Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Blue. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Blue. Pokaż wszystkie posty

środa, 29 kwietnia 2015

Od Vincenta

Nie, nie. To tylko od Blue ;)


Nadyia wyjechała na wakacje. Następny powód do zmartwień. Zasłużyła sobię na wolne, jednak teraz nasza drużyna znów się zmniejszyła. Siedziałam właśnie na zagraconym boisku, pełnym puszek po piwie. Odbijałam piłkę między nogami, a skupiałam się na naszym meczu. Nagle usłyszałąm za sobą kroki. Odwróciłam się gwałtownie, po czym westchnęłam:
-Musisz przestać na mnie wpadać, Dave.
Dave odwzajemnił mój uśmiech.
-Ja tylko trenuję!
Znów zaczęliśmy grać. Dzisiaj, starałam się przełamać hissatsu Dave'a. Chłopak miał podobne zamiary. Kiedy był przy piłcę, wykonałam "Pole pioruna". Jednak chłopak zręcznie odbił pędzące na niego pioruny. Otworzyłam szeroko oczy.
-Jesteś naprawde dobry!- Krzyknęłam zdziwiona. Dave uśmiechnął się nieznacznie. Ćwiczyliśmy jeszcze ponad godzinę.
-Robi się ciemno.- Westchnęłam.- Wracamy?
-Ja tu muszę jeszcze zostać.- Uśmiechnął się słabo.
-Jak to!?- Zdziwiłam się.- Będziesz ćwiczył o tak późnej porze!?
-Tak. Niedługo mamy mecz, a chociaż słyszeliśmy, że przeciwnicy nie są mocni, nadal się trochę boję.
-Słabi przeciwnicy?- Zaśmiałam się.- Wątpię w istnienie słabych przeciwników. Powinieneś na nich uważać.

* * *
Następnego dnia, pisaliśmy test z historii. Myślę, że nie poszło mi najgorzej, ale sama nie wiem. Pod koniec lekcji, pobiegłam z Regg'iem do pokoju klubowego. Kiedy weszliśmy, pozostali członkowie mięli ponure miny.
-Co się stało?- Spytał Regg.
-Dyrektor powiedział mi, że dzisiaj odwiedzą nas uczniowie Occult.- Szepnął Arcady.
-CO?!- Krzyknęłam.
-Nie wiadomo kiedy, ale chyba podczas treningu.- Mruknęła Alex.
-No to chyba nie mamy wyjścia.- Powiedziałam.- Musimy podmienić nasze pozycje!
-A w czym to pomoże?- Spytała zainteresowana Mizukawa.
-Jeśli zobatrzą naszą grę, będą mogli się przygotować! Ale jeśli nasze pozycje będą zmienione, to ich przygotowania pójdą na marne!
-To jest myśl.- Uśmiechnął się Patric. Poszliśmy zatem na boisko. W połowie treningu, na nasze boisko wkroczyła grupa podejrzanych gimnazjalistów.
-To oni.- Szepnęła Tekla.
-Witajcie.- Zaczął Arcady niepewnie.
-Tak, tak.- Przewrócił oczami kapitan Occult.- Chcięliśmy życzyć wam szczęścia.
-Co!?- Zdziwiła się Misuzu.
-Będzie wam potrzebne.- Zaśmiał się jeden z nich, poczym wszyscy zaczęli się bezszczelnie śmiać. Jednak jeden z nich powiedział ze znudzeniem:
-Naprawde śmiejecie się z własnych żartów?
Ja chyba znam ten głos. Niestety chłopak (słychać po głosie) stał w tyle, więc nie widzieliśmy jego twarzy. Od razu po jego stwierdzeniu, drużyna Occult rozstąpiła się. Nareszcie zauwarzyłam twarz chłopaka. Byłam przerażona.
-Blue?- Spytał on, a po jego szafirowych oczach błądził strach.
-Dave?- Wyjąkałam.
-Znacie się!?- Krzyknął Arcady, jednak go zignorowałam.
-Jak to możliwe...?-Powiedziałam zawiedziona.
-A więc to jest szkoła, do jakiej się chcesz przenieść!- Rozbawiony kapitan krzyknął do Dave'a.- I co to do cholery ma być!? Myślałem, że nie znosisz gdy nazywamy cię Dave!
Myśli wirowały w mojej głowie. Jeśli Dave jest w ich zespole...Zna moje hissatsu...Motrafi je złamać...Ma przewagę. Popatrzyłam na Arcady'ego. Kapitan był zbyt zdziwiony, by coś powiedzieć. Musiałam tą sprawę  wziąść w swoje ręce.
-Tak, znamy się. Ale wnikanie w życie prywatne nie jest powodem, dla którego tu przyszliście, prawda?
* * *
Wracałam do domu. Byłam strasznie przybita. Nagle, kiedy przechodziłam przez las, ktoś mnie powalił na ziemię. Odruchowo zamknęłam oczy. Kiedy je otworzyłam, krzyknęłam:
-Zabiję cię!- W tym momęcie rozłorzyłam "tego kogoś" na łopatki. Jednak on wyrwał się i mnie przytulił.
-Shade.- Wyjąkałam z łzami w oczach. Jak on się tu znalazł?
-Musiałem wrócić. Policja odkryła, że mój ojciec jest narkomanem (Sensei dziękować Izumi za wspaniały pomysł).
-Wracasz do drużyny?- Spytałam.
-Nie. Teraz zapisuję się do kółka ortograficznego.- Powiedział ironicznie.
-Shade.- Zaczęłam.- Pomożesz mi wydobyć awatara?
-Czyli wspólny trening? Wchodzę!

C.D.N

środa, 1 kwietnia 2015

Od Blue

Dzisiejszy dzień w szkole był... nie najlepszy. Brak Shade'a dawał mi się w kości.Po niekończących się lekcjach, skierowałam się do domku klubowego. Nikt nic nie mówił. Brakowało mi ich radosnych rozmów.
-Zaczynamy?- Powiedziałam pogodnie. Wszyscy pokiwali głowami, więc wyszliśmy na boisko. Dzisiejszy trening... Nie był najgorszy. Tekla szybko się zadomowiła, więc nie mamy kolejnego zmartwienia. Choć jest ich już tylę...
-Blue!-Wrzasnął Arcady, w momęcie, gdy ktoś posłał mi piłkę. Szybko ją złapałam, poczym rozejrzałam się w około. Następnie posłałam piłkę do Misuzu. Ale zaraz...Co Misuzu robiła koło naszej bramki? Kiedy dostała piłkę, uśmiechnęła się, poczym podała z powrotem do mnie.
-Misuzu! Co ty tu robisz?- Krzyknęłam, by dziewcyna mnie usłyszała.
- A! No tak!- Krzyknęła, poczym wróciła na swoją pozycję. Po tym zajściu, graliśmy jeszczę trochę, aż w końcu Mizukawa zawołała:
-Koniec treningu!
* * *
Kiedy wróciłam do domu, zastałam Mike'a w garniturze.
-Idę na spotkanie, więc możesz iść na podwórko i bawić się w piaskownicy. W szafie mam foremki i łopatę.
-Nie dzięki!- Krzyknęłam, wybiegając z piłką od Shade'a w ręku. Wywołam go. Awatara. Dla Shade'a. Pobiegłam na boisko koło opuszczonej fabryki. Tam przynajmniej zawsze jest pusto, chociaż często walają się tam puszki (skutki "poprawnego" recyklingu). Zaczęłam trening, przez drybling. Niestety po kilku minutach, potknęłam się, a piłka została wypchana w krzaki. Już miałam wstać, ale nagle ktoś oddał mi piłkę, Piłka uderzyła mnie w głowę.
-Ała!- Krzyknęłam zaskoczona. Nagle z za krzaków wybiegł...
-Dave!- Zawołałam zdziwiona-Blue.- Powiedział promiennie.-Co ty tu robisz?
-Trenuję.- Wzruszyłam ramionami.- A ty?
-Ja też.- Powiedział, wskazując na czarną piłkę, którą czymał pod ręką.
-Chcesz razem potrenować?- Spytałam radośnie.
-Czemu nie.- Przytaknął.
-Na jakiej pozycji grasz?- Spytałam.
-Obrona i pomocnik.- Powiedział mętnie.- A ty?
-Obrona.- Uśmiechnęłam się. Następnie zaczęliśmy trening. Graliśmy piłką Dave'a. Pierwszy raz grałam piłką, która nie była biała. To trochę dziwne uczucie. W momęcie, w którym odebrałam Dave'owi piłkę, chłopak krzyknął "Iluzja Jockera". Nagle otoczyła mnie pustka. Czarna dziura. Sekundę później, z ziemi wyrósł wielki duch Jockera. Wzniósł się w niebo, poczym gwałtownie poleciał w moją stronę, otwierając paszczę pełną ostrych kłów. Krzyknęłam ze strachu, a kiedy chciałam uciec, potknęłam się, nawiązując kontakt z podłogą. Nagle jocker zniknął, a Dave pobiegł w moją stronę.
-Wszytko dobrze?- Spytał przestraszony.
-Jasne.- Przytaknęłam.- Fajne hissatsu.
-Dziękuję.- Powiedział, jednak nadal był zmartwiony. W tym momęcie, podięłam próbę odbioru jego piłki. Jednak Dave w porę zrobił unik. Wtedy zastosowałam Pole Pioruna. Dwa wijące się po ziemi pioruny wypchały Dave'a i piłkę w powietrze. W tym momęcie skoczyłam w górę, by złapać piłkę. Dave z oszołomienia upadł na ziemie. Pomogłam mu wstać, ale w tym momęcie trafiła we mnie metalowa puszka. Rzucił ją we mnie jakiś pijak. Stał przed nami wraz ze swojim gangiem. W tym momęcie, Dave i ja rzuciliśmy się biegiem, w stronę miasta. Kiedy byliśmy pewni, że gang nas zgubił, zatrzymaliśmy się. Nagle Dave dostał ataku śmiechu. Z początku nie rozumiałam, jednak po kilku sekundach, oboje zwijaliśmy się ze śmiechu. Kiedy przestaliśmy, spojrzałam na zegarek.
-Późno już.- Krzyknęłam nagle. Następnie porzegnaliśmy się.
-Do zobatrzenia.-Krzyknęłam z daleka, widząc jak Dave znika za rogiem.

