niedziela, 4 stycznia 2015

Od Shadow-CD Od Lily

Przyglądałam się zafascynowana jak Lily odbijała piłkę. Miała duże umiejętności i doskonale zdawałam sobie z tego sprawę. Spojrzałam na pokuj dziewczyny i nagle przed oczami znów pojawiły mi się te przeklęte linie. Grrrr… Wkurzające. Spojrzałam na napastniczkę i nagle zobaczyłam, że stoi na przecięciu ich wszystkich. Piłka również przemieszczała się po jednej z linii.
Potarłam głowę zdenerwowana. Co się ze mną dzieje? Co to za przeklęte linie?
Lily chyba zobaczyła, że coś jest nie tak, bo przestała bawić się piłką i zapytała:
- Coś się stało?
- Nie, to nic takiego – odpowiedziałam uśmiechając się.
Spojrzałam na zegarek. Było już późno. Wstałam z podłogi i pożegnałam się z przyjaciółką, po czym udałam się do domu.

***
Minęło już sporo czasu, odkąd doszłam do szkoły. Nie wiem ile dokładnie. Może miesiąc, może dwa. Nie byłam tego pewna. Zdążyłam już stracić rachubę. Dzisiaj jak co rano ostatnimi czasy wstałam wcześniej i po gimnastyce poszłam pobiegać. Według Minori, musiałam popracować nad swoją prędkością, więc co rano biegałam teraz po kilka kilometrów, co jakiś czas zwiększając prędkość, bądź dystans. W ten sposób trenowałam również wytrzymałość, choć w tym akurat byłam dobra.
Kiedy wreszcie po godzinie wróciłam do domu szybko poszłam się umyć, po czym zeszłam do kuchni. Tata już jadł śniadanie, a kiedy się tam pojawiłam, powitał mnie ciepłym uśmiechem. Zabrałam się za jedzenie myśląc o ostatnich treningach i zbliżającym się nieuchronnie meczu. Westchnęłam. Do tego czasu musiałam stać się silniejsza. Wiedziałam, że muszę również poćwiczyć siłę i obronę. Niewykluczone, że Minori zdecyduje się ustawić mnie na bramce. Chyba będę musiała pogadać z Lily, żeby mi pomogła. Poćwiczę obronę. Tak! Pogadam z nią dzisiaj!
- Shadow – odezwał się mój ojciec.
- Tak papo? – zapytałam.
- Czy możesz dzisiaj wcześniej wrócić do domu?
- Ale mamy dziś trening. Przed nami ważny mecz i muszę się przygotować. Chciałam też poprosić przyjaciółkę o pomoc.
- Rozumiem. Ale… Mogłabyś odłożyć to na jutro?
- Jutro piątek papo – przypomniałam.
- Och… Racja. Może w takim razie jutro umówisz się z koleżanką, co? – zaproponował.
Popatrzyłam na niego podejrzliwe.
- Coś się stało?
- Nie. Po prostu… To już rocznica.
Zamarłam. Zastanowiłam, się, który dziś mamy. 4 stycznia. No tak. To już chyba piąta rocznica. Z mojej twarzy zniknął beztroski uśmiech. Poczułam jak mięśnie mi się napinają, a ręce poczynają się trząść.
- Wiem, że treningi bardzo cię zajmują i nie chcę cię od nich odciągać. Ale… Nie mogę… Nie jestem w stanie iść tam sam – powiedział ze wzrokiem wbitym w blat stołu.
- Rozumiem. Pójdę z tobą – powiedziałam pewnie.
- Dziękuję – odpowiedział z ulgą i posłał mi ciepły uśmiech, który natychmiast odwzajemniłam.
- Wiesz, muszę już lecieć do szkoły – powiedziałam szybko.
- Tak, jasne. Leć, bo się jeszcze spóźnisz.
- Pa papo! – krzyknęłam wybiegając z domu.
- Pa Cieniu! – odkrzyknął i choć byłam już na ulicy usłyszałam jeszcze jego słowa.
Czy on zawsze będzie mnie tak nazywał. Westchnęłam, ale na mojej twarzy pojawił się uśmiech. Jak ja go kochałam.

***

Lekcje minęły wyjątkowo szybko. Zaraz po tym, jak zadzwonił ostatni dzwonek szybko wypadłam na korytarz i popędziłam ze śmiechem ku domku klubowemu. Czemu, ja biegając zawsze się śmiałam? Eee, tam. Kogo by to obchodziło.
Kiedy dotarłam na miejsce byli tam dopiero Lily i Arcady.
- Heja wam! – krzyknęłam.
- Cześć Shadow – odpowiedziała pogodnie Lily.
- Arcady. Przepraszam, ale nie będzie mnie dzisiaj na treningu.
- Dlaczego? – zapytał nie rozumiejąc.
- Sprawy rodzinne – odpowiedziałam.
- Ok. No trudno. Ale liczę na to, że jednak trochę potrenujesz.
- No jasne – odpowiedziałam z śmiechem na ustach. – To na razie! – krzyknęłam i wybiegłam na dwór.
Biegłam przez chwilę w kierunku bramy wyjściowej, gdy nagle usłyszałam za sobą krzyk:
- Shadow!
Odwróciłam się i spojrzałam na Lily, która właśnie do mnie dobiegała. Podeszła i zapytała spokojnie:
- Co się dzieje?
Spojrzałam na nią nierozumiejącym wzrokiem.
- Widzę, że coś jest nie tak. Uśmiechasz się i wyglądasz radośnie, ale jesteś smutna – odpowiedziała.
- Aż tak to widać? – zapytałam zdziwiona.
W odpowiedzi dziewczyna tylko pokiwała głową.
- To nic – odpowiedziałam uśmiechając się do niej. – Wyjaśnię innym razem. A tak w ogóle, to mam do ciebie prośbę.
- Tak? – zapytała udając, iż wcale nie zauważyła tej nagłej zmiany tematu.
- Czy mogłabyś jutro do mnie wpaść? Chciałabym potrenować swoją szybkość, w czym ty jesteś mistrzem,  oraz obronę. Ty byś poćwiczyła atak, a ja wzmocniłabym swoją obronę.
- To nie głupi pomysł – stwierdziła. – A ja według Mizukawy powinnam poćwiczyć nad siłą i wytrzymałością.
- Mogę ci pomóc – zaproponowałam. – To co? Jutro u mnie?
- Zgoda – odparła z uśmiechem.
- To dobrze. Ale teraz muszę już biec.
- Ok. Na razie.
- Na razie! – krzyknęłam odbiegając.
Na odchodnym widziałam jeszcze, jak rzuca mi niepewne spojrzenie, ale w końcu odwróciła się i pobiegła na boisko. Wiedziałam, że nie odpuści, a przynajmniej tak mi się wydawało z tego co ją znałam. Westchnęłam. No trudno. Najwyżej wszystko jej wyjaśnię.
Kiedy dobiegłam do domu, papa już na mnie czekał. Szybko się przebrałam, po czym stanęłam na progu naszego mieszkania.
- Gotowa? – zapytał mnie ojciec.
Popatrzyłam na niego z uśmiechem, ale Lily miała rację. Byłam zdenerwowana. Wydaje mi się, że nigdy nie będę przygotowana na takie chwile. Ale nic nie mogłam na to poradzić. Wiedziałam, że muszę jechać. Dlatego starałam się zrobić wszystko, by tylko dodać otuchy mojemu papie. I właśnie z tego powodu wzięłam się w garść. Odetchnęłam głęboko i przywołałam na twarz uśmiech.
- Gotowa – odparłam pewnym siebie głosem i wsiadłam do auta.
Jak ja nienawidziłam go okłamywać.

Lily?

sobota, 3 stycznia 2015

Od Lucy-CD Od Alex

Po treningu zdążyłam dogonić Alex.
-Hej Alex może potrenujemy razem.
-Pewnie.-powiedziała po czym pobiegłyśmy w strone szkoły. Szybko weszłyśmy do szatni po czym się przebrałyśmy. Weszłyśmy na boisko. Ruszyła z piłką w moją strone. Pobiegłam w jej strone , na jej twarzy pojawił hytry uśmiech. Kiedy byłam bardzo blisko niej Alex wykonała gwiazde w powietrzu tym samym mnie omineła. Za każdym razem było tak samo , jak by przewidywała moje ruchy. Po treningu usiadłyśmy na górce i zaczełyśmy rozmawiać o różnych sprawach.
-Hej Lucy wybacz że o to pytam ale dlaczego masz 0 w obronie?
-W moim dawnym zespole obrona się nieliczyła. Trener nam wpajał że niemożemy się bronić tylko zawsze atakować.
-Trener wariat.
-Yhym. Alex czy ty od zawsze tak umiesz rozgryść przeciwnika?
-Tak. Niewychodzi mi to za dobrze. Od kond zaczełam grać w piłke tak miałam.
-Mogła byś być rozgrywającym.
-Nigdy!-było widać że Alex jest tym zdenerwowana.
-Ale dlaczego? Przecież się nadajesz?
-Lucy ja kiedyś byłam rozgrywającym. Zawiodłam cały zespół , wszyscy się mnie wyparli. Mówili że jestem beznadziejna , żebym lepiej nigdy w życiu niebyłam rozgrywającym. W tedy zmieniłam szkołe. Trener Hori zaproponował mi bycie napastnikiem w szkolnej drużynie. Zgodziłam się.
-Mam takie jeszcze jedno pytanie. Jakim cudem jesteś taka szybka?
-Byłam najlepsza w lekkoatletyce w całej szkole.
-Ale w tej pierwszej czy drugiej?-spytałam z ciekawości.
-I w tej i w tej. Ale w drugiej to ja tylko przez trzy miesiące byłam lekkoatletyczką. Ale nie tylko ja biegałam ale i brałam udział w zawodach pływackich. Ale to było tylko w pierwszej szkole.
-Jej ale Alex , zespół może zauwarzyć że masz cmykałke do bycia rozgrywającym.
-Beznadzejnym rozgrywającym , i niech nawet mnie do tego nieprzydzelają bo i tak się przeciwstawie.
-Ale to jest w twoich danach.
-O nie. Minori się o tym dowie.
-Albo już się dowiedziała.-powiedziałam kładąc się na trawie.
-Dzięki bardzo mnie pocieszasz. Mam mam nadzieje że to Arcady zostanie rozgrywającym.
-Niedramatyzuj.-powiedziałam spokojnie. Po tym ubrałyśmy się w stroje sportowe po czym każda z nas poszła w inną strone. Kiedy doszłam do domu odrazu napisałam e-mail do akademii z rezygnacją szkolenia u nich. Teraz tylko myślałam o tym aby być w szczytowej formie kiedy się zmierzymy z Enigumą. Spojrzałam do notatek swojej siostry. Może jest tam jakaś ciekawa technika? Niestety wszystkie znam tu na pamięć gdy nagle z notesu wypada ciekawa technika hissatsu. Nazywa się ona Pocisk Morza. Musze to opanować. Eniguma zna nasz styl gry. Po co ja się w tedy do tego paliłam?! Ale teraz to musze popracować nad obroną. Ogulnie musze popracować nad sobą.

Mecz

Jak już wiecie z opowiadania Arcady'ego naszym następnym przeciwnikiem będzie drużyna szkoły Eniguma. Ich kapitanem i napastnikiem jest Rick Enigma z numerem 9. Nie jest zbyt przyjaźnie nastawiony w naszą stronę (jak reszta drużyny), o czym już się przekonaliście. Zapowiada się trudny mecz, jako, że przeciwnicy zobaczyli nasz ruchy. Zdradzę wam, że oni sami nie grali wtedy na poważnie, żeby się nie zdradzić ;)
Myślę, że odbędzie się 10 stycznia, czyli równo za tydzień (najwyżej napiszę, że przełożyli xD). Ten, jak już mówiłam opiszę sama, co nie znaczy, że nie możecie przesłać jakichś sugestii. Mam już kilka pomysłów (i kilka śmiesznych scen ^^). Więc zostawcie to mnie.
Każdy ma obowiązek napisać, co jego postać robiła przed meczem i jak się na nim zachowywała. Wierzę, że coś fajnego wymyślicie i mecz nie będzie przynudnawy.

P.S Dalej nie rozstrzygnięte, czy avatary po 45 dniach, czy 60! Pisać mnie tu! ^^

(dopisek)

Drużyna ta specjalizuje się w ataku, ale za to obrona jest ich słabym punktem. W tym wypadku przydadzą się umiejętności obronne, z którymi wydaje mi się, że u nas coś cienko. Resztę informacji o nich znajdziecie już w samym meczu.
Przepraszam was bardzo, ale zapomniałam napisać o tym wczoraj, bo było już późno i się spieszyłam. Wybaczycie mi (zdanie twierdzące).

Wyniki konkursu!

A oto dzisiaj przedstawię wam wyniki naszego, jakże fascynującego konkursu na strój i mundurek drużyny. Żeby nie przynudzać, od razu podam wyniki:

Stój-Starunna:

Nagroda: oprócz punktów dostajesz dorobienie stroju sportowego ^^


Z mundurka trzeba zrobić dogrywkę. Teraz głosujecie na Debę lub Akemi. ;)

Od Minori - Cd od Arcady'ego

Lekcja angielskiego, już dawno przestałam słuchać tego co mówiła nauczycielka. Minuty leciały, a ja zastanawiałam się nad następnym treningiem. Pamiętam dobrze, jak w zeszłym roku nazywali mnie trenerem, uśmiechnęłam się, jednak mamy teraz zupełnie nową dziesiątkę graczy, których muszę przeanalizować. Dzwonek, przerwa obiadowa. Do klasy weszła niepewnie Ariana.
-M-muszę Ci coś powiedzie- zaczęła- tylko się nie denerwuj!- dodała szybko
-Gadaj
-No bo tak jakoś wyszło, że wczoraj po treningu, no tak jakby to część drużyny grała przeciwko Enigumie...?- zakończyła swoją wypowiedź
-Już są martwi- odparłam nader spokojnie i opuściłam klasę

***

Po lekcjach udałam się do pomieszczenia klubowego. W środku znajdowali się wszyscy i nikt nie spodziewał się tego co za chwilę miało nastąpić.
-CO ZA GENIUSZ WPADŁ NA POMYSŁ WALKI Z ENIGUMĄ?!- krzyknęłam
Wszyscy naraz zaczęli się tłumaczyć. Każdy z nich miał zmieszaną minę i nikt nie ośmielił się spojrzeć mi w oczy.
-Arcady, jesteś kapitanem- zaczęłam
-T-to moja wina...
-To właśnie styl Enigumy, prowokują zawodników do walki, by móc rozszyfrować ich hissatsu i podpatrzeć styl gry. Kto z was grał?
-Ja- zaczął Arcady- Noya, Nadiya, Blue, Lily i Lucy.
-No to pięknie, przez waszą głupotę nasi rywale zobaczyli w akcji napastników, bramkarza, dwójkę obrońców i kapitana. Mamy dwa wyjścia aby to naprawić. Pierwsze z nich to całkowicie zmienić wasze ustawienie. Drugie modlić się, aby Eniguma nie zniszczyła nas na pył i trenować tak by zmienić styl gry. Co wolicie zmiana ustawienia czy stylu? Z obiema wiąże się pewne ryzyko. Zmiana stylu wiąże się z zmianom rytmu gry, to samo z ustawieniem. Dodatkowo zrobiłam wykresy waszych umiejętności. Zobaczcie- pokazałam pusty wykres- oceniłam wasze umiejętności w skali od 0 do 6 w siedmiu kategoriach. Szybkość, siła, wytrzymałość, atak, obrona, drybling i zwinność. Nie wyszło najgorzej, chociaż...- przemilczałam, każdemu z zawodników rozdałam wykresy odpowiadające ich umiejętnością. Spójrzcie na nie i dajcie znać czy wszystko jest w porządku. Jedynie co mnie martwi to brak równowagi pomiędzy waszymi sprawnościami. Jedynie Alex i Arcady rozwiją się równomiernie. Spójrzcie- pokazałam im kopię "pajęczyny" Alex. - Na pięciu szczeblach ma ten sam poziom 3, jeden to 2, a szybkość 4. Arcady natomiast ma na trzech szczeblach 3, a czerech 2. Ok, omówię, każdego z was po kolei. Shadow. Na trzech szczeblach jesteś na poziomie 4, ale na dwóch na 2 i 3. Więc musisz popracować nad szybkością i atakiem, bo tu idzie ci najgorzej. Lily. Koniecznie musisz popracować nad wytrzymałością. Jako ace napastnik, będziesz musiała wielokrotnie walczyć by zdobywać gole, a nie możemy dopuścić byś padła z wyczerpania, prawda? Wiec wytrzymałość to twoja pięta Achillesa. To samo obrona, ale na razie nie będziesz grać na defensywie... Nad siłą też wypadałoby potrenować. Lucy, po raz pierwszy od...- zastanowiłam się- zawsze widzę by ktokolwiek posiadał 0. Wiem, że jesteś napastnikiem, ale jednak musisz posiadać chociażby jakikolwiek malutki ułamek predyspozycji w obronie. Z reszty jestem zadowolona. Noya, ty z kolei musisz poćwiczyć drybling. Jak na razie jesteś bramkarzem, ale może zdarzyć się sytuacja, że Shadow będzie na bramce, a ty trafisz na obronę, a drybling w polu to podstawa. Blue. Chciałabym, abyś podobnie jak Noishinoya potrenowała drybling, ale dodatkowo wytrzymałość. Obrona musi być jak mur, góra nie do zdobycia. Ariana. Atak i obrona. Pomocnik musi być wszechstronny. Wiele razy będziesz musiała pomagać albo w ofensywie, albo defensywie. Shade, musisz poćwiczyć nad obroną. Aby przeciwnicy przedostali się pod naszą bramką muszą minąć linię pomocy, a tam te umiejętności się bardzo przydają. Nadiya. Drybling, na obronie to praktycznie podstawa. Dodatkowo jesteś chyba pierwszym obrońcą w historii, który ma więcej punktów w ataku niż obronie... Reg, u ciebie chciałabym poprawić siłę i obronę. Widać, że nadal jesteś na początku rozwoju, tym bardziej, że jesteś amatorem, a reszta grała wcześniej.
Poczekałam kilka minut by każdy z nich mógł na spokojnie przemyśleć to co powiedziałam.
-Dobra. Przemyśleliście sobie to co mówiłam ostatnio? O rozgrywającym? Macie kogoś takiego? Arcady?


BLUE 
NOYA 
ALEX
NADIYA 

ARIANA 



SHADE

REG 

ARCADY

SHADOW 

LILY 

LUCY 

Od Lucy

Po tym jak wruciłam od Alex odrazu wziełam się za lekcje. Odrobiłam je w szubkim tempie.
-Dlaczego ty jej ufasz!-to była Emma. Spojrzałam w strone lustra. W nim był wizerunek mojej siostry.-Ona i tak długo w tym zespole niepobędzie.
-O czym ty mówisz?!
-Twoja Alex dostała propozycje bardzo kuszącą oferte. I zgadnij od kogo!-ostatnie zdanie powiedziała z wielkim gniewem.
-Trener Hori.
-Tak! Na bank przyjmie propozycje.
-Nieosądzaj Alex. Ty nawet jej nieznasz.
-Wiadomo że to zdradziecka żmija.
-Sama jesteś żmija!-krzyknełam z wściekłości. Emma była zdziwiona. Do pokoju weszła Amanda. Spojrzała na mnie jak na wariatke ale gdy popaczyła w lustro wszystko zrozumiała.
-Emma.
-Hej Amanda.
-Widać że Lucy niedocenia twojej siły. Chce więcej, więcej i więcej.
-Sama tego chcesz!-krzyknełam na Amande.
-Mówi to osoba która rezygnuje z mażenia które było jej i dla jej siosty bardzo ważne.
-Ty! Dostałaś się do tej akademii! I rezygnujesz!-wykrzykneła moja siostra. Nagle wokuł mnie pojawiły się płomienie ognia. Wirowały wokuł mnie po czym nagle ze mnie wydobył się ogień. Ogień wraz z ognikami weszły w Amande.
-Co się stało?-spytałam zdziwiona sytuacją.
-Emma jest we mnie.-powiedziała Amanda po czym wyszła z mojego pokoju. Teraz byłam wolna , ale zaczełam wontpić w swoje umiejętności. Od tamtego wypadku Emma się we mnie rozwineła a nie ja. Nagle wyjełam z szuflady list od akademii. Mogła bym zdobyć doświadczynie , ale niechce opuszcić zespołu. Każdego by taki list kusił. W jednej chwili przypomniał mi się dzień w którym dołączyłam do klubu.

Historia dołączenia do klubu

Po ostatniej lekcji udałam się na boisko. Ćwiczyło tam kilku piłkarzy. Podeszłam do nich gdy nagle piłka zaczeła lecieć w moją strone. Kopnełam ją na bramke ale mój strzał został obroniony.
-Hej jestem Lucy Carter chciała bym do was dołączyć.-powiedziałam przyjażnie. Podszedł do mnie zawodnik z nr 8.
-Na jakiej pozycji grasz?
-Napastnik.
-Choć damy ci struj.-powiedziała rudowłosa po czym poszliśmy do szatni. Reg szukał w szafie stroju bardzo długo. Po poszukiwaniu dał mi struj drużyny. Rozwinełam koszulke żeby zobaczyć numer. Gram z numerem 11.

Nagle wspomnienia zakłucił dzwonek telefonu. To była Alex.
-Hej Alex.
-Hej jak tam idzie z Emmą?
-Ona już we mnie niejest. Przeszła ona na Amande.
-O ja cie.-powiedziała Alex , była tym mocno szokowana.
-No właśnie. Dobrze że jutro wraca do Hiszpanii.-przegadałyśmy tak z trzy godziny aż tu nagle połączenie zostało przerwane. Pewne Alex niema już nic na koncie.

Od Lily-CD Od Shadow

Po chwili namysłu odparłam:
-Bo poznałam Arcady'ego.
-Arcady'ego!?-zdziwiła się.
-Mhm. Chodziłam z nim do klasy w podstawówce. On mnie nauczył grać. Ale trochę ponad rok temu się wyprowadziłam i od tamtego czasu się nie widzieliśmy, dopiero teraz.
-Aha. To fajnie.
-Teraz wróciłam-dodałam.-Spotkałam go od razu, jak dołączałam do klubu. Byli tam wtedy tylko Reg i Ariana... A teraz mamy cały zespół.
-No-przytaknęła.-A czemu zaprzyjaźniłaś się ze mną?-drążyła.
-Jeszcze się pytasz?-udałam oburzoną.-Bo jesteś taka sama, jak ja.
Zaczęłyśmy się śmiać bez powodu. Potem wstałam i z nudów zaczęłam podbijać piłkę (która leżała pod biurkiem) w górę.

Shadow?

Od Shadow-CD Od Lily

- Wow. Ale masz tutaj pięknie! – wykrzyknęłam.
- Dzięki – odpowiedziała z uśmiechem.
- Sama to urządzałaś?
- Tak – przyznała skromnie.
Szturchnęłam ją przyjaźnie.
- Nie bądź taka skromna. Masz rewelacyjny pokuj.
- Ech… Dzięki. No to… Co chciałabyś robić? – zapytała siadając na łóżku.
- Gdybym ja to wiedziała – odpowiedziałam z westchnieniem, po czym usiadłam na podłodze po turecku i oparłam się plecami o szafę.
Siedziałyśmy przez chwilę w milczeniu. W pewnym momencie zapytałam:
- Dlaczego?
- Co dlaczego? – zapytała nie rozumiejąc.
- Dlaczego zaczęłaś grać w piłkę? Dlaczego akurat tutaj? Dlaczego akurat ze mną się zaprzyjaźniłaś? – pytania wyrywały się z moich ust jak szalone.
Spuściłam głowę i wpatrywałam się w swoje stopy. Chciałam wiedzieć. Nie wiedziałam dlaczego, ale od zawsze czułam potrzebę poznawania odpowiedzi na wszystkie pytania które mnie męczyły. Westchnęłam, po czym wzięłam do ręki piłkę i zaczęłam przerzucać ją z ręki do ręki. Podniosłam głowę i spojrzałam Lily w oczy.
- Opowiesz mi? – poprosiłam z lekkim uśmiechem.

Lily?

piątek, 2 stycznia 2015

Od Lily-CD Od Shadow

-To co teraz robimy?-zapytała Shadow.
-Nie mam pojęcia-powiedziałam, rozciągając się.
-Nowa technika?-zapytała, śmiejąc się.
-Nie!-zaprzeczyłam szybko i trochę zbyt głośno, przez co niektórzy przechodnie dziwnie się na nas popatrzyli. Obie to jednak zignorowałyśmy.
-To co?-zapytała jeszcze raz.
-Już mówiłam, że nie mam pojęcia!
-Ja też-powiedziała.
Szłyśmy chwilę w milczeniu.
-A może chcesz przyjść do mnie?-zapytałam.
-No jasne!-ucieszyła się i przyśpieszyłyśmy trochę.
Po kilkunastu minutach marszu byłyśmy pod moim domem. Weszłyśmy, ściągnęłyśmy buty, odłożyłyśmy torby i poszłyśmy na górę do mojego pokoju.

Shadow?

Od Alex

Mój brat szedł na Shade'a i Blue.  Niewiedziałam o co mu chodzi. Ale niepozwole aby skopał mojch przyjaciół. Edgard się zamachnoł chciał och uderzyć pięścią. Bez zastanowienia stanełam przed Shade'em i Blue i oberwałam za nich. Runełam na chodnik.
-Alex!-krzykneła obaj. Edgard opuszcił miejsce zdarzenia. Do ciosów z jego strony się przyzwyczaiłam. Stanełam na nogi w szybkim tempie. Doszły do nas Ariana i Lucy.
-Ma ktoś środek na przeczyszczenia?-moje pytanie było dziwne.
-Co ty chcesz zrobić?-spytała niepewnie Lucy.
-Mam pewien pomysł.
-No to masz.-powiedziała po czym dała mi środek.
-Czy ty chcesz to użyć na nauczycielu?-spytała Blue.
-Bingo.
Po tym wszyscy poszliśmy w kierunku szkoły. Szybko poszłam do sali chemicznej. Nauczyciel dziśaj miał szkolenie i Edgard miał wszysrkie lekcjw chemii. Na szczęście dziśaj jej niemam. Wsypałam do kubka dużą ne no ca ja gadam nie dużą ale ogromną dawke środka. Wyszłam z sali ale nagle droge zatorowali mi Reg , Shade i Blue.
-Alex co ty kombinujesz?-spytała Blue.
-Dowiecie się na lekcji. Mówie wam będziecie mieć luzy.
-Chcesz otruć brata?-spytał Reg.
-Tak ale niestety niezdobyłam trucizny.-odpowiedziałam zabawnie.Poszłam szybko w strone sali od Geografi. Zadzwonił dzwonek , bardzo szybko zajełam miejsce. Nauczyciel niewiadomo dlaczego wyszedł z sali zostawiając bande czternastolatków samych.
-Hej Alex co zrobiłaś z tymi środkami?-spytała Lucy.
-Wsypałam je do kawy brata.
-To twój brat uczy w tej szkole?
-Jest praktykantem u chemika.
-O matko on jest gupi. Czy te plotki na jego temat to prawda?
-Jakie plotki?
-Że on cie bije żeby wyładować złość.
-Może jest nerwowy ale mnie niebije.
-A to co było przed szkołą. Cała szkoła o tym trombi. Nawet nauczyciele.
-Niechce o tym rozmawiać.-dodałam po czym napisałam sms do Blue.
Hej Blue. Czy Edgard opuszcił klase po tym jak wypił kawe?
Nieczekałam długo na odpowiedz.
Tak żałuj że tego niewidziałaś. Nagrałam ci filmik na telefonie.
-Lucy mam takie pytanie. Czy Emma dalej jest w tobie?
-Walcze z nią ale to jest strasznie trudne.
-Dobrze wiedzieć. Lucy może puśćmy w niepamięć ten mecz. Ja się od tamtego czasu strasznie zmieniłam.
-Zgoda.-powiedziała uśmiechając się. Lekcje zleciały dość szybko. Wszyscy byli już na treningu. Jak zwykle biegaliśmy trzy kółka. Testowaliśmy obrone. Nagle Lucy wymineła wszystkich , każdy dostrzegł że jej styl gry odżył. Nagle białowłosa wystrzeliła piłke w góre po czym wyskoczyła. Footbolówka wirowała wokuł niej tworząc bombelki wody.  Skuliła się tym samym obracając się ale po chwili bombelki wody przeniosły się na piłke a u Lucy rozwineły się wodne skrzydła. Kopneła piłke z całej siły której wyrosły wodne skrzydła. Noya niezdążył zareagować i przepuszcił. Niewierzyłam że to ta technika. Posiadała ją pomocniczka dawnej drużyny Lucy.
-Oceaniczne Skrzydła.-powiedziałam ledwo dowierzając. Lucy wywineła kilka gwiazd cofając się do tyłu a na jej twarzy było widać szczęście. Trening przebiegał pomyślnie. Po treningu wszyscy się rozeszli. Zaproponowałam Lucy,Blue i Arianie aby do mnie przyszły. Blue niestety się szpieszyła więc tylko Lucy i Ariana do mnie poszły. Udałyśmy się na same piętro. Dziewczyny strasznie dyszały.
-Myślałam że mieszkasz w domu prywatnym.-powiedziała Ariana.
-Mieszkałam. Teraz mieszkam z tatą. -odrazu poszłyśmy do mojego pokoju. Gadałyśmy bardzo długo a po tym mój tata je odwiuzł do domu. Miałam dziśaj poznać dziewczyne ojca i jej córke. Tata gotował kolacje a ja zastanawiałam w co się ubrać.  Ubrałam czerwone kimono z złotymi smokami. Fryzury niezmieniałam bo i tak bym się niewyrobiła. Moje włosy nigdy niechciały iść na współprace. Nagle zadzwonił dzwonek do dzwi.
-Otworze!-krzyknełam po czym otworzyłam dzwi. Do środka weszła pewna wysoka kobieta o blond włosach i niebieskich oczach. Była ubrana w czarne spodnie, beżową bluzke,czarną marynarke i tego samego kolory byty i jej mała torebka z złotym łańcuchem. Jej córka była też dość wysoka. Miała ona fioletowe włosy i niebieskie oczy. Chodze z nią do klasy to Kora, szkolna blogerka. Była ona ubrana w fioletowe kimono z wzorami różowych kwiatów wiśni. Też takie mam ale żadko je zakładam.
-O już jesteście.-powiedział mój tata dając na stół potrawy.
-Wiem że troche wcześniej przyszłyśmy ale niedało się wysiedzieć.
-Nic nieszkodzi.-przeszliśmy do salonu.-Kira to jest moja córka Alex.-wyciągnełyśmy swoje dłonie po czym je uścisnełyśmy.-A to jej córka Kora.
-Chodzimy razem do klasy.-powiedziałyśmy w tym samym czasie. Po tym wszyscy zajeliśmy miejsca przy stole po czym zaczeliśmy jeść. Kira była bardzo miła , niedaleko pada jabłuko od jabłoni.
-Alex czy to prawda że byłaś kiedyś najszybsza w szkole?-spytała fioletowowłosa.
-Tak, jak się rozpędziłam to niebyło zmiłuj.-odpowiedziałam zabawnie. Kolacja przebiegała w miłej atmosferze. A ja i Kora nawet się polubiłyśmy.

czwartek, 1 stycznia 2015

Od Shadow-CD Od Lily


- Lily! – wrzasnęłam szczęśliwa. – Jesteśmy już blisko, prawda!?
- Tak! To co, jeszcze raz?
- Pewnie! – krzyknęłam rozentuzjazmowana.
Więc trenowałyśmy dalej. Ale mimo, że piłka kierowała się już w dobrym kierunku, miała za mało mocy. Po kolejnej, chyba już setnej próbie Lily podeszła do mnie zagryzając wargę.
- Jesteśmy już blisko, czuję to. Ale wciąż czegoś brakuje.
Skinęłam głową zastanawiając się nad tym. Ale po chwili moje myśli się rozproszyły. Jęknęłam czasami naprawdę nienawidziłam tego, że nie potrafię się na niczym skupić.
- Jak myślisz, co jest nie tak? – zapytałam koleżankę.
- Nie wiem. Mamy za mało mocy, ale dlaczego?
Spojrzałam na piłkę i nagle się nad czymś zastanowiłam.
- A co… - zaczęłam. – A co jeślibym spróbowała podkręcić tą piłkę, kiedy bym ja do ciebie kierowała?
- Podkręcić piłkę? – zastanowiła się Lily. – Zastanawiam się, czy nie rozbije to odpowiedniego kierunku, ale… W sumie, może to nadać nam moc, której brakuje.
- Czyli co? Spróbujemy?
- No jasne – odpowiedziała z uśmiechem.
Ustawiłyśmy się i zaczęłam technikę. Stanęłam na rękach, przerzuciłam nogi dołem zahaczając palcami o ziemię i się od niej lekko odbijając, po czym kopnęłam piłkę przy okazji skręcając się w biodrach. Lily zaczęła biec sprintem, a po chwili kopnęła. Moim oczom ukazał się niesamowity widok. Zobaczyłam Hadesa rodem z legend, który pchał kryształy pędzące za piłką, która po chwili wylądowała w siatce i kręciła się w niej jeszcze przez dobrych kilka sekund.
Patrzyłam na to oszołomiona nie mogąc uwierzyć. Poczułam rosnące we mnie podniecenie.
- Lily! Udało się! – krzyknęłam podbiegając do niej radośnie i zaczęłam biegać wokół niej.
- Nie wieżę! Udało się! Udało! – ona również zaczęła krzyczeć i zaczęłyśmy skakać wokół siebie piszcząc radośnie.
Kiedy w końcu się zatrzymałyśmy, oczy nam się błyszczały a z twarzy nie schodziły olbrzymie uśmiechy. Ta technika była wspaniała. Ta moc. Byłam pewna, że w nadchodzącym meczu zdobędziemy naszym strzałem bramkę. To było oczywiste.
Wracałyśmy do domów w radosnych nastrojach uśmiechając się obłąkańczo. To znaczy, ja uśmiechałam się obłąkańczo. Lily wyglądała na szczęśliwą i podekscytowaną. Pozostawało tylko jedno pytanie – „Co teraz?”

Lily

Od Shade, CD od Blue

Po godzinie otworzyłem drzwi strychu. Znalazłem tam Florence (blue). Żuciła mi się w ramiona i zaczęła płakać. Kiedy w końcu Florence puściła mnie, zszedłem z nią na dół.
-Tęskniłem, Flo!
-Chyba jednak wolę Blue...-Westchnęłam.
-Spoko, Blue!- Jeszcze raz mnie przytuliła, poczym zeszliśmy na dół.
-Hej Mike!- Przywitał się z 20-latkiem.
- Mamma Mia! Dzieńdobry mała!- Wrzasnął ‘’Mike’’.
- Witaj!- Odparła.- Nic nie sługeruję, ale jest noc.
-Jasne...Tak.-Odpowiedział zamyślony.- Za godzinę biorę udział w aukcji.
-O co?-Spytał Shade.
-O naszą małą Flo, otrzywiście. Blue, która akurat piła wodę, zwróciła ją akurat na mnie.
-Oj... przepraszam. Choć w sumię ci do twarzy w oklapniętych włosach.- Zarzartowała.- A co do tej aukcji, to co masz na myśli?- Tu zwróciła się do Mike’a.
-U kogo będziesz mieszkać.
-Chciałbyś bym z wami mieszkała?- Spytała zdziwiona.
-Jasne, im więcej dzieciaków, tym więcej zabawy!
- Bez obrazy, ale ty sam jesteś jak dzieciak.- Westchnąłem.
-Tak, ale ja jestem pełnoletni, Daley.- Odparował Mike. Zauwarzyłam, że lubił mówić do Shade’a po nazwisku.- No ale na mnie już czas. Nie mogę się spóźnić. A, i nie roznieście chaupki, bo nie będzie gdzie mieszkać. Tu pokiwaliśmy głowami. Kiedy Mike wyszedł, spytałem:
-Co robimy?
-A co masz na myśli?- Blue uśmiechnęła się spokojnie.
-No, chyba nie zamierzasz tu tak siedzieć.- Zamyśliłem się.
-Racja.- Zauwarzyła Blue.
-Gramy w piłkę?
-A jest gdzie?-W tym momęcie uderzyłem się dłonią w twarz.
-Mamy WIELKIE boisko, choćmy.
-Spoko!- Pobiegliśmy odpowiednimi korytarzami. Boisko było wielkie.
-Tu trenuję!- Uśmiechnęłem się radośnie. Trenowaliśmy tak przez godzine i pół, poczym wróciliśmy do naszego domu.
-Nie jesteśmy jedyni. Jest tu wiele innych domków. Taka podziemna metropolia!
-Fascynujące...-odparła nieco przesadnie Blue. Weszliśmy, i czekaliśmy przy stole przez dwadzieścia minut. Potem do domku wrócił Mike.
-Wygraliśmy!!!!!!!!!Zostajesz u nas...Jeśli chcesz.-Ostatnie zdanie wymówił nieco niepewnie.
-Jeśli otrzywiście nie robie kłopotu!
-Nie, nie robisz.
-Dziękuje.- Powiedziała Blue.
-Spoko, ale idź już spać. Dużo cię spotkało.
-Okej, dobranoc.- Pokazałem Blue jej pokój.

Następnego dnia wstałem wcześnie. Blue już też nie spała. Poszliśmy do kuchni, gdzie zastaliśmy Mike’a w trybie pół-drzemki.
-Hej!-Powiedziała pogodnie Blue do Mike`a.
-Witaj niewiasto!- Powiedział ziewając. Nagle podiął próbę zrobienia sobię kawy, jednak stan w którym się znalazł, uniemożliwił go. Wyciągnął miskę, poczym wlał do niej sok porzeczkowy i wsypał ziarka kawy.
-Nie radzę ci tego pić...-Powiedziała Blue.
-Kawa jest dobra...-Wzruszył ramionami.
-Kawa istotnie.- Nagle blue wstała i wylała ten, jakże intrygujący napój.
-Na nas już czas!- Powiedziałem, i wyszliśmy z podziemi. Rozmawialiśmy przez całą drogę. Nagle, przed szkołą, zza zekrętu wyszła Alex i...Edgar. Oboje szli do szkoły.
-Zapłacisz za swoje błędy, mały potworze!- Wrzasnął Edgar. Blue zatrzymała się.
-O co mu chodzi?- wyszeptałem.
-Powiedzmy, że mam z nim na pieńku...-Powiedziała przestraszona.
-Czy ty umiesz nie wdawać się w bójki?- Spytałem żartobliwie, ale odpowiedzi nie dostałem.
-Chodź, to ci przeprasuję twoją jazgotliwą mordę!- Krzyknął Edgar. Alex próbowała go powstrzymać, ale on ją tylko odepchnął.
-Spadaj Lennox!- Krzyknęłem.
-Nie mieszaj się w to, proszę.- Powiedziała Blue.
-Jak mnie zaatakujesz, to będziesz miał jeszcze więcej problemów!- Powiedziała, jednak Edgar już na nas szedł. Popatrzyłem na przestraszoną Alex. Nie wiedziała o co chodzi jej braciszkowi.

Alex?

Od Blue, CD od Alex

Gdy wracałam z treningu, wpadłam na szampański pomysł. Gdy spytałam Alex, skąd ma tego siniaka, odparła, że ma w domu remont. Ale jakoś nigdy wcześniej o tym nie wspominała. Wróciłam się do chemicznej Sali. Zastałam tam Edgara.
-Hej!-Powiedziałam pogodnie.- Usłyszałam, że macie remont. Mogę pomóc!
- Na mózg ci padło? Nie ma żadnego remontu. Spadaj!
-Acha... Ale w ogóle chcę się przyłączyć do chemicznego klubu!- Odparowałam. Edgar niechętne spojrzał na mnie po czym dodał.
-To nie jest klub dla pierwszaków.
-Wiem, jestem w trzeciej klasie. Nauczyciel się zgodził, więc chyba nie widzię powodu dla którego ta konwersacja ma być kontynuowana. To co robimy?
- Właściwie się przydasz. Możesz zrobić butelkę Aniliny. Tu masz instrukcje.- Tu podał mi kilka brudnych kartek.
-Myślisz, że jestem idiotą?- Spytałam spokojnie.
- No w sumie to chyba tak.
- Biłeś Alex?
-Nie twoja sprawa. Trzymaj nochal w swoich sprawach.- Edgar zatrzął się zbliżać z zaciśniętymi pięściami. Koło mnie stała jakaś irytująca substancja, więc bez wachania, wylałam mu ją na ręce, po czym uciekłam.
Kiedy byłam w swoim pokoju, usłyszałam ciche pukanie w okno. Odsunęłam zasłony i krzyknęłam. Na parapecie siedział Shade. Otworzyłam okno.
-Pakuj manatki i chodź.
-Co?- Spytałam cicho.
-Nie usłyszałaś?
-Nigdzie nie ide.
-Idziemy do Big Mike’a. Może on ci przywróci rozsądek.
-Odejdź!
-Dlaczego, Florence? Pomogłem ci. Naraziłem życię a ty po prostu mnie unikasz. Mogłem zginąć!
- O czym ty mówisz?- Powiedziałam zimno.
-Myślałem, że mi chociaż podziękujesz. Ale skoro nie chcesz być wybawiona, to ja zrobię to na siłę.- Shade podszedł i uderzył mnie pięścią w głowę. Potem w brzuch i znowu kilka ciosów w głowę. Padłam a z nosa lała mi się krew. Poczułam się słabo, poczym upadłam. On wziął mój kufer i wyrzucił go przez okno.
-Ała!!!!!!- Wrzasnął ktoś z dołu.- Zniszczę cię ślepoto. Jak nie straszenie, to zrzucanie kufrów. Lecz się Shede, bo zaprawdę powiadam, masz psychiczne problemy.
-Sorry. Teraz leci Flo.- I zrzucił mnie z okna. Jako, że byłam nieprzytomna, nie poczułam jak wpadłam w obięcia  głosu z dołu. Shade zeskoczył z parapetu.
- Minęło sporo czasu...-Westchnął tajemniczy głos.- No dobra, spadajmy, bo nas przyłapią! Shade skinął głową. Szli w milczeniu przez las, a zatrzymali się dopiero gdy doszli do włazu nakrytego sporą warstwą liści. Otworzyli go, poczym wleźli do środka. Obudziłam się w przytulnym pokoiku. Nade mną wisieli Shade i jakiś 20 latek.
- Flo!!!- Żucił się na mnie nieznajomy. Szybko wyciągnęłam paralizator, (i tak, noszę w kieszeni paralizator. Czasem to niepozornie małe urządzenie okazuje się bardzo przydatne.) poczym przyłożyłam go do ręki obcego.
-A!!!- Wrzasnął.
-Nie radzę się zbliżać.- Mruknęłam. Spojrzałam prosto na Shade. Mojego spojrzenia nie można było odczytać.
- Mogę już iść?-Spytałam znużona.
- Flo, co ci jest?- Spytał porażony prądem.
- Jestem Blue.- Odparłam, choć wiedziałam, że zna prawdę.- Jak mnie nie wypuścicie, zawiadomię policje.
- Chyba usuneli jej wspomnienia.-Szepnął Shade, do 20 latka. Zaczęli szeptać do siebie. Raczej nie byli zajęci wpatrywaniem się we mnie, więc cicho wstałam. Wtedy Shade podniósł wzrok, i pogonił za mną. Otworzyłam drzwi i zobatrzyłam oświetlony korytarz. Nie mając wyjścia, żuciłam się przed siebie. Na końcu korytarza były drzwi. Otworzyłam je i znalazłam się we wielkiej Sali. Ludzie ćwiczyli tam walkę białą bronią. Znalazłam tam swój kufer. Widocznie Shade zabrał go kiedy po mnie przyszedł. Shade już prawie mnie dogonił. Za nim biegł ten dziwny 20-latek. Przeskoczyłam przez balustradę schodów, poczym pognałam z stronę skrzyni. Otworzyłam ją i wyjełam Bo*, które odziedziczyłam po moich rodzicach. Zakręciłam nim w powietrzu, i po chwili z mojego Bo zaczęło bić srebrną poświatą.
-Nie zbliżaj się!-Wrzasnęłam do Shade’a. To widocznie zwróciło uwagę reszty ludzi, zgromadzonych w tym jakże ciekawym pomieszczeniu.
-Proszę o spokój! To jest Florence!-Nagle tłum zaczął na mnie biec.
-Kochana! Wróciłaś!-I tym podobne słowa dochodziły z tłumu.
-Cofnijcie się!- Wrzasnęłam na całe gardło. Kim oni w ogóle byli? Chyba znam ich twarze...
-Kochani, ona was nie pamięta.-Powiedział głośno Shade.-Chodź, znajdziemy ci pokój.- W tym momęcie Shade zbliżył się do mnie i muszę przyznać, od razu tego porzałował. Uderzyłam go w brzuch moim Bo. Przeleciał przez połowę sali, to przez energię mojej broni. Wyciągnął swój miecz.
-Może to ci przypomni!- I w tym momęcie zamachnął się na mnie. Ja zrobiłam unik, poczym uderzyłam go w nogi. Jednak dzielny Shade zwalił się na mnie, przygwarzdrzając mnie do podłogi. W tym momęcie przetoczyłam się tak, że to on dotykał podłogo, poczym wstałam.
-Chcę wracać do domu!- powiedziałam, poczym upadłam na kolana i spokojnie zasnęłam. Obudziłam się na strychu. Wstałam, opierając się o komodę. Na niej, znajdywał się strary album. Otworzyłam go, a to co w nim znalazłam, przekroczyło wszelkie oczekiwania. Znalazłam tam moje zdięcia. Na większości byłam z... Shadem. Potem otworzyłam jakiś zeszyt w którym poznałam swoje pismo. Ślubowałam tam nieskończoną przyjaźń z Shadem. Potem znalazłam starą fotografię, wszystkich wojowników. Poznałam kilka twarzy. Po chwili przeszłość stała się jasna.




*
Bo- 
kij o długości dochodzącej do 180 cm, wykonany z bambusa, drewna, rzadziej z metalu. Zaletą bo była jego wszechstronność. Jest to bowiem broń znakomicie sprawdzająca się zarówno ofensywnie jak i defensywnie.

Od Alex

Byłam w swojm domu. Ostarnio bardzo się denerwowałam z powodu meczu. Szybko przebrałam się w sportową bluze i dresy. Wziełam telefon i małe słuchawki. Zeszłam na dół po czym wyszłam z domu. Postanowiłam że poracuje nad swoją sprawnością. Kiedyś byłam bardzo szybka , najszybsza w szkole. Włączyłam swój ulubiony utwór po czym zaczełam wolnym tempem. Biegłam tak niezważając na jakiej jestem ulicy. Im większą odległość przebiegłam tym bardziej przyszpieszałam. Nigdy się nieoszczędzam. Była 9:30 i za nic niechciałam wracać do domu. Edgard znowu by mnie bił. Mama pracowała do póżna a tata się wyprowadził dwa dni temu. Strasznie się oni kłucili. Mają wizążć rozwut. Błąkałam się bez celu. Chciałam zniknąć z powierzchni ziemi. W dodatku Edgard znowu mnie dziśaj pobił. Podobno Blue się jego pytała co do remontu. To tylko pogorszyło sprawe. Doszło mi więcej siniaków. Szybko założyłam kaptur aby ukryć swoją twarz. Nagle zajechał bardzo blisko mnie kierowca czarnej mazdy. Gdy spojrzałam na auto niewierzyłam własnym oczą. Z samochodu wyszedł mój tata.
-Tato.-powiedziałam przytulając ojca.
-Wszystko dobrze Alex. Wsiadaj dp auta.-powiedział po czym wsiadłam do auta.
-Tato ty chyba niechcesz.-zaczełam z przerażeniem.
-Spokojnie. Twoja mama wie że chce walczyć o prawo do opieki nad tobą. Ona za tym stoj. Zabrałem twoje żeczy.-na taką wiadomość czekałam. Koniec z biciem. Ale Edgard jest w mojej szkole praktykantem! Chyba że się dyro o tym dowie. Teraz martwie się o te siniaki. Są bardzo widoczne. Najwyrażniej zostaje mi kłamstwo.

Jak ktoś chce to niech dokończy.

Od Lily-CD Od Shadow

Po treningu, tak jak się umówiłyśmy, poszłyśmy trenować technikę.
-To co? Masz to?-zapytałam.
-Tak!-powiedziała z dużym entuzjazmem.
-To pokazuj-ucieszyłam się.
Pokazała mi, co wymyśliła i wytłumaczyła o co chodzi.
-Czyli ty pierwsza, a potem ja zakańczam, tak?-zapytałam dla potwierdzenia.
-Tak-przytaknęła.
Zrobiła to co przedtem. Skierowała piłkę do mnie, ale nie było to wystarczająco celne. Próbowałyśmy kilkanaście razy. Szło coraz lepiej, ale nadal nie było wystarczająco silne.
-Może nie strzelam wystarczająco mocno?-zaczęłam się głośno zastanawiać.-Trudno mi z takiego kąta.
-Inaczej się nie da-powiedziała Shadow.-Jeszcze raz.
Powtórzyłyśmy to jeszcze kilka razy, aż nagle oświeciło mnie.
-Już wiem-mruknęłam do siebie.
Tym razem ustawiłam się dalej. Shadow zdziwiła się trochę, ale nic nie powiedziała i zrobiła to, co wcześniej. Obserwowałam ją uważnie i w pewnym momencie zaczęłam biec sprintem. Potem z całej siły kopnęłam piłkę. Teraz prawie się udało.


Shadow?

Od Nadiyi i Noyi

Cholera jasna, to był jeden ze sponsorów jej brata. Jeżeli przyłapią ją tu z Noyą to już po niej. Nim zdążyła pomyśleć co robi chwyciła go za nadgarstek i ciągnąc go poprowadziła wgłąb domu. Rozejrzała się szybko. Ojciec zajęty był chwaleniem Kai'a przed tym zboczeńcem Mihikawą. Matka natomiast rozmawiała z dwoma innymi mężczyznami popijając kolejną lampkę wina tego wieczoru. Szybko pociągnęła go w kierunku schodów. Gdy znaleźli się w rekordowym tempie na górze otworzyła drugie po lewej stronie drzwi i wepchnęła go do środka. Cichutko zamknęła drzwi i odwróciła się do niego. Chłopak był wyraźnie zdezorientowany.
-Może zapalisz światło?
-Nie! Jak zobaczą światło w moim pokoju to za chwilę ktoś tu przylezie i nas przyłapie! Co do jasnej cholery tutaj robisz?! Tłumacz się jak na spowiedzi! Nie powinno cię tu być- złapała się za włosy w panice

***

Poczułem, że nie uda mi się więcej ukrywać prawdy... Zapadła cisza... Wziąłem głęboki oddech i zacząłem:
- Kolega z drużyny siatkarskiej poprosił, bym pomógł jednemu z jej członków . Shon nie umie solidnie przyjąć piłki - wbiłem wzrok gdzieś w podłogę i kontynuowałem - Zgodziłem się... Teraz, nie wiem czemu... Ale się zgodziłem. Pierwszacy mają najtrudniej w drużynie... Dziś, pierwszy raz, zaczął się... trening... - odruchowo zciągnąłem rękawy bluzy jeszcze bardziej - Shon... Ten chłopak kocha siatkówkę, ale nie mogłem pozwolić, by ta banda idiotów z jego klubu dowiedziała się, że mu pomagam...
- Czemu? - zapytała Nadiya
Odetchnąłem i zacząłem:
- Dwa lata temu, podczas eliminacji do Turnieju Strefy Footballu, wystąpiłem wraz z drużyną. 
- Jaki to ma związek z obecną sytuacją? - warknęła Nadiya
- To przez mój błąd podczas tego turnieju, musiałem odejść od drużyny. Tylko... Za ten błąd zapłaciła cała drużyna... - zacisnąłem pięści i powieki, i starałem, by mój głos za bardzo się nie trząsł - Wtedy... Pojawiła się drużyna siatkarska... Dołączyłem do nich, bo poprzednia drużyna po prostu się rozpadła. Zaczęliśmy grać i wygrywać. Ale... podczas meczu finałowego... Zawisła nade mną groźba... że... że kontuzja się odnowi - mój głos przepełniony był żalem i goryczą- Po tym straconym punkcie... - wspomnienia wracały i widziałem je, jakby to był film - nie mogłem wstać z parkietu... Ten ból który pamiętam aż za dobrze... wrócił i musiałem odpuścić. Trener nie pozwolił mi dalej grać. Spędziłem w szpitalu bite 7 miesięcy i wypuścili mnie... ledwo... - teraz podniosłem trochę wzrok - W końcu pięć zerwanych ścięgien, to nie siniak, prawda?
Cisza trwała. Miałem wrażenie, że ból towarzyszący tym wydarzeniom wrócił ze wspomnieniami. Poczułem przeszywający, okropny ból w łydce.
- To przez to, drużyna siatkarska mnie nienawidzi... Uważa, że jestem tchórzem. - powiedziałem, a mój głos zaczął się trząść - Ale... Gdybym mógł coś zrobić... Gdybym miał wpływ... zagrałbym do końca... Gdybym tylko mógł... - skończyłem, hamując się, żeby w coś nie uderzyć. 

*** 
  
-Hahahaha- nie mogła powstrzymać śmiechu 
-Co cię tak bawi?- warknął zdenerwowany Noya 
-Ty i ci twoi cali siatkarze. Jak można mieć do kogoś pretensje o kontuzję? Nie można jej przewidzieć, ani zaplanować. Ci twoi koledzy są żałośni obwiniając cię za to co się stało rok temu, albo jeszcze dawniej...A ty jesteś jeszcze głupszy, bo się tym wszystkim przejmujesz. 
-Nie mogę być fer wobec samego siebie, bo przez mój głupi błąd drużyna piłkarska, do której wcześniej należałem zapłaciła wysoką cenę. Zbyt wysoką. Gdyby nie ja- zacisnął pięść i uderzył nią w ramę łóżka 
-Uważaj- syknęła dziewczyna- Czasu nie cofniesz. Jesteś, aż tak głupi, że tego nie pojmujesz?- skrzyżowała ręce na piersiach- Jeżeli dołączyłeś do klubu piłkarskiego tylko po to by się zrehabilitować to równie...
-Nie. Dołączyłem bo kocham piłkę- przerwał jej- Dlatego chcę udoskonalić Ese by można było nią strzelić gola. Jednak jak na razie nic mi zbytnio nie wychodzi. Arcady uważa, że nie powinienem tak się zamęczać treningami, ale ja uważam, że morderczy trening przyniesie rezultaty....
Zanim zdążyła zastanowić się nad tym co robi wściekłą chwyciła chłopaka za koszulkę tuż pod gardłem.
-Co ty możesz wiedzieć o morderczych treningach, hę?
-Na pewno więcej niż ty
-Dzień w dzień odkąd zaczęłam grać w podstawówce jestem katowana treningami przez mojego ojca. Musiałam ćwiczyć godzinami każdy ruch, element by być w tym perfekcyjną. Zależy mu tylko na tym bym stała się najlepszym zawodnikiem w drużynie. Ace napastnik, kapitan tego ode mnie oczekuje. Nieważne jak, liczy się efekt. Trenuję do świtu do świtu jeżeli trzeba. Tak wygląda twój "morderczy trening"?

***

Po słowach Nadiyi zapadła cisza. Dziewczyna jeszcze przez chwilę trzymała mnie za koszulkę. Złość błyskawicznie mnie opuściła. Nie wiedziałem, co powiedzieć, by nie urazić Nadiyi... Teraz, wystarczy jedno złe słowo...
- Ja... Przepraszam... ...nie chciałem... przepraszam - wyjąkałem
Ponownie zapadła cisza. Po chwili dziewczyna powiedziała:
- Dobra... Nieważne. Zapomnij o tym... 
- Nie "nieważne" - odparłem - Jesteśmy teraz drużyną, musimy sobie wzajemnie pomagać. "Po tej stronie siatki, wszyscy są twoimi sojusznikami", tak mówił Tanaka - na chwilę się zamyśliłem - W sumie, lepiej by brzmiało "Po tej stronie boiska..." czy coś... ale... nie będę patrzeć, jak się poddajesz. Nigdy bym się na ciebie nie zezłościł, ale nie chcę widzieć, jak się poddajesz - skończyłem
Ponownie zapadło milczenie, przerywanie tykaniem zegara.
- Muszę iść - powiedziałem, czując się trochę głupio.
- Mój brat cię wyprowadzi. Ma wprawę i jeszcze...
Nagle otworzyły się drzwi. Do pokoju wpadło... bodajże rodzeństwo Nadiyi. Brat i siostra dziewczyny zaczęli się jednocześnie tłumaczyć: 
- My tutaj tak przypadkiem... 
- ...musiałem po coś iść i...
- ...wtedy tak sobie pomyślałam...
- ... i wcale nic nie słyszeliśmy! - zakończył brat Nadiyi.
Obrończyni nie wyglądała na zadowoloną. Spojrzała na rodzeństwo ciężkim, nieprzyjemnym wzrokiem. Od samego stania obok, dreszcz przechodził po plecach.
***
-Kei-nii-san wyprowadzisz go?- zapytała zła na rodzeństwo 
-J-jasne!- zaczął niepewnie chłopak- zostaw go mnie! Nie bój się stary, nikt cię nawet nie zobaczy. Mam w tym wprawę- powiedział chwytając zdezorientowanego Noyę za łokieć i prowadząc go w stronę schodów na parter. 
-T-to na razie- zdążył jeszcze rzucić w kierunku dziewczyny, a Nadiya kiwnęła głową w ramach pożegnania 
-Ej bracie Nadiyi, ona zawsze tyle gada? Odkąd się znamy nie powiedziała tyle co dziś.... 
-Zawsze gdy jest zdenerwowana to gada jak katarynka- odparł Kei sprawdzając czy ktoś salonie mógłby ich zobaczyć- Masz szczęście brachu- powiedział prostując się- Nikogo nie ma, pewnie wszyscy poszli do ogrodu. 
Chłopak poprowadził go do drzwi wyjściowych. 
-To na razie Aniele Stróżu, wpadaj do nas częściej- dodał po chwili

Od Shadow-CD Od Lily

Ćwiczyłyśmy już od dwóch godzin, ale efektów wciąż nie było widać.
- Chyba nic z tego nie będzie – stwierdziła ze smutkiem Lily.
- Ej, dziewczyno! Na pewno nam się uda! Może po prostu źle do tego podchodzimy.
- Co masz na myśli? – zapytała zdziwiona.
- Skoro chcę wywołać moc Hadesa, to powinnam strzelać z ziemii, albo wręcz z pod niej. Ponadto jestem  pomocnikiem, więc może powinnam jako pierwsza kopnąć piłkę do ciebie, a wtedy ty byś dokończyła strzał. Co o tym myślisz?
- To nie głupie – przyznała.
- I to rozumiem – odpowiedziałam z uśmiechem. – A teraz do domu!
- Co? Teraz!? – wykrzyknęła Lily ze zdumieniem. – Powinnyśmy to przetestować.
- I przetestujemy. Ale jutro – dopowiedziałam. – Dzisiaj jesteśmy już zmęczone, a ja muszę pomyśleć jak wydobyć moc Hadesa – odparłam zakłopotana.
- Co!? Nie wiesz jak masz go przyzwać!? – popatrzyła na mnie szeroko otwartymi oczyma.
- Ej, no. Zwykle to samo wychodzi, ale muszę nad tym trochę pomyśleć.
- Ok, niech będzie – odpowiedziała przewracając oczami.
- To co, umawiamy się jutro po treningu?
- A uda ci się do tego czasu przekonać Hadesa by ci pomógł?
- No jasne – odparłam z uśmiechem.
- W takim razie nie ma sprawy – również się do mnie uśmiechnęła.
Zabrałyśmy rzeczy, po czym pokierowałyśmy się do naszych domów. Rozdzieliłyśmy się na jednym z licznych skrzyżowań. Pomachałam Lily na pożegnanie ręką, po czym pobiegłam do domu. Nie to, żeby mi się spieszyło. W życiu! Po prostu lubiłam utrzymywać formę.
W końcu dobiegłam do mieszkania i szybko wpadłam do środka. Ojca jeszcze nie było. Domyśliłam się, że zapewne jest w pracy. W ekspresowym tempie wpadłam do pokoju i się rozpakowałam, po czym zaczęłam odrabiać lekcje. Nie mogłam się na tym jednak skupić. Wciąż myślałam o tym, jak mam przywołać moc Hadesa. Westchnęłam. No trudno. Jak widać muszę poćwiczyć. Przebrałam się w strój gimnastyczny i zaczęłam się rozciągać, myśląc przy tym o technice.
Właśnie utrzymywałam się na rękach przenosząc nogi tuż nad ziemią, gdy nagle wpadłam na pewien pomysł. Szybko przerwałam gimnastykę i chwyciwszy piłkę wybiegłam na dwór.  Stanęłam przed płotem w piłką pod nogami i skupiłam się. Wyskoczyłam w powietrze, po czym wylądowałam na rękach na ziemi, z nogami z tyłu. Przeciągnęłam je pod klatką piersiową zahaczając przy okazji o ziemię i kopnęłam piłkę, która poszybowała z niewiarygodną mocą w kierunku ogrodzenia. Poczułam jak przez moje ciało przechodzi potężna energia. Wiedziałam jednak, że nie będzie ona pełna bez mocy Lily.
Postanowiłam, że następnego dnia pokarze jej co wymyśliłam. Co prawda miałam w tej chwili mały problem z celnością, ale po dłuższym treningu było już dużo lepiej. Ręce mi lekko opuchły i czułam w nich przeszywający ból. Byłam jednak z siebie dumna. Wiedziałam już co należy zrobić i miałam nadzieję, że już niedługo uda nam się opanować tą nową technikę.



Lily?

Info

Teraz trzeba rozstrzygnąć konkurs na strój drużyny. Niech więc każdy napisze (email, komentarz), kogo dzieło najbardziej mu się podoba. Oddzielnie mundurki i oddzielnie stroje. Wydaje mi się, że tak będzie najlepiej. Na głosy czekam do 3 stycznia, jeżeli do tego czasu wszyscy nie zagłosują to trudno, a jeżeli wyrobimy się wcześniej, to będzie dobrze.

Druga rzecz: wysyłałam do was pewne pytania, bo chciałam znać waszą opinię. Nikt jednak nie odpowiedział na pytanie 1 tak jak chciałam. Dotyczyło one avatarów. Nie odpowiedzieliście mi, czy chcecie 45, czy 60 dni.
Kwestia 2 pytania zostanie wykorzystana za jakiś czas. Teraz i tak dużo się dzieje, więc zrobimy to, jak się wszystko uspokoi.
Punkty zostaną wprowadzone w najbliższym czasie. Można za nie będzie np. ulepszać sobie techniki hissatsu, ale jeszcze oczywiście zobaczymy, jak to będzie.
Pierwszy mecz opiszę sama, chyba, że ktoś jest chętny do pomocy, a potem kogoś wyznaczymy.


I ostatnia rzecz: przypomnienia:

Kemari:
-poziomy technik dla Alex, techniki i poziomy dla Lucy,

Deba:
-poziomy technik dla Blue i Shade'a,





Od Alex-CD Od Blue

-Niech ja się dowiem kto za tym stoj a mu nogi powyrywam.
-Czyli tak?-spytał Reg.
-Tak. Ale dlaczego do ciebie dzwoniła? A no tak jaka ja tempota. To wiecie gdzie ona jest?
-Shade wie.-powiedział Regg wskazując na kolege.
-Shade zdajemy się na ciebie.-dodałam po czym wraz z Regiem ruszyliśmy za nim na poddasze. Przeszukiwaliśmy tak wszystkie pomieszczenia ale nic. Nagle z jednego z nich które niebyło sprawdzane wyszedł mój brat. W ostatniej chwili Shade pociągnoł mój nadgarstek ciągnąc mnie do jednego z nich. Przymknoł dzwi i obserwował czy sobie poszedł.
-Praktykant chemika?-spytał zdziwiony chłopak.
-On celowo podpalił sale od chemii.-szepnełam. Poszedł sobie. Po tym wyszliśmy z ukrycia. Sprubowałam otworzyć dzwi do pomieszczenia ale się niedało. Nagle wpadłam na idealny pomysł.
-Odsuńcie się.-powiedziałam ztanowczo.
-Chcesz robić za taran?-spytał Regg.
-Ta raczej ty.-powiedziałam po czym zaczełam biec przed siebie. Po tym jak byłam bardzo blisko dzwi skoczyłam w powietrze i stopą oderzyłam w dzwi które się otworzyły.
-Niewiedziałem że tak potrafisz.
-Jeszcze wiele o mnie niewiecie.-weszłam do środka. Tam była Blue , miała związane nogi i ręce. Na do datek jeszcze miała knebel w ustach. Odrazu z chłopakami wziełam się za rozwiązywanie węzłów. Szybko wyjełam knebel.
-Shade,Reg,Alex. Musimy tąd uciekać. To półapka.-powiedziała po czym szybko wzieła torbe i wszyscy uciekliśmy z tego miejsca. Po tem jak najszybciej udałam się na lekcje które szybko zleciały. Trening jak zwykle był udany. Ale niewiadomo dlaczego Lucy ostatnio wogule niegra. Jak co to tylko poda. Coś musiała uknuć. Ale co?
Blue?

Małe ogłoszenie

Dzisiaj zaczniemy głosowanie na konkurs strojów. Prace nadesłali:
-Izumi.
-Akemi,
-Mizu,
-Kemari,
-Starunna,
-Deba.

Niestety tylko trzy z nich są całkiem kompletne. Nie przejmujcie się tym. Myślę, że stój i mundurek możemy wybierać osobno, a kiedy wygra ktoś, kto ma niekompletny zestaw, będzie musiał dorobić :)
Jest jeszcze możliwość dorobienia.

Od Blue

Następnego ranka, obudziłam się bardzo wcześnie. No nic, będę jedną z pierwszych w szkole! Wstałam prawą nogą, zapominając o sytuacjii w jakiej się znajduję. Moja twarz zderzyła się z nimną jak lód podłogą. Opierając się o krzesło, wstałam. Szybko wzięłam kule i podpierając się na nich, Poszłam do łazienki. Ubrałam się w podkolanówki, które jak zwykle naciągałam za kolano. Wyszłam z domu, i zadzwoniłam do Alex.
-O, hej!- Powiedziała zaspana.
-Muszę Ci coś powiedzieć...- Zaczęłam. Nagle za sobą usłyszałam szelest. Obróciłam się, jednak nie dostrzegłam niczego dziwnego.
-Jesteś czy nie?- Spytała Alex, przez telefon. W tym momęcie, ktoś pociągnął mnie za prawą nogę. Mój wrzask rozdarł powietrze.
-Blue?- Spytała Alex.
-Pomocy!!!- Tu znów wrzasnęłam. Po kilku sekundach, gdy zabrakło mi tchu, próbowałam się wyrywać, ale to nic nie dało. Ktoś tylko uderzył mnie w głowę. Po tym ataku, zemdlałam.
Obudziłam się w ciemnym pokoju. Sięgnęłam po komórkę, poczym zadzwoniłam do Alex. Nie odbierała. No tak, zaczęły się już lekcje. Nagle wpadłam na pomysł. Kliknęłam kontakt na samym dole, po czym czekałam na cud.

W tym samym czasie Shade siedział na Geografii, i suchał wspaniałego wykładu nauczyciela. Nagle zadzwonił jego telefon. Nauczyciel spojrzał na niego wrogo.
-Prosze pana, to moja mama. Przypuszczam, że wznieciła pożar, jak miesiąc temu. Jest trochę chora...
-Dobrze, byle szybko!- Powiedział. Regg zrozumiał, że chodzi tu raczej o coś innego, więc spytał nauczyciela:
-Proszę pana, mogę iść do toalety?
-Tak Andrews... Albo Jones...Czy jak tam masz na imie chłopcze.-Regg również wybiegł z torbą. Na korytażu napotkał Shade’a. Wyglądał na zaniepokojonego.
-Słyszysz mnie, Blue?- Spytał szeptem. Regg dobiegł do niego w jednej chwili. Shade go zobatrzył, i przełączył na głośnomówiący tryb.
-Zamknęli mnie w jakimś pomiestrzeniu. Małe, zakratowane okno, na samej górze. To chyba poddasze.
-Chyba wiem gdzie jesteś.-Powiedział Shade.
-Ocalimy cię!-Wrzasnął Regg.
-Regg?Też tu jesteś? To jest niebezpieczne, nie narażaj się
-Skoro idzie ta przybłęda, to i ja!
-Ktoś idzie, muszę kończyć!- W tym momęcie się rozłączyłam.
-To co teraz?-Spytał zrezygnowany Regg.
-Im nas więcej tym lepiej. Czy Blue ma jeszcze przyjaciół.
-No... powiedzmy, że Alex i Ariana. Wiem gdzie mają lekcje.-Powiedział Regg, po czym pobiegł na parter. Staneli przed klasą do matematyki.
-Podziękują nam za to...-Powiedział Shade.-Wybawiamy je z lekcji matmy.- Zapukali do drzwi, poczym weszli do środka. Regg już chciał coś powiedzić, ale w pore Shade wkroczył do akcjii.
- Alex jest proszona do derektora.-Powiedział spokojnie. Alex wstała i opuściła pokój.
-O co chodzi?-Spytała.

-Blue jest w niebezpieczeństwie. Pomożesz?
Alex?

Podsumowanie grudnia

Co się zdarzyło:
-założyłam bloga,
-dołączyło 9 osób (Lily, Nadiya, Noya, Lucy, Blue, Shade, Shadow, Alex i Minori),
-ogłosiłam konkurs na strój drużyny,
-rozstrzygnęliśmy ankietę na temat avatarów i dusz,
-napisaliśmy 47 opowiadań (średnio około 5 na osobę).


Opowiadania:
I miejsce Noya, Lily i Blue |8|
II miejsce Arcady |7|
III miejsce Nadiya |5|
IV miejsce Shadow i Alex |4|
V miejsce  Lucy |3|
VI miejsce Shade i Minori |1|


czyli inaczej:

I miejsce Deba |9|
II miejsce Starunna i Akemi |8|
III miejsce Izumi |7|
IV miejsce Kemari i Mizu |6|
V miejsce Tigra |4|

PS. W grudzień wliczam także dni 29-31 listopad :)

Od Arcady'ego-Przeciwnicy (opowiadanie specjalne)

Lekcje skończyły się już i miałem iść na trening, kiedy zatrzymał mnie jeden z nauczycieli.
-Smith!
Zatrzymałem się i wlepiłem w niego pytający wzrok.
-Tak?
-Chodź, coś ci powiem.
Poszedłem za nim, nie mając pojęcia, o co może mu chodzić. Zaprowadził mnie do swojego gabinetu.
-Za tydzień będziecie mieć mecz-powiedział niemalże od razu.
-Z kim?-zapytałem.
-Z Gimnazjum Eniguma*. Możliwe, że ich znasz. 
-Tak, słyszałem o nich-przytaknąłem.
-Nie są jednymi z najlepszych, ale grają dość dobrze. Mam nadzieję, że sobie poradzicie.
-Dobrze-powiedziałem i wstałem.
-Możesz już iść-potwierdził.
Wyszedłem z gabinetu i zaraz rzuciłem się biegiem, bo byłem już spóźniony z 15 minut. Wpadłem do szatni dysząc ciężko. Tak jak myślałem, nikogo tu już nie było. Rzuciłem torbę w kąt i szybko się przebrałem. Wleciałem na boisko jak burza. Reszta drużyny przerwała trening.
-Spóźniłeś się!-zganiła mnie Lily.
-Gramy...mecz....za...tydzień...-wydyszałem.
-Co?-spytał ktoś.
-Czy to takie dziwne? Mamy już przecież 11-stkę!-wtrąciła Shadow.
-No-przytaknął Noya.
-A z kim?-zapytała Blue.
-Z Eniguma-powiedziałem, prostując się.
-Z nimi? O nie!-oburzyła się Ariana.
-Znasz ich?-zapytała Lucy.
-To palanty-wytłumaczyła.-Grają średnio, ale idioci! Graliśmy z nimi w tamtym roku.
Wyglądała na dość mocno zdenerwowaną.
-Spokojnie, przecież sobie poradzimy. Nie?
Większość przytaknęła i po chwili kontynuowaliśmy trening. Postanowiliśmy podzielić się na dwie grupy i zagrać w bitwę piłkarską, gdyż było to najmądrzejsze wyjście, jeżeli chodzi o praktyczne przygotowanie do meczu. W pierwszej drużynie Noya był bramkarzem, Blue jako obrońca, Shade i Alex jako pomocnicy i Lucy jako napastnik. W drugiej drużynie bramkarzem była Shadow, obrońcą Nadiya, pomocnikami ja i Ariana, a napastnikiem Lily. Zaczynała Lucy w drużynie pierwszej. Podała Alex i razem z Shade'em ruszyli do ataku. Alex wymierzyła do Shade'a, ale Lily przerwała podanie i przejęła piłkę. Podała mi. Ominęliśmy Nadiyę. Użyłem Obrotowego Strzału, ale Noya zatrzymał to Toczącym Grzmotem. Podał Blue, a ona przekazała piłkę Arianie. Szybko wróciliśmy na swoją połowę, gdzie już zdążyli się dostać. W bitwie piłkarskiej jest łatwiej i trudniej jednocześnie. Łatwiej, bo trzeba przejść tylko 4 osoby, a nie 10, ale trudniej, bo to działa też w drugą stronę. Zatrzymaliśmy przeciwników, ale po chwili to oni zatrzymali nas... Przez kilka dobrych minut nie mogliśmy wydostać się z pobliża linii środkowej boiska, w końcu Lucy, Shade i Alex przedarli się przez nas  i Lucy strzeliła Ognistym Płomieniem. Shadow użyła Anielskiej Bramy do obrony i po chwili mocno trzymała piłkę. Dostała ją Ariana. Mimo drobnych trudności przedostaliśmy się do bramki przeciwników i Lily strzeliła Noyi Diamentowym Strzałem. 
Ostatecznym wynikiem był remis 1-1. Był to bardzo udany trening, choć równie męczący. Odpoczęliśmy, przebraliśmy się i rozeszliśmy się do domów. 

***

Wracałem do domu z Lily. W sumie byliśmy jeszcze nie daleko szkoły, więc niektórzy szli w tym samym kierunku, co my. Zauważyłem Blue, Alex i Arianę, które o czymś dyskutowały i kilka innych osób. Z rozmyślania wyrwała mnie Lily, która najwyraźniej właśnie zorientowała się, że wcale jej nie słucham.
-Ej! Arcady!-krzyknęła mi prosto do ucha.
Odskoczyłem gwałtownie i przewróciłem się na chodnik.
-Może byś mnie posłuchał, co?-zezłościła się.
-Daj spokój, zamyśliłem się!-zacząłem się bronić. Usłyszałem masowy śmiech.-No co?-odwróciłem się w stronę. 
Wstałem i szliśmy dalej. Rozmawiałem z Lily o meczu. Potem nie wiadomo skąd pojawiła się Shadow i razem z Lily zaczęły rozmawiać o jakiejś nowej technice hissatsu. Przewróciłem oczami, ale nic już nie mówiłem. Nagle jak z podziemi wyrosło przed nami kilku chłopaków.
-Jesteśmy z drużyny Eniguma-powiedział jeden białowłosy.-To wy macie być naszymi przeciwnikami? Żałosne.
Już chciałem się odgryźć, ale Lily złapała mnie za rękę, mimo, że również wyglądała na niezadowoloną.
-Słyszałem, że w ich drużynie są same dziewczyny-powiedział inny z ciemnymi włosami.
-Żeby tylko nie ryczały, jak ich pokonamy-zaśmiał się jeszcze inny i wszyscy mu zawtórowali. 
W oczach dziewczyn (szczególnie Lily) zobaczyłem niebezpieczne ogniki.
-Żebyście to wy nie ryczeli!-nie wytrzymała Shadow.
Właśnie kilka osób nas dogoniło, ale widząc ich, zatrzymali się w odległości kilkunastu metrów.
-To nie będzie nawet warte grania-ciągnął dalej białowłosy.
-W takim razie pokażcie, czy naprawdę jesteście tacy dobrzy!-tym razem sam nie wytrzymałem.
-Ja wcale nie mówię, że jesteśmy dobrzy-powiedział białowłosy ze złośliwym uśmieszkiem.-Chodzi mi o to, że to WY jesteście słabi.
Uśmiechnął się zaczepnie.
-Ale niech wam będzie. Skoro proponujecie, nie wypada odmówić.
Poszliśmy na najbliższe boisko. Widać było, że przewidzieli, że ich wyzwiemy, bo było ich dokładnie sześciu. Byli w swoich strojach, tak jak my. To potwierdzało moje stwierdzenie. My mieliśmy na sobie stroje, gdyż nie chciało nam się przebierać i założyliśmy na nie bluzy i spodnie. Było nas 6: ja, Lily, Lucy, Nadiya, Blue i Noya. Lily była napastnikiem, ja i Lucy pomocnikami, Nadiya i Blue obrońcami, a Noya bramkarzem. Lily zaczynała. Podała mi, a ja Lucy. Szybko straciliśmy jednak piłkę. Białowłosy napastnik przedarł się przez nas, ale w ostatniej chwili zatrzymała go Nadiya. Pobiegła kawałek naprzód i oddała piłkę Lily. Ona udała, że podaje mi, ale sama przeszła bokiem razem z nią. Takim sposobem oszukała ich. Z pomocą Lucy przeszła obrońcę, a potem strzeliła Diamentowym Strzałem. Bramkarz użył techniki hissatsu i jednak zatrzymał go. Uśmiechnął się złośliwie. Rzucił piłkę jednemu z pomocników. Odebrałem ją i podałem Lily. Ponownie zmierzała w stronę bramki. Na drodze stanął jej obrońca. Chciała podać do Lucy, ale była kryta przez jednego z pomocników. Ja byłem za daleko i ktoś mógłby przejąć podanie. Pobiegła więc dalej, ale nagle drugi pomocnik wyskoczył z boku, popchnął obrońcę i pobiegł dalej. Obrońca przewrócił się, zagradzając Lily drogę. Biegła zbyt szybko, żeby go ominąć, więc skoczyła, ale chłopak podniósł nogi do góry i upadła na ziemię. Piłka potoczyła się bezwładnie po trawie. Przejął ją tamten, który wcześniej popchnął kolegę.
-Oni to zaplanowali-mruknąłem do Lucy.-Nic ci nie jest?-zapytałem Lily.
-W porządku-powiedziała, podnosząc się. Szybko wstała i popędziła w stronę piłki, więc chyba nic się jej nie stało. Tymczasem, kiedy my ociągaliśmy się tak, tamten zdążył już znaleźć się na naszej połowie. Właśnie mijał Nadiyę. Odwrócił się nieco. Na pierwszy rzut oka wyglądało to tak, jakby po prostu chciał utrudnić dziewczynie dojście do piłki, ale po chwili z całej siły uderzył ją ramieniem. Nie spodziewając się tego, zatoczyła się i cofnęła, ale nie upadła. On zdążył już jednak odbiec spory kawałek i przymierzał się do strzału. Użył jakiegoś hissatsu, ale Noya zatrzymał go. Potem nie było lepiej. Bombardowali nas atakami i wszyscy byliśmy już wykończeni. W pewnym momencie białowłosy użył Kłów Pantery. Tym razem Noya przepuścił piłkę. Tak jak my był zmęczony bronieniem.
-Chyba wystarczy-powiedział bramkarz.-Chodźcie już.
Wszyscy widocznie podzielali jego zdanie, bo udali się w swoje strony. Przez chwilę staliśmy w miejscu, ale potem poszliśmy w stronę, w którą wcześniej zamierzaliśmy iść.
-Nie wiem, czy to dobrze, że z nimi graliśmy-powiedziałem.
-Czemu?-zapytał Noya.
-Widzieli naszą grę-wtrąciła Blue.
-To nie miało większego sensu-potwierdziła Lily.
-Ale byli nie najgorsi-powiedziałem.
-No-mruknęła skwaszona Lucy.
-I równie wredni-mruknął Noya.
-Zobaczymy jak będzie-westchnąłem.
-A tobie co tak ciężko?-zapytała Lily.
-Nic-odpowiedziałem.

Ktoś może dokończyć.
Udział w bitwie piłkarskiej brali:
Arcady, Lily, Lucy, Nadiya, Blue i Noya.



*japońskie tłumaczenie angielskiego słowa "enigma", które oznacza coś, kogoś zagadkowego, tajemniczego

I jest to pierwsze opko w tym roku ;)

Nowy Rok!!

Jak spędzacie sylwestra? Może w domu z rodziną? Może z przyjaciółmi? A może macie jakiś bankiecik (coście nas nie zaprosili!?)?



Tak czy inaczej mam nadzieję, że dobrze się bawicie. :D
Mamy już 2015, więc poniekąd blog ma już rok, choć tak naprawdę tylko miesiąc. Więc w tym nowym roku życzę wam wszystkiego dobrego, żebyście nie stracili weny i pisali opowiadania ;), pysznego jedzenia sylwestrowego, żebyście byli zdrowi i szczęśliwi.




Mam nadzieję, że na sylwestrze, macie równie pyszne jedzonko...



...dobrze bawicie się na imprezie z rodziną i przyjaciółmi...



...nie mieliście problemów przy ubieraniu.







W Nowym Roku proszę ulepić bałwany tak piękne jak Jack i Willy ;)



Jeżeli znajdziecie czas zróbcie wojnę na śnieżki i wymyślcie jakieś hissatsu ;)



Bo nie wiem, jak u was, ale u mnie śniegu trochę jest.



Mam nadzieję, że post wam się podoba, ponieważ razem z Debą spędziłyśmy nad nim około 2 godziny, gdyż znalezienie odcinków, w których było różne świętowanie i imprezy w inazumie i zrobienie screena w odpowiednim momencie jest dość mozolne. ;)