Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Shadow. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Od Shadow. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 30 kwietnia 2015

Shadow - CD od Tekli

Zmarszczyłam zdziwiona brwi. "Twój awatar będzie moim..." powtórzyłam w myślach. No i Meduza. No i są jeszcze te liczby. To wszystko przypominało mi moją, odrobinę zawiłą sprawę z klątwą, która ciążyła na mojej rodzinie. Z tym haczykiem, że ja widziałam linie, co swoją drogą nadal się zdarza, a Teklę nawiedzały liczby. I to w dodatku związane z Lucy! No i jeszcze ta cała sprawa z awatarem.
Podałam Tekli rękę i pomogłam jej wstać. Coś nagle wpadło mi do głowy, więc powiedziałam:
- Myślę, że powinnaś nauczyć się w jakiś sposób kontrolować te liczby. Jedną z rzeczy, której się ostatnio nauczyłam, jest fakt, że każdy z nas ma jakiś talent i przy pracy nad nim, można wiele osiągnąć. Te liczby mogą cię wspomóc w grze, mogą też się przekształcić w technikę hissatsu. nie wiem, ale powinnaś je opanować.
- Tak myślisz?
- Mhm... Ponadto powinnaś się więcej dowiedzieć o przeszłości swojej i Lucy. To może ci pomóc wszystko zrozumieć. No i oczywiście skoro Lucy twierdzi, że jej awatar będzie twoim, to osobiście uważam, że powinnaś spróbować go z siebie wydobyć. Jeślibyś potrzebowała pomocy, to jestem do dyspozycji - powiedziałam z uśmiechem - Sama niedawno przechodziłam coś podobnego, więc wiem, że to może być trudne. Zastanów się nad tym, ok? I jakby co, daj mi znać. A na razie wracajmy do treningu. Już i tak zaraz będziemy kończyć, więc lepiej się przyłożyć na tej końcówce. Dasz radę grać?
- Mhm...
- Ok - odpowiedziałam z uśmiechem, po czym klepnęłam dziewczynę po ramieniu i powiedziałam - Zastanów się nad tym, co ci powiedziałam, dobra?
Tekla skinęła głową na znak zgody i wpatrywała się we mnie jednocześnie w zdumieniu. Zaśmiałam się.
- Tak wiem, trochę się rozgadałam. Ale teraz już na prawdę wracajmy do treningu.
Po tych słowach wróciłam na swoja pozycję i wznowiliśmy grę. Przez cały czas oglądałam się jednak na siostrę Lucy i zastanawiałam się, nad czym właśnie rozmyśla.

Tekla?

Shadow - c.d. "Awatar"

Rozpoczęliśmy trening. Piłka latała w tę i z powrotem po całym boisku, a ja i tak byłam w stanie nadążyć za wszystkimi wydarzeniami, które rozgrywały się na boisku. Linie wskazywały mi zarówno położenie pozostałych zawodników, jak również ruchy piłki, a co najlepsze, wyprzedzały wszystkich o co najmniej jeden ruch. Zafascynowana wspaniałością linii, odbierałam piłki i podawałam dalej, do pozostałych. Oczywiście wyostrzony słuch również się przydawał. Dzięki temu byłam jeszcze lepsza.
Po kolejnym dobrym podaniu, Mizukawa krzyknęła z ławki trenerskiej, że robimy zmianę. Podzieliliśmy się na dwie niewielkie drużyny, po czym ponownie rozpoczęliśmy grę. Tym razem stałam na bramce. Mimo, że nie widziałam piłki, linie wskazywały mi tor jej ruchu, a swoim wyczulonym słuchem, byłam w stanie usłyszeć powietrze przez które przechodziła piłka, dzięki czemu byłam w stanie określić odleglość piłki od bramki, jej szybkość oraz siłę z jaką została kopnięta. Nie przepuściłam żadnej bramki. Usłyszałam cichy gwizd podziwu, po czym dobiegł mnie głos Arcadego:
- Jak widać ta twoja choroba wyszła ci na dobre.
- Nawet nie wiesz jak bardzo - pomyślałam i uśmiechnęłam się szeroko.
- Tak trzymaj! - krzyknął jeszcze Arcady, po czym ruszył przed siebie.
Po kolejnym zatrzymanym ataku usłyszałam w głowie znajomy głos.
- Ile razy mam powtarzać, żebyś przestała wreszcie grać?
- Powtarzaj to ile chcesz. Ja i tak, dalej będę to robić.
- Rany, dziewucho! Tobie chce się wciąż walczyć?
- Tak Nemezis, chce mi się walczyć. I będę to robić do końca swojego życia. Twoja klątwa niczego nie zmieni. Nie odbierzesz mi tego co kocham.
- Shadow! Czy ty nie masz za grosz oleju w głowie!?
- Nie - odparłam szczerze.
Nemezis na chwilę zamilkła, ale wciąż wyczuwałam jej obecność w sobie i postanowiłam zacieśnić pułapkę, którą zaczęłam supłać nad boginią. Teraz musiałam ją już tylko zagadać.
- Nemezis, ja się nigdy nie poddam. Nigdy mnie do tego nie zmusisz. Więc czy ta walka ma sens?
- Oczywiście, że ma - warknęła kobieta, na co tylko pokręciłam z żalem głową.
- Nie Nemezis. Ta walka nie ma sensu. I obie doskonale o tym wiemy.
- Mylisz się!
- Mam rację. Nie zaprzeczaj. Znasz prawdę. Wiec powiedz mi, po co mamy dalej walczyć?
- A niby co mam zrobić? Poddać się? - zapytała bogini z kpiną, na co tylko potrząsnęłam głową.
Potem upewniłam się, że pułapka jest już gotowa i kobieta się nie wydostanie, więc złożyłam wcześniej przemyślaną ofertę.
- Nie chcę żebyś się poddawała. Walcz dalej. Ale walcz ze mną. Powiedziałaś, że Fortuna nie dostała zadośćuczynienia, za dar, który dała mojemu przodkowi. A ty masz przypilnować, żeby dług został spłacony. I mogę ten dług spłacić. Za twoim pośrednictwem.
- Co masz namyśli? - zapytała zdezorientowana bogini, na co odpowiedziałam.
- Zostań moim awatarem.
- Chyba śnisz dziewczyno. Ja? Awatarem? I to w dodatku twoim? - zapytała, po czym roześmiała się sztucznie. A ja już dosłyszałam w głosie bogini nutę ciekawości i swego rodzaju ekscytacji.
- Nie kłam Nemezis. Wiem, że moja oferta ci się spodobała. Wbrew wszystkiemu, lubisz mnie, a mój upór ci imponuje. Przypominam ci, ciebie samą, prawda?
Zaległo milczenie, więc kontynuowałam.
- Oddaj mi wzrok. Zostaniesz moim awatarem i będziemy mogły walczyć wspólnie. Nie będziesz już musiała robić tego sama. Będziemy się wspierać nawzajem.
- Najpierw twój ruch dziewczyno.
- Z przyjemnością - odpowiedziałam, po czym zacisnęłam sieć na Nemezis.
Bogini krzyknęła zdumiona, a ja poczułam, jak nasze siły się jednoczą. Ale pozaziemska istota próbowała się wyrwać. Wiedziałam, że muszę ją uwolnić w awatarze. Jeśli mi się nie uda, wszystko przepadnie.
- Alex! - krzyknęłam - Strzel na moją bramką Pele!
- Co!? - zapytała zdumiona dziewczyna.
- Błagam! Zrób to!
Przez chwilę nic nie słyszałam, nic nie widziałam i nic nie czułam. Całą energię skupiłam na tym, by powstrzymać energię Nemezis przed ucieczką. Skrzywiłam się z bólu, ale czekałam, błagając w myślach, by tylko Alex się pospieszyła.
Najpierw usłyszałam dźwięk, potem dostrzegłam wyznaczaną przez linie trajektorię piłki, a na końcu, zebrałam w sobie całą energię, swoją i Nemezis, po czym uwolniłam ją i skierowałam przeciw piłce, która już po chwili naparła na moje palce. Właśnie wtedy odzyskałam czucie i zdałam sobie sprawę z dwóch żeczy. Pierwszą z nich, była przejmująca siła ataku Alex, a drugą fakt, że powstrzymywałam tą siłę, swoją własną. Czułam, jak stoi nade mną Nemezis i wspiera mnie swoją siłą. Wiedziałam, że teraz nie mogę przerwać. Wiedziałam, że muszę walczyć do końca.
W czasie tego zmagania z piłką usłyszałam ciche okrzyki zaskoczenia pozostałych zawodników. Domyśliłam się, że widok awatara Nemezis musiał zrobić na nich spore wrażenie. Nie dziwiłam im się. Awatary zawsze wprawiają w zaskoczenie.
Miałam wrażenie, jakby próba zatrzymania siły ataku Pele trwała kilka godzin, choć w rzeczywistości było to zaledwie parę sekund, po których piłka przestała się obracać i zamarła w moich rękach. W tej samej chwili usłyszałam w głowie zadowolony głos Nemezis:
- Długa spłacony, klątwa zdjęta. Gdy znów będę potrzebna, wezwij mnie.
Po tych słowach odeszła, a ja poczułam nagły ból głowy. Upadłam na ziemię.
- Shadow! - usłyszałam krzyki wszystkich zawodników, od czego tylko skrzywiłam się z bólu, który jednak zniknął tak szybko jak się pojawił.
Zamrugałam zdezorientowana i nagle zdałam sobie sprawę, że odzyskałam wzrok. Uśmiechnęłam się szeroko. Nemezis dotrzymała danego mi słowa. Po chwili zdałam sobie sprawę, że teraz jestem z niż związana, bo jest moim awatarem. Roześmiałam się głośno zdając sobie z tego sprawę. MAM AWATARA!