poniedziałek, 30 marca 2015

Od Blue- CD od Tekli

Źle. Nowa przejęła moją piłkę. Ale z drugiej strony, wydawała się dość przyjazna, więc to nic takiego.
-Zaraz, zaraz!- Krzyknęłam radośnie.- Pole pioruna!
Następnie, dwa pioruny wijące się po ziemi, uderzyły w piłkę, wybijając ją do góry. Podskoczyłam w górę, by odebrać piłkę, jednak Tekla również wykonała skok. Przez chwilę odbierałyśmy sobię nawzajem piłkę, jednak przerwał nam głos Arcady'ego:
-Koniec zabawy dziewczynki!
Prychnęłam, poczym skończyłyśmy rozgrywkę.
-Jestem Blue!- Powiedziałam radośnie, podając rękę dziewczynie.
-Tekla.- Pokiwała głową dziewczyna, poczym uścisnęła moją dłoń. Dołączyliśmy do reszty. Dzisiejszy trening był owocny, jednak brak Shadow dawał się we znaki. Po treningu, wszyscy rozeszli się w swoje strony, jednak ja i Shade zostaliśmy na boisku.
-Planujesz wydobyć awatara?- Spytałam, gdyż Shade zwykle wolał wracać do domu odrazu po treningu.
-A ty nie?- Zaśmiał się.
-Może...-Zastanowiłam się, poczym zaczęliśmy trening. Pracowaliśmy bardzo ciężko. Przy okazji, próbowaliśmy ulepszyć nasze hissatsu. Pod koniec treningu, gdy wracaliśmy do domu, w połowie drogi napotkaliśmy zdyszanego Mike'a.
-Shade! Przyszli do ciebie z armii!
* * *
Ja i Mike czekaliśmy w kuchni, sącząc gorące herbaty. Minęły dwie godziny. Shade nadal rozmawiał z ''tymi z armii''. Mike chlipał pod nosem od kilku minut, więc spytałam go:
-Co ci się stało?
-Nic!-Powiedział szybko.-Nic takiego.
-Jesteś pewien? Ostatnio widziałam cię w takim stanie, gdy zniszczyłeś swój kij golfowy, bo chciałeś wykopać dół w salonie.
-Naprawdę?- Mike zmusił się do uśmiechu. W tym momęcie otwarły sie drzwi od salonu, z których wyszedł Shade.
-Mój ojciec...On...- Nagle w oku Shade'a zakręciła się łza. Natychmiast go przytuliłam.
-Nie może być aż tak źle, co?- Uśmiechnęłam się gorzko.
-On każe mi pojechać do Ameryki!
* * *
Właśnie pakowałam walizkę Shade'e. Łzy w moich oczach sprawiały, że nie widziałam wszystkiego dokładnie. Shade siedział na łóżku. Był zbyt zszokowany, by cokolwiek powiedzieć. Właśnie pakowałam bluzę i zapasowy strój naszej drużyny.
-Weź go.- Zachęcił mnie.- W końcu mam zapasowy.
Odłożyłam strój naszej drużyny na szafce. W końcu skończyłam pakowanie.
-Za godzinę przyjedzie tu samochód, który zabierze mnie na lotnisko.- Powiedział ponuro. Nagle złapałam go za rękę, poczym wybiegłam z mieszkania. Cały las przebiegliśmy w milczeniu, lecz kiedy znaleźliśmy się na terenie zabudowanym, powiedziałam:
-Musisz się porzegnać z wszystkimi.
Shade przytaknął. Po chwili obdzwoniłam całą drużynę. Kilka minut później, prawie wszyscy z drużyny stali przed nami. Shadow została w domu, a jak wytłumaczyła Nadiya, blondynka nie czuła się dobrze.
-To co takiego się stało?- Spytał zdziwiony Noya.
-Mój ojciec zmusił mnie był wyjechał do Ameryki.- Powiedział Shade. Wszyscy wytrzeszczyli oczy.
-Kiedy?- Spytała cicho Mizukawa.
-Za godzine przyjedzie samochód, który zabiera mnie na lotnisko.- Odparł Shade.
-Będziemy utrzymywać kontakt.- Zapewnił go Arcady.
-Tak.- Mruknął wdzięcznie Shade.
-Będzie ci tam dobrze.- Powiedziała Alex.- Nie będziesz tam sam.
- Nie zapomnimy o tobie.- Uśmeichnął się Patric.
-Dzięki.
-A przyjedziesz na wakacje?- Spytała Misuzu.
-Raczej tak.- Uśmiechnął się gorzko Shade.
* * *
Pożegnania. Nigdy nie byłam w nich dobra. Postanowiłam pojechać z Shade'm. Kiedy wyjechaliśmy do miasta, zauwarzyliśmy Arcady'ego, który postanowił, że jedzie z nami. Rozmawialiśmy o wszystkim. O wspomnieniach, obozie, meczach. W końcu dojechaliśmy na lotnisko. Towarzyszyliśmy Shade'owi przez prawie cały proces. Kiedy widziałam, jak Shade, wsiadał do samolotu, wybuchnęłam gorzkim płaczem. Arcady próbował mnie pocieszyć, jednak sam się nie czuł się lepiej.
-Ja już muszę iść.- Powiedział Arcady.- Idziemy?
-Idź.- Powiedziałam.- Ja tu trochę poczekam.
-Jesteś pewna?- Spytał zmartwiony.
-Jestem.- Kiwnęłam głową.
* * *
Siedziałam w poczekalni. Na dworze robiło się coraz ciemniej. Ja w ręku czymałam piłkę z podpisem Shade'a. Wszyscy taką dostali, na pamiątkę. Lubię się łudzić. Tym razem, wyobraziłam sobie Shade'a, czymającego piłki z naszymi imionami, które nawiasem mówiąc, daliśmy mu. Poczekalnia robiła się pusta. W końcu zostałam tam prawie sama, ale to nie zmieniło niczego. Nagle z krzesła na drugim końcu sali, podniósł się jakiś chłopak. Jego kroki odbijały się od pustych ścian. Nagle zatrzymał się, stojąc przy moim krześle. Podniosłam wzrok, a wtedy zobatrzyłam chłopaka z opaską na oku.
- Robi się ciemno. Na dworze jest niebezpiecznie. Nie powinnaś wracać?- Spytał. Wytrzeszczyłam oczy. Czy on chciał mnie pocieszyć?
-Wolę tu zostać.- Powiedziałam. Chłopak usiadł na krześle obok mnie.
-Twój kolega. Jechał do Ameryki?- Spytał. Nagle przebiegły po mnie dreszcze. Z kąd on może to wiedzieć? Czy to szpieg?
-Nie śledzę ciebie. Po prostu osoba której towarzyszyłem też wsiadła na ten sam samolot. Widziałem cię wcześniej.
-Rozumiem.- Pokiwałam głową.- Z kim tu przyszłeś.
-Z przyjaciółką.- Powiedział niezręcznie.- Musiała nagle opuścić Japonię. Dołączy do armii, tak samo jak wszyscy inni na pokładzie tego samolotu.
Spojrzałam na niego ze strachem.
-Skąd wiesz? Przecież nie wszyscy byli tam pełnoletni!
-Teraz, gdy panuje bitwa pomiędzy dwoma zakonami, brakuje żołnierzy. Właściwie, zastanawiam się, dlaczego nie wzięli i ciebie.
-Kontuzja.- Powiedziałam wrogo.
-Rozumiem.-Pokiwał głową chłopak w czarnej opasce.- Grasz w nogę?- Tu wskazał na moją piłkę od Shade'a.
-Tak. A ty?
-Właściwie w tym roku zostaliśmy przyjęci do strefu Football'u.- Mruknął.
-Tak?- Zdziwiłam się.- My też.
-Ale chyba odchodzę z mojej drużyny...-Przewrócił oczami.
-Naprawdę?- Zdziwiłam się. Dlaczego miałby odejść. Czy nie wie, że to może złamać serce jego przyjaciół.
-Ale...-Zaczęłam.- Zostawisz przyjaciół?
-Nie mam tam przyjaciół.- Zaśmiał się gorzko.- Najdłuszą rozmową, którą prowadziłem, jest ta z tobą.
-Miło mi.- Uśmiechnęłam się.- Ale chyba powinniśmy iść! O zmroku na dworze kręcą się dziwne typy.
-Racja.- Przytaknął chłopak, poczym wstaliśmy, kierując się do wyjścia. Po drodze rozmawialiśmy o piłce nożnej. W końcu przyszedł czas, gdy nasze drogi się rozdwoiły.
-Jestem Blue!- Krzyknęłam z daleka, oriętując się, że zapomniałam się przedstawić.
-Dave!
-Do zobatrzenia!- Krzyknęłam, ale chłopak zniknął za rogiem, więc nie byłam pewna, czy usłyszał.


C.D.N


wtorek, 17 marca 2015

Od Blue-CD od Alex

-Tak myślałem.-Powiedział Mike, wychodząc z pod mojego łóżka.
-Co ty tu robisz?!-Zdziwił się Patric.
-Przechodziłem przez korytarz, gdy nagle z ręki wypadł mi mój koralik i potoczył się pod łóżko Blue.- Powiedział Mike uradowany.- Ale już go znalazłem!
-Nie chcę wiedzieć nic więcej.-Westchnął Patric.
-Mniejsza o koralika.-Zauwarzył Arcady.- Choć muszę przyznać, jest bardzo ciekawy. No co?- Spytał, bo popaczyłam się na niego śmiertelnym spojrzeniem.
-Lucy teraz jest nieprzytomna, więc mamy szansę ją zniszczyć.- Powiedziała z nienawiścią Alex.
-Nie, nie powinniśmy.- Powiedział Mike.- Na początku, powinniśmy się dowiedzieć o jej zamiarach.
-Jak planujesz się dowiedzieć?- Spytał Patric.
-Nie wiem.- Uśmiechnął się Mike.
-Mam pomysł!- Zawołał Shade.- Poprosimy o pomoc Takanę!
Twarz Mike'a stężała.
-Nie!- Wrzasnął przestraszony.- Wszystko tylko nie ona!
-Nie lubisz jej?- Zdziwił się Arcady.
-On się jej boi.- Westchnął Shade.- Bo widzisz...-Dokończył, ale w połowie zdania otworzyły się drzwi.
-Witam moi drodzy!- Zawołała, wchodząca Takana.
-Szybko przybyliście.-Zawołał rozradowany Patric.
-Bo dostaliśmy raport z którego wynika, że użyto tu zakazanego przedmiotu. Tylko że, niewiadomo....-Takana przerwała w połowie zdania, gdyż dopiero teraz zwróciła uwagę na Mike'a, ukrywającego się za mną.
-Co ty robisz, Daley!? Powinieneś prać przykład ze swojego, tu podkreślę, MŁODSZEGO brata!
Mike wyglądał tak, jakby strzelił w niego piorun.
-Chodzi ci o to, że nie umiem się tak dobrze turlać!?- Wrzasnął zdenerwowany. -Dla twojej wiadomości umiem!- W tym momęcie Mike połorzył się na podłodze, poczym zaczął się turlać.
-Widzisz?-Zawołał rozradowany, ale w tym momęcie popchnął Arcady'ego, który zaczął machać rękami, przy czym stłukł żarówkę. Następnie Arcady i Shade pobiegli po stołek i zapasową żarówkę, a gdy po chwili wrócili, Arcady stanął na stołku, a Shade go obkręcał. Takana potknęła się i spadła na łóżko, jednak jako że za Takaną stał Patric i ja, upadliśmy wraz z nią. Alex pobiegła na pomoc, jednak zaczepiła nogą o turlającego się Mike'a, ale gdy upadała, złapała się firanki, która spadła na podłogę wraz z karniszem. Nagle do pokoju weszła Mizukawa. Popatrzyła ze zdziwieniem. No tak, przecież Alex leżała zawinięta w firanki, Patric, Takana i ja leżęliśmy na łóżku, Shade obkręcał stołek z Arcady'm po środku, Lucy leżała obezwładniona na podłodze, po której z zawzięciem turlał się Mike.


Czy ktoś pragnie dokończyć?

czwartek, 12 marca 2015

Od Blue- CD od Alex

Jedyne co widziałam, to Alex, spadającą na ziemie. Wszystko działo się w zwolnionym tępie. Alex upadła. Po twarzy Lucy przebiegł uśmiech. Piłka poturlała się w krzaki. Wszyscy zaczęli biec w kierunku Alex. Ja i Arcady zostaliśmy w tyle, pacząc po sobie. Następnie spojrzeliśmy na Lucy, która właśnie opuściła boisko.
-Zostaw ją.-Szepnął Arcady, właśnie w momęcie, gdy miałam za nią podążyć. Przytaknęłam, poczym pobiegłyśmy do Alex. Po chwili przybiegł Mike, zabierając Alex do środka. Kiedy mieliśmy zamiar wejść do jadalni, ten powiedział:
-Zostawcie to Senpai'owi!
-O ile się nie mylę, nie znasz się na medycynie.-Prychnęła Mizukawa.
-Znam się!- Powiedział zadowolony z siebie.
-Jak możesz znać się na medycynie, skoro nie umiesz zrobić kanapki.-Zauwarzyła Shadow.
-Do zobatrzenia.- Mike szybko znamknął drzwi, ale Arcady wszedł do środka, na wypadek gdyby Mike próbował uleczyć Alex własnymi potrawami. Po godzinie, drzwi otworzyły się z głośnym hukiem, a w nich stanęła Alex.
-Wszystko dobrze?- Wyszeptała Mizusu z troską.
-Tak.- Powiedziała zdecydowanie Alex.- A gdzie ona jest?
Wszyscy odpowiedzieli zgodnym milczeniem. Alex ruszyła do pokoju, w poszukiwaniu Lucy.
-Teraz się zaczyna.-Szepnął Shade. Patric, Arcady i ja pokiwaliśmy głowami.
-Musimy mieć na nich oko.-Westchnął Patric. Wszyscy spuściliśmy głowy w dół, idąc za Alex. Kiedy byliśmy na korytarzu, usłyszeliśmy rozmowę. Uciszyliśmy się, poczym zaczęliśmy nasłuchiwać.


