u mnie w domu. Już przestałem liczyć rozstrzaskane doniczki, kiedy zaczęto mnie wyganiać na zewnątrz. To po części był dobry pomysł, bo jest tam o wiele więcej miejsca. Problem polegał w tym, że połowa podwórka była wyłożona brukiem, a na tej części gdzie szczęśliwie mogła rosnąć trawa, rosły również jakieś nieprzyjemnie wyglądające krzaki. Jednak nie miałem innego wyjścia. Założyłem ochraniacze na łokcie, wygrzebałem piłkę którą oddała mi Nadiya i zacząłem trening.
Często przez nierówności w ułożeniu bruku potykałem się, czasem upadałem, a czasem udało mi się uniknąć spotkania z podłożem, jednak za zdarte dłonie.
Mimo otarć, tych większych i mniejszych, mimo stłuczeń, czułem że ćwiczenia przynoszą efekty. Wprawdzie do przetrenowania Ese potrzeba przestrzeni wielkości boiska, ale do przećwiczenia Grzmotu wystarczało miejsca.
Do późnego popołudnia, moje ręce przypominały dwa, ogromne, czerwone zdarcia. Ochraniacze po paru upadkach przestały nawet przypominać ochraniacze. Zostały z nich dosłownie strzępy.
Nagle obok mnie stanął Suga. Zrobił to tak niespodziewanie, że aż ciarki przeszły mi po plecach.
- Nie strasz... - mruknąłem
- Chciałem sprawdzić, czy jeszcze poza treningami coś do ciebie dociera - powiedział Suga patrząc na piłkę.
- I jakie wnioski wyciągnąłeś? - zapytałem, lekko wyprowadzony z równowagi.
- Nic się nie zmieniło - uśmiechnął się do mnie - Zawsze kiedy trenujesz jesteś skupiony i opanowany, jak nigdy. Tak jak zawsze.
Uśmiechnąłem się lekko.
- Dzięki - odparłem i podniosłem piłkę - Poćwiczysz ze mną?
Suga spojrzał na mnie dziwnym wzrokiem.
- No co, przecież nic ci się nie stanie... - dodałem
- Ale ty się tu zetrzesz - rzekł i spojrzał na bruk i westchnął - Nic się nie zmieniło... Dobra, co mam robić? - zakasał rękawy bluzy i spojrzał na piłkę jak saper na bombę.
- Strzelać do mnie - powiedziałem.
Wznowiliśmy trening. Ćwiczyliśmy drybling - który coraz lepiej mi wychodził - a potem, przy użyciu Grzmotu wyłapywałem piłki.
- Jak ci idzie z Ese? - zapytał szarowłosy dysząc i kopiąc piłkę w moją stronę
- Tak samo jak wcześniej - odparłem, odbijając piłkę prawą pięścią - Nie sądziłem, że tyle treningów i dalej nic...
- Może źle się do tego zabierasz? - powiedział, łapiąc futbolówkę.
- Nie wiem. Ale będę próbować. Inaczej się nie przekonam... A co z siatkarzami? - sam nie wierzyłem w swoje słowa.
- Pierwszoklasiści poprawili swoją grę w tak krótkim czasie. Dzięki, że pomagasz Shonowi. To wiele dla niego znaczy. Muszę się zbierać, cześć! - przybiliśmy piątkę i Suga odszedł.
Do wieczoru kontynuowałem trening. Dość duże rany na łokciach nie przeszkadzały w ćwiczeniach, nie licząc denerwującego pieczenia.
Cała drużyna ciężko pracuje, ale ostatnie wydarzenia ciągle stawiają na naszej drodze jakieś problemy. Nikt nie może się poddać. Mecz z Enigumą zbliża się nieuchronnie i trzeba stawić czoło problemowi.
W duchu przyżekłem sobie, że nigdy więcej nie będę brać udziału w grze z przeciwnikami przed meczem.
****
Następnego dnia spóźniłem się trochę na trening.  Przebrałem się w strój, a na zabandażowane łokcie naciągnąłem nowe ochraniacze. Drużyna właśnie zaczynała rozgrzewkę. Chciałem jak najszybciej wybiec z domku mając nadzieję że nie dostanie mi się zbytnio od Minori. Przez nieuwagę zachaczyłem nogą o własną torbę. Uderzyłem jednym łokciem o ziemię a drugim o próg domku klubowego. Bandaże prawie natychmiast przybrały kolor czerwony.
- Co się stało? - usłyszałem głos Arcady'ego
- Nic mi nie jest - syknąłem podnosząc się z murawy - Przepraszam za spóźnienie.
- Minori cię chyba prześwięci - dodała Shadow
I nie pomyliła się. Podczas gdy inni zaczęli grać, ja biegałem wokoło boiska i w tym czasie zmieniłem sobie zakrwawione bandaże na łokciach. Gdy skończyłem robić okrążenia, wróciłem do treningu...

poniedziałek, 5 stycznia 2015

Od Noyi

Trening się skończył. Duża część drużyny została, by poćwiczyć poszczególne elementy, o których wspominała Minori. Dzień chylił się ku końcowi, a my wciąż trenowaliśmy.
Nie obyło się bez licznych upadków, lecz każdy wstawał i trenował dalej.
Podczas krótkiej przerwy, nikt nic nie mówił. Cisza mogła być wynikiem zmęczenia, jak i rozmyśleń. Na pewno zagranie z Enigumą, nie było dobrym pomysłem. Teraz wiedzą o nas dość dużo, jak nie więcej. Musimy ich zaskoczyć, wytrącić z ich przekonania, że wiedzą o nas wszystko. Dlatego musimy trenować.
****
Rozeszliśmy się kiedy na niebie pojawiły się pierwsze gwiazdy. Wtedy przypomniałem sobie, że dziś miałem spotkać się z Shonem. Mimo zmęczenia ruszyłem przed siebie. Dosłownie chwilę później stałem przed Shonem, ciężko oddychając. Wyciągnąłem z siebie nieco energii, by poćwiczyć z chłopakiem.
****
Półprzytony wracałem do domu. Kiedy przechodziłem obok boiska, przypomniałem sobie o Ese i o udoskonaleniu techniki. Gdy postawiłem stopę na murawie, spostrzegłem kilka znajomych twarzy.
- Noya? Co ty tu robisz?
- Chciałem jeszcze potrenować - odparłem podchodząc bliżej
- O tej porze?
- To samo tyczy się nas, Arcady - powiedziała Blue
- Zaczynajmy - podniosłem piłkę z murawy.
Zaczeliśmy grać. Ćwiczyliśmy głównie drybling. Nie mam pojęcia ile to trwało, ale w końcu wszyscy upadliśmy na murawę.
- Chyba - zaczął Arcady - starczy...
- Jak chcecie... - mruknęła Blue
- Ja jeszcze zostanę - wymruczałem, podnosząc się z ziemi
- To ja też! - wykrzykneli jednocześnie
****
Następnego dnia, czułem się okropnie wykończony. To nie był dobry pomysł siedzieć na boisku tak późno... Wiem, że każdy trening będzie przynosił rezultaty. Mecz z Enigumą odbędzie się za kilka dni, ale dzięki cięzkiej pracy pokonamy rywali.
Miałem wrażenie, że jestem w szkole tylko po to, żeby sobie posiedzieć i pogapić się na tablicę. W pewnym momencie nawet nie chciało mi się oddychać, jednak z wiadomych powodów, nie mogłem zaprzestać tej czynności.
Chciałem tylko wyjść ze szkoły i iść na boisko. Tylko tyle... Ale czas mijał nieznośnie wolno...

czwartek, 1 stycznia 2015

Od Nadiyi i Noyi

Cholera jasna, to był jeden ze sponsorów jej brata. Jeżeli przyłapią ją tu z Noyą to już po niej. Nim zdążyła pomyśleć co robi chwyciła go za nadgarstek i ciągnąc go poprowadziła wgłąb domu. Rozejrzała się szybko. Ojciec zajęty był chwaleniem Kai'a przed tym zboczeńcem Mihikawą. Matka natomiast rozmawiała z dwoma innymi mężczyznami popijając kolejną lampkę wina tego wieczoru. Szybko pociągnęła go w kierunku schodów. Gdy znaleźli się w rekordowym tempie na górze otworzyła drugie po lewej stronie drzwi i wepchnęła go do środka. Cichutko zamknęła drzwi i odwróciła się do niego. Chłopak był wyraźnie zdezorientowany.
-Może zapalisz światło?
-Nie! Jak zobaczą światło w moim pokoju to za chwilę ktoś tu przylezie i nas przyłapie! Co do jasnej cholery tutaj robisz?! Tłumacz się jak na spowiedzi! Nie powinno cię tu być- złapała się za włosy w panice

***

Poczułem, że nie uda mi się więcej ukrywać prawdy... Zapadła cisza... Wziąłem głęboki oddech i zacząłem:
- Kolega z drużyny siatkarskiej poprosił, bym pomógł jednemu z jej członków . Shon nie umie solidnie przyjąć piłki - wbiłem wzrok gdzieś w podłogę i kontynuowałem - Zgodziłem się... Teraz, nie wiem czemu... Ale się zgodziłem. Pierwszacy mają najtrudniej w drużynie... Dziś, pierwszy raz, zaczął się... trening... - odruchowo zciągnąłem rękawy bluzy jeszcze bardziej - Shon... Ten chłopak kocha siatkówkę, ale nie mogłem pozwolić, by ta banda idiotów z jego klubu dowiedziała się, że mu pomagam...
- Czemu? - zapytała Nadiya
Odetchnąłem i zacząłem:
- Dwa lata temu, podczas eliminacji do Turnieju Strefy Footballu, wystąpiłem wraz z drużyną. 
- Jaki to ma związek z obecną sytuacją? - warknęła Nadiya
- To przez mój błąd podczas tego turnieju, musiałem odejść od drużyny. Tylko... Za ten błąd zapłaciła cała drużyna... - zacisnąłem pięści i powieki, i starałem, by mój głos za bardzo się nie trząsł - Wtedy... Pojawiła się drużyna siatkarska... Dołączyłem do nich, bo poprzednia drużyna po prostu się rozpadła. Zaczęliśmy grać i wygrywać. Ale... podczas meczu finałowego... Zawisła nade mną groźba... że... że kontuzja się odnowi - mój głos przepełniony był żalem i goryczą- Po tym straconym punkcie... - wspomnienia wracały i widziałem je, jakby to był film - nie mogłem wstać z parkietu... Ten ból który pamiętam aż za dobrze... wrócił i musiałem odpuścić. Trener nie pozwolił mi dalej grać. Spędziłem w szpitalu bite 7 miesięcy i wypuścili mnie... ledwo... - teraz podniosłem trochę wzrok - W końcu pięć zerwanych ścięgien, to nie siniak, prawda?
Cisza trwała. Miałem wrażenie, że ból towarzyszący tym wydarzeniom wrócił ze wspomnieniami. Poczułem przeszywający, okropny ból w łydce.
- To przez to, drużyna siatkarska mnie nienawidzi... Uważa, że jestem tchórzem. - powiedziałem, a mój głos zaczął się trząść - Ale... Gdybym mógł coś zrobić... Gdybym miał wpływ... zagrałbym do końca... Gdybym tylko mógł... - skończyłem, hamując się, żeby w coś nie uderzyć. 

*** 
  
-Hahahaha- nie mogła powstrzymać śmiechu 
-Co cię tak bawi?- warknął zdenerwowany Noya 
-Ty i ci twoi cali siatkarze. Jak można mieć do kogoś pretensje o kontuzję? Nie można jej przewidzieć, ani zaplanować. Ci twoi koledzy są żałośni obwiniając cię za to co się stało rok temu, albo jeszcze dawniej...A ty jesteś jeszcze głupszy, bo się tym wszystkim przejmujesz. 
-Nie mogę być fer wobec samego siebie, bo przez mój głupi błąd drużyna piłkarska, do której wcześniej należałem zapłaciła wysoką cenę. Zbyt wysoką. Gdyby nie ja- zacisnął pięść i uderzył nią w ramę łóżka 
-Uważaj- syknęła dziewczyna- Czasu nie cofniesz. Jesteś, aż tak głupi, że tego nie pojmujesz?- skrzyżowała ręce na piersiach- Jeżeli dołączyłeś do klubu piłkarskiego tylko po to by się zrehabilitować to równie...
-Nie. Dołączyłem bo kocham piłkę- przerwał jej- Dlatego chcę udoskonalić Ese by można było nią strzelić gola. Jednak jak na razie nic mi zbytnio nie wychodzi. Arcady uważa, że nie powinienem tak się zamęczać treningami, ale ja uważam, że morderczy trening przyniesie rezultaty....
Zanim zdążyła zastanowić się nad tym co robi wściekłą chwyciła chłopaka za koszulkę tuż pod gardłem.
-Co ty możesz wiedzieć o morderczych treningach, hę?
-Na pewno więcej niż ty
-Dzień w dzień odkąd zaczęłam grać w podstawówce jestem katowana treningami przez mojego ojca. Musiałam ćwiczyć godzinami każdy ruch, element by być w tym perfekcyjną. Zależy mu tylko na tym bym stała się najlepszym zawodnikiem w drużynie. Ace napastnik, kapitan tego ode mnie oczekuje. Nieważne jak, liczy się efekt. Trenuję do świtu do świtu jeżeli trzeba. Tak wygląda twój "morderczy trening"?

***

Po słowach Nadiyi zapadła cisza. Dziewczyna jeszcze przez chwilę trzymała mnie za koszulkę. Złość błyskawicznie mnie opuściła. Nie wiedziałem, co powiedzieć, by nie urazić Nadiyi... Teraz, wystarczy jedno złe słowo...
- Ja... Przepraszam... ...nie chciałem... przepraszam - wyjąkałem
Ponownie zapadła cisza. Po chwili dziewczyna powiedziała:
- Dobra... Nieważne. Zapomnij o tym... 
- Nie "nieważne" - odparłem - Jesteśmy teraz drużyną, musimy sobie wzajemnie pomagać. "Po tej stronie siatki, wszyscy są twoimi sojusznikami", tak mówił Tanaka - na chwilę się zamyśliłem - W sumie, lepiej by brzmiało "Po tej stronie boiska..." czy coś... ale... nie będę patrzeć, jak się poddajesz. Nigdy bym się na ciebie nie zezłościł, ale nie chcę widzieć, jak się poddajesz - skończyłem
Ponownie zapadło milczenie, przerywanie tykaniem zegara.
- Muszę iść - powiedziałem, czując się trochę głupio.
- Mój brat cię wyprowadzi. Ma wprawę i jeszcze...
Nagle otworzyły się drzwi. Do pokoju wpadło... bodajże rodzeństwo Nadiyi. Brat i siostra dziewczyny zaczęli się jednocześnie tłumaczyć: 
- My tutaj tak przypadkiem... 
- ...musiałem po coś iść i...
- ...wtedy tak sobie pomyślałam...
- ... i wcale nic nie słyszeliśmy! - zakończył brat Nadiyi.
Obrończyni nie wyglądała na zadowoloną. Spojrzała na rodzeństwo ciężkim, nieprzyjemnym wzrokiem. Od samego stania obok, dreszcz przechodził po plecach.
***
-Kei-nii-san wyprowadzisz go?- zapytała zła na rodzeństwo 
-J-jasne!- zaczął niepewnie chłopak- zostaw go mnie! Nie bój się stary, nikt cię nawet nie zobaczy. Mam w tym wprawę- powiedział chwytając zdezorientowanego Noyę za łokieć i prowadząc go w stronę schodów na parter. 
-T-to na razie- zdążył jeszcze rzucić w kierunku dziewczyny, a Nadiya kiwnęła głową w ramach pożegnania 
-Ej bracie Nadiyi, ona zawsze tyle gada? Odkąd się znamy nie powiedziała tyle co dziś.... 
-Zawsze gdy jest zdenerwowana to gada jak katarynka- odparł Kei sprawdzając czy ktoś salonie mógłby ich zobaczyć- Masz szczęście brachu- powiedział prostując się- Nikogo nie ma, pewnie wszyscy poszli do ogrodu. 
Chłopak poprowadził go do drzwi wyjściowych. 
-To na razie Aniele Stróżu, wpadaj do nas częściej- dodał po chwili

poniedziałek, 29 grudnia 2014

Od Noyi - CD Od Nadiyi

- Ja... - zawahałem się - M-musiałem się spotkać ze znajomym... - w końcu Shon to był mój znajomy.
Dziś pierwszy raz zacząłem go... trenować (?)... Dziwnie brzmi...
- Serio? - zapytała Nadiya
- Znaczy... kolegą, mojego przyjaciela z drużyny... i on... - zaplątałem się we włane słowa niczym w siatkę bramki - Echhhh... Ma na imię Shon. - skończyłem, bo nie miałem nic innego do powiedzenia
Zauważyłem ża dziewczyna patrzy na mnie z dziwną miną. Zakryłem rękawem zaczerwienione przedramiona, po tysięcznym odbiciu piłki do siatkówki.
- Właśnie chciałem iść na boisko, kiedy wyszłaś i... postanowiłem się przywitać - uśmiechnąłem się szeroko patrząc na dziewczynę
Nadiya spojrzała na mnie wzrokiem, którego nie mogłem rozszyfrować.
- Masz kogś, kto może to potwierdzić? - zapytała, a mnie zatkało
Już chciałem wypalić, że Shon i Suga, ale się powstrzymałem...
- N-nie... - odparłem
- Więc to ty tu robisz?
- Stoję - odparłem spokojnie.
Miałem wrażenie, że wszystko na tej posesji zaczęło na mnie patrzeć jak na zabójcę-złodzieja!
- Na posesji prywatnej! Nie masz nikogo, kto by mógł potwierdzić! - powiedziała Nadiya
Zdążyłem się przyzwyczaić, że zazwyczaj na mnie wrzeszczą, ale to jednak mnie trochę zdziwiło.
- Ale...
- Jaką mam pewność, że...
Kontunuowała. Zaskoczyło mnie to, jak dużo mówiła. Zazwyczaj była... cicha. Mało się odzywała. Teraz zupełnie jej nie poznaję. Jeszcze jej wygląd... wyglądała wspaniale, ale groźnie, zarazem...
-Czy ty mnie w ogóle słuchasz? - dotarło do mnie
- Tak, tak - ocknąłem się - Ale...
- Więc wyjaśnij mi co tu robisz...
Jej wypowiedź została przerwana. Z jednej strony poczułem ulgę, a z drugiej niepokój. Jakiś mężczyzna wszedł na taras...

Huh... XD 

Od Noyi

Wracałem z treningu dłuższą drogą do domu. Siatkarze, to znaczy banda idiotów chyba wystraszyła się Asahi'ego. Już więcej nie weszli mi w drogę, i mam nadzieję, że tak zostanie. Ostatnie wydarzenia i tak były niepokojące, to już wystarczy.
Nagle sułyszałem znajomy głos:
- Noya! Poczekaj!
Odwróciłem się, lekko zdziwiony. Po chwili obok mnie stanął mój dobry przyjaciel z klubu siatkarskiego - który nie uważał mnie za największego wroga. Za nim podbiegł jakiś dzieciak.
- Suga! - przybiliśmy piątkę - Dawno cię nie widziałem!
- Trochę... - uśmiechnął się - Pozostali dalej uważają że ty...?
- Tak - przeprałem mu- Tak, uważają. Już się spotkaliśmy...
- Ale wszystko dobrze się skończyło? - szarowłosy wydawał się zaniepokojony
- Tak. I żyli długo i szczęśliwie - uśmiechnąłem się, zerkając na niskiego dzieciaka
- Żarty zawsze się ciebie trzymały - odparł Suga, a po chwili dodał - Pewnie wiesz, że po odejściu trzecioklasistów drużyna siatkarska ma nowych zawodników.
Kiwnąłem głową, a chłopak przywołał ręką dzieciaka.
- To Shon. Nowy libero naszej... znaczy waszej... znaczy... drużyny siatkarskiej... - powiedział Suga
On już skończył gimnazjum, teraz jest licealistą. Wraz z nim odeszła trójka siatkarzy. Drużyna musiała zwerbować nowych zawodników, żeby mogli grać jak się należy. Widać wybór padł na pierwszoroczniaków.
Shon spuścił głowę i wyglądał jakby się wstydził. Suga odciągnął mnie na bok i zaczął szeptem:
- Kiedy odeszłeś, na Shonie polega cała drużyna. Jako podstawa obrony, musi dobrze przyjmowac. Z powodu niskiego wzrostu, nie pozwolono mu grać w ataku. Trochę się tym wsytdzi. Na każdym treningu między innymi Tsukki, wypomina mu to, że jest niski.
- Ale... jak to? Przecież nie mogą nim pomiatać jak chcą - przerwałem mu szeptem
- Jemu to nie przeszkadza - uśmiechnął się - Ale... jedyny problem w tym, że... nie umie przyjmowć...
- Jaki ja mam z tym związek? - zapytałem, jednak zacząłem już się domyślać, o co chodzi szarowłosemu.
- Wiem, że może ci być ciężko... - zaczął niepewnie - I jeszcze dołączyłeś do drużyny piłkarskiej. Doceniam wszystko co dla nas zrobiłeś, ale... Każdy pierwszak w drużynie musi czymś zabłysnąć...
- Panie Nishinoya... - nagle dobiegł do nas głos nowego libero drużyny siatkarskiej - Widziałem jak pan gra na turnieju. Niech pan mnie nauczy swoich umiejętności!
Pierwszy raz słyszałem, że ktoś zwraca się do mnie pan, poza dyrektorem i niektórymi nauczycielami, którzy... mają o mnie dość specyficzne zdanie... Spojrzałem na Sugę. Na jego twarzy widniała nadzieja.
- Zacznijmy od tego... - zaczałem dość niepewnie - Nie: "panie Nishinoya". Po prostu Nishinoya, albo Noya.... Hm. W sumie, czemu nie. Ale pamiętaj, nie zawszę będę mieć czas - powiedziałem i uśmiechnąłem się do Shona.
- Czyli... to prawda! Pan... Ekhm... znaczy Nishinoya będzie mnie trenował! - wrzeszczał mały.
- Dziękuję - powiedział bezgłośnie Suga.
Obaj się pożegnali i odeszli. Nie wiem, czemu się zgodziłem. Wiem, ze trzeba się skupić na treningach piłkarskich, a teraz jeszcze ten mały...
- "Panie Nishinoya" - mruknąłem pod nosem i zaśmiałem się
Odwróciłem się i zacząłem iść w kierunku domu. Zacząłem się zastanawiać, czemu zgodziłem się wogóle pomóc temu dzieciakowi, gdy nagle przede mną wyrósł Arcady.
- Cześć! - powiedział z uśmiechem - Mam do ciebie pytanie...
Przysłuchiwałem się jego wypowiedzi. Jednak na małą chwilę się wyłączyłem. Ocknąłem się, gdy Arcady mówił to co najważniejsze:
- ...i chciałem się dowiedzieć, czy Ese może być wykorzystana do zdobycia gola z bramki?...
- Hm... Z bramki do bramki? - zapytałem, a on przytaknął - Nigdy się nad tym nie zastanawiałem...
- Skoro technika ma taką moc to może można to wykorzystać z korzyścią dla drużyny - odrzekł Arcady
Popatrzyłem zaintrygowany na chłopaka. To może być świetny plan. Wystarczy udoskonalić Ese, i można by z tego korzystać, można powiedzieć - bez zmęczenia zawodników... może...
- Ale... Noya, gdzie ty idziesz? - zapytał Arcady, zbity z tropu.
- Jak to - gdzie? Na boisko, oczywiście - uśmiechnąłem się szeroko - Muszę spróbować.
****
Wieczór zapadł już dawno. Zdążyłem stracic poczucie czasu. Piłka rzadko przekraczała połowę boiska... Do sukcesu brakowało bardzo dużo.
- Jeszcze raz! - krzyknąłem do Arcady'ego, ocierając pot z czoła.
- Może na dziś wystarczy? - zapytał niepewnie chłopak, biorąc piłkę do ręki
- Jeszcze raz! Jestem gotowy! - krzyknąłem, czując jak nogi powoli odmawiają mi posłuszeństwa...
****
Padłem twarzą na przyjemnie chłodną murawę. Gwiazdy już dawno pojawiły się na granatowym niebie i przyglądały się moim nieudanym próbom wykonania ulepszonej wersji Ese...
- Noya! - podbiegł do mnie Arcady i pomagał mi wstać.
- Spróbuję jutro... - wymamrotałem i starałem się wyprostować - Uda się... Zobaczysz.
- Ale... - zaczął Arcady z niewyraźną miną, ale po chwili ustąpił - Dobrze...
Rozeszliśmy się do domów. Moi rodzice już się przyzwyczaili do późnych powrotów do domu, z powodu treningów. Trochę czułem się winny i miałem wielką nadzieję, że Arcady'emu nie oberwie się zbytnio za powrót po północy...
- Dam sobie radę, tylko potrzebuję czasu - mruknąłem i rzuciłem się na łóżko.
Słyszałem jeszcze jak siostra głośno wzdycha na mój widok i zchodzi po schodach... 

sobota, 27 grudnia 2014

Od Noyi-CD Od Nadiyi

Byłem oszołomiony. Jak Nadiya to zrobiła? Siła strzału była dość duża...
Wyplątywałem się z siatki. I to był mój znak rozpoznawczy - w kontakcie z siatką (nieważne czy w siatce czy w piłce nożnej czy w innym sporcie) - zawsze musiałem o nią zahaczyć i się z niej wyplątać. 
Do moich uszu dotarł krzyk Nadiyi. 
- Co się stało, Nadiya? - troskliwie zapytała Ariana
- Wszystko w porządku? - do grupy otaczającej dziewczynę dobiegł Arcady.
Nadiya kiwnęła głową. Jednak Arcady nie odpuszczał:
- Może odpoczniesz? Wyglądasz nie najlepiej... 
- Nic mi nie jest - odparła - Możemy dalej trenować.
- Ale... - pomocnik nie chciał dać za wygraną, jednak nie dokończył swojej wypowiedzi.
W tym momencie udało mi się uporać z siatką i stanąłem na równe nogi. Inni zaczęli, dość niepewnie, zajmować sowje pozycje zerkając jeszcze na Nadiyę. Nie mogłem zebrać myśli i ustalić co się stało. 
"Czyżby to było jakieś hissatsu?" - pomyślałem 
Nagle poczułem przeszywający ból... Ponownie wpadłem do bramki. Na chwilę zakryłem twarz w dłoniach.
- Noya! Nie śpij na bramce! - wrzasnęła Lily
- Przepraszam! - Arcady pomógł mi wstać - Chciałem przećwiczyć Obrotowy strzał...
To od niego dostałem piłką w twarz. Moc hissatsu robiła swoje... 
- Właśnie dlatego - zacząłem dochodząc do siebie - nie należy bronić strzałów twarzą...
Ból ustawał. Mimo że dzisiejsza sytuacja dalej mnie zastanawiała, postanowiłem nie drążyć tematu i już się skupić na treningu... Mój nos nie wytrzyma kolejnego hissatsu obronionego twarzą... Trening trwał dalej...