Koniec

środa, 29 kwietnia 2015

Od Shadow - CD od Tekli

- Tekla co się stało? - zapytałam.
- Lucy pokazała mi prawdę. To moja zaginiona siostra.
- CO? - wykrzyknęliśmy wszyscy zdumieni wpatrując się z niedowierzaniem w dziewczynę.
- Jak to możliwe? - zapytał zdumiony Arcady.
- Ja... Lucy jako mała dziewczynka została zabrana mojej matce.
- Ale... Może to  jednak nie jest twoje siostra? - zapytałam niepewnie.
- To na pewno jest ona - odparła Tekla z przekonaniem.
- A co z tymi obliczeniami? - zapytała nagle Blue.
- Nie wiem - odparła Tekla - Po prostu czasem coś takiego się zdarza.
- Ale co to oznacza? - zapytał Arcady, ale nikt nie odezwał się słowem.
       Przez chwile wszystcy staliśmy w milczeniu, które jako pierwsza przerwałam.
- Wiecie, co? Nie ma się co nad tym głowić. Nikt z nas i tak nie wie, co to jest, więc stojanie tu i myślenie nic nam nie da. Proponuję więc iść na boisko i urządzić sobie trening. Tekla, jeślibyś znowu widziała obliczenia, to daj nam znać, a spróbujemy pomóc jeśli będziemy mogli. Ale teraz najlepiej iść trenować, bo w końcu niedługo mecz, więc powinniśmy się wzmocnić, prawda?
       Usłyszałam ciche pomruki zgody, więc uśmiechnęłam się u ruszyłam na boisko, a za mną pobiegła reszta dróżyny. Zrobiliśmy krótką rozgrzewkę, po czym zaczęliśmy grać.

Tekla?
Znów przepraszam, że tak krótko :\

wtorek, 28 kwietnia 2015

Od Shadow - CD od Tekli

Zdumiona wpatrywałam się w miejsce, w którym stała Tekla.
- Co się dzieje? - zapytałam zdziwiona.
- No bo ja właśnie... No bo ja... Widziałaś to?
- Nie - odpowiedziałam przepraszająco - A co widziałaś? - zapytałam.
- Dziewczynę z białymi włosami i czerwonymi oczami. No i miała na sobie nasz klubowy strój, z numerem 11. Ale... Ona nie wyglądała normalnie. Wyglądała jak... Jak... Jak duch - wykrztusiła wreszcie z siebie.
Zamarłam przerażona. To... To przecież niemożliwe...
- To... To była Lucy prawda? - zapytała mnie niepewnie Tekla.
Zagryzłam wargi, a potem złapałam dziewczynę za rękę i pociągnęłam za sobą.
- Co ty robisz? - zapytała mnie zdezorientowana Tekla - Gdzie idziemy?
- Do domku klubowego - odpowiedziałam, po czym przeszłam do truchtu.
Po kilku minutach byłyśmy już we dwie w pomieszczeniu. Wyjęłam komórkę i wysłałam wszystkim członkom drużyny i Mizukawie sms-a, żeby jak najszybciej pojawili się w domku klubowym. Nie minęło 10 minut, a wszyscy byli już na miejscu.
- O co chodzi? - zapytał Arcady - Po co wezwałaś nas tu wszystkich?
- Tekla widziała ducha Lucy - oznajmiłam prosto z mostu.
- CO!? - wszyscy wykrzyknęli zdumieni.
- Musimy jej powiedzieć - zakomunikowałam reszcie - To już się zrobiło zbyt poważne. Ona musi wiedzieć.
Po tych słowach odwróciłam się do Tekli i zapytałam jej łagodnie:
- Jesteś gotowa, aby wysłuchać tej historii?
- Ja... Ja myślę, że...

Tekla? Przepraszam, że tak krótko :\

wtorek, 14 kwietnia 2015

Od Shadow - c.d.

Z samego rana wybiegłam z domu i ruszyłam w kierunku szkoły. O rany! Tak dawno mnie tam nie było. Zaczęłam już nawet tęsknić. Na tę myśl zaśmiałam się radośnie. Czego jak czego, ale nie spodziewałam się, że kiedykolwiek będę tęsknić za szkołą.
Linie przed oczami wskazywały mi odpowiedni kierunek. Doskonale widziałam, jak mam iść i cieszyłam się jak małe dziecko, że mogę już w miarę normalnie funkcjonować.
W końcu dobiegłam do szkoły i ruszyłam do klasy. Lekcje upłynęły mi niezwykle szybko. miałam nieco problemów z przepisywaniem różnych faktów z tablicy, ale w końcu jakoś sobie z tym poradziłam. Po południu z radością pobiegłam do domku klubowego. Miałam właśnie wpaść przez drzwi, gdy nagle ktoś pojawił się tuż przede mną. Widziałam to dzięki liniom. Wiedziałam, że zderzenie jest nieuniknione, ale właśnie wtedy dostrzegłam, że srebrzyste linie ukazują mi pewne rozwiązanie, z którego prędko skorzystałam.
Nawet nie pomyślałam, kiedy wyskoczyłam w górę i odbiłam się od ramion osoby naprzeciw mnie, po czym w przyklęku wylądowałam na dachu domku klubowego, jak wywnioskowałam. Tak w sumie, to nie wiem, skąd wiedziałam, że on tam jest, ale to mi chyba po prostu podpowiedział instynkt.
- Auć - usłyszałam niezadowolony, dobrze mi znany głos.
- Sorki Arcady - odpowiedziałam siadając na dachu ze spuszczonymi nogami.
- Shadow? - zapytał zdumiony.
- A kogo się spodziewałeś? - zapytałam ze śmiechem.
- Przecież... Nadiya mówiła, że masz zapalenie spojówek.
Ooo... To była genialna wymówka. Jak spotkam Nadiyę to będę jej musiała podziękować.
- Faktycznie - odpowiedziałam szybko. - Ale już mi lepiej. Mimo wszystko muszę wciąż uważać na oczy, więc nie mogę zdejmować okularów - odpowiedziałam wskazując na ciemne okulary w białej oprawie, które trzymały mi się na nosie.
Zanim Arcady zdążył cokolwiek na to odpowiedzieć, z wnętrza domku dobiegł mnie inny głos:
- Co tam się dzieje?
- Cześć Mizukawa - odpowiedziałam patrząc w miejsce, w którym jak mi się wydawało stała nasza menadżerka.
- Shadow!? Co ty tu robisz!? Miałaś się przecież kurować! I złaź z tego dachu! Jeszcze tego brakuje, żebyś poza zapaleniem spojówek, złamała sobie nogę.
- Też się cieszę że cię widzę - odpowiedziałam z uśmiechem na ustach zeskakując na ziemię.
- Shadow - dobiegły mnie znajome głosy, po czym otoczyła mnie cała drużyna.
Pytali jak się czuję, czy już wyzdrowiałam i czy mogę już grać. Kiedy już się uspokoiliśmy odezwała się Mizukawa:
- No dobrze... Skoro już wszyscy są, to pora żebyśmy zaczęli trening.
Ruszyliśmy więc w kierunku boiska. Miałam ochotę wybiec na nie jako pierwsza, ale powstrzymał mnie lekki dotyk dłoni na ramieniu i znajomy głos:
- Shadow. Odzyskałaś wzrok?
Spojrzałam w miejsce, gdzie powinna być twarz Nadiyi, a przez moją twarz przemknął cień smutku, jednak już po chwili się pozbierałam i lekko zsunęłam okulary, bo pokazać koleżance swoje oczy, równocześnie mówiąc:
- Jeszcze nie.
Potem z powrotem założyłam okulary, a Nadiya zapytała mnie szeptem:
- Więc jak jesteś w stanie poruszać się tak... Normalnie?
Uśmiechnęłam się i odpowiedziałam:
- Udało mi się przywołać linie. I tak jak mówiłam, wróciłam do normalności.
- Ale Shadow... Ty wciąż nic nie widzisz... Jesteś pewna, że możesz grać?
- No jasne - odpowiedziałam. - Teraz przyszła pora na trening i wydobycie awatara - odpowiedziałam, po czym ruszyłam biegiem w kierunku boiska.

C.D.N

niedziela, 12 kwietnia 2015

Od Shadow

Od czasu, kiedy Nemezis odebrała mi wzrok, minął już tydzień, a ja wciąż nic nie widziałam, ani nie byłam w szkole. Papa bardzo się zaniepokoił i nawet zastanawiał się, czy nie wysłać mnie do lekarza, ale udało mi się odwieść go od tego pomysłu. Przez jakiś czas rozważałam nawet propozycję Nadiyi, żeby zamieszkać u niej na parę dni, ale nie znałam jej domu i byłabym tam całkowicie zdana na cudzą łaskę, a tak, mogłam się chociaż swobodnie poruszać po domu.
Nie znosiłam bycia uzależnioną od innych i może dlatego zaczyanałam się ostatnio irytować. Byłam w końcu zdana na łakę i nie łaskę Nemezis. Poza tym, czułam się w domu zamknięta, czego nie mogłam przeżyć. Faktycznie miałam trochę ruchu, ale potrzebowałam wyjść na świerze powietrze, pobiegać i nacieszyć się wolnością. Nie mogłam jednak tego zrobić, gdyż mogłabym zrobić sobie, albo komuś krzywdę. Przygryzłam wargi, mocno zirytowana.
Siedziałam właśnie w swoim pokoju i zażywałam medytacji. To bylo coś nowego, czego nigdy wcześniej nie robiłam, ale zdałam sobie sprawę z tego, że aby przywołać linie, co jeszcze mi się nie udało, muszę spróbować się skupić w stu procentach.
Właśnie dlatego siedziałam teraz jak głupia na podłodze ze skrzyżowanymi nogami i próbowałam nie wybuchnąć śmiechem. To było idiotyczne. W końcu jednak wzięłam się w garść i spróbowałam się skupić na wszystkich dźwiękach które mnie otaczały. Ku własnemu zdziwieniu, zauważyłam, że wychwytuję każdy, najmniejszy szelest. Byłam tym bardzo zdumiona, ale w końcu przyjęłam to do wiadomości i ponownie wsłuchałam się w otaczajace mnie dźwięki.
Przekonałam się, że było to bardzo odprężające i mnie wyciszyło. Odetchnęłam raz, a potem drugi i przywołałam linie. Wyobraziłam sobie, jak przez moje ciało przepływa moc, która formuje się przed moimi oczami w postaci świetlistych linii.
Nagle poczułam przenikliwy ból glowy, a potem pieczenie oczu. Skrzywiłam się z bólu, który jednak szybko zniknął. Byłam tym nieco zdziwiona i zdezorientowana, ale potem otworzyłam oczy i zamróałam kilkakrotnie, po czym zaśmiałam się z radością.
Co prawda nie odzyskałam wzroku, jednak widziałam linie. Wiedziałam, że teraz może być już tylko lepiej. Zdawałam sobie sprawę z tego, że teraz mogę już normalnie funkcjonować i dzięki temu mogłam spróbować wydobyć z siebie awatara. Pisnęłam radośnie i jak małe dziecko wskoczyłam na materac i zaczęłam po nim skakać. Kiedy już się tym zmęczyłam, przestałam i położyłam się w łóżku, ciesząc się, że już jutro będę mogła wyjść z domu.

c.d.n.

piątek, 10 kwietnia 2015

Od Shadow

Następnego dnia tak jak zapowiedziałam Nadiyi nie poszłam do szkoły. Z samego rana zajrzał do mnie papa i zapytał czemu nie zbieram się do wyjścia, więc skłamałam, że boli mnie brzuch i chciałabym zostać na jeden dzień w domu. Oczywiście papa, jak zwykle troskliwy zapytał, czy ma wziąć wolne i ze mną zostać, jednak szybko zaprzeczyłam. Nie chciałam przecież by dowiedział się, co się ze mną dzieje.
Kiedy w końcu zostałam sama, wstałam z łóżka i poszłam do kuchni by zrobić sobie na śniadanie kanapki. Nalałam jeszcze soku do szklanki, po czym wróciłam do pokoju. Kiedy już się pożywiłam, zastanawiałam się, co ze sobą zrobić. Nie chciałam wychodzić z domu, szczególnie, że chodziłabym wciąż po omacku. Najpierw musiałam zrozumieć, jak wrócić do normalności, tak, żebym znów mogła chodzić.
Jednak myślenie nie jest moją mocną stroną. Musiałam się poruszać. Miałam ochotę pobiegać, ale nie mogłam tego zrobić, więc w końcu postanowiłam pójść do sali treningowej.
Szybko się przebrałam, po czym weszłam do pokoju i postawiłam stopy na macie, a po chwili zaczęłam się rozciągać.
Ale wciąż kipiała we mnie niespożyta energia. Wręcz czułam jak ze mnie wypływa. Wiedziałam co muszę zrobić. Wróciłam do pokoju i zaczęłam po omacku szukać piłki. Kiedy w końcu ją znalazłam krzyknęłam zadowolona i wróciłam do pokoju treningowego, po czym zaczęłam trenować drybling. To nie było łatwe. Nic nie widziałam i nie miałam najmniejszego pojęcia, gdzie jest piłka, ale w końcu zaczęłam dochodzić do wprawy. Wyczulony słuch, pomagał mi w zlokalizowaniu piłki.
Nagle znów poczułam tę przepełniającą mnie energię, ale kiedy spróbowałam ją z siebie wydobyć, poczułam ból w czaszce i upadłam z krzykiem.
Po chwili dotarł do mnie zimny głos:
- Co ty wyrabiasz dziewczyno!? - warknęła na mnie Nemezis.
- Trenuję - wysyczałam przez zaciśnięte zęby.
- Przecież nic nie widzisz!
- Może i odebrałaś mi wzrok, ale nie możesz zrobić nic, bym przestała grać w piłkę.
- Już nie możesz grać.
- Nieprawda! Zostałam obdarzona darem i mimo, że mnie przeklęłaś, nie jesteś w stanie mi go odebrać. To jest we mnie. I wydobędę z siebie wszystkie siły i wygram z tobą.
- Zobaczymy jak długo będziesz walczyła - wycedziła Nemezis, ale ku swojemu zdziwieniu wyłapałam w głosie bogini pewien podziw.
Po chwili wszystko ustało. Głos Nemezis zniknął, czaszka przestała mnie boleć i wszystko wróciło do normy. No wszystko, może poza moim wzrokiem i resztkami bólu łupiącego mnie w czaszce.
Wiedziałam, że teraz muszę dać z siebie wszystko. Miałam zamiar przywołać linie. Jeśli to zrobię, będę się mogła normalnie poruszać. A potem... Wydobędę z siebie awatara i Nemezis mi w tym nie przeszkodzi.

czwartek, 26 marca 2015

Od Shadow - CD od Nadiyi

To było dziwne. Chodzenie na ślepo po schodach. W ogóle chodzenie na ślepaka było całkiem dziwaczne. Choć na swój sposób całkiem interesujące. A może jednak bardziej przerażające? Eee tam... Sama nie wiem.
W każdym razie szłam właśnie w kierunku swojego pokoju i starałam się nie wywalić, ani o nic nie potknąć. Na swoje szczęście, mimo iż mieszkałam tu stosunkowo niedługo, zdołałam się dobrze zapoznać z domem, dzięki czemu nie byłam aż tak całkowicie ślepa. Kiedy już stanęłam na piętrze ruszyłam w kierunku pokoju, a za sobą słyszałam kroki Nadiyi. Otworzyłam drzwi, po czym weszłam do pokoju. Zaraz za mną, podążyła Nadiya. Usłyszałam jak zamyka za sobą drzwi i jej kroki cichnął.
- Rozgość się - powiedziałam, a po chwili usłyszałam jej kroki i ciche skrzypienie łóżka.
Przez chwilę zastanawiałam się, czy też nie usiąść, ale chyba byłam za bardzo zdenerwowana, więc odruchowo zaczęłam krążyć po pokoju. Nagle sobie o czymś przypomniałam i zapytałam.
- Jak wyglądają moje oczy? - zapytałam patrząc się w miejsce, w którym jak sądziłam musiała się znajdować moja koleżanka.
- Są puste - odpowiedziała dziewczyna, a w jej głosie dosłyszałam współczujący ton.
Szybko ruszyłam ku biurku i na ślepo zaczęłam przeszukiwać szuflady.
- Pomóc ci? - zapytała Nadiya.
- Nie trzeba. Już mam - odpowiedziałam, po czym założyłam na nos wyjęte z szuflady okulary, po czym się odwróciłam.
- Cały czas to widać?
- Już nie - odpowiedziała. - Ale po co ci te okulary.
- Muszę ukryć swój stan przed ojcem. Zabije mnie kiedy się dowie. Po powrocie z obozu ustaliliśmy, że nie będziemy poruszać tematu klątwy, bo podobno jestem wystarczająco dorosła, by samej zrozumieć zagrożenie. Tiak... Akurat - odpowiedziałam prychając.
- Ok. A w czym byłam ci potrzebna? - zapytała mnie koleżanka.
- Musisz mnie kryć - odpowiedziałam siadając na krześle przed biurkiem.
- To znaczy?
- Jutro nie pójdę do szkoły. Muszę to wszystko zrozumieć i spróbować jakoś się pozbierać i zacząć normalnie funkcjonować.
- Normalne? - zapytała mnie dziewczyna z powątpiewaniem.
- Owszem, normalnie - odpowiedziałam. - Pamiętasz, jak Namezis odebrała mi wzrok za pierwszym razem? Wtedy prowadziły mnie linie. Dzisiaj na treningu je przywołałam i wydaje mi się, że to jest właśnie mój dar. To że je widzę. Wskazują mi odpowiednią ścieżkę. Jednak zaraz po tym jak Nemezis mnie dzisiaj oślepiła, spanikowałam i straciłam nad nimi kontrolę i nie mogę ich przywołać.
- Myślisz, że Nemezis ci to odebrała? - zapytała wyraźnie zszokowana Nadiya.
- Wątpię. To w końcu dar od Fortuny i myślę, że raczej Nemezis nie może mi go odebrać. Popracuję jutro nad tym by je przywołać i może wrócę do normalności.
- Normalności? Shadow! W twoim stanie nie ma czegoś takiego jak normalność!
- Tak, wiem. Ale muszę spróbować, prawda?
Usłyszałam ciche westchnięcie Nadiyi, która po chwili zapytała.
- Ok. A jaka jest w tym moja rola?
- Potrzebuję, żebyś mnie kryła w szkole i na treningach. Zrobisz to?

Nadiya?

poniedziałek, 23 marca 2015

Od Shadow

Wróciliśmy już z obozu treningowego. Arcady kilka dni temu powiedział nam o Strefie Footballu i wszyscy wzmogli wysiłki na treningach. Na nasze nieszczęście wszystko szło nie po naszej myśli. Najpierw Noya miał wypadek i wciąż nie odzyskał pełni sił. Lucy, dopiero co zginęła od postrzału, a ja wciąż nie przywołałam awatara i byłam tym coraz bardzie sfrustrowana. Szczególnie, że nawet nie byłam tego bliska. No i jeszcze zbliżały się te wszystkie egzaminy, przez co mieliśmy strasznie mało czasu na trening. Jednak każdą wolną chwilę starałam się wykożystać na przywołanie awatara, co niestety nie było takie łatwe. No i niedługo pierwszy mecz Strefy Footballu. Chciałam wydobyć awatara jeszcze przed tą rozgrywką, by móc go później wykożystać.
Jedyne co mi się do tej pory udało, to kontrola linii. Teraz już się nie pojawiały kiedy im się chciało, ale kiedy je wzywałam i musiałam przyznać, że była to całkiem przydatna umiejętność. Tak... W takich chwilach cieszyłam się z daru od Fortuny, choć niusł on za mną również piętno Nemezis, ale o tym starałam się raczej nie myśleć. Po co zawracać sobie głowę takimi błachostkami?
Mieliśmy właśnie trening i akurat miałam piłkę. Biegłam w kierunku bramki i chciałam ją podać naszym napastnikom, gdy nagle zorientowałam się, że nie mam komu podać. Zarówno Alex, Misuzu, jak i Patrick, byli kolejno kryci przez Blue, Nadiyę i Shade'a. Na mojej drodze nikt nie stał i nie było sensu podawać piłki komuś innemu, żeby któryś z obronców ją przejął, więc pobiegłam na bramkę i przywołałam do siebie linie. Kiedy się pojawiły, ukazały mi kilka możliwych trajektori strzału, włącznie z tą najbardziej kożystną. Skorzystałam z tego i kopnęłam odpowiednio piłkę, a ta nagle pomknęła z wielką mocą w kierunku bramki. Zupełnie jak wtedy, kiedyś podczas jednego z treningów. Noya był tak zaskoczony mocą strzału, że nie zareagował odpowiednio i piłka po chwili wirowała w siatce. Chłopak wwpatrywał się w nią przez chwilę, po czym wyciągnął ją z siatki i spojrzał na mnie z podziwem.
- Niezły strzał.
- Dzięki - odparłam wyszczerzając się do niego, po czym wróciłam biegiem na swoją pozycję.
Znów przypuściliśmy atak na bramkę. My czyli wszyscy napastnicy i pomocnicy w dróżynie, natomiast obrońcy i bramkarz mieli nas zatrzymać. Zwyczajny, ciut nudny, lecz jednak potrzebny trening.
Nagle usłyszałam w głowie znany mi już głos:
- Co robisz!?
- Miło znów cię slyszeć Nemezis - odpowiedziałam.
- Przestań!
- Nie ma mowy! Nie zaniecham gry w piłkę nożną, tylko z powodu twojego głupiego widzimisię.
- Dobrze wiesz, że to nie żadne głupie widzimisię, tylko zapłata.
- Tak, tak. Już mi to mówiłaś. A skoro się pojawiłaś, to znaczy, że jestem blisko. Mogę wywołać awatara! - stwierdziłam jednocześnie z zaskoczeniem i radością.
- Przestań!
- NIE!
- Trudno. I nie mów, że cię nie ostrzegałam.
Właśnie w tej chwili poczułam nagłe zawroty głowy. Zachwiałam i potarłam ręką czoło, po czym zamrógałam dwukrotnie i zamarłam przerażona. A więc jednak to zrobiła. Nic nie widziałam. Oczywiście poza liniami, ale to już jest inna bajka.
- Shadow! Twoja! - usłyszałam głos Arcadego.
Byłam jednak zbyt oszołomiona, by cokolwiek zrobić i tylko usłyszałam jak piłka mknie w moim kierunku i upada zaledwie metr przed mną.
- Ej, Shadow! Co to było!? - krzyknął w moim kierunku oburzony Arcady.
Nie odpowiedziałam. Nagle usłyszłam ciche kroki, które zamarły zaledwie metr ode mnie.
- Wszystko ok? - zapytała mnie Nadiya.
Spojrzałam na nią, a dokładniej w miejsce gdzie stała, po czym odpowiedziałam spanikowana:
- Nadiya. Zrobiła to. Nemezis odebrała mi wzrok.
Uszłyszałam, jak dziewczyna ze zdumienia nabiera głęboko powietrza w płóca. Przez chwilę milczała, jednak już po sekundzie złapała mnie za łokieć i powiedziała:
- Chodź. Musimy powiedzieć Mizukawie.
- Nie! - zaprzeczyłam szybko. - Nikt nie może się o tym dowiedzieć.
- Dlaczego?
- Hej, dziewczyny! Wszystko ok?! - usłyszałam krzyk Blue.
- Błagam - zwróciłam się do Nadiyi ściszonym głosem - Nie mów im. Nie mów nikomu. W szczególności mojemu ojciu. Nie może się dowiedzieć. Proszę. Muszę teraz wrócić do domu i to wszystko przemyśleć. Błagam. Potrzebuję twojej pomocy.

Nadiya?

sobota, 21 marca 2015

Od Shadow - CD od Nadiyi

- Dobry pomysł. Chodźmy! - odpowiedziałam z entuzjazmem, po czym udałyśmy się obie na boisku.
Kiedy już byłyśmy na miejscu wzięłam piłkę, by jak zwykle spróbować przejść Nadiyę, gdy nagle do głowy wpadł mi pewien pomysł.
- Nadiya? - zapytałam odrobinę niepewnie w pełni świadoma, że poruszam drażliwy temat.
- Tak? - zapytała dziewczyna.
- A może stanęłabym na bramce, a ty byś mi postrzelała? - zaproponowałam.
Dziewczyna spojrzała na mnie pełnymi niedowierzania oczami, więc szybko zaczęłam się tłumaczyć.
- Chodzi po prostu o to, że może jak stanę tak twarzą w twarz z atakiem, to uda mi się wywołać awatara. Poza tym nie proszę żebyś używała technik, tylko byś mi po prostu postrzelała.
Nadiya popatrzyła na mnie niepewnie, ale w końcu tylko potrząsnęła głową i odpowiedziała:
- Możemy potrenować jak zwykle? Wolałabym unikać przejścia na atak, chyba że byłoby to już absolutnie konieczne.
Skinęłam głową. Wiedziałam, że nie należy się kłócić. Wiedziałam jak to jest, mieć problemy, dlatego mimo ciekawości, co też się Nadiyi przydarzyło, milczałam, starając się uszanować jej prywatne sprawy.
Zaczęłyśmy trenować. Biegałam z piłką w tę i z powrotem, próbując przejść Nadiyę. Niestety nie zawsze mi się to udawało i zawodniczka odbierała mi piłkę, po czym trenowałyśmy dalej. W pewnym momencie, nagle na boisku pojawiły się linie. Hah... Jak miło. Zauważyłam, że biegnę właśnie jedną z nich, a Nadiya na kolejnej. Ze zdziwieniem dostrzegłam, że obie linie krzyżują się w pewnym miejscu. Czyżbyśmy to tam miały się spotkać? Zaintrygowana pobiegłam wzdłuż świetlistego pasa. Zgodnie z moimi przewidywaniami Nadiya poruszyła się dokładnie wzdłuż tej linii. Byłam na to przygotowana i odpowiednio przekręciłam stopy, by nie stracić kontaktu z piłką. Kiedy przeszłam Nadiyę uśmiechnęłam się lekko pod nosem. Te linie to całkiem przydatna rzecz. Jeśli nauczę się przywoływać je na zawołanie, to może się przydać.
Trenowałyśmy tak bardzo długo, ale nie pojawił się ani awatar, ani nie skontaktowała się ze mną Nemezis. Jak widać musiałam się jeszcze trochę postarać. Po skończonym treningu udałyśmy się z Nadiyą do ośrodka na obiad. Ech... Nasz ostatni dzień na obozie miał się dzisiaj zakończyć, a ja wciąż nie zrobiłam postępów. Ale byłam pewna, że uda mi się wywołać awatara. Może jeszcze nie teraz, ale na pewno tego dokonam...

sobota, 7 marca 2015

Od Shadow

Rano obudziło mnie wołanie Alex. Przeciągnęłam się, ziewnęłam, po czym w końcu zwlekłam się z łóżka. Szybko się ubrałam, po czym wyszłam za dziewczynami na stołówkę. Pół przytomna zjadłam śniadanie. chyba byłam mocno nieobecna, bo dopiero po kilku minutach zarejestrowałam, że ktoś puka mnie w stopę.
- Tak? - zapytałam zdezorientowana.
- Co ci jest? - zapytała mnie Blue.
- Eee... To nic - odpowiedziałam. - Po prostu się nie wyspałam.
- To do której wczoraj siedziałaś?
- Bo ja wiem... Chyba do jakieś drugiej, czy trzeciej.
Widziałam, że Nadiya uważnie przysłuchuje się tej rozmowie. Wczoraj trochę razem potrenowałyśmy, ale wieczorem, po ciszy nocnej, wymknęłam się, żeby potrenować jeszcze trochę samej. I niestety zapomniałam zegarka.
- Nie dziwię się, że jesteś w takim stanie - stwierdziła Misuzu patrząc na mnie ze współczuciem. - Może nie powinnaś iść dzisiaj na trening, co? Powinnaś się przespać, bo nam na treningu zaśniesz oparta o bramkę.
- Mizukawa się strasznie wkurzy, że mnie nie będzie.
- Będzie jeszcze bardziej zdenerwowana, gdy przyjdziesz na trening w takim stanie.
Westchnęłam z rezygnacją. Dziewczyny miały rację. Powinnam się przespać. Gdybym się tak zdrzemnęła do obiadu, wstałabym już ogarnięta i wyspana. Doszłam do wniosku, że to nie głupi pomysł i skinęłam dziewczynom głową na znak zgody.
Gdy wszyscy wychodzili ze stołówki, zatrzymałam jeszcze Nadiyę.
- Potrenujemy razem po obiedzie?
Dziewczyna skinęła głową, po czym pożegnałam się z nią i udałam do pokoju. Zwaliłam się na łóżko i już po chwili spałam kamiennym snem.

Nadiya? Obudzisz mnie i idziemy trenować?

poniedziałek, 23 lutego 2015

Od Shadow - CD od Alex

Siedziałam właśnie sobie w pokoju i zastanawiałam się, co ze sobą zrobić, gdy nagle do pokoju weszły Misuzu, Alex i Blue.
- Siema dziewczyny! - krzyknęłam.
- Shadow! - ucieszyły się wszystkie trzy. - Dobrze, że tutaj jesteś.
- Coś się stało? - zapytałam zdziwiona.
- Potrzebujemy twojej pomocy - odpowiedziała Misuzu.
- I to pilnie - dodała Alex.
- Ok, ale o co chodzi? - zapytałam zdziwiona.
- Masz może jakieś płyty z muzyką?
- Tak, co najmniej kilka w walizce.
Dziewczyny rzuciły się ku mojej torbie i zaczęły wywalać z niej rzeczy. Po kilku minutach Blue zapytała:
- Shadow! Gdzie są te płyty?!
- Och... Przepuśćcie mnie - powiedziałam, po czym zeszłam z łóżka i uklękłam przy walizce i zaczęłam ją przetrząsać.
- No gdzie to jest? - zaczęłam mruczeć pod nosem. - Przecież to było gdzieś tutaj. Ooo... Mam! - wykrzyknęłam triumfująco, po czym wyjęłam cały plik płyt z muzyką, po czym podałam je Misuzu, która szybko zaczęła je przeglądać. - Coś stąd się nada? - zapytałam.
- Zdecydowanie - odparła radosna Blue, która patrzyła koleżance przez ramię.
- A co ze sprzętem? - zapytałam.
- Trochę go podrasowałam i teraz jest ok - odparła Alex.
- Brawo! - powiedziałam klepiąc ją po ramieniu. - To co teraz? Czas na imprezę?
- Ale jeszcze dekoracje - powiedziała zrezygnowana Misuzu.
No tak, ostatnio dekoracje zostały zniszczone, ale nie mogłam pozwolić, by dziewczyny były smutne. Ta impreza miała być udana, więc powiedziałam dziewczynom z uśmiechem:
- Nie martwcie się tym. Zajmę się dekoracjami. Zbiorę niewielką ekipę i sobie poradzimy.
- Naprawdę? - zapytała mnie z niedowierzaniem Misuzu.
- No jasne - odpowiedziałam ze śmiechem. - Alex, pomożesz mi?

Alex?

czwartek, 12 lutego 2015

Od Shadow-CD od Patric'a

No tak... Ech... Ta wspinaczka to był nie głupi pomysł, ale nie wpadłam na to, że Patric pójdzie za mną. W tej chwili właśnie leżałam sobie na Partic'u, który z kolei przygniótł Shade'a. Było mi trochę niewygodnie więc zaczęłam się wiercić. Spode mnie wydobyły się odgłosy sprzeciwu.
- Złaź z nas - powiedział Patric.
- Ej no... To nie moja wina, że spadłam.
Usłyszałam jego ciche prychnięcie, na co tylko machnęłam ręką po czym powiedziałam:
- A tak swoją drogą, to niezły z was leżak.
Wszyscy, poza Shadem i Patric'kiem, zaczęli się śmiać.
- Shadow. Wstawaj - jęknął Shade.
- Ok, ok - odpowiedziałam, podnosząc się i klękając na ziemi.
Wykorzystałam chwilę nieuwagi Partic'a i zabrałam mu swojego buta.
- Mam cię! - krzyknęłam, po czym zaczęłam zakładać go na stopę.
Zauważyłam jak Patric i Shade tylko przewrócili oczami wstając. Kiedy się podniosłam zobaczyłam spojrzenia pozostałych członków drużyny. Patrzyli na mnie wymownie.
- No co? - zapytałam niewinnie.
Mike przepchnął się przez zawodników i stanął przede mną z furią w oczach.
- Jak śmiesz budzić nas tak wcześnie rano!? Mniejsza o nich! - krzyknął wskazując na drużynę. - Jak możesz mnie budzić tak wcześnie!
- Bez przesady - odpowiedziałam machnąwszy ręką. - Trochę sportu ci nie zaszkodzi.
- Ale... - zaczął, ale wpadłam mu w słowo.
- Zrzucisz parę kilogramów, zgłodniejesz i może zrobisz nam coś normalnego do jedzenia.
Zobaczyłam jak na twarzach moich przyjaciół pojawiają się lekkie uśmiechy.
- Ale i tak... - zaczął Mike wymachując rękami, ale ponownie go zignorowałam.
Przemknęłam pod jego ramieniem i stanęłam twarzą w twarz z całą drużyną.
- Wiesz, że kara cię nie minie - zaczęła Mizukawa.
- Spoko - odparłam z uśmiechem. - Zrobię co wymyślisz. Ale siedząc tam na drzewie wpadłam na pewien pomysł. moglibyśmy zrobić sobie podchody. Co o tym myślisz?
Mizukawa spojrzała na mnie uważnie, mrużąc przy tym oczy.

Mizukawa? Wymyślisz karę dla Shadow i przemyślisz sprawę podchodów?

poniedziałek, 9 lutego 2015

Od Shadow

Przeciągnęłam się powoli, po czym zwlekłam się z łóżka. Była czwarta nad ranem. Ziewnęłam i przeklęłam się w duchu. Czy to było naprawdę konieczne, żebym budziła się tak wcześnie? Z westchnieniem ubrałam się, po czym usiadłam na łóżku i zaczęłam się zastanawiać, co by tu zacząć robić, ale że myślenie nie jest moją mocną stroną, to wstałam i wyszłam na korytarz z piłką pod pachą, gdzie zaczęłam sobie po cichu dryblować. Po kilku minutach spojrzałam na zegarek i wpadł mi do głowy pewien pomysł. Zdjęłam ze ściany zegar i przestawiłam godzinę. Potem zrobiłam to samo w całym ośrodku i w telefonach przyjaciół.
Potem udałam się do pokoju i pogrzebałam przez chwilę w walizce. Zajęło mi to chwilę, ale w końcu znalazłam to, czego szukałam. Wyjęłam aspirynę i wzięłam dwie tabletki popijając je wodą. Nie chciałam by przyjaciele wiedzieli, co się ze mną dzieje. Głowa znów zaczęła mnie boleć, ale na szczęście proszek podziałał i po kilku minutach, czułam się już dużo lepiej.
Odczekałam chwilę, po czym zerwałam się nagle i zaczęłam biegać pomiędzy łóżkami przyjaciółek krzycząc:
- Dziewczyny! Dziewczyny, wstawajcie! Jest już 7:15! Spóźniłyśmy się na śniadanie! Mizukawa jak nic będzie na nas wściekła!
Moje współlokatorki natychmiast zerwały się z łóżek i przepychając się zaczęły się w pośpiechu ubierać. Wybiegłam z pokoju i taką samą procedurę powtórzyłam w pozostałych pokojach, nie wyłączając sypialni Mike'a. Wszyscy po chwili byli już na korytarzu, a patrząc na nich, nie mogłam się powstrzymać od śmiechu. Blue na przykład miała jedną pończochę pomarańczową, a drugą czarną, Ariana miała na sobie dresowe spodnie i elegancką koszulkę. Nawet nie będę mówić, jak komicznie wyglądali chłopcy, bo gdy na nich spojrzałam, nie byłam w stanie się powstrzymać od śmiechu. Wszyscy popatrzyli po sobie ze zdumieniem, po czym również zaczęli się śmiać. Jedyną poważną osobą była Mizukawa, która spojrzała na mnie karcąco.
- Nagrabiłaś sobie.
- Dlaczego? - zapytałam udając niewiniątko.
- Zapomniałaś przestawić zegarek w moim telefonie.
Kurczę! Zupełnie zapomniałam, że nie mogłam go znaleźć. Wszyscy popatrzyli najpierw na mnie, a potem na naszą menadżerkę.
- To która jest godzina? - zapytała Misuzu.
- Po piątej.
- CO!? - wrzasnęli wszyscy.
- Shadow! Już nie żyjesz - krzyknęła Alex i pobiegła w moim kierunku, a za nią pobiegła reszta drużyny i Mike.
Z piskiem rzuciłam się do ucieczki. Wybiegłam na zewnątrz i pobiegłam w kierunku najbliższego drzewa. Wiedziałam, że złapią mnie z łatwością, jeśli będę dalej biec, ale mogłam się wspiąć bardzo wysoko. Byłam już przy drzewie i przyszykowałam się do skoku, gdy nagle poczułam jak coś łapie mnie za stopę. Zignorowałam to i wybiłam się chwytając najbliższej gałęzi. Wlazłam na nią, po czym zaczęłam się wspinać wyżej. Kiedy byłam w połowie drogi usiadłam wygodnie opierając się plecami o pień drzewa. Jedną nogę podkuliłam do siebie, a drugą spuściłam luźno, by sobie zwisała. Dopiero wtedy zorientowałam się, że nie mam buta.
- EJ! - wrzasnęłam z góry. - Kto mi zakosił buta!?
Zobaczyłam jak Patric macha nim nad głową.
- Oddawaj! - wrzasnęłam.
- Nie ma mowy! - odkrzyknął w moim kierunku. - Złaź na dół!
- A w życiu! - odkrzyknęłam, po czym rozparłam się wygodniej na swoim miejscu.
Jak widać trochę tu posiedzę.

Patric? Oddasz mi tego buta? ;)

sobota, 7 lutego 2015

Od Shadow-CD od Alex

Właśnie kończyłam gimnastykę i miałam zamiar wrócić do pokoju, gdy nagle zobaczyłam jak Alex wbiega do lasu. Zmarszczyłam brwi zdziwiona. Nie wiedziałam co się dzieje, ale może lepiej było zostawić ją samą?
Miałam właśnie udać się w kierunku pokoju, gdy dostrzegłam jak w lesie znika charakterystyczna, biała czupryna. Zamarłam i poczułam jak przechodzą mnie dreszcze. Lucy pobiegła za Alex, a z tego, nie mogło wyniknąć nic dobrego. Ostrożnie udałam się w kierunku puszczy, po czym pokierowałam się prosto. Nie wiedziałam gdzie jest Alex, ale nie chciałam jej wołać. To mogłoby sprowadzić kłopoty na nas obie.
Krążyłam jakiś czas po lesie, gdy nagle coś usłyszałam. Odgłos nie był głośny, ale moje wyczulone ostatnimi czasy zmysły, doskonale wychwyciły dźwięk. Udałam się ostrożnie w tamtym kierunku. Gdy dotarłam na miejsce, przez chwilę myślałam, że nikogo tam nie ma. Właśnie wtedy dostrzegłam leżącą na ziemi Alex. Natychmiast do niej podbiegłam i złapałam ją za rękę. Poczułam jej puls i odetchnęłam z ulgą. Żyła, ale była nieprzytomna. Potrząsnęłam jej ramionami, mówiąc cicho:
- Alex... Alex. Słyszysz mnie? Obudź się. Proszę obudź się. Otwórz oczy. Błagam Alex... Ocknij się - prosiłam błagalnie a w moim wnętrzu powoli narastał niepokój.

Alex? Przepraszam, że takie krótkie...

czwartek, 5 lutego 2015

Od Shadow-CD od Nadiyi

Kontakt z Nemezis? Hmm... To nie było łatwe zadanie. Chociaż przecież od zawsze jakoś udawało mi się zdobywać przychylność bogów. Wszystkie techniki, miały jakiś związek z bogami, bądź istotami niebiańskimi albo demonicznymi. Westchnęłam i oparłam się o ścianę zamykając oczy. Gdybym tylko wiedziała co powinnam zrobić.
Nagle znów zaczęła mnie boleć głowa i to dotkliwiej niż dotychczas. Zacisnęłam mocniej powieki, ale czułam się, jakby coś tłukło mi się w mózgu, jak nigdy dotąd. Jęknęłam boleśnie.
- Shadow? - zapytała zaniepokojona Nadiya. - Wszystko ok? Spójrz na mnie.
Odwróciłam głowę w kierunku dziewczyny i otworzyłam oczy, po czym zamarłam w przerażeniu.
- Nadiya - powiedziałam cicho. - Nic nie widzę.
- Co? Jak to? Nic? - dopytywała z przerażeniem w głosie.
- No... Nie takie całkiem nic. Widzę wciąż te wszystkie linie, ale poza tym, jest tylko czerń.
- Musimy znaleźdź tą całą Nemezis i to bardzo szybko.
Pokiwałam głową, po czym wstałam z łóżka.
- Co ty robisz? - zapytała zdumiona Nadiya.
- Idę szukać Nemezis - odpowiedziałam.
- Ale przecież nic nie widzisz.
- linie mnie poprowadzą - odpowiedziałam z pewnością.
I miałam rację. Linie mnie prowadziły. Nie wiedziałam dokąd, ale szłam przed siebie, a one wskazywały mi odpowiedni kierunek. Za swoimi plecami słyszałam kroki Nadiyi. Czułam się lepiej ze świadomością, że idzie za mną. Szłam tak przez jakiś czas, aż w końcu się zatrzymałam. Wiedziałam, że jestem w odpowiednim miejscu.
- Gdzie jesteśmy? - zapytałam.
- Nad jeziorem - odpowiedziała mi Nadiya.
Skinęłam głową. To było dobre miejsce. W pewnym momencie poczułam chłód na ramionach i wzdrygnęłam się lekko, ale wiedziałam już, że ona tu jest.
- Shadow. Nareszcie się pojawiłaś.
Głos bogini był szorstki i nieprzyjemny, ale nie przejęłam się tym. Przybyłam tutaj w konkretnym celu.
- Zdejmij ze mnie, tę klątwę.
- Nie mogę.
- Dlaczego?
- Wszystko ma swoją cenę. Twój przodek nie dotrzymał słowa i nie zapłacił za usługę. Odebrałam zapłatę.
- Oddaj mi wzrok.
- Dobrze, ale zapamiętaj sobie, że jeśli wywołasz awatara, będziesz niewidoma na zawsze.
Po tych słowach chłód ustał, a po paru minutach wzrok mi wrócił. Odwróciłam się do Nadiyi, która patrzyła na mnie niepewnie. Widząc moją minę zapytała:
- Coś się stało?
- Tak. Podjęłam decyzję. Chcę opanować tego awatara, bez względu na cenę, jaką przyjdzie mi za to zapłacić. Nawet jeśli miałabym stracić wzrok, jakaś głupia Nemezis nie odbierze mi możliwości rozwinięcia się. Dlatego... Chcę cię prosić o pomoc. Pomóż mi zapanować nad tymi głupimi liniami i uwolnić awatara.
Po tych słowach, na moich ustach pojawił się uśmiech. Pierwszy tego dnia. Miałam cel i przestałam się przejmować przeszkodami. Jakiś głupi ból głowy tego nie zniszczy, a wyczulone zmysły i linie, wykorzystam za radą Nadiyi, do osiągnięcia celu. Nie poddam się.
Spojrzałam na Nadiyę i czekałam na jej odpowiedź.

Nadiya?

Od Shadow-CD od Nadiyi

Spojrzałam na twarz Nadiyi, po czym sięgnęłam po telefon. Dziewczyna zebrała się do wyjścia, ale ja tylko zaprzeczyłam głową dając jej znać, że nie musi wychodzić. Usiadła więc z powrotem, a ja wybrałam odpowiedni numer. Ojciec odebrał już po drugim sygnale.
- Słucham?
- Hej papo - powiedziałam lekko drżącym z napięcia głosem.
- Część Cieniu - powiedział radośnie, a ja mimowolnie się uśmiechnęłam. - Coś się stało? - zapytał.
Odetchnęłam głęboko po czym zapytałam prosto z mostu:
- Co powiedziałeś Akihiro, kiedy wyszedł ze szpitala po paraliżu?
Po drugiej stronie słuchawki zapanowała chwilowa cisza. Kiedy ojciec w końcu się odezwał, jego głos był wyjątkowo poważny.
- Zaczyna się z tobą coś dziać, prawda? - zapytał.
- Skąd wiesz? - zapytałam zdziwiona.
- Tak podejrzewałem - mruknął. - Co się dzieje?
- Mam bardzo wyczulone zmysły.
- Hmm... To pasuje. Jesteś w końcu zarówno pomocnikiem jak i bramkarzem, więc ma to sens. Dzieje się coś z twoimi oczami?
- Tak - odparłam niepewnie, zastanawiając się o co w tym wszystkim chodzi.
Po drugiej stronie linii, rozległo się głośne westchnięcie.
- To nie jest rozmowa na telefon Shadow. Porozmawiamy jak wrócisz do domu.
- Nie ma mowy! - krzyknęłam tracąc nad sobą kontrolę. - Coś dziwnego się ze mną dzieje i chcę wiedzieć, co dokładnie! Żądam wyjaśnień i to w tej chwili!
Nawet nie zorientowałam się, kiedy zerwałam się z łóżka i zaczęłam krążyć po pokoju.
Przez chwilę znów zaległa cisza, ale w końcu ojciec odpowiedział.
- Ok. Opowiem ci wszystko tylko słuchaj i nie przerywaj.
Nie miałam zamiaru siadać, ale nadstawiłam uszu, by nie utracić ani słowa z wypowiedzi ojca.
- Akihiro był wyśmienitym napastnikiem już jako małe dziecko. Z każdym rokiem jego postępy były coraz bardziej zdumiewające. Byłem z niego dumny. Ale również się bałem. Nie oponowałem, kiedy próbował wydobyć awatara, ale nie podobało mi się to. Wiedziałem jak to się skończy. Miałem racje. Doznał paraliżu. Wtedy, po tym jak wyszedł ze szpitala wszystko mu wyjaśniłem. Bo widzisz Shadow... Na naszej rodzinie ciąży klątwa. Jeden z naszych dalekich przodków ubiegał się u Fortuny, bogini szczęścia, o umiejętności piłkarskie, na całe pokolenia. Zawarł z nią pakt, ale miał on swoją cenę. Tyle, że nasz potomek będąc w glorii chwały, nie zapłacił za wyświadczone usługi. Wtedy pojawiła się Nemezis. Przeklęła naszego przodka i jego potomków. A cena jest olbrzymia. Każde z nas ma pewien talent i u każdego objawia się on inaczej. Nie wiem jaki masz ty i wygląda na to, że nie chcesz mi tego mówić. Nie zmuszę cię do tego. Tylko, że... Każdy dar ma swoją cenę. Twój brat... No cóż... On nigdy nie chybiał. Kiedy próbował wydobyć awatara, wykorzystał otrzymany dar. Ale użył go w zbyt wielkiej formie. Paraliż to było ostrzeżenie. Jeśli by spróbował to powtórzyć... Już nigdy nie mógłby się ruszyć.
Słuchałam tych słów i nie mogłam w nie uwierzyć. Czy to może być prawda? Nie chciałam w to wierzyć, tyle że... To wszystko układało się w spójną całość.
- Cieniu. Jesteś tam? - zapytał ostrożnie ojciec.
Nie odpowiedziałam i tylko zamknęłam klapkę telefonu. Położyłam go na biurku i usiadłam na łóżku, po czym schowałam twarz w dłonie. Tego wszystkiego było za wiele. Nie wiedziałam już co mam o tym myśleć. A tym bardziej nie wiedziałam co zrobić.
- I co? - usłyszałam głos Nadiyi. Zupełnie zapomniałam, że wciąż tu była. - Wyjaśnił ci co się dzieje?
Przez chwilę nic nie powiedziałam, ale w końcu się przemogłam. W końcu dziewczyna chciała mi pomóc. Może ona zrozumie z tego wszystkiego więcej niż ja. Właśnie dlatego już po chwili, zaczęłam jej o wszystkim opowiadać.

Nadiya?

Od Shadow-CD od Nadiyi

- Awatar? - zapytałam zdumiona.
Słyszałam już o tym. Brat kiedyś mi o nich opowiadał. Chciał wydobyć swojego. On też grał w piłkę i to dzięki niemu zaczęłam grać. Przypomniałam sobie wszystkie jego treningi i... To co było później.
- Jeśli to awatar, to nie on nie może wyjść - oznajmiłam stanowczo.
Nadiya spojrzała na mnie zdumiona.
- Jak to? Przecież awatar jest bardzo potężny i może ci pomóc w meczach.
- Wiem - odpowiedziałam spokojnie. - Ale ja go nie chcę.
Przez twarz Nadiyi ponownie przemknął cień zdumienia.
- Dlaczego?
Westchnęłam, po czym przycisnęłam dłonie do skroni. Naprawdę nie czułam się zbyt dobrze, a rozpamiętywanie przeszłości wcale mi nie pomagało.
- Moja rodzina chyba jest jakaś przeklęta - zaczęłam mówić. - Kiedyś, jeszcze przed napaścią, mój brat uczył mnie grać w piłkę. Też był piłkarzem. Grał jako napastnik. W pewnym momencie uznał, że chce wydobyć z siebie awatara. Trenował zawzięcie, a ja mu pomagałam, ze wszystkich swoich sił. Jednak, kiedy awatar zaczął się kształtować i miał ukazać się nam obojgu po raz pierwszy, mój brat doznał nagłego paraliżu. Żadne z nas nie wiedziało co się dzieje. Przez tydzień leżał w szpitalu, a lekarze nic nie mogli zrobić by mu pomóc. Kiedy minęło siedem dni, nagle wyzdrowiał. Wszyscy uważali, że to cud, ale wiedziałam, że coś było nie tak. W dniu kiedy wrócił do domu, ojciec zabrał go na poważną rozmowę. Niedługo po tym, znów razem graliśmy. Zapytałam go wtedy, czy nie chce znów wydobyć z siebie awatara, a on odpowiedział, że nigdy nie chce tego zrobić. Że wydobycie awatara może mu odebrać wszystko i może już nigdy nie będzie mógł grać. Kto wie, może dotyczy to również mnie. Może to jakieś dziedziczne, a patrząc na to jak się czuję, to... Nie chcę go. Nie chcę tego co się ze mną dzieje. Chcę tylko grać w piłkę. Czy proszę o tak wiele? - zapytałam patrząc Nadiyi w oczy.

Nadiya?

środa, 4 lutego 2015

Od Shadow-CD od Nadiyi

- Powiesz mi, czy nie? Chyba nie masz niczego do ukrycia... - powiedziała ostrożnie Nadiya.
Opadłam na posłanie i zamknęłam oczy. Nadiya wciąż nie powiedziała mi o tym co się u niej dzieje, ale otworzyła się odrobinę przede mną.
Westchnęłam i przypomniałam sobie o czasie, kiedy mój brat zaginął. Chciałam sobie poradzić, ale potrzebowałam pomocy. Tyle, że teraz nie miałam przy sobie Cleo. Ale miałam dziwne wrażenie, że Nadiyi naprawdę zależy na tym, by dowiedzieć się co się dzieje. Ponownie westchnęłam głęboko, po czym otworzyłam oczy i wpatrzyłam się w sufit.
- Spójrz tam - powiedziałam dziewczynie, a mój głos był wyjątkowo spokojny, i wskazałam wiszącą nad nami ścianę. - Widzisz tam coś?
- Nie - odpowiedziała.
- No właśnie - odpowiedziałam z westchnieniem. - Ja tam widzę linie. Są nierównomierne. Jedne biegną na północ, inne na wschód, a jeszcze inne są skośne. Ale nie tylko tam. Cały pokój jest nimi usiany. O... Spójrz w tamten kąt. Wieś, że tam jest ich największe skupisko?
Nadiya wpatrywała się we mnie w zdumieniu. Zaśmiałam się cicho.
- Tak wiem, to brzmi jak szaleństwo.
Zamilkłyśmy na chwilę, po czym Nadiya spytała:
- Dlatego jesteś taka dziwna dzisiaj?
- Nie - odpowiedziałam parskając cicho. - To nie pierwszy raz, ale jak dotąd nigdy nie było aż tak źle. Ale nie dlatego jestem taka dziwna. Od samego rana coś ciągle tłucze mi się w głowie. Mam wyczulone zmysły. Na przykład słyszę, że Alex właśnie krzyknęła do Blue, by podała jej piłkę, a Mizukawa szepcze sobie pod nosem zastanawiając się czy do nas nie przyjść i nie sprawdzić co się dzieje. Acha... No i jeszcze zbliża się burza. Głowa mi od tego wszystkiego pęka.
Znów przez chwilę milczałyśmy, gdy nagle wzrok lekko mi się zamazał i nie widziałam przez chwilę nic, poza liniami. Usiadłam gwałtownie i potrząsnęłam głową, po czym schowałam ją między kolana.
- Co się dzieje? - zapytała zaniepokojona Nadiya.
- Wzrok mi się zamazuje - odpowiedziałam wyjątkowo spokojnym, jak na taką sytuacje, głosem.
Po chwili podniosłam głowę. Było lepiej. Wszystko zaczęło na powrót przybierać kolory i mocno się wyostrzyło. Odetchnęłam z ulgą, po czym spojrzałam na ściągniętą niepokojem twarz Nadiyi:
- Powiedziałam ci wszystko. Nie mam co ukrywać. Tylko co można na to poradzić - odpowiedziałam zrezygnowana i opadłam na poduszki, a po policzku spłynęła mi pojedyncza łza. Pierwsza od czasu śmierci matki i zaginięcia brata.

Nadiya?

Od Shadow

Kolejny dzień obozu nastał zdecydowanie zbyt wcześnie. Misuzu obudziła mnie parę minut po 6 i kazała wstać. Z cichym jękiem usiadła na łóżku. Czułam, jak w głowie mi pulsuje. Znów jęknęłam, ale widząc pośpieszające spojrzenia, które rzuciły mi dziewczyny, w końcu zwlekłam się z posłania i znalazłam jakieś w miarę odpowiednie ubrania. Przebrałam się i z grymasem na twarzy wyszłam za dziewczynami z pokoju. Moje współlokatorki przyglądały mi się dziwnie, a ja nie za bardzo rozumiałam o co im chodzi. W końcu dotarło do mnie, że zapewne chodzi o moje zachowanie. Zwykle skakałam z radości bez względu na to gdzie byłam, z kim i co się działo. Westchnęłam tylko i to olałam. Nie miała zamiaru udawać, że jest ok, kiedy było beznadziejnie. Głowa mnie bolała i wszystko widziałam w szarych barwach. Ostatnio coś takiego, zdarzyło się po śmierci mojego brata. Gdy tylko o nim pomyślałam, poczułam się jeszcze gorzej, choć do tej pory myślałam, że to niemożliwe. A jednak.
Kiedy usiadłyśmy z dziewczynami w stołówce, nalałam sobie do miseczki mleka z płatkami. Na szczęście śniadania, były chociaż jadalne. Nie miałam jednak apetytu. Czułam się po prostu parszywie i wszystko zaczynało mnie powoli denerwować. Rozmowy przyjaciół, śmiechy, a nawet płatki moczące się w mleku. Przycisnęłam ręce do uszu, by pozbyć się z głowy hałasu. Zaczynałam być mocno wkurzona.
Nagle poczułam jak coś uderza mnie w nogę. Zacisnęłam zęby i starałam się to zignoworać. Po chwili jednak to znów się powtórzyło. Kiedy trzeci raz coś stuknęło o moją nogę nie wytrzymałam. Podniosłam głowę i spojrzałam wilkiem na chłopaka, który siedział przede mną. W napadzie złości nawet nie zarejestrowałam, kto to był, ale nie przeszkadzało mi to wydrzeć się na niego.
- Musisz to robić!? - syknęłam wściekle.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Shadow... Co jest...
- Nie odzywaj się do mnie - warknęłam, przez zaciśnięte zęby.
- Shadow. Uspokój się - poprosiła siedząca obok mnie Blue.
- Nie mam zamiaru się uspokajać! - krzyknęłam wstając tak nagle, że aż krzesło się przewróciło.
Wszyscy obecni przy stole spojrzeli na mnie ze szczerym zdumieniem. Zignorowałam to i trzęsąc się z wściekłości wyszłam szybkim krokiem z sali. Nagle ktoś wybiegł za mną i krzyknął:
- Shadow!
Miałam to gdzieś i tylko wyszłam z ośrodka na świeże powietrze. Ruszyłam w kierunku lasu licząc na choć chwilę ciszy. Nie było mi to jednak dane, gdyż miałam wrażenie, że każdy dźwięk odbija się echem w mojej głowie. Co się ze mną działo? Słuch miałam wyczulony, a przed oczami znów pojawiły się linie. Potrząsnęłam lekko głową i poczułam, jak lekko się chwieję. Wściekłość jeszcze nie przeszła, ale czułam się tak fatalnie, że postanowiłam udać się z powrotem do pokoju. Nie miałam zamiaru iść na trening. Miałam gdzieś to, że powinnam. Najwyżej Mizukawa trochę się powydziera, choć nie byłam pewna, czy z tak wyczulonym słuchem bym to przetrwała. Chociaż, jeśli mózg by mi eksplodował i rozprysnął się po całym pokoju i jej twarzy, to może przestałabym czuć ten przejmujący ból. Uśmiechnęłam się lekko na tę myśl, ale po chwili znów na mojej twarzy pojawił się grymas bólu.
Weszłam do pokoju w chwili, gdy dziewczyny akurat wychodziły.
- Shadow - odezwała się cicho jedna z nich.
Zignorowałam to jednak i minęłam je w drzwiach bez słowa, po czum rzuciłam się na łóżko chowając głowę w dłoniach. Przez chwilę milczały, jednak po sekundzie usłyszałam ich oddalające się kroki. Z westchnieniem wstałam i otworzyłam okno, a potem drzwi, by zrobić przeciąg, po czym walnęłam się na łóżko. Położyłam głowę na jednej poduszce, a drugą zakryłam sobie twarz. I wsłuchiwałam się w swój oddech. Był wyjątkowo głośny, mimo, że przytłumiony przez poduszkę.
Nie wiem jak długo tam leżałam, gdy nagle usłyszałam czyjeś kroki i ktoś stanął w wejściu do pokoju. Poczułam jak wzbiera we mnie irracjonalną wściekłość.
- Czy choć na chwilę, nie możecie dać mi spokoju!? - krzyknęłam rzucając w przybysza poduszką, którą złapał bez trudu.
Uniosłam się na łokciach i natychmiast poczułam, że świat kręci mi się przed oczami i ponownie dostrzegłam linie. Z frustracją westchnęłam, po czym spojrzałam w kierunku drzwi i napotkałam spojrzenie znajomych oczu.

Ktoś odpisze??? Ładnie proszę...