Alex, Lucy... Co mogliśmy usłyszeć?

niedziela, 8 lutego 2015

Od Blue- CD od Misuzu

Szłam alejką, nieopodal naszego obozowiska. Rozmyślałam, nad wizytą mojego dawnego pana. Właściwie... to mógł być sen. Podobno Shade nie usłyszał męskiego głosu, którym dysponował  Sir Dark. A właściwie, to jak niby mógł się ulotnić w jednej chwili? Ale jeśli to prawda, jeśli to nie było przewidzenie...Nagle, zza zakrętu wyszła Misuzu. Była taka zamyślona, że chyba mnie nie zauważyła. Jeszcze nigdy jej w takim stanie nie widziałam.
-Misuzu, nic ci nie jest?!- Spytałam zdziwiona. Dziewczyna wyglądała na strapioną. Widocznie nie miała ochoty na rozmowę. Trudno, nie ma wyboru.
-Nie...Jest ok!- Wyjąkała ponuro. To dziwne, zawsze była pogodna. Może po prostu nie widziałam jeszcze nigdy jej drugiej strony?
-Słuchaj. Mnie nie nabierzesz.- Przewróciłam oczami.- Wiem, że coś cię trapi, to po prostu widać.
-To przez tą salę.- Wyjąkała, ale miałam wrażenie, że nie o to chodziło.
-Przestań kłamać.- Powiedziałam zimno.- Nie oczekuję, żebyś mi to wyjaśniła, nie chcę się nażucać. Po prostu jest mi cię żal.
-CO?!- Zdziwiła się Misuzu.
-Normalnie.- Wzruszyłam ramionami.- Nie wiem jak ci to wytłumaczyć... No po prostu zwyklę bardziej mi żal innych, niż samej siebie. Ta konwersacja jest trochę dziwna, więc nie masz nic przeciwko temu, żebym sobie poszła?- Spytałam szczerze.
-Czekaj.- Powiedziała Misuzu. Tak, zgadza się, wygrałam! Wiedziałam, że to zadziała.
-Tak?- Spytałam przymilnie. Misuzu zastanawiała się przez jakiś czas, poczym przemówiła:


MISUZU, MASZ OCHOTĘ DOKOŃCZYĆ?

sobota, 7 lutego 2015

Od Blue-CD od Misuzu

-Pięknie ci w różowym, kapitanie!- Wybuchnęłam śmiechem. Pierwszy raz zauwarzyłam Arcady'ego w różowym fartuszku, białych falbankach i kokardach. Wyciągnęłam komórkę, poczym zaczęłam mu robić zdięcia.
-Shade!- Zawołałam. Usłyszałam kroki, poczym przybiegł do nas Shade. Pił akurat wodę, a po zobatrzeniu Arcady'ego, wypluł zawartość na ziemie.
- Pięknyś!- Krzyknął, poczym zaczął się wić po podłodze, ze śmiechu. Arcady zarumienił się, a jego twarz przybrała koloru fartuszka, którego miał na sobie.
-Spadajcie.- Powiedział obrażony, widząc jak cała trójka zaczęła robić mu zdięcia.
-Jako kapitan, powinieneś wydorośleć.- Zaśmiała się Misuzu. Nagle do pokoju weszła Shadow.
-Och... Arcady-Powiedziała zdziwiona.- Zmiana stylu?
Teraz śmialiśmy się wszyscy trzej. Arcady chciał pobiec do łazienki i się przebrać, ale Shade to przewidział i zamknął drzwi i ukrył gdzieś klucz.
-Bardzo mądrze!- Zaśmiała się Shadow. Nagle moją głowę przeszył straszliwy ból. Oparłam się o ścianę, poczym wbiegłam do pokoju, poczym zamknęłam go na klucz. W pokoju stało wielkie zwierciadło. Dziwne, nie nie przypominało się, że wcześniej tu było. Spojrzałam na nie, ale moje odbicie było zupełnie inne. Płowe włosy, wydłużone źrenice, biała cera. To nie byłam ja. Nagle, za sobą usłyszałam szelest. Stał tam Sir Dark.
-Dawno się nie widzieliśmy.- Zaczął ironicznie.- To dziwne, przecież do mnie należysz. Jesteś tylko lalką, moim tworem. Nie oszukuj się, ty nie masz uczuć.
-Nie jestem twoją własnością.- Wyszeptałam.
-Nie? A kto cię przygarną? Kto cię wyszkolił?Tak, to byłem ja.- Powiedział zimnym głosem. Nagle usłyszałam pukanie do drzwi.
-Blue, jesteś tam?- Usłyszałam głos Shade'a.
-A, no tak.- Powiedział Sir Dark.- Skradłaś serce biednej sierocie. Ostrzegam cię, jeśli nie go nie zostawisz, zadam mu ból!
-NIE!- Krzyknęłam.- On nie ma z tym nic wspólnego!
-Ma, sługo. Pamiętaj moje słowa: Dla ludzi bez duszy, nie ma miejsca na tym świecie! Ludzie bez dusz nie powinni kraść uczuć normalnych ludzi.
Nagle mój pan, jak i zarówno zwierciało, znikli. Do pokoju wbiegł Shade. Popatrzyłam na niego z obłędem. Ludzie bez dusz, nie powinni się zadawać, z normalnymi ludźmi- powtarzałam sobie w głowie. Ale... Ja mam duszę. Mam uczucia. Jestem człowienkiem. Nagle upadłam na kolana. Shade podbiegł do mnie.
-Wszystko dobrze?- Spytał troskliwie. Sir Dark powiedział, że skrzywdzi Shade'a, jeśli nadal uczymamy kontakty. Nagle do pokoju weszła Misuzu.
-Wszystko dobrze?- Spytała.
-No... to z przemęczenia. Wszystko dobrze.- Uśmiechnęłam się na siłę, poczym poszłam do sali, by sprawdzić, czy wszystko gotowe. Kiedy weszłam do sali, wraz z Misuzu, krzyknęłyśmy. Cała sala została wybrudzona, a sprzęt walał się po podłodze.
-Jak to?- Powiedziałam zdenerwowana.- Co się tu stało!?

MISUZU? TYLE SIĘ NASPRZĄTAŁYŚMY...

Od Blue

Po wysprzątaniu, i przygotowaniu sprzętu muzycznego, wróciłam do pokoju, poczym zaczęłam czytać ''Stowarzyszenie Umarłych Poetów''. W pokoju byłam tylko ja i Mizukawa. Menadżerka była pochłonięta książką o elektromagnetyźmie. Usiadłam na łóżku, a po chwili, byłam zaczytana po uszy. Kiedy skończyłam, schowałam książkę do szafki. Nagle moje spojrzenie padło na dezodornt, który zgubiłam na obozie.
-Zguba się znalazła.- Westchnęłam, poczym poszłam do łazienki, by przetestować, czy mój dezodorant nadal dysponuje pięknym zapachem. Kiedy nacisnęłam na atomizer, zawartość dezodorantu prysnęła mi w twarz. Po kilku sekundach, stałam uwalona płynem z dezodorantu. Pobiegłam do ogrosu. Gdzie zastałam Arcady'ego, Patrica i Shade'a. Chwyciłam do ręki miecz (znalazłam u Mike'a w biurze), poczym zaczęłam biec na Arcady'ego, drąc się w niebogłosy:
-ARCADY!!!!!
Chłopak odskoczył w ostatniej chwili. Kontynuowałam pościg, ale zatrzymał mnie Shade. W tym momęcie wrzasnęłam do Arcady'ego:
-Królu, napotkasz kota. On twardo popatrzy
Oczyma jaśniejszymi od morskich latarni.
Wtedy pomyśl o myszy i rzuć fali czarnej
Tę myśl. Może kot skoczy i za nią pogoni.
-Co jest?- Zdziwił się Arcady.
-Nie...- Jęknął Shade.
-Co?- Spytał zdziwiony Arcady.
-Kiedy Blue jest BARDZO zdenerwowana, cytuje wiersze. Jeśli ma pod ręką ostrze, zawsze go używa. Zwykle w takich przypadkach zakładam jej kaftan bezpieczeństwa.
-MIZERNY TWÓJ LOS, CZŁECZYNO!- Wrzasnęłam. Shade złapał mnie jeszcze mocniej. Szybko wyciągnął mi z ręki miecz, ale ja wyciągnęłam z kieszeni scyzoryk.
-Nie bawimy się ostrymi przedmiotami.- Powiedział czule Shade. Wiedziałam, że opieranie się, nic nie da, więc przestałam.
-Dopadne cię, marny dziwaku.

czwartek, 5 lutego 2015

Od Blue- CD od Misuzu

-Zaraz mi głowa pęknie!- Mruknęłam, notując coś w dzienniku. Musieliśmy jeszcze załatwić jedzenie, stroje i ozdobienie sali. Co prawda, to nie było moje zajęcie, ale i tak strasznie się tym przejmowałam. Kiedy przechodziła koło mnie Misuzu, zawołałam:
-Zrobiłam listę, ulubionych utworów i gatunków naszej drużyny. Może znajdziemy je i wgramy na komputer?- Zaproponowałam.
-Jasne.- Krzyknęła Misuzu.- Skołuję nam słuchawki i sprzęt. Masz pojęcie, jak trudno wytrzasnąć głośniki?- Westchnęła.
-Nie i raczej się z tego cieszę. A nie, czekaj, chyba widziałam głośniki w magazynku.- Przypomniało mi się. Pobiegłyśmy do magazynku, poczym przytargałyśmy głośniki do sali.
-A jak DJ-ujesz?- Spytała Misuzu.
-Skrillexem nie jestem, ale daję radę.- Zaśmiałam się.- W szkole wygrałam konkurs, z tą tematyką.
-Ja uwielbiam to robić.- Zamarzyła się Misuzu.- A właśnie, z kim idziesz na bal?
-Szybka zmiana tematu.- Westchnęłam.- Nie wiem, właściwie jestem zbyt zajęta, by o tym myśleć.- Zaśmiałam się.
-Słusznie!- Powiedziała Misuzu. Następnie wzięłyśmy sprzęt, poczym rozłożyłyśmy wszystko na stołach. Potem stworzyłyśmy playlistę wszystkich piosenek.
-Musimy uważać, by ich nie zmęczyć od samego początku.- Zaśmiała się Misuzu.
-Racja.- Zgodziłam się, poczym poszłam po wodę. Kiedy wróciłam, Misuzu zdążyła już odplątać wszystkie kable.
-Czymaj!- Powiedziałam, poczym rzuciłam w jej stronę butelkę wody. Kiedy wszystko było już gotowe, usiadłyśmy na podłodze, poczym przybiłyśmy sobię piątke.
-Ta impreza będzie super.- Rozmarzyła się Misuzu.
-Mam nadzieję.- Westchnęłam.- Oby tylko nic jej nie zakłóciło.
-Co masz na myśli?- Zdziwiła się Misuzu.
-Nie, nic. Ale mam dziwne przeczucie.- Westchnęłam, poczym zabrałyśmy się za czyszczenie głośników.

A jak tam idą przygotowania do imprezy, z innego punktu widzenia? 

wtorek, 3 lutego 2015

Od Blue- CD od Minori

-Nie unoś na mnie głosu.- Przęłknęłam ślinę. Wiedziałam, że ryzykuję, ale nie należę do ludzi, którzy stoją w kącie i potakują na wszystko.- Poza tym, to jest moja sprawa prywatna, więc nie mam ochoty o tym rozmawiać.- Wyjąkałam. Minori spojrzała na mnie ze złością, poczym wrzasnęła.
- NIE ZOSTAWIĘ TEGO TAK! TWOJE ZACHOWANIE JEST STRASZNIE EGOISTYCZNE!
Wiedziałam, że zachowuję się egoistycznie, nikt mi o tym nie musi przypominać. Minori znów złapała mnie za kołnierz, dysząc ciężko. ''No dobra, raz gnomowi śmierć.''- Pomyślałam.
-PUSZCZAJ MNIE! TY NIE WIESZ PRZEZ CO PRZESZŁAM! NIGDY TEGO NIE DOŚWIADCZYSZ! TAK, ZACHOWAŁAM SIĘ EGOISTYCZNIE, ALE PRZEZ TO NADAL TU JESTEM! GDYBYM MOGŁA, TO BYM COŚ Z TYM ZROBIŁA. NIE JESTEM IDIOTKĄ!- Wrzasnęłam przeraźliwie. Minori puściła mnie, dysząc jeszcze ciężej. Nagle do pokoju weszli chłopcy, wszyscy śmiertelnie bladzi. Ja i Minori gapiłyśmy się na siebie. Po chwili wyciągnęłam książkę, i jak gdyby nigdy nic, zaczęłam ją czytać. Wszyscy byli oszołomieni, a ja uśmiechnęłam się niewinnie.
-Cóż za zbiegowisko panowie, nie powinniście iść do swoich pokoi?- Spytałam promiennie.
-Może jeszcze tu trochę zostaniemy?- Zaproponował Noya.
-Jeśli chcecie.- Uśmiechnęłam się od ucha do ucha, poczym powróciłam do lektury. Po kilku minutach, Arcady spytał:
-Widzę, że nie masz o czym z nami rozmawiać.- Westchnął.
-''To, że milczę, nie znaczy, że nie mam nic do powiedzenia.''- Odparłam.- Cytat Jonathan'a Carroll'a.
-Dobrze wiedzieć.- Powiedział sztucznie Patric.
-I będziesz tak poprostu czytać?- Zagadnął Arcady.
-''Czytanie książek to najpiękniejsza zabawa, jaką sobie ludzkość wymyśliła'', jak mawiała Wisława Szymborska.- Odparłam zamyślona.
-No, nic tu po nas!- Powiedział Noya. Chłopcy opuścili pokój, zostawiając mnie samą na sam z Mizukawą. Ta rzuciła na mnie ponure spojrzenie. 

Ktoś chciałby dokończyć? 

poniedziałek, 2 lutego 2015

Od Blue- CD od Shadow

-No...-Zaczęłam.- Chłopcy lubią być chwaleni, więc jak masz jakąś okazję, to go pochwal. Chociaż jak można chwalić obłąkanego dziwaka.- Po ostatnim zdaniu rzuciłam się na łóżko, wraz z Shadow, poczym zaczęłyśmy się śmiać.
-Przepraszam.- Wznowiłam konwersację.- Chyba najpierw musisz się dowiedzieć, czy on też czuje to samo. Jeśli chcesz nawiązać z nim większy kontakt, mogę zatrzasnąć was w łazience.
-A jak byśmy tam trafili!? Ja i on w tej samej łazience?- Skrytykowała mój pomysł Misuzu.
-Ty zmywałabyś sobie farbę z włosów, a kiedy szedłby korytarzem, wepchnęłybyśmy go tam.- Zaproponowała Shadow.
-Ale jesteś pewna Blue? Skąd możesz wiedzieć takie rzeczy.- Spytała z powątpiewaniem Misuzu.
-No...- Zaczerwieniłam się.- Powiedzmy, że mam podobne uczucia.- Spuściłam głowę.
-Chodzi o Shade'a?- Spytała Shadow, śmiejąc się do rozpuku.
-To nieistotne.- Mruknęłam.- To co, Shadow zawoła Arcady'ego, razem go tam wepchniemy i zamkniemy na dwie godziny.
-A skąd weźmiemy klucz?- Spytała Misuzu.
-Chyba nie doceniasz braku inteligencji, jakim dysponuje Mike.- Uśmiechnęłam się, poczym zeszłam do jadalni. Po chwili wróciłam, wraz z pękiem kluczy. Następnie Misuzu pobiegła do łazienki, a Shadow zawołała Arcady'ego. Kiedy przechodził korytarzem, wepchnęłyśmy go do łazienki, a Arcady się nie opierał, bo był zbyt oszołomiony. Zatrzasnęłyśmy energicznie drzwi, poczym poszłyśmy do pokoju. Chciałyśmy dać zakochanej parze trochę osobności. Kiedy wróciłyśmy do pokoju, przybiłyśmy sobie piątke.

MISUZU, CO ZDARZYŁO SIĘ W ŁAZIENCE?

niedziela, 1 lutego 2015

Od Blue- CD od Arcady'ego

Kiedy weszłyśmy do pokoju, dziewczyny zakryły sobie twarz dłońmi.
-Doigraliście się!- Wrzasnęłam, chwytając scyzoryk, ale Misuzu mnie powstrzymała. Wobec tego wyciągnęłam pistolety na wodę i wzięłam z kuchni wielkie wiadro. Połowę wiadra napełniłam wodą, poczym wlałam do niej czerwony atrament. Według mojej nauczycielki z plastyki, był to najsilniejszy barwnik. Nawet po rozrzedzeniu, atrament jest intęsywny. Rozdałam napełnione pistolety dziewczyną, poczym wyszłyśmy cicho na korytarz. Jak przypuszczałam, drzwi do pokoju chłopaków były zamknięte, ale byłam na to gotowa.
-Em...Shade. Możemy pogadać.- Powiedziałam troskliwym głosem. Drzwi otworzyły się natychmiastowo. Stali w nich wszyscy chłopcy. W tym samym momęcie nacisnęłaśmy spust, a z plastikowych pistoletów, polała się czerwono-różowa ciecz. Chłopcy podjęli próbę ucieczki, ale na marne. Kiedy skączył nam się atrament, zwyczajnie wyszłyśmy. Chłopcy nie zareagowali, ale co najdziwniejsze, zaproponowali nam wycieczkę do sklepu. Poszli wszyscy, poza mną. Kiedy wszyscy poszli, postanowiłam zmienić podkolanówki, bo te które miałam na nogach zostały pobrudzone atramentem. Ściągnęłam podkolanówki, poczym zaczęłam przekopywać góry ubrań, szukając podkolanówek. Nagle do pokoju weszła Mizukawa, a wraz z nią Patric. Wytrzeszczyli na mnie oczy, a raczej na moją nogę. Spojrzałałam na nich ze strachem.
-Obiecajcie, że nikomu o tym nie powiecie.- Powiedziałam błagalnie, czekając na najgorsze.

Mizukawa, Patric? 

sobota, 31 stycznia 2015

Od Arcady'ego i Blue-Obóz

Dzisiaj mieliśmy jechać na obóz treningowy. Nie wiem, gdzie jedziemy, no ale dobra. Zbiórka miała być o 9.Według mnie mogłaby być trochę później, na przykład o 12. Eh, marzenia... Kiedy schodziłem na dół zawołała mnie matka. Pytała tylko, czy na pewno niczego nie zapomniałem. Bez zastanowienia rzuciłem, że wszystko mam i już chciałem biec do kuchni na śniadanie, ale źle postawiłem stopę i wywaliłem się, uderzając lewą ręką w szafkę. Jak tak dalej pójdzie, to ta ręka nigdy nie przestanie mnie boleć. Jęknąłem tylko i po cichym westchnięciu wstałem i poszedłem do kuchni, odczuwając przy tym nieznaczny ból w lewej stopie. Zrobiłem sobie kanapki. Usiadłem przy stole i żułem je bez entuzjazmu, kiedy nagle uświadomiłem sobie, że powinienem się pośpieszyć. Z wrażenia aż upuściłem kromkę z powrotem na talerz. Pobiegłem do pokoju i w błyskawicznym tempie (to do mnie niepodobne) ubrałem się i wziąłem na dół plecak. Założyłem buty i złapałem śniadanie. Pobiegłem do szkoły, jedząc kanapkę. Kiedy dołączyłem do reszty, dostały mi jeszcze ostatnie kęsy.
-Spóźniłeś się-wypomniał Shade.
-Nie mogłem czegoś znaleźć-skłamałem.
-Ta, jasne... Już ci wierzę!-skomentował i uśmiechnął się.

***
Autokar był dość...
-Co to ma być!?- Wrzasnęłam, pokazując na starocia przed naszą szkołą.
-Cóż za entuzjazm!- Zawołała Shadow. W końcu wsiedliśmy do naszego...pojazdu (nie przypominał on ani autokaru, ani autobusu ani pociągu.) Shade usiadł koło Arcady'ego i gadali o obozie (jakiś czas później Arcady zasnął). Ja usiadłam koło Mizukawy. Spojrzała na mnie, poczym wróciła do czytania lektury.
-Cześć!- Powiedziałam pogodnie.
-Witaj.- Odparłą zaczytana.
-Cieszysz się, że jedziemy na obóz?
-Może być.- Odparła Mizukawa, ale chyba mnie nie słyszała.
-Co czytasz?- Ciągnęłam pogodnie.
-Związek umarłych poetów.- Odparła zimno.
-No to miłej lektury.- Powiedziałam wykończona naszą rozmową. Mizukawa mruknęła coś pod nosem, ale uznałam to, za coś w stylu ''Nie przeszkadzaj''. Po godzinie dojechaliśmy na miejsce. Otworzyliśmy drzwi i następną rzeczą którą pamientam, był doskonale synchronizowany wrzask: Mój i Shade'a. Wrzasnęliśmy, albowiem zobatrzyliśmy naszego opiekuna. Był to...
***
-Mike!?-ja, Blue i Shade krzyknęliśmy chóralnie.
-Będę waszym opiekunem na obozie-potwierdził  bardzo z siebie zadowolony.
Nasza trójka była doszczętnie załamana tym faktem. Reszta wyglądała na zaskoczonych naszą reakcją. No tak, nie znają Mike'a. Eh, zapowiada się naprawdę ciekawy obóz. Mike wskazał nam nasze pokoje. Pokój chłopców był brązowy. Mieliśmy 2 dwupiętrowe łóżka i jedno zwykłe. Nawet z przyzwoitości nie powiem, że te łóżka wyglądały na stabilne. Ja spałem na łóżku z Shade'em. Ja na górze, on na dole. Na drugim Noya z Patric'em, a Reg sam. W pokoju była jeszcze wielka, stara szafa i stolik z krzesłami. No i dywan. Po rozpakowaniu się poszedłem zobaczyć pokoje dziewczyn. W pierwszym były Blue, Alex, Shadow i Mizusu. Ich pokój był tak pięknie jasnoróżowy. Kiedy to zobaczyłem, zacząłem się śmiać. Oberwałem poduszką od Blue, więc wyszedłem i zaglądnąłem do drugiego pokoju, który obecnie należał do reszty dziewczyn. Był fioletowy. No cóż, na początku nie byłem zbyt uradowany kolorem ścian naszego pokoju, ale teraz wydaje mi się wyjątkowo ładny.
***

Mieliśmy godzinę na rozpakowanie naszych ubrań. Punktualnie o dwunastej, usłyszeliśmy przerażający gwizd.
-Mike.- Mruknęłam, poczym zeszliśmy na dół. Byli tam już Arcady i Shade. Kiedy wszyscy się zgromadzili, Mike przemówił:
-Od teraz jestem waszym opiekunem. Waszym królem. Dyktatorem i stwórcą. Waszym senpaiem.
Ja, Arcady i Shade prychnęliśmy. Nagle napotkałam wzrok Shade'a, ale szybko się odwróciłam.
-O czternastej obiad. Narazie macie czas wolny.- Powiedział Mike.
-Jakie są zasady?- Spytała Alex.
-No..- Zaczął Mike, ale nasza trójka wiedziała, że biedny Mike nie jest na to przygotowany.- Jak przechodzicie przez ulice, to unoście prawą ręke.
-To tyle?- Spytała Shadow.- Tego uczyli nas w przedszkolu.
-Trudno.- Wzruszył ramionami Mike, poczym się gdzieś ulotnił.

***

Kiedy tylko Mike zniknął z zasięgu wzroku i słuchu, przewróciłem się na ziemię i zacząłem się śmiać.
-A tobie co?-zapytał Noya.
-Nic, zupełnie nic-powiedziałem z trudem, gdyż nadal się śmiałem. Mój napad trwał jeszcze 5 minut. Większość patrzyła się na to, nie wiedząc czy się śmiać czy płakać.
-Zaraz się zakrztusi!-stwierdził Shade.
-Ja...już...nie...mogę-wykrztusiłem. Bolał mnie już od tego brzuch i policzki. Shade i Noya dość długo próbowali mnie uspokoić, ale bezskutecznie. Nie mam pojęcia, co mnie tak rozśmieszyło...

***
-To co robimy?- Ziewnął Noya.
-Wycieczka krajoznawcza?- Zaproponowałam.
-Brzmi całkiem nieźle.- Stwierdziła Shadow. Shade popatrzył na mnie błagająco, lecz ja zmrużyłam oczy i przemówiłam:
-Może wybierzemy się do sklepu i uzupełnimy zapasy?
-Myślałem, że jedzenie będzie na miejscu.- Westchnął Noya.
-Jeśli będzie gotował Mike, to raczej nie licz, że ugotuje coś jadalnego.- Westchnął Shade.- On jest straszny w gotowaniu. Nie, Blue?- Nagle zwrócił się do mnie. Wszyscy spojrzeli na mnie, oczekując dalszego ciągu.
-Ehem...- Mruknęłam, przewracając oczami.
-Wszystko dobrze, Blue? Wydajesz się trochę spięta.- Stwierdził Arcady.
-Spadaj.- Mruknęłam ze złością. Wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy. By uniknąć dalszej wymiany zdań, wyszłam z pokoju.
-Co ją ugryzło?- Spytała zdziwiona Misuzu. Nikt nie odpowiedział.
-To idziemy na wycieczkę?- Spytał Patric. Wszyscy potaknęli, poczym wyszli za bramę naszego obozu. Ja siedziałam w pokoju, faszerując się apapem. Położyłam się na łóżku, ale po godzinie usłyszałam tupanie nóg. Drużyna chyba już wróciła. Do pokoju weszły Shadow, Alex i Misuzu. Kiedy mnie zobatrzyły, bardzo się zdziwiły:
-Co ci jest?- Spytała troskliwie Shadow.
-Nie, nic.- Odpowiedziałam beztrosko, chociaż wiedziałam, że dziewczyny się zoriętowały. Nagle z korytarza dobiegły do nas głosy Arcady'ego i Shade'a.
-To gdzie masz skarpetki?- Spytał Arcady.
-Blue je chyba ma.- Westchnął Shade, poczym wleźli do naszego pokoju. Kiedy mnie zobatrzyli, Shade powiedział nieśmiało:
-Em... Blue, chyba masz moje skarpetki, nie?
Ja spojrzałam na niego ze wzgardą i wstałam.
-Tylko tyle cię obchodzi!? Twój świat kręci się wokół samego siebie!?- Wrzasnęłam. Wszyscy wytrzeszczyli na mnie oczy. Ja wzięłam futerał na skrzypce, poczym trzęsąc się, wybiegłam z pokoju ze łzami w oczach. Wszyscy spojrzeli na Shade'a bardzo badawczo.
-Coś jej zrobił!?- Spytała wyzywająco Alex.
-Nie zrozumiesz.- Westchnął Shade, poczym usiadł ciężko za łóżku.Ja w tym czasie biegłam przed siebie. Przebiegłam przez mostek, poczym znalazłam się na ogrodzonym patio. Usiadłam na drewnianym stoliczku, poczym wyciągnęłam skrzypce. Po kilku utworach, kiedy ochrypł mi już głos od stałego śpiewania, spojrzałam na zegarek. Była już czternasta, więc wszyscy byli już na obiedzie. Właściwie, wcale nie jestem głodna, obejdę się smakiem. Ukryłam twarz w dłoniach, poczym zachlipałam. Nagle poczułam, że ktoś kładzie na mnie rękę.
-Misuzu.- Westchnęłam.
-Rozumiem, że masz problem. Każdy je ma! Ale wiesz, jeśli nie pozwolisz nam sobie pomóc, to nie wydarzy się nic dobrego.- Powiedziała słodko, poczym usiadła koło mnie.
-Wiem jak to jest, czuć się jak... domek z kart. Wystarczy jeden podmuch do zwalenia.- Kontynuowała. Spojrzałam na nią.
-Skąd wiesz...
-To proste. On cię skrzywdził, ale nawet ty tego nie rozumiesz dlaczego.- Stwierdziła.- Ja cię rozumiem!- Dodała. Ta cała Misuzu była taka dobra.
-Dzięki.- Wyjąkała.
-Ale jak się zjawisz na obiedzie, to pokożesz mu, że jesteś silna.- Powiedziła.
-Tak?- Spytałam i wstałam. Ona uśmiechnęła się słodko. Skierowałyśmy się więc do stołówki.
-Całkiem spoko śpiewasz.- Powiedziała Misuzu.
-Dziękuję.- Powiedziałam. Kiedy otworzyłyśmy drzwi, wszyscy spojrzeli na nas pytająco. Usiadłyśmy, poczym zajęłyśmy się jedzeniem. Shade siedził na drugim końcu stołu. Patrzył się przed siebie, zaciskająć pięści. Połamał już dwa plastikowe widelce. Arcady był wyraźnie zmartwiony. Po obiedzie, przeszedł do nas Mike.
-Zaczynamy trening.
***
Westchnąłem. Miałem wątpliwości co do tego, czy Mike zna się na piłce nożnej... Zaczął mówić coś niezrozumiałego. Kiedy spytał się, czy wszystko jasne, zgodnym chórem odrzekliśmy "nie!". Poddał się i poszedł gdzieś, mówiąc coś o telewizji.
-A gdzie jest Mizukawa?-spytała Shadow.
Wszyscy automatycznie zaczęli się rozglądać. Po naszej menadżerce ni widu ni słychu.
-W takim razie Arcady prowadzi trening!-podsunął Shade.
-Czemu ja?-zacząłem się bronić.
-Bo jesteś kapitanem?-odpowiedział mi pytaniem.
-I co z tego?
-Że powinieneś dbać do drużynę.
Kłóciliśmy się tak przez dobrą chwilę, aż w końcu Ariana zaproponowała, że poprowadzi rozgrzewkę. Shade odpuścił mi i po chwili biegaliśmy wszyscy dokoła boiska. Potem różne ćwiczenia na rozciąganie. Kiedy mieliśmy robić pompki, ja leżałem na ziemi.
-Rusz się!-zarządził Shade.
-Ręka mnie boli-zacząłem marudzić.-Nie mogę się na niej wesprzeć!
-To rób na jednej!
Tak było zawsze, ale tym razem nikomu nie chciało się nas uciszyć.

***
Trening szedł nam dość znośnie, aż do momentu w którym piłka wyleciała za boisko.
-Aut!-Wrzasnął ktoś na ławce. Był to Mike. Po chwili zaczął wrzeszczeć jeszcze głośniej, ale tym razem zagwizdał swoim firmowym gwizdkiem.
-Wiemy, że jest aut.- Wyjaśnił Arcady swoim opanowanym głosem.
-Nie kłóć się ze swoim senpaiem! Był aut!
-Wiemy!!!- Wrzasnął Noya.
-Skoro tak.- Przewrócił oczami Mike.- A jak chcecie taki gwizdek, to jest teraz na przecenie.
-Obejdziemy się smakiem.- Powiedziała ironicznie Shadow, poczym wznowiliśmy trening. Jednak zauwarzyłam, że Arcady unikał mnie trochę. Pod koniec treningu, Arcady dostał kolejnego napadu śmiechu. Popatrzyłam na Shadow, a ta mi skinęła. W tym samym momęcie wyciągnęłyśmy butelki z wodą, po czym wylałyśmy ich zawartość na głowe Arcady'ego.
-Co wy sobie myślicie!?- Wrzasnął.
-Już za późno.- Wzruszyłyśmy ramionami.
-Odegram się!- Powiedział płaczliwym głosem.
-Już to widzę!- Zaśmiała się Shadow.
-Mały chłoptaś, który zaledwie umie chodzić.- Dodałam.
-Jestem od ciebie wyższy.- Uśmiechnął się triumfalnie.
-To ci i tak niczego nie da!- Stwierdziła Shadow. Po treningu, podeszłam do niej.
-Myślisz, że on się odwdzięczy?- Spytałam ze strachem.
-Boisz się tego chuderlaka?- Zdziwiła się Shadow.
-Nie, ale on nie musi być sam! Może poprosić o pomoc innych chłopaków i Mike'a.- Stwierdziłam. Shadow spojrzała na mnie zamyślona. Dopiero teraz zoriętowałyśmy się, że nie jesteśmy już takie bezpieczne jak przed piętnastoma minutami.
-Ale zapomniałaś, że nie jesteśmy jakimiś idiotkami.- Uśmiechnęła się Shadow złowieszczo.
-Planujesz coś?- Spytałam, ale nie dostałam odpowiedzi.


CDN.

piątek, 30 stycznia 2015

Od Blue- CD of Misuzu

-Dobry pomysł. Wchodzę w to.- Oświatczyłam, uśmiechając się wrednie. Misuzu odwzajemniła uśmiech, poczym wyciągnęła kolorowe farbki.
-Jaki kolor?- Wyszeptała z podnieceniem.
-Różowy.- Zaproponował ktoś ze zgromadzonych członków drużyny. Misuzu wyciągnęła różową tubkę, poczym zamoczyła pędzelek w różowej tubce. Następnie namalowała różowy kwiatek na czole Arcady'ego. Następnie pomalowała mu poliki na czerwono, a trzeba wam wiedzieć, że czerwona farbla była najcięższa to zmycia. A biedny kapitan nadal się nie obudził! Kiedy Mizusu śmiała się jak opentana, Arcady się NARESZCIE obudził. Biedaczek, nie wiedział, w co się wpakował!



Ktoś? ;)

wtorek, 27 stycznia 2015

Od Blue

-To teraz musisz przejść Blue.- Podsumował Arcady.
-To ta różowowłosa, nie?- Upewnił się Patric, uważając, że go nie słyszę.
- Fiołkowy, nie różowy!- Powiedziałam wyniośle. Patric nie wiedział co odpowiedzieć, więc ustawiliśmy się na pozycje. Patric zauważył, że trochę utykam i zrobił zmieszaną minę. ­­Przewróciłam oczami, poczym  ustawiłam się na mojej pozycji. Patric ustawił się na drugiej połowie boiska, poczym zaczął dryblować, biegnąc przy tym w moją stronę. Kiedy stał koło mnie, wrzasnął ‘’Soniczny Grzmot’’, poczym jego ciało, zaczęło emitować jasnym światłem. Zasłoniłam oczy, a kieyd je otworzyłam, on był już za mną. Ruszyłam się biegiem i użyłam ‘’Pole Pioruna’’. W rezultacie Patric upadł na ziemie a ja przejełam piłkę. Podeszłam i podałam mu ręke. Wsparł się na niej i wstał.
-Jesteś dobry.- Pochwaliłam go.
-A ty nie jesteś najgorsza.
Reszta treningu minęła nam pomyślnie. Mizusu zaskoczyła nas jej umiejętnościami. Po treningu, pobiegłam do domu. Shade wracał z Arcady’m więc zdana byłam na siebie. Kiedy wróciłam, poszłam do sali walk. Po drodzę do domu, zgubiłam się i niechcąco, weszłam do jakiegoś ciemnego biura. Niestety drzwi się zaczasnęły i nie mogłam wyjść. Po godzinie, zaintrygowała mnie półka z jakimiś dokumentami. Nagle z półki wysunął się jakiś folder. Było na nim moje imie. Otworzyłam go i właściwie porzałowałam tego. Usiadłam na fotelu, poczym zaczęłam czytać. Kiedy doszłam do kartki, z nagłówkiem ‘’Top Secret’’, folder wypadł mi z rąk. Moje gałki rozszerzyły się do maksymalnych rozmiarów. Kiedy skończyłam czytać, znalazłam rząd liczb i liter. To chyba był link. Kiedy wpisałam og na tablecie, włączyła się strona z moim imieniem. Widocznie hasło nie było potrzebne. Zauwarzył tam wideo z moimi wyczynami i kościami. Zasłoniłam twarz i drgnęłam. Z wideo wynikało, że nie można mi tego pokazać, bo zdam sobie sprawę w tego kim jestem, a właściwie CZYM jestem. Na końcu znalazłam najbardziej szokującą wiadomość. Wiedziała o tym moja rodzina, Mike i Shade...
Zacisnęłam pięści, poczym wstałam. Uniosłam pięść i się zamachnęłam. Uderzyłam drzwi pięścią. Moja skóra bolała jak piekło, ale zaryzykowałam, bo mam jeszcze kości. Shade miał mi dłużo do wyjaśnienia... Wyszłam jakimś dziwnym korytarzem, a przedemną wyrosła ściana ze szkła. Aby ją ominąć, nalerzało wpisać hasło, którego ja oczywiście NIE znałam. Zawachałam się, poczym uderzyłam szkło pięściami. Rozbite szkło wbiło mi się w ręke, więc pobiegłam do naszego mieszkania. Kiedy nareszcie je znalazłam, Shade już tam był. Wślizgnęłam się do pokoju, poczym schowałam nóż, bo jak się mnie zdenerwuje, to zdolna jestem do wielu rzeczy, a pokusa użycia lśniącego ostrza, często na demną górowała. Obandarzowałam ręke i ubrałam bluzę, by Shade nic nie zauwarzył. Usiadłam na kanapie, poczym bezmyślnie zaczęłam obracać w ręku scyzoryk. Kiedy do salonu wszedł Shade, zaskoczył się i przemówił:
- Trochę cię nie było.
-Trudno.- Powiedziałam zimno. Zacisnęłam w ręku scyzoryk. Shade chyba zrozumiał, że jest ze mną coś dziwnego.
-Zły dzień?- Spytał potulnie.
-Zły pomysł.- Odpowiedziałam. Teraz Shade spojrzał na mnie  ze strachem.
-Odłóż scyzoryk, co?- Powiedział badawczo.
-Dlaczego mi nie powiedziałeś!?- Wrzasnęłam.- Masz mnie za idiotę!?
-O co ci chodzi?- Spytał Shade.
-Dosyć!- Wrzasnęłam i wyszłam z pokoju. Po drodzę, znów się zgubiłam. Tym razem wylądowałam w pokoju z wielkim lustrem. Spojrzałam na nie, a po drugiej stronie zauwarzyłam robota.  To, czego naprawdę się bałam. Odbicie miało zielonkawe oczy, i śmiało się szyderczo. Wrzasnęłam i wybiegłam z pokoju. Przenocowałam w naszym domku klubowym, bo akurat Arcady zapomniał go zamknąć. Położyłam się, poczym zasnęłam. Kiedy się obudziłam, ubrałam się i poczekałam na resztę. Z faktu, że dzisiaj miał się zacząć obóz treningowy, miałam ze sobą walizki. Wyciągnęłam średni futerał, z którego wyciągnęłam skrzypce. Zaczęłam grać ulubiony utwór, ale nagle wszedł Patric. Spojrzał na mnie jak na idiotę.
-Jakiś problem?- Powiedziałam ozięble. Patric mruknął coś pod nosem. Potem weszła Mizusu. Usiadła koło mnie i zaczęłyśmy rozmawiać.
-Jak ci się podoba w szkole?- Spytałam radośnie.
-Sama nie wiem.- Odparła.- Trochę tu nieprzyjaźnie.- Namyśliła się.
-Zgoda.- Powiedziałam, a Mizusu popatrzyła na mnie ze zdziwieniem.- Korytarze są dość ciemne.
-Chodziło mi bardziej o atmosfere.- Mizusu przedstawiła mi swój punkt widzenia.
-A...- Jąknęłam.- Jasne.
Mizusu wydawała się całkiem spoko. Nagle do domku wszedł Regg i Shade. Na widok Shade’a drgnęłam, oczekując najgorszego.


niedziela, 18 stycznia 2015

Od Blue

Następnego dnia, podczas treningu bacznie obserwowałam Arcady’ego. Obyśmy odkryli tą moc, przed meczem z Red Lions. Miałam jednak gorszy problem: Prawa noga dawała o sobie znać. Nie wiedziałam, co mam zrobić, bo w końcu chyba nikt nie znał prawdy, nawet Shade. Gdybym mu powiedziała, zacząby mnie traktować jak niepełnosprawnego. Chociaż raczej nikt by mu się nie dziwił... Nagle z nikąd nadleciała piłka, trafiając mnie w skroń. Pomimo, że siła podania nie była najsilniejsza, upadłam na ziemie.
-Co ci jest?- Spytał zdziwiony Shade.-Nic ci nie jest?
-Zamyśliłam się.- Prychnęłam zła.- Nie twoja sprawa.
Shade był wyraźnie zbity z tropu, więc wznowiliśmy grę. Jednak widziałam, że od czasu do czasu dziwnie na mnie spoglądał. Po treningu, dogoniła mnie Alex.
-Wydajesz się zmartwiona.- Zaczęła.- Coś się stało?
-Nic.- Odparłam ciężko.- Jestem trochę zmęczona.
-Rozumiem.- Zamyśliła się.
-A co z tobą?- Spytałam, odbiegając od tematu.
-Sama nie wiem.- Odparła zatroskana Alex.- Nasz przeciwnik jest dość mocny.
-Rozumiem.- Powiedziałam. Nagle strasznie zabolała mnie prawa noga. Z zaskoczenia i bólu, upadłam na ziemie. Alex wytrzeszczyła na mnie oczy. Niestety, właśnie obok nas przechodził Shade.
-Co ci się dzieje?- Spytała ze strachem Alex.
-Jestem...zmęczona. Nic takiego.- Powiedziałam, ale to było pewne, że przyjaciele nie uwieżyli.
-Idziemy.-Powiedział zimno Shade, poczym pomógł mi wstać. Kiedy stanęłam na prawą nogę, zachwiałam się i znów upadłam. Alex spojrzała na mnie ze strachem.
-Blue?
-Sorry Alex, ale raczej nie mamy czasu na rozmowę, musimy iść!- Powiedział stanowczo Shade, poczym wziął mnie na ręce. Było mi potwornie głupio.
-Nie musisz...-Wyjąkałam.
-Spadaj!- Odpowiedział zły i skierował się do bunkrów. Niewątpliwie mu ciążyłam, ale nie uskarżał się. Kiedy dotarliśmy do wejścia, otworzył drzwi kluczem i przeszliśmy kilka korytarzy. Kiedy weszliśmy do naszego domu, Mike’a tam nie było. Dzisiaj prowadził wykład w przedszkolu. Shade usadowił mnie na kanapie i usiadł na taborecie, na wprost mnie.
-Czekam na wyjaśnienia.- Powiedział tępo.
-Taboret się kiwa, bo mike grał nim w baseball’a i wykrzywił przednią nogę.- Powiedziałam, choć wiedziałam, że nie o takie wyjaśnienia mu chodziło.
-Nie rób ze mnie głupka!- Wrzasnął nagle Shade.
-Nie wrzeszcz, bo pomyślą, że ktoś cie atakuje.- Powiedziałam bezbronnie.
-Nie odbiegaj od tematu! Masz mi to wyjaśnić!- Krzyknął rozeźlony. Wiedziałam, że chce mnie chronić. Ale... powiedzmy, że miałam swoje powody, by milczeć.
-Pamiętasz, jak zablokowałam strzał hissatsu nogą, na meczu z Enigumą? To przez tą sytuacje, boli mnie noga.
-Niczego takiego nie było!- Wycedził przez zęby Shade.
-Ty w tedy byłeś zupełnie gdzie indziej, więc przestań się drzeć!- Powiedziałam.
-Chcesz coś do picia?- Spytał Shade. Widocznie unoszenie głosu sprawiło, że zaschło mu w gardle. Nagle wpadłam na wredny pomysł. Ale chyba tylko on mnie uratuje.
-Proszę zieloną herbatkę, jeśli można.- Powiedziałam przymilnie. Kiedy poszedł do kuchni, ja wyślizgnęłam się z domu i pokuśtykałam do sali w której praktykowana była walka białą bronią. Byłam właśnie na środku, kiedy drzwi otworzyły się i stanął w nich Shade.
-Wracaj, nie skończyłem z tobą!- Krzyknął przeszywająco. W tym momęcie pokuśtykałam do łazienek, ale on niestety prawie mnie dogonił. Wbiegłam do toalet, poczym zamknęłam się w kabinie. Była dość obszerna i bardzo czysta. W tej samej sekundzie, Shade zaczął walić w drzwi mojej kabiny.
-Otwieraj!- Wrzeszczał. Ja odsunęłam się na podłodze, poczym zaszlochałam gorzko, ukrywając twarz w dłoniach. Shade, usłyszawszy to, ucichł i przemówił:
-Proszę cie, wyjdź. Chyba nie masz zamiaru spędzić tu reszty życia, co?- Powiedział miło. Ja nic nie odpowiedziałam, tylko zalałam się większą ilością łez. Dlaczego życie musi być takie niesprawiedliwe!? Jeśli sekret się wyda, może już nigdy nie zagram w piłkę z przyjaciółmi. Shade chyba zrozumiał i wyszedł z łazienek. Siedziałam tak na posadzce kilka godzin, ale w końcu wyszłam, bo dość już miałam smucenia się. Pokuśtykałam do naszego bunkru, poczym zapukałam w drzwi. Otworzył mi zdziwiony Shade. Wytrzeszczył na mnie oczy i obiął mnie z całej siły. Chciałam, by ta chwila trwała wietrznie. Jego ciepły uścisk tłumił we mnie wszelkie smutki. Kilka łez pociekło mi przez policzek. Staliśmy tak przez pare dobrych minut, aż w końcu Shade mnie puścił. Pokuśtykałam do środka, ale on wziął mnie na ręce i powiedział:
-Nie przemęczaj się, niedługo kolejny mecz!- Powiedział żartobliwie. Usadowił mnie na sofie i sam usiadł obok mnie.
-Mike długo nie wraca...Dzwoimy do niego?- Spytałam.
-Wypadałoby.- Westchnął, poczym wyciągnął telefon i wystukał numer Mike’a.
-HALO!!!???- Wrzasnął głos, który niewątpliwie należam do Mike’a.
-To my, kiedy wrócisz?- Powiedział Shade znudzony.
-Około drugiej.- Westchnął Mike.- Ale zapomniałem klucza, więc musicie czekać i mi otworzyć!
-Jutro mamy szkołe!- Powiedziałam krytycznie.
-Trudno, pa!- Powiedział Mike i się rozłączył.
-Co robimy?- Spytałam.
-Pooglądajmy coś!- Powiedział Shade. Poszedł do kuchni, a kiedy wrócił, miał ze sobą koc, gorące herbaty i kilka płyt.
-Mamy do wyboru nagraną opere mydlaną, trzeci sezon Trudnych Spraw i jakiś horror.
-Oglądasz Trudne Sprawy!?- Powiedziałam z wyrzutem.
-Nie, ale Mike tak. O popatrz, tu jest płyta z teletubisiami!- Powiedział Shade.
-Czasem zastanawiam się nad psychiką Mike’a.- Zamyśliłam się.
-Czyli został nam horror.- Powiedział Shade. Rozłożył pled, włączył płytę i podał mi kubek z herbatą. Przysunęliśmy się do siebie, bo koc był trochę mały. Sączyliśmy herbatkę, podczas gdy Maksencjusz ukrywał się w nawiedzonym domu. Nagle na ekranie ukazał się gnom i niestety nie wytrzymaliśmi i wypluliśmy gorący napój, parskając śmiechem.
-Nareszcie ktoś jest od ciebie wyższy!- Powiedział Shade.
-I brzydszy od ciebie!- Odparłam. Śmialiśmy się jeszcze przez kilka minut, poczym powróciliśmy do oglądania. Akcja była taka denna, że w pewnym momęcie oparłam głowę o ramie Shade’a i zasnęłam. Po chwili i on zasnął. Obudziło nas pukanie do drzwi Mike’a. Posprzątaliśmy, a kiedy wszystko było na swoim miejscu, Shade otworzył drzwi naszemu opiekunowi.
-Witajcie, młodzieży!-Zakrzyknął rozradowany.
-Hej!- Mruknęłam. Po krótkiej konwersacji, pokuśtykałam do łóżka. Mike nawet nie zauważył, w jaki sposób się przemiestrzam. Kiedy się położyłam, odkryłam, że nie mogę spać. Poszłam do pokoju Shade’a i położyłam się na jego łóżku.
-Czego?- Spytał zaspany.
-Nie mogę spać!- Wzruszyłam ramionami.
-I w związku z tym?- Zapytał.
-Nic.- Odparłam i zasnęłam momętalnie. Obudziłam się, wcześnie rano. Shade był już gotowy. Wstałam i przygotowałam się. Ból się zmniejszył, ale na wszelki wypadek do szkoły wzięłam kule. Na czwartej lekcji, ból wzrósł, więc zaczęłam w pełni używać moich kul. Po lekcjach, z pomocą Shade’a stawiłam się w szatni. Pierwszy zauważył mnie Arcady i przestraszony wrzasnął w niebogłosy. Cała drużyna spojrzała na mnie, jakbym była jakimś dziwakiem.
-Hej, drużyno!- Powiedziałam niepewnie.- Zaczynamy trening?

Ktoś? :)


czwartek, 8 stycznia 2015

Od Blue i Shade- CD od Minori/ CD od Alex

-Co robimy?- Spytał zdezoriętowany Arcady.
-Bawimy się w chowanego?- Spytała oburzona Blue.- Robimy plan działania tępaku!- Na te słowa Arcady wziął arkusz papieru i rozłożył go na dywanie.
-Kogo wtajemniczamy?- Spytał kapitan.
- Mnie, ciebie, Shade’a, Mike’a, Edgara i Mizukawę.
-Kto to Mike?- Spytał Arcady.
-Dziwny dwudziesto-latek. Jego specjalność to łuk.- Odpowiedziałam najzwyklejszym tonem.
-A do tego pięć dzieciaków...- Kapitan nie dawał za wygraną.
-Jeśli mam rację, a za zwyczaj ją mam, to Mizukawa też umie się bić. Ja i Shade...- Tu zawiesiłam głos.- No cóż, my też. Edgar jest całkiem silny. Jedyny żółtodziub to ty.- Powiedziałam słodko.
-Ale jestem od ciebie wyższy.- Wzruszył ramionami Arcady. Jak dotąd siedziałem cicho. Nagle powiedziałem.
-Blue, ty jedź do Mike’a i Edgara. My coś wymyślimy.
-Jesteś pewien? Z tobą nie mam problemu, ale Arcady to bezmózgowiec...- Odparła.
-Idź, idź!- Arcady pogonił dziewczynę.
// Zeskoczyłam z parapetu i puściłam się biegiem, prosto do domu Alex. Przebiegłam przez skrzyżowanie, poczym skręciłam w boczną ulicę. Po kilku minutach truchtu, stałam pod majestatycznym domem. Zauwarzyłam pokój Alex, a z tego co mówiła, jej brat mieszkał na poddaszu. Wspięłam się po parapetach i zapukałam w okno. Edgar właśnie pisał coś w zeszycie, a moje wparowanie sprawiło, że podskoczył lekko. Otworzył okno i pozwolił mi wejść. Kiedy zeskoczyłam z parapetu, przygwoździł mnię do podłogi. Zadał mi cios w głowę. Ku jego zdziwieniu, nie zareagowała.
-Boimy się?- Spytał złowieszczo.
-Musisz nam pomóc.- Odpowiedziałam, jakby był moim kolegą.
-Zapomnij.- Odparł i uderzył mnie w nogę.
-Jak nie przestaniesz, zemdleje, a w tedy nie dowiesz się prawdy.
-Jakiej prawdy?- Spytał zbity z tropu.
-Mogę wstać?- Spytałam przymilnie. Edgar mruknął coś pod nosem, poczym oddalił się w głąb pokoju.
- Alex jest porwana, przez Maxa. Mówiła, że jest na obrzeżach miasta którę zaczyna się na ‘’Ed’’. Powiedziała, że wiesz o czym mowa.
-Istotnie, wiem. A teraz idź i zapomnij o całej sprawie. Jutro Alex przyjdzie na trening.- Powiedział ostro. Czy jemu się wyobraża, że zostawię całą sprawę w jego rękach?
-Spadaj hipokryto!- Powiedziałam zimno.- Zebrałam kilku ochotników, więc albo idziemy razem, albo w ogóle tam nie idziemy!
-No dobra.- Westchnął ciężko.- Prowadź!- Wróciliśmy do domu Arcady’ego. Chłopaki przywitali Edgara, Shade zrobił to z przymusu. Widocznie pamiętał zajście przed szkołą.
-Dzwonię do Mike’a.- Powiedziałam im, poczym wystukałam jego numer.
-Halo?- Odezwał się zaspany głos.
-Śpisz?- Zdziwił się Shade.
-Nie, co ty! Przecież dzisiaj leci powtórka opery mydlanej!- Oburzył się Mike.
-Macie w dokumentach coś o Maxwellu? Jest spokrewniony z Lennoxami.
-Czekaj, niech skończą tę pieśń! Oni mają takie anielskie głosy.- Odparł Mike.
-Tak jak Arcady!- Powiedział Shade i wraz ze mną, zaczęliśmy wić się po podłodze ze śmiechu.
-Hej!- Krzyknął oburzony Arcady. Nagle usłyszeli głos Mike’a przez telefon.
-Zaraz będę, dzieciaki. Tylko podaj adres, Shade.- Po chwili namysłu, Shade podał dokładny adres, że aż Arcady się zdziwił. Czekali w napięciu. Nagle ktoś zapukał w okno. Był to Mike. Ubrany był w czarny kombinezon do trenowania.
-Trzeba opracować plan działania!- Powiedział Mike, po tym jak opowiedzieliśmy mu całą historię.
-Czy oni wiedzą, że jesteście mądrzy?- Spytał Mike.
-Tak, ale nie sądzę, że to ma jakieś znaczenie.- Powiedział obojętnie Shade.
-Ma, bo widzisz, możemy udać, że upuściliśmy plan na podłogę. Gdy oni znajdą plan, zaatakują nas z zaskoczenia- znają nasze pozycje. Ale jeśli plan będzie podrobiony to oni wpadną w pułapkę!
-Dobry pomysł, to powinno załatwić kilku z nich. Ale co z resztą?- Spytał zrezygnowany Arcady.
-Chyba nie doceniasz pełnoletniego obywatela!- Odpowiedział dumnie Mike.- Ja, Shade i Flo...Blue, załatwimy kilku! A wasza menadżerka ma jakiś plan! Z dobrym planem, jeden może wygrać z pięcioma!
-Napiszmy wszystko na kartce.- Zaproponował Edgar.
-Na początku, osoba A musi być porwana. Po drodze podrzuca fałszywy plan. Wrogowie nie wiedzą, że osoba ma na sobie kamerkę. Dzięki niej, widzimy co się z nią dzieje i gdzie jest! Reszta w tym czasie ukrywa się w restauracji, za rogiem. Po pięciu minutach, osoby: B, C i D, wchodzą do akcji: Wchodzą przez okno na trzecim piętrze, i wślizgują się do budynku. Trzecie piętro to poddasze, a wycięty na ukos sufit jest wypełniony metalowymi konstrukcjami i rurami. Z tego co powiedział nam Edzio, zwykle właśnie tam porywacze rozprawiają się z ofiarą. Dwadzieścia minut po tym jak B,C i D opuszczają kawiarenkę, do akcji wchodzą E i F. Oni na celu mają, by schować się w pomiestrzeniu na miotły, obok sali na trzecim piętrze. Kiedy przez dziurkę od klucza zobatrzą biegnących Karateków, czekają aż ci wejdą do sali, a kiedy zagrożenie ich ominie, biegną by ratować Alex, Lucy i osobę A.Jeśli koło więzienia zostało kilka karateków, walczą z nimi. Pomagają Alex i Lucy, tak aby te wydostały się z budynku, a kiedy to robią, członek F wraca z nimi do domu. Członek E, wraca na trzecie piętro i pomaga w walce z karatekami. Kiedy wróg jest pokonany, uciekmy przez okno. To by było tyle.- Podyktował Mike.
-A kto jest kim?- Spytał Shade. Mike odpowiedział mu, a Edgar zanotował to na kartce. Wyglądało to mniej więcej tak:
a.     Arcady
b.     Mizukawa
c.      Mike
d.     Edgar
e.     Shade
f.       Blue

-Czemu to ja jestem A?- Spytał nadąsany Arcady.
-Bo nie umiesz walczyć!- Powiedziałam zadziornie.
-Przynajmniej jestem od ciebie wyższy.- Odparł spokojnie Arcady.
-To właściwie zaleta!- Powiedział Mike.- Na przykład kiedyś jako maluch, Blue zgubiła się w tłumie, i nie mogła mnie znaleść.
-To rzeczywiście frajda.- Powiedział sarkastycznie Edgar.
-No dobra, dzwonimy do Mizukawy i umawiamy się na za godzinę pod tym budynkiem. Jednak najpierw bądź tak miły i podaj nam adres, Edgarze.- Powiedziałam. On napisał go na kartcę. Arcady wziął telefon i wystukał na klawiaturze numer mizukawy.
-Arcady?- Spytała ożywiona.
-Tak, spotkajmy się za godzinę w restauracji obok tego budynku, dobrze? Adres podam w SMS.- Powiedział.
-Dobrze.- Westchnęła Minori.- Pamiętajcie, by przedstawić mi plan i mnie w nim uwzględnić!
-Otrzywiście, już to zrobiliśmy!- Powiedział uradowany Arcady.
-No to do zobatrzenia!- Powiedziała spokojnie. Po rozłączeniu, wszyscy opuścili dom Arcady’ego, kierując się na przystanek autobusowy. Nagle na niebie ujrzeli pięknego i majestatycznego ptaka.
-To dama, mój sokół- Powiedział Mike.- Przywołam ją!- To powiedziawszy wyciągnął z kieszeni płaszcza wściekle czerwoną chustkę, poczym pomachał nią w powietrzu. Sokół nie zwrócił na to najmniejszej uwagi.
-Nieźle ją wyszkoliłeś!- Powiedział Edgar.- Umie także prosić i aportować?
-Oj, żebym to ja się na śmierć nie zaśmiał!- Oburzył się Mike. W końcu dama przyfrunęła do nas. Mike wyciągnął składaną klatkę ze swojej torby, poczym wpuścił tam zmęczonego ptaka.
-Nosisz klatkę w torbie?- Spytał zdziwiony Arcady.
-A ty nie?- Również zdziwił się Mike. W tym momęcie przyjechał autobus. Wsiedli do niego i ze zdziwieniem zobatrzyli, że są jedynymi pasażerami. W końcu dojechali na ulice, na której stała stara fabryka i ponura restauracja. Weszli do środka. O dziwo nie było tam Mizukawy, a oni spóźnili się o pięć minut.
-O nie! To moja wina!- Powiedział Mike.- Zapomniałem, że ustawiłem zegarek na późniejszą godzinę!
-Czyli mamy jeszcze całą godzinę!?- Wrzasnął kapitan.
-Jeśli to ci poprawi humor, to właściwie 59 minut...-Powiedział Mike.- To może coś zjemy? Ja stawiam!- Po chwili przyszła staromodna kelnerka.
-Co sobie życzycie?- Spytała szorstkim głosem.
-Może dałaby nam pani menu?- Zasługerowałam.
-Nie dysponujemy takim daniem.
-A jakim dysponujecie?- Spytał Edgar.
-Zaraz przyniosę menu, to sobie wybierzecie!- Powiedziała kelnerka.

-Co za kobieta!- Przewróciłam oczami.  Po chwili wróciła, z wymiętą i poplamioną kartką. Jak się okazało, restauracja nie dysponowała wieloma daniami, więc zamówili po herbacie. Po godzinie, do kawiarni weszła Minori. Podeszła do nas i przemówiła:

wtorek, 6 stycznia 2015

Od Blue- CD od Alex

Był późny wieczór, właśnie trenowałam drybling z Shade’m. Właśnie biegłam na Shade ( który ćwiczył obronę), kiedy nagle poczułam wibrację. To było takie nagłe, że przewróciłam się i zwaliłam się na Shade. Zdziwiony, popatrzył na mnie dziwnie.
-SMS przyszedł.- Powiedziałam niewinnie.
-Jeśli cały czas będziesz tak reagować, niedługo chyba przestanę cię łapać!- Zarzartował.
-To od Alex! Chyba Eniguma ją porwali.
-Idziemy tam?- Spytał Shade.
-Niekoniecznie. Ostatnim razem, wdaliśmy się w kłopoty.- Stwierdziłam.
-To co zamierzasz?
-Dzwonimy do Mizurikawy!- Powiedziałam.- Ona coś wymyśli. Po chwili wykręciłam numer naszej menadżerki. Bałam się, bo było już trochę późno.
-Halo?- Powiedział miły głos.
-Witaj, Mizurikawa! Właśnie dostałam wiadomość od Alex, twierzi, że gracze z Enigumy ją porwali, a teraz gdziesz przeczymują.- Wyrecytowałam. Chyba zaskoczyłam tym Minori.
- Jeśli żaden członek jej rodziny, bądź znajomy, nie zobatrzy jej w ciągu 24 godzin, będzie można zgłosić tą sprawę na policje.- Powiedziylko tyle możemy znaleść.
-Nie da się zrobić nic innego?- Spytałam zawiedzona.
-A co masz na myśli?- Spytała Minori. Nie miałam zamiaru ukrywać moich planów, z resztą nawet gdybym to zrobiła, ona by się dowiedziała.
-Chcę tam iść i ją uwolnić!- Krzyknęłam.
-Obawiam się, że nie będzie to możliwe. Ty jesteś jedna, a ich jest jedenastu, może nawet i więcej! A w ogóle, to będzie miało swoje konsekwencje. Pamiętasz karę, którą dostali Arcady i Shade, prawda?(Ani ja, ani nikt inny raczej jej nie pamięta, bo Arcady jeszcze jej nie wymiślił.)
-Za 24 godziny ona może być martwa!- Krzyknęłam zrozpaczona.- Alex pomagała nam w potrzebie, więc i ja mam zamiar jej pomóc!
-Nie bądź niemądra...-Zaczęła Minori, ale przerwałam jej.
-Jeśli nie wrócę do jutra, to zacznij się martwić.- Naglę rozłączyłam się.
-Idziemy po Arkadiusza i Lily.- Powiedział stanowczo.
-I po Edgara.- Dodałam z namysłem.
-Odbiło ci!?- Wrzasnął Shade.
- Przecież on nie nawidził kuzynka z Enigumy!
-Miał kuzyna w Enigumie?- Zdziwił się Shade.
-Usłyszałam jak rozmawiało nim kiedyś z Alex.- Wytłumaczyłam się. Wzięłam swoje bo, scyzoryki, sztylet i codzienny zestaw tzn. Latarkę, mini paralizator i sprej na niedzwiedzie. Następnie wymknęliśmy się z bunkrów, a następnie pobiegliśmy do domu Arcady’ego. Zdecydowaliśmy wejść przez okno, a kiedy Arcady zobatrzył mnie na parapecie, wrzasnął. Weszliśmy do środka i opowiedzieliśmy kapitanowi o całym zajściu.
-To co robimy?- Spytał nieprzytomne.
- A oto jest pytanie...-Zadumał się Shade.
-Skończ z poezją, to nic nie da.-Westchnęłam.
-Ratujemy ja?- Podpowiedział Arcady, ale w tym momęcie zadzwonił mi telefon. To była Alex.

Alex?

Od Blue- CD od Arcady'ego

Po kilku minutach przyjachał autobus. Był strasznie staromodny, a śmierdziało w nim jak w oborniku.
-Z góry mówię, mam chorobę lokomocyjną.- Powiedziałam zniechęcona.
-Jak można takim gratem podróżować!?- Przewróciła oczami  Alex.
-Okej, należy przygotować nasz plan.- Powiedział cicho Shade.- Uważam, że każdy z nas musi mieć przy sobie jakąś broń.
-Bez obrazy, ale czy ja ci wyglądam na idiote?- Zdziwił się Arcady.- Nikt nie nosi broni do szkoły!
- I tu cię zaskoczę!- Uśmiechnęłam się tajemniczo.- Mam sprej na niedźwiedzie, mini paralizator, scyzoryk i latarkę.
-A masz apteczkę?- Zarzartowała Shadow.
- Czy ja ci wyglądam na idiotę!? Jasne, że coś się znajdzie! –Odpowiedziałam zdziwiona.
-Ja też mam sprej na niedźwiedzie!- Zawołała radośnie Shadow.
-Ja mam bardzo ciężkie książki i ostatecznie mogę zrzucić je komuś na stopę!- Powiedziała Lily.
-Dobry pomysł!- Powiedziała entuzjastycznie Shadow. Ja wręczyłam paralizator Arcadyemu, a scyzoryk Alex. Shade wziął latarkę. Wysiedliśmy przed majestatycznym budynkiem- Szkołą Eniguma. Z daleka usłyszeliśmy krzyki np. Podaj tu! Strzelaj! Skierowaliśmy się na szkolne boisko. Na szczęście, na około boiska rosła bujna roślinność. Skryliśmy się w krzakach.
-I co teraz?- Spytał niecierpliwie Arcady.
-Oglądamy ich grę- otrzywiście!- Wyszeptała Shadow. Okazało się, że Eniguma jest bardzo silna w ofensywie. Ich strzały były przeraźliwie mocne. Jednak ich obrona była nie wystarczająco dobra. Po kilku minutach, Lily była zmarznięta do szpiku kości, Arcady potwornie się trząsł, Shadow miała katar a Alex łzawić. Ja miałam nawroty lokomocyjnej choroby, gdyż krzaki straszliwie śmierdziały. Nagle ktoś z zespołu wykopał piłkę tak, że poleciała w kierunku ich kryjówki i nagle uderzyła Arcadyego w głowę.
-Ała!- Krzyknął odruchwo. Niestety ktoś z Enigumy go usłyszał, bo nagle usłyszeli krzyk:
-Za krzakami ktoś się ukrywa!- Na te słowa wszyscy zamarli. Wiedzieli, że wróg jest szybszy od większości z nich.
-Na drzewa!- Krzyknęłam spontanicznie. Wtedy zaczęliśmy się wspinać, a kiedy dwaj wrogowie dobiegli do krzaków, my byliśmy już na górze. Ja, Arcady i Shade byliśmy na jednym drzewie, a Alex, Shadow i Lily były na drugim.
-Złaźcie!- Wrzasnął ktoś z dołu. Nagle jeden z nich zaczął się wspinać na drugie drzewo (To na którym były same dziewczyny.). Wtedy Lily zrzóciła swój ciężki słownik, prosto na głowe jednego z nich. Ofiara padła na ziemie z gruchotem. Nagle Shade i Arcady zeskoczyli prosto na drugiego. On również nawiązał kontakt z glebą. Wtedy reszta zeskoczyła z drzewa i razem zaczęliśmy uciekać. Reszta wrogów gonili za nami, ale nagle nadjechał autobus. Szybko do niego wskoczyliśmy, ale nagle zauwarzyliśmy coś co wzbudziło nasz niepokój. Drużyna z Enigumy zaczęła gonić za autobusem. Zakryliśmy nasze twarze, by nie pozostać rozpoznanym. Po jakimś czasie nasz wróg był pozbawiony wszelkich sił, więc zostali w tyle. Kiedy wysiedliśmy, podzieliłam się z resztą moim niepokojem.
- Co jeśli oni wiedzą, że to my?- Powiedziałam cicho.
- Skąd mieliby wiedzieć?- Spytała zdziwiona Shadow.
- Może ten mały nas rozpoznał...- Nie dawałam za wygraną.
- Wcale nie jesteś od niego wyższ...- Zaczął Arcady, ale Lily spojrzała na niego gniewnie.
- Co jak Mizurikawa się dowie? Zrobi z nas szaszłyki!- Szepnęła Alex.
- No to jej nic nie powiemy!- Krzyknął Arcady.
- A jeżeli to się wyda?Co w tedy zrobimy Arcady? - Mruknął Shade.
- Czy ja jestem Wyrocznią Delficką? Mam na imie Arcady, nie Pytia!- Odpowiedział kapitan.
-Pasowało by ci!- Zapewniła go Shadow z uśmiechem na twarzy.
-No dobra, czas się rozejść!- Stwierdziła Lily. Każdy poszedł w swoją stronę. Akurat Arcady szedł dziś do kuzynów, więc zmuszony był iść wraz ze mną i Shade’m.
-Bycie obrońcą jest takie trudne...- Zaczął Arcady.
-To samo tyczy się bycia pomocnikiem!- Stwierdziłam.
-A może zrobimy jakieś hissatsu, Arcady?- Powiedział Shade.
-Może...- Zadumał się kapitan.- Tylko jaką?
-Sam nie wiem, ale by się coś wymyśliło!- Shade nie dawał za wygraną.
-Zobatrzy się!- Wzruszył ramionami Arcady. W krótce wszyscy trafili do domów. Następnego dnia wszyscy czekali na trening. Kiedy dzwonek obwieścił koniec lekcji, popędziłam do domku klubowego. Była tam już Minori.
-Cześć!- Przywitałam się radośnie.
-Witaj.- Odpowiedziała spokojnie Minori. W końcu przyszła reszta i można już było zacząć nasz trening. Nareszcie można było widzieć efekty naszej ciężkiej pracy! Jednak trening przerwała nam nagła wizyta... Alana. On podszedł do Lily i wręczył jej słownik.
-To chyba twoje.- Powiedział spokojnie. Zaczerwieniona Lily wzięła słownik, poczym mruknęła coś niezrozumiałego.

-Co to ma znaczyć!?- Wrzasnęła Minori, a jej głos był niebezpiecznie złowieszczy.- Czy ktoś mi to wytłumaczy?

Co masz na swoją obronę, Arkadiuszu Smith?!