piątek, 26 grudnia 2014

Od Blue

Dzisiaj do naszej klasy doszedł jakiś nowy. No ale otrzywiście z uwagi na to, że nasza klasa ma tylko 2 biurka i trzech stałych uczniów, nowy musiał usiąść koło mnie.To było takie nieprzewidywalne... Regg złośliwie puścił mi oko na co ja odpowiedziałam atakiem papierowych kulek. Tumiąc śmiech, kiedy jedna kulka udodziła Regg’a w sam  środek nosa, schowałam się pod stół, gdzie  nie obserwowana przez nikogo, doszłam do siebie. Kiedy uniosłam głowę on już zasiadł na miejscu obok mnie. Jakoże pierwszą lekcją była historia, byłam zmuszona wyciągnąć ołówek i szkicować, kiedy nauczyciel pisał coś na tablicy. Akurat dzisiaj uczyliśmy się o Monarchii parlamentarnej w anglii. Wielce ujmujący wykład został haniebnie zbeszczeszczony, poprzez wizytę młodego praktykanta, który miał notować jak ten nęcący przedmiot jest nauczany w naszej szkole. Jednak praktykant przyniósł ze sobą jakąś, wyraźnie wstrząsającą dla starego historyka, wiadomość. Po jej usłyszeniu, historyk opuścił pokój, pozostanawiając lekkomyślnie władzę nad hulającym wichrem ( naszą klasą), młodemu praktykantowi. Nie posiadając umiejętności ponowania nad klasą, praktykant usiadł w kącie, przyglądając się rozwrzeszczanej bandzie 15-latków. Nagle poczułam znajomę kłucie w żołądku. Przypomniał mi się ON. Moja przeszłość... Widocznie zostałam zauważona przez Regg’a, który pacząco na mnie spojrzał, jakby oczekiwał wyjaśnień. Tak to jest kiedy przed twoim biurkiem siedzi kuzyn szatana. Zmierzyłam go badawczym spojrzeniem, po czym poprosiłam go by szanownie obrócił swoją bezużyteczną i przetuszczoną głowę w stronę tablicy. Ale on zauwarzył, że próbuję się go pozbyć, i jak gdyby czytał we mnie  jak w książce, spytał z udawaną troskliwością:
- Dolegliwości brzuszka, moja droga?
- Jestem trochę głodna.- Odparłam obojętnie.
- Nie kłam, przecież widziałem jak pochłaniałaś coś przed lekcją.- Byłam bezsilna. Spuściłam wzrok, na znak by mnie zostawił.
-Może powinnaś iść do lekarza, ostatnio jakoś wymizerniałaś.- Powiedział.
-No ale ty się chyba boisz lekaża, co?- kontynuował. Nagle nowy podniósł głowę i przemówił w prost do Regg’a.
-Czy gnębienie innych sprawia ci radość, czy tylko próbujesz być zauwarzony przez lepszych?- A mówił to z taką lekkością jakby w ogóle nie miał żadnych uczuć. Odbiorca spojrzał krytycznie na nowego i na mnie, a potem tumiąc złość przemówił:
-Dobrana z was para. Smarkata dziewczynka i chłoptaś, mocny jedynie w gębie.- Jednak nowy uśmiechnął się do niego przymilnie.
-A co, zazdrościsz?- Regg był wyraźniej poirytowany. Nareszcie lekcja dobiegła końca. Reszta lekcji minęła stosunkowo szybko, a ja musiałam skombinować jak opuścić mój trening. Wybiegłam z klasy przed wszystkimi, po czym popędziłam do wyjścia. Jednak nieszczęście sprawiło, że wpadłam na Arcady’ego.
-Hej, idziemy razem na trening?- Spytał.
- Ja... Przepraszam, ale dzisiaj nie mogę. Mam wizyte u lekarza.- Łgałam jak z nut.

- Ach... No jasne, to do jutra. – Powiedział trochę niepewnie. Przytaknęłam, po czym po przekroczeniu szkolnej bramy, zaczęłam biec do ‘’domu’’. 

czwartek, 25 grudnia 2014

Nowy członek!

Wygląd: Biaława skóra i doskonale kontrastujące czarne włosy. Wysoki i szczupły.
Imię: Shade
Nazwisko: Daley
Wiek: 15
Pozycja: Pomocnik
Numer: 6
Techniki hissatsu: Czarna Mgła(przechwyt), Rozdwojona osobowość (unik).
Charakter: Cichy, szlachetny, tajemniczy, skryty
Kieruje: debbie.20026@gmail.com Deba



Od Blue

Za karzdym razem, gdy wchodziłam do gabinetu pana, czułam dreszcze.Tym razem nie było inaczej. Stałam twarzą w twarz z panem, a jego spojrzenie świdrowało mnie na wylot.
-Dlaczego nie jesteś mi posłuszna?- Spytał wstrętnym i zimnym głosem.
-Nie wiem o czym mówisz panie.- Ukłoniłam się przymilnie.
-Grałaś w piłkę, i to nie dla mojej korzyści!- Wrzasnął tak, że jego wytworny lokaj aż podskoczył. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czekałam na cud, milcząc. Jednak cud się nie zdażył, a mój pan zdążył wymyśleć mi na tyle dotkliwą karę, że miałam ochotę odwrócić się i uciec od niego. Ale on by mnie znalazł, a potem... Nawet nie chcę o tym myśleć. Ale w końcu moje przemyślenia przerwał po raz kolejny raz, głos mojego pana.
-Jeśli jeszcze raz to zrobisz, to skończysz jak twój brat.- Dreszcze rozeszły się po całym ciele, pozostawiając mnie sparaliżowaną. Potem pan pozwolił mi wrócić do pokoju. Szłam spokojnym krokiem, ale gdy minęłam kilka korytarzy, zaczęłam biec, ocierając łzy, ociekające po moich polikach. Gdy wbiegłam do pokoju żuciłam się na łóżko, myśląc o tym jak odejść z klubu, który znaczył dla mnie wszystko.  Jednak gorszą rzeczą będzie rzucenie piłki nożnej. O tym nie byłam w stanie myśleć. Nagle zakuło mnie straszliwie w żołądku, tak samo jak wtedy gdy razem leżeliśmy wplątani w drut kolczasty.  Zgięłam się w pół i wydała z siebie cichy jęk. Po chwili ból zniknął,  a ja otworzyłam okno by nabrać trochę świerzego powietrza. A wtedy zobatrzyłam jak ktoś obserwował moje okno. Chyba był w moim wieku. Był dość szczupły i nawet wysoki. Tylko tyle zdołałam zobatrzyć, bo nagle chłopak wycofał się w krzaki. Odeszłam od okna, po czym poczęłam zastanawiać się jak mogę unikać Arcady’ego i reszty zespołu. A nie jest łatwym zajęciem unikać osób z którymi codziennie się się spotykam, choćby nawet na korytarzach TEJ SAMEJ szkoły.

wtorek, 23 grudnia 2014

Od Noyi-CD Od Nadiyi

Ciągle stałem odwrócony tyłem do siatkarzy. Nadiya odchodziła od miejsca kłótni. Nie mogłem powstrzymać wściekłości, kiedy blondyn podbiegł do niej i szarpnął ją za ramię. 
- Przestań, Tsukki! - warknął jeden z siatkarzy
- Ja chciałbym się z nią bliżej poznać... - mruknął i zmierzył ją ohydnym spojrzeniem.
-...Jeśli...w tej chwili...jej nie puścisz...pożałujesz... - nie mogłem opanować głosu - Natychmiast!!!
Odwróciłem się w stronę blondyna. 
- Najpierw tchórzysz, a teraz pokazujesz swoją odwagę? - blondyn puścił Nadiyę i spojrzał na mnie.
Gdy myślałem, że stracę panowanie nad sobą, usłyszałem głos, który rozpoznam wszędzie:
- Uspokójcie się obaj! Tsukki, wynoś się! Idziemy!
Chłopak posłusznie odszedł za grupą siatkarzy.
- Jeszcze się policzymy - syknął do mnie - i lepiej niech ta dziewczyna się pilnuje!
Zacisnąłem zęby do tego stopnia, że poczułem przeszywający ból w dolnej szczęce. 
- Dziękuję - powiedziałem w kierunku dziewczyny - Dziękuję i przepraszam. Do zobaczenia...
Odeszłem. Włożyłem ręce do kieszeni bluzy i wbiłem wzrok w ziemię. Nie martwię się o siebie. Wiem, na co stać drużynę siatkarską, mogę się spodziewać... ale boję się o Nadiyę... 
Nagle zdałem sobie sprawę o czym myślę. Otrząsnąłem się tak gwałtownie, że przechodząca obok mnie starsza pani zmierzyła mnie podejrzanym spojrzeniem i odeszła. 
Muszę ją uprzedzić przed tymi typami. Ale nie dzisiaj. Nie chcę być namolny...
****
Następnego dnia, po skole odbywał się trening, zresztą jak co dzień. Poczułem, że każdy z drużyny patrzy na mnie z niepokojem. Nagle mnie oświeciło. Przywołałem na usta ogromny uśmiech i krzyknąłem:
- Na co czekacie? Gramy!
Na niektórych twarzach zobaczyłem ulgę, jednak podszedł do mnie Arcady.
- Noya, wszystko w porządku? - zapytał - Jesteś ostatnio... inny... Masz jakiś problem?
Reszta drużyny spojrzała ku nam.
Powiedzieć mu? O mojej przeszłości? ...nie... Na pewno nie teraz... Muszę ostrzec Nadiyę i dalej jakoś pójdzie... chyba...
- Nie, no co ty? - klepnąłeg go po przyjacielsku po ramieniu, chyba trochę za mocno - Grajmy, co? Dalej!
Od tego momentu byłem ciągle uśmiechnięty. 
Po treningu postanowiłem porozmawiać z Nadiyą.
- Cześć, przepraszam znowu, ale... chciałbym cię ostrzec przed tymi typami, no wiesz, tymi wielkimi siatkarzami. Nie chcę, żeby to brzmiało jakoś dziwnie, ale chyba już za późno... - uśmiechnąłem się - Po prostu uważaj.
Miałem wrażenie, jakby chciała jeszcze o coś spytać, ale przytaknęła i odeszliśmy w swoje strony...

Od Lily-CD Od Arcady'ego

-Chodź ze mną pograć!-powiedziałam.
-Przecież był już trening-opierał się.
-Ale ja chcę!-powiedziałam i pociągnęłam go z powrotem w stronę szkoły.
Wróciliśmy na boisko, przebraliśmy się w stroje, wyciągnęliśmy piłkę i poszliśmy na boisko.
-Pamiętasz naszą technikę?-zapytałam niemalże od razu.
-Jaką? Którą?
-Piorun Nike.
-Oczywiście, że pamiętam.
-Masz szczęście. Przypomnimy sobie?
-Jeśli chcesz.
Położyliśmy piłkę kilkadziesiąt metrów przed nami i pobiegliśmy w równej linii. Nagle zaczęliśmy robić gwałtowne uskoki w bok, w skutek czego zamienialiśmy się miejscami.
-Błyskawica Nike.
Po chwili nie wiadomo skąd pojawiła się błyskawica, która ugodziła w piłkę i przysłała ją do mnie. Gdyby piłkę ktoś miał, zostałby zmieciony z drogi przez błyskawicę, ale nikogo nie było, a piłka leżała sobie bezwładnie. Zatrzymaliśmy się i przybiliśmy sobie piątkę.
-To co teraz? Nie opłacało by się wracać tylko dla tego-powiedziałam. Arcady'emu "ręce opadły".
-Nie wiem-powiedział.

Ktoś może dokończyć, jeżeli pragnie ;)



-Lily i Arcady-Nowa technika "Błyskawica Nike" (drybling-przechwyt)

P.S Nike to bóg zwycięstwa

Od Blue- CD Od Arcady'ego

Blue istotnie była zaskoczona szybką reakcją ze strony Arcady’ego. Potem zaczął się trening. Najpierw należało sprawdzić umiejętności nowej członkini. Chcąc zobatrzyć jak Blue obroni ich natarcie, z piłką wystartowała Lucy. Z uczestnictwem krótkiego podania, piłka trafiła do Ariany, która zręcznie ją złapała i przyspieszyła. Nagle podała do Lily.Kiedy Lily dopadła piłkę, Blue poczekała aż Lily się zbliży, a kiedy odległość wynosiła kilka metrów, uderzyła w ziemię. Efekt był taki: Jasne światła trysnęły z jej pięści, i sunąc po ziemi, pomknęły  w stronę Lily. Naglę oderwały się w górę i wybuchły. Siła wysłała Lily w powietrze, zdala od piłki, która z resztą wyleciała za pole karne. -Spoko!- Powiedział Arkady. Blue skinęła głową. 
–Masz coś jeszcze?- Spytała Lily, rościerając desepracko nogę, na którą właśnie upadła.
-No... właściwie tak. Ale ta technika nie jest defensywna.
-No to dawaj!- Zowołał entuzjastycznie ktoś z drużyny. Tym razem  z szeregu wyszedł Noya. Staną na bramce. Wtedy Blue ustawiła się bardzo daleko od bramki.
-Dłuższy dystans zwiększa potęrzność strzału.- Wyjaśniła. Następnie machnęła rękami po liini pionowej, co wytworzyło tumany pyłu, pokrywającego boisko na tyle, że nie było widać kawałka pomiędzy nią a bramkarzem. Wtedy strzeliła piłkę z całej siły, aż w ślad za nią podążyła błyskawica. Oszołomiony Noya przyjął piłkę w ostatniej sekundzie, po czym uśmiechną się, odkrywając rzędy białych zębów. Po treningu wszyscy się rozeszli, a Blue poczęła się zamartwiać co zrobi jej pan, kiedy usłyszy jak spędziła czas. Jak zwylke, postanowiła skłamać.



O dokończenie, proszę chętnych

Od Arcady'ego-CD Od Blue

-Jasne, że możesz!-sekundalnie znalazłem się przy różowowłosej. Widocznie trochę się zdziwiła. -Ja jestem Arcady Smith, kapitan. Jestem na pierwszym roku-ciągnąłem dalej.-Pierwszoroczna napastnik Lily Diamond. Drugoroczni: napastnik Lucy Carter, obrońca Nadiya Brown, pomocnik Ariana Stephson. Trzecioroczni bramkarz Nischinoya Yuu i obrońca Reg Jonhson, To wszyscy, nie?
Popatrzyłem na resztę. Przytaknęli mi.
-Jesteś obrońcą, tak?-teraz odezwała się Ariana.
Dziewczyna przytaknęła.
-Chodź, damy ci strój-powiedziała.
Wszyscy (nie wiem czemu wszyscy!) poszliśmy do pomieszczenia klubowego, żeby dać Blue strój. Tak jak poprzednim razem, kiedy dawaliśmy go Noyi, zaczęła się gadka o sprzątaniu, ale nie (wyprzedzam wasze pytania), tym razem Lily nie była zła na Rega, bo już więcej z czymś takim, jak wtedy nie wyskoczył. Bo dwóch minutach sumiennych poszukiwań wręczyliśmy dziewczynie strój z numerem 3. Poszła go przymierzyć.


Blue? :)


PS.  opowiadanie o bałaganie 

Od Blue

Przez szeroki i ciemny korytaż szła drobna osoba. Jej długie, sięgające do pasa włosy powiewały delikatnie, na równie delikatnym wietrze. W pewnym momęcie dotknęła ściany. Ukazały się przed nią drzwi, bijące zielonkawą poświatą. Przełknęła ślinę i nacisnęła stanowczo na klamkę. Usłyszała głos, dobiegający z drugiego końca ciemnego pokoju. Był on ogromnie głęboki i obijał się o puste ściany tworząc smętne echo.
- Dziś pierwszy dzień w twojej nowej szkole, czy się nie myle?
-Tak panie. – Odparła drobna osoba, zidentifikowana jako płeć żeńska.
- Masz być grzeczna, nie bez przyczyny usunęli cię z poprzedniej szkoły. Nawet nie wiesz jak bardzo się na tobie zawiodłem.- Zimny głos zadrżał z oburzenia.
-Przepraszam, panie. Kiedy widzę cię smutnego jest mi bardzo przykro.- Starała się aby jej głos nie zabrzmiał zbyt mechanicznie.
                                                  * * *
Kiedy stanęła przed szkolnym budynkiem, wzdrygnęła się. Pierwszy raz będzie uczęszczać do szkoły bez reszty dzieci, od jej pana. Ale jednak przychodzi po rozpoczęciu roku, i do tego będzie w trzeciej gimnazjum. Lekcje minęły stosunkowo szybko, ale te wrogie spojrzenia innych uczniów, raczej ją dobijały. Po lekjach, gdy miała wracać do ‘’domu’’, jednak gdy przekroczyła szkolną bramę, dopadł ją nauczyciel matematyki.
-Ty jesteś nowa prawda?- Powiedział, raczej przyjaźnie. Blue skinęła głową.
-A powiedz, masz ochotę dołączyć do matematycznego klubu, po lekcjach? W prawdzie dla niektórych uczniów to dylemat, bo w tym samym czasie, organizowany jest klub piłkarski. W Blue podskoczyła. Uwielbiała piłkę, i w prawdzie była w niej całkiem dobra. Była już kiedyś w jednym klubie, ale kiedyś na meczu, została powarznie kontuzjowana.
-Dziękuję panu!- Krzyknęła do zaskoczonego matematyka, i zawróciła. Biegła przed siebie, na szkolne boisko. Zauważyła na nim kilka sylwetek,więc jeśli był to klub piłkarski, to na pewno były jeszcze wolne miejsca. Blue wyciągnęła z torby swoją piłkę, po czym wkroczyła na boisko, z zawsze-towarzyszącym jej, niepewnym uśmiechem. Podeszła do graczy, po czym wydukała niepewnie:
-Jestem Blue Holloway, gram w obronie, czy jeste możliwość abyście mnie przyjęli?

O dokończenię proszę kogoś, kto ma na to ochotę. :)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Nowy członek!


Imię: Blue
Nazwisko: Holloway
Wiek: 15
Pozycja: Obrońca
Numer: 3
Techniki hissatsu: Pole pioruna(przejęcie)P1, Piorunująca Mgła(strzał)P1, Ściana Janus(obrona)P2.
Charakter: Przyjacielska, wyrozumiała, Trochę małomówna
Kieruje: debbie.20026@gmail.com (Deba)

Od Nadiyi-CD Od Noyi

Przez prawie całą noc Nadiya nie mogła spać. Cały czas jej myśli zaprzątał jeden problem: jak zadowolić ojca i jednocześnie pozostać w porządku co do reszty drużyny. Poza tym nie miała najmniejszej ochoty na zostanie napastnikiem czy też kapitanem, szczerze nienawidziła tych dwóch ról, które zostały jej narzucone przez ojca w podstawówce... Jakby tego było mało następny dzień też nie zapowiadał się najlepiej. Dwa sprawdzany i kartkówka...
- Nadiya!- usłyszała z głębi korytarza swoje imię, Noya podbiegł do niej
- Wiesz... Jeśli chodzi o wczoraj to...
- Muszę iść, śpieszę się - przerwała mu w połowie zdania, nie chciała wracać do tego tematu, bo co miała mu powiedzieć? "Mój ojciec to psychol, który kontroluje mnie na każdym kroku, bo chce bym została super sportowcem. Dlatego katuje mnie swoimi zabójczymi treningami i przez to nie mogę się  spóźniać do domu" Ciekawa by była jego miny.

***

Trening był udany. Nie miała jakiejkolwiek możliwości by popisać się Płonącym Mieczem, co bardzo ją usatysfakcjonowało. Przynajmniej będzie miała dobrą wymówkę dla ojca, a to już połowa sukcesu. Noya nie odezwał się do niej ani razu. To dobrze. Chociaż dziwne... On przecież gadał zawsze nakręcony jak katarynka... Czyżby ją unika? Chwila, chwila! Przecież to ona zawsze była tą odizolowaną od społeczeństwa, więc on nie ma prawa się tak zachowywać. Dość! Nie za dużo o nim myśli?
- Nadiya, poczekaj! - usłyszała krzyk, czyżby to była jakaś telepatia?! - Może nie chcesz ze mną o tym rozmawiać, ale pewnie wiesz, że chodzi mi o wczoraj...
- Po prostu śpieszyłam się do domu- powiedziała prawdę, może tylko częściową, ale jadnak..
- Wiem, że znamy się stosunkowo krótko - uśmiechnął się lekko- ale... jeśli będziesz potrzebowała pomocy...znaczy nie chodzi mi o to... tylko...no, ja... po prostu... Ech, chciałem powiedzieć, że mogę pomóc, jeśli masz jakiś problem - spuścił głowę
Skinęła głową, mimo, że na jej problemy nie ma pomocy
- To ja już ci głowy nie zawracam- uśmiechnął się ponownie i odwrócił na pięcie by stanąć twarzą w twarz z jakimiś chłopakami.
- Nishinoya Yuu! - wrzasnął najwyższy brunet - We własnej osobie!
Zapowiadają się kłopoty, pomyślała Nadiya
- Świetnie się bawisz z nową drużyną piłkarską? - warknął blondyn poprawiając okulary i uśmiechając się chamsko.
Bezczelny, mógłby podać sobie dłonie z jej ojcem.
- Wynoście się stąd! - Noya odpowiedział ostro
- A ten wypadek... kiedy to było... Ach tak! Eliminacje Strefy Footballu, dwa lata temu... Co? Już wróciłeś do pełni zdrowia?
O czym oni rozmawiają?, gorączkowo się zastanawiała i zmarszczyła brwi.
- Shinai, wystarczy! - powiedział jeden z niższych.
- A ty też stoisz po stronie Noyi?! - wrzasnął blondyn - Na początku miał pretensje do Asahi'ego, a teraz...
- Zjeżdżaj! - warknął Noya zaciskając dłonie w pięści
- A potem Turniej Siatkarski! Wtedy to nas ładnie wystawiłeś... Nasz obecny libero jest o wiele lepszy od ciebie - prychnął najniższy szatyn.
- Przestańcie! -wrzasnął ten sam niższy.
- Daichi, ja chciałem tylko powiedzieć, że jak będzie grać w piłkę nożną, żeby...
Noya odwrócił się wściekły i odszedł, a ją wyminął jakby nigdy nic.
-Nie tak prędko- syknął blondyn w okularach i rzucił piłką w stronę Noshinoyi. Miał dobry cel, tor lotu piłki kończył się idealnie na karku chłopaka, jednak piłka nie zdążyła za daleko polecieć bo dziewczyna złapała ją w locie. Nie musiała się zbytnio wysilać. To był jeden z plusów treningów z ojcem. Spojrzała na nich jednym z zimnych spojrzeń, których nauczyła się od taty. Piłkę natomiast rzuciła daleko w krzaki.
Wyglądało na to, że chłopaki dopiero teraz zdali sobie sprawę z jej obecności. No tak Noya był na tyle wysoki, że zasłonił ją bez problemu.
-Kogo my tu mamy- ponownie odezwał się blondyn i oblizał przy tym wargi, poszedł do niej i położył dłoń na jej ramieniu- Jak się nazywasz? Chętnie cię bliżej poznam...
-Żałosne- powiedziała i ruszyła w kierunku domu
-Nie skończyłem z tobą- krzyknął blondyn i chwycił ją za nadgarstek ciągnąc w swoją stronę
-Ja skończyłam- odparła spokojnie i wyrwała rękę z uścisku blondyna, zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem i ruszyła w stronę domu.
Wiedziała, że Noya coś przed nimi ukrywał i na pewno miał jakiś dziwny powód by dołączyć do klubu. Ale z drugiej strony, nie ma co się mieszać, sama ma własne problemy i nie zamierza szukać na siły nowych. W decyzji utwierdziło ją to co dziś zobaczyła, kłótnię bramkarza z siatkarzami...
Dziewczyna cicho westchnęła, jeszcze czekał na nią w domu morderczy trening. Byle przeżyć do końca dnia...

Od Noyi

Trochę zdziwiło mnie zachowanie Nadiyi. Może nie powinienem był ją tak zagadywać? Poczułem, że koniecznie chciała się mnie pozbyć. Nie wiem, jak mam to odebrać...
Następnego dnia zobaczyłem Nadiyę na korytarzu.
- Nadiya!- krzyknąłem zachryple. Zresztą, zawsze jak krzyczę to chrypnę...
Miałem wrażenie, że spotkanie mnie było ostatnią rzeczą na jaką miała ochotę. Właściwie... to to nawet nie ostatnią. W daleko nie istniejącym końcu.
Podbiegłem do niej.
- Wiesz... - dopiero teraz się zorientowałem, że nie wiem co mam powiedzieć   - Jeśli chodzi o wczoraj to...
- Muszę iść, śpieszę się - odparła i odeszła.
Albo unika mnie, albo tego tematu...
****
Po szkole odbywał się trening piłkarski. Nie rozmawiałem o wczorajszych wydarzeniach z Nadiyą. Tak będzie na pewno lepiej...
Jednak gdy wydawało się, że wszystko zakończy się normalnie, zobaczyłem grupkę postaci kierującą się w stronę boiska. Z daleka poznam ogromny wzrost dawnej drużyny - drużyny siatkarsiekj. W głębi duszy modliłem się, żeby mnie nie zauważyli, albo przynajmniej zignorowali. Odetchnęli z ulgą, gdy oddalili się na bezpieczną odległość...
****
Po treningu postanowiłem wyjaśnić sprawy z Nadiyą. Zaczepiłem ją przy wyjście ze szkoły.
- Nadiya, poczekaj! - krzyknąłem - Może nie chcesz ze mną o tym rozmawiać, ale pewnie wiesz, że chodzi mi o wczoraj...
- Po prostu śpieszyłam się do domu - odparła
- Wiem, że znamy się stosunkowo krótko - uśmiechnąłem się lekko- ale... jeśli będziesz potrzebowała pomocy...znaczy nie chodzi mi o to... tylko...no, ja... po prostu... Ech, chciałem powiedzieć, że mogę pomóc, jeśli masz jakiś problem - zpuściłem głowę, bo zabrzmiało to strasznie głupio.
Przytaknęła.
- To ja już ci głowy nie zawracam - uśmiechnąłem się lekko i odwróciłem się.
Jednak...
- Nishinoya Yuu! - wrzasnął najwyższy brunet - We własnej osobie!
- Świetnie się bawisz z nową drużyną piłkarską? - warknął blondyn poprawiając okulary i uśmiechając się bezczelnie
- Wynoście się stąd! - odpowiedziałem ostro
- A ten wypadek... kiedy to było... Ach tak! Eliminacje Strefy Footballu, dwa lata temu... Co? Już wróciłeś do pełni zdrowia?
- Shinai, wystarczy! - powiedział jeden z niższych.
- A ty też staisz po stronie Noyi?! - wrzasnął blondyn - Na początku miał pretensje do Asahi'ego, a teraz...
- Zjeżdżaj! - warknąłem, czując jak wzbiera we mnie gniew.
- A potem Turniej Siatkarski! Wtedy to nas ładnie wystawiłeś... Nasz obecny libero jest o wiele lepszy od ciebie - prychnął najniższy szatyn.
- Przestańcie! -wrzasnął ten sam niższy.
- Daichi, ja chciałem tylko powiedzieć, że jak będzie grać w piłkę nożną, żeby...
Odwróciłem się i odszedłem. Wyminąłem zaskoczoną Nadiyę i wracałem do domu dłuższą drogą...

Konkurs!

Jak zapowiadałam, robię konkurs na strój drużyny. W zakładce "Symbole drużyny" przedstawiłam swoją propozycję, mimo, że na pewno jej nie wykorzystam. Dwie osoby przesłały mi już swoje (Mizu Chan i Akemi Naomi). Ich dzieła możecie zobaczyć w podanej wcześniej zakładce.
Teraz panuje demokracja, a więc wyniki poznamy poprzez głosowanie w ankiecie.
Nagrodą będzie oczywiście wykorzystanie propozycji w blogu. Możliwe, że coś jeszcze, pomyślę.

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Arcady'ego

Było już po treningu. Wracałem do domu razem z Lily. Tak w ogóle miło jest przyjaźnić się z nią po czasie, w którym się nie spotykaliśmy. Znamy się głównie z powodu piłki nożnej: w podstawówce byliśmy razem w klubie. Tam każdy potrafił odnaleźć swoje miejsce. Lily była kapitanem. Teraz, tutaj, ja nim jestem. Nie wiem, czy sobie poradzę. Lily twierdzi, że tak, z resztą uważa, że to nic trudnego. Może dla niej, ale ja już jestem całkiem pogubiony.
-Jesteś zamyślony-powiedziała. To była prawda. Byłem całkiem nie w tym świecie.
-Aa... Nic, nic takiego-zaśmiałem się na przymus.
-Coś cię martwi?-dociekała.
To prawda, że czasem zachowywała się dziwnie, ale znała mnie dość dobrze, żeby stwierdzić, kiedy kłamię.
-No... Myślę... Obawiam się... Zastanawiam się... czy poradzę sobie jako kapitan-wydukałem, zdając sobie sprawę, że dłużej tego nie ukryję.
Ku mojemu zdziwieniu zaczęła się śmiać!
-Nie powinieneś myśleć całkowicie o tym, że musisz się dopasować do drużyny. Musisz być sobą. To oczywiste, że trzeba myśleć o drużynie, ale nie możesz zmieniać siebie na siłę. Gdybyśmy nie byli pewni, że sobie poradzisz, to nie wybralibyśmy ciebie, przecież wiesz.
Wyciągnęła piłkę z torby i zaczęła i podkopywać do góry.
-Dzięki-powiedziałem.
-O czym ty mówisz?-zapytała, zatrzymując się nagle. Wyglądała, jakby tamto mówiła przez sen.
-Załamujesz mnie, ale spoko-mruknąłem i poszedłem dalej.


Lily?  :P

Od Nadiyi-Ambicja

-Do zobaczenia!
-Do jutra!
-Na razie!
Klub piłkarski właśnie skończył trening i każdy udał się w swoją drogę.
-Hej, Nadiya idziesz w stronę Parku Północnego?- zapytał Noya, na co dziewczyna niepewnie przytknęła- To super, też idę w tę stronę- uśmiechnął się pełną buzią
Brunetka drgnęła, oczywiście nie pałała do niego niechęcią, czy czymś podobnym, jednak nie miała ochoty by ktokolwiek ze szkoły, a tym bardziej klubu wiedział gdzie mieszkała. Nie chciała by ktokolwiek dowiedział się prawdy o niej. Jeżeli szybko czegoś nie wymyśli spóźni się do domu. Szli przez pewien czas w milczeniu. Dokładnie to ona milczała a Noya cały czas coś mówił. Opowiedział jej jak to dziś rozwalił akwarium swoich rybek gdy grał w pokoju. Zbliżali się do rozwidlenia uliczki, którą szli.
-Idę w prawo, a ty?- zapytał
-Lewo
-To do zobaczenia- uśmiechnął się
Nadiya skinęła głową w ramach pożegnania. Rozdzielili się i każdy z nich udał w swoim kierunku. Noya zrobił jedynie trzy kroczki w kierunku swojego domu, gdy przypomniało mu się, że chciał się o coś spytać.
-Właśnie- zaczął skręcając w lewą ścieżkę- Nadiya...?- jednak po dziewczynie nie było ani śladu- wcięło ją...
Tymczasem brunetka stała oparta o wysoką szczelnie zamkniętą, czarną bramę i próbowała uspokoić oddech. Tak niewiele brakowało, by zobaczył gdzie skręcała. Gdyby nie biegła jak na złamanie karku już by z nią dalej rozmawiał, a wtedy spóźniłaby się jeszcze bardziej...

***

-Spóźniłaś się- powiedział mężczyzna, gdy weszła do salonu, siedział na kremowej kanapie i czytał jakiś artykuł w lokalnej gazecie rozdawanej przez dzieciaki w weekendy.
-Przepraszam
Nadiya spojrzała na ojca. Akurat w tej chwili podniósł wzrok znad gazety i próbował prześwietlić ją zimnymi szarymi oczami. Gdy zdał sobie sprawę, że nic nie wyczyta z twarzy nastolatki westchnął i złożył gazetę.
-Jak w szkole?- zapytał, a wolną ręką dał znać by usiadła na kanapie na przeciwko niego
-Dobrze.
-A klub piłkarski? Wybraliście już kapitana?
-Tak- bardzo chciała skłamać, jednak wiedziała, że ojciec poruszyłby niebo i ziemię gdyby dowiedział się, że nie powiedziała prawdy
-Kto?!- prawie krzyknął
-Pierwszoroczny chłopak, Arcady Smith.
-Dobrze wiesz, że jeżeli chcesz coś osiągnąć to musisz być najlepsza, tymczasem przegrywasz walkę o opaskę kapitana z jakimś pierwszakiem?! Zgodziłem się na to byś dołączyła do klubu dopiero w drugiej klasie. Jednak oczekiwałem od ciebie czegoś innego! Z pewnością nie chciałem byś została obrońcą- powiedział z ironią i sarkazmem- Chcesz być kimś musisz być napastnikiem, głównym napastnikiem- poprawił się- i kapitanem. Dzięki temu coś osiągniesz i zostaniesz zauważona!- westchnął i zrobił dość sporą pauzę jakby nad czymś się zastanawiał- Idź do sali potrenować, chcę zobaczyć w jakiej jesteś kondycji.
-Tak.
Nadiya już od małego była osaczona przez chore ambicje ojca. Celem było jedno, zostać numerem jeden. Nieważne jak, uczciwie czy nieuczciwie, liczył się efekt. Gdy była jeszcze w podstawówce należała to lokalnej drużyny piłkarskiej dziewcząt. Ich trenerem był właśnie jej tata, można by pomyśleć, że miała u niego specjalne względy. Jednak było zupełnie inaczej. Wiele razy była zmuszana zostawać po treningach by do znudzenia ćwiczyć, aby być perfekcyjną.
Znaleźli się na sali gimnastycznej w tyłach ich posiadłości. Tak, jego żądania odnoście kariery zaszły tak daleko, że zlecił wybudowanie sali by móc kontrolować dzieci. Wiele razy miała ochotę spalić to miejsce. To istne piekło na ziemi. A ojciec stawał się w niej jeszcze gorszym potworem. Parę razy zdarzyło mu się nawet zamęczyć ją do utraty nieprzytomności.
Mężczyzna stanął na antresoli skąd miał doskonały widok na całe pomieszczenie. Z kamienną miną wpatrywał się oczekując prezentacji umiejętności córki.
Dziewczyna wyciągnęła przed siebie rękę i stworzyła przed sobą średniej wielkości kulę ognia. Z niej zaczął wyłaniać się ogromny czerwony miecz. Wyskoczyła wysoko w górę, w tym samym momencie gdy ojciec wyrzucił piłkę w powietrze. Nadiya chwyciła miecz obiema rękoma nad swoją głową i zamachnęła się prosto na futbolówkę. Piłka wpadła prosto do siatki bramki otoczona krwistoczerwonymi płomieniami.
-Płonący miecz- powiedziała nazwę hisstasu
-Widzisz? Jak chcesz to potrafisz. Pokaż to podczas treningu, a z pewnością zostaniesz głównym napastnikiem. Rozumiesz?
-Tak.

sobota, 20 grudnia 2014

Od Noyi-CD Od Arcady'ego

Spotkałem dość niezłych ludzi. "Rozwalają" psychicznie wszystko dookoła. Przy nich nie będzie nudy - tak czuję. Cóż, będzie mi brakować starych znajomych i siatkówki... ale mam nadzieję, że gdy wróciłem to piłki nożnej, nie powtórzy się sytuacja z eliminacji... Zawsze jest ryzyko... ale nie umiem się powstrzymać. To taka piękna gra!
Tak sobie myślałem i zakładałem koszulkę bramkarską. Przed wyjściem uśmiechnąłem się do siebie.
-"Ale jeśli się powtórzy, będę walczył dalej" - pomyślałem i wróciłem do resty.
- Ta-daaam - zaśmiałem się unosząc lekko ręce - Pasuje idealnie!
- Świetnie - odparł Arcady - Może lepiej się poznamy? Wtedy będziemy lepiej się zgrywać i...
- Już przestań prawić monologi - wcięła się Lily
- Przestańcie, proszę! - powiedział Reg
Już czuję się prawie jak w poprzednim klubie...

(Chyba temat utknął w martwym punkcie... Ktoś rozwinie?)

czwartek, 18 grudnia 2014

Od Arcady'ego-CD Od Noyi

-Jesteś niezły-powiedziałem szczerze.
-A z resztą i tak nie mamy nikogo innego, więc po co pytasz?-wyrzuciła z siebie Ariana.
Westchnąłem.
-Jesteś miła, wiesz?-powiedziałem z ironią. Nie byłem jednak zły.
-Dzięki za uznanie-odparła.
-Ok, mniejsza o to-mruknąłem.-Chodź damy ci strój.
-Ok.
Poszliśmy do szkoły, do naszego klubu. Było to bardzo blisko, więc mogliśmy przerwać grę. Reg jakimś cudem znalazł strój bramkarza, gdyż w schowku panował straszny chaos.
-Ktoś musi tu posprzątać-skomentował.-To robota dla bab.
Lily natychmiastowo znalazła się przy nim i wcale nie wyglądała na taką potulną, jak jeszcze kilka minut temu.
-Sam sobie sprzątaj, jak takiś mądry!
-Niech sprząta sam-zaśmiała się Ariana, która nie obraziła się aż w tak dużym stopniu i podśmiewała się z koleżanki. Nadiya jako jedynka spokojnie przyglądała się zaistniałej sytuacji; pozostali (czyli ja i Noya) patrzyli z zaciekawieniem i rozbawieniem. Lily najwidoczniej była na niego trochę zła i obrażona. No dobra, nie trochę, ale trochę bardzo.
-Przecież on żartował...-zacząłem, ale przerwałem, bo zobaczyłem jej oczy.
-No dobra, dobra. Wystarczy ci, jak powiem, że grasz lepiej ode mnie?-zapytał, a potem dodał ciszej:-I Arcady'ego.
-Ej! Słyszałem!-wypomniałem mu.
-Ja tylko mówię, jak jest-wzruszył ramionami, najwyraźniej nie przejąwszy się zbytnio.-No sam powiedz, przecież dobrze wiesz.
-No wiem, ale gdybyś powiedział to normalnie, a nie szeptem....
--A co to za różnica. Powinieneś się cieszyć. Nie chciałem, żeby reszta usłyszała. Nie chciałem cię skompromitować, wiesz.
-Nie zmyślaj.
-Może w końcu przestaniecie się kłócić i dacie mu strój, co?-powiedziała...Lily?
-Już ci przeszło?-spytaliśmy obaj.
-A co? 
-No nic.
Podałem Noyi strój.
-Przymierz.
-Spoko.
Poszedł przymierzyć strój, a my zaczęliśmy dziwną dyskusję.
-Czasem mi się wydaje, że tylko ja tu jestem normalny-powiedziałem, choć chyba bardziej do siebie. Lily odchrząknęła. -Syropku?-zadrwiłem.
-Nie, tobie by trzeba było coś innego-zaśmiała się. Już kilka razy kiedyś tak mówiła i domyśliłem się, że chodzi jej o "tabletki na głowę", czy tam "na mózg", mniejsza z resztą.

Noya? :-}

Nowy członek!

Wyświetlanie images-264.jpeg
Imię: Lucy
Nazwisko: Carter
Wiek: 14 lat
Pozycja: napastnik
Numer: 11
Charakter: Jest bardzo energiczna i przyjazna. Zawsze dotrzumuje słowa. Zawsze broni swojich przyjaciół z zespołu. Zawodników słabszych od jej zespołu traktuje z pogardą. Chwilami jest strasznie zazdrosna.
Kieruje: emmasue385@gmail.com

Od Noyi-CD Od Lily

 Teraz ty zaprezentuj swoje hissatsu - powiedziała Lily
- Może coś jeszcze pamiętam - uśmiechnąłem się słabo patrząc w murawę
- Jak to? - dziewczyna wyglądała na zdziwioną i lekko oburzoną.
Zwróciła uwagę reszty nastolatków.
- Dawno... ich, nie używałem... - westchnąłem - Zaczynaj!
Blondynka podbiegła do piłki i kopnęła ją z dużą siłą...
Wziąłem głęboki oddech. ... Niesamowite, jak czas szybko mija. Pamiętam, gdy pierwszy raz zagrałem w piłkę, od razu ją pokochałem. Sport towarzyszył mi w każdym dniu, szczególnie piłka nożna. Wraz z kolegami grałem w amatorskim klubie... kiedy, nadarzyła się szansa. Szansa na zaprezentowanie swoich umiejętności. Mecz eliminacyjny poszedłby gładko, gdyby nie pewien wypadek... Pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj. Zacisnąłem pięści, na wspomnienie mojego błędu. ... Z myśli wyrwał mnie głos Lily i spostrzegłem piłkę która przeleciała tuż obok mojej głowy.
- Przepraszam! Możemy to powtórzyć? - zapytałem podnosząc piłkę
- Jasne... Wszystko okey? - zwróciła się do mnie Lily
- Tak, tak. Tym razem się skupię! - uśmiechnąłem się
Dziewczyna powtórzyła strzał. Poczułem palące ciepło w klatce piersiowej, które zaczęło promieniować do ramion, a z ramion do dłoni. Ponad poprzeczką bramki pojawił się ogromny, jaskrawo żółty feniks. Słyszałem świst wiatru.
-"Piłka leci prosto do mnie...." - pomyślałem, ale nagle poczułem, że w prawej dłoni poczułem pulsujący, ognistu ból - "Nie, skręci"
- Toczący Grzmot! - wykrzyknąłem
W ostatniej chwili, skoczyłem wyciągając prawą rękę. Footbolówka uderzyła w mój nadgarstek - towarzyszył przy tym potężny odgłos grzmotu i feniks zamienił się w błyskawicę- gwałtownie zgiąłem łokieć i złapałem piłkę lewą ręką.
Nie mogłem w to uwierzyć... Pamiętam to doskonale! Uśmiechnąłem się szeroko - tak sam do siebie.
- T-to było n-niesamowite - powiedział Arcady
- Świetnie...! - wykrzyknęła Lily - Teraz pokaż tę drugą!
- Jestem gotowy! - odparłem
Lily ponownie kopnęła footbolówkę. Gdy była w niedużej odległości ode mnie, wybiegłem z bramki. Otoczyło mnie jasne światło i u moich ramion pojawiły się czarne skrzydła. Wyskoczyłem i kopnąłem w powietrzu piłkę, przy której też pojawiły się czarne skrzydła.
- Ese! - wykrzyknąłem, lekko zachrypniętym głosem
Piłka z zawrotną szybkością powędrowała do Reg'a. Widziałem niepewność na jego twarzy.
- Przyjmij to! - wrzasnąłem, z jak zwykle towarzyszącą krzykom chrypą - Uwierz mi!
W ułamku sekundy wszyscy spojrzeli na mnie jak na psychopatę. Jednak chłopak przyjął piłkę na klatkę piersiową. Wiedziałem, że nic mu się nie stanie.
- Ale... Jak?! - wrzasnęła Ariana - To powinno cię zabić!
Spojrzeliśmy na czerwonowłosą.
- Ta technika nie zrobi krzywdy nikomu, komu ja nie chcę nic zrobić. Rozumiecie? - podeszłem do grupy stojącej na średku boiska.
- Czyli jeśli kogoś po prostu nienawidzisz... Może coś się stać tej osobie? - zapytał Arcady
- Dokładnie. W poprzedniej drużynie nauczył nas tego trener - powiedziałem
- "Nas"??? - zdziwiła się Lily
- Mnie i tekiego... jednego... znajomego - odparłem - I co? Co myślicie o mnie? - na twarz przywołałem normalny uśmiech

ktoś??? :D

środa, 17 grudnia 2014

Od Lily-CD Od Noyi

-No właśnie! Co tak stoicie?-zakrzyknęła Ariana.
Popatrzyliśmy na nią, jak na kogoś głupiego.
-No co?-nadąsała się, ale kilka sekund potem jakby o tym zapomniała i ze swą zwykłą radością podążyła z nami ( w sumie to przed nami) na boisko. Wyciągnęliśmy piłki. Było 6 osób i połowa je posiadała. Potem Noya ustawił się na bramce, ja do strzelania, a Ariana, Reg, Nadiya i Arcady ćwiczyli wspólnie drybling.
-Zobaczymy, jak dobry jesteś-powiedziałam zaczepnie i strzeliłam w miarę mocno. Złapał zręcznie piłkę i oddał mu ją. Po kilku takich uderzeniach, które wszystkie zatrzymał, postanowiłam użyć hissatsu.
-Fałszywy Strzał-powiedziałam niezbyt głośno, ale chyba usłyszał.
Po kopnięciu piłka "sklonowała się" i teraz chłopak był jakby bombardowany. Nie wiedział w którą stronę się rzucić. W końcu podjął próbę zatrzymania jednej z nich, ale ku jego zdziwieniu, przeleciała przez niego. Wszystkie kopie zniknęły, kiedy autentyczna piłka dotknęła siatki bramki.
-Każdy tak reaguje-podsumowałam.
-Zaskoczyłaś mnie-usprawiedliwił się.
-Ok, ja nic nie mówię-wzruszyłam ramionami i gwałtownie odchyliłam się w bok, gdyż Reg stracił kontrolę nad narzędziem gry i szarżowało ono prosto w moją twarz.
-Sorry!-zmieszał się i pobiegł po piłkę.

Noya? :)

Od Noyi

Promienie słoneczne wpadały przez otwarte okno do pokoju, oświetlając ogrom masakry. Potłuczone szkło leżało porozrzucane na podłodze, woda zdążyła już wsiąknąć w dywan i nieduża roślinależała korzeniami do góry. Gliniana doniczka roztrzaskała się na kawałki. Jedyną rzeczą, która wyszła z tego bez szwanku, to były trzy rybki. Stałem na środku pomieszczenia ze szklanką wody z pływającymi rybkami...
****
- Nie moja wina, że nie potrafię żyć bez sportu... - odparłem, trzymając w ręce piłkę do siatkówki.
- Lepiej już idź... - odparł ojciec, patrząc na pobojowisko.
Rodzice zdązyli się już przyzwyczaić do regularnej masakry. Słyszałem, że niedaleko jest boisko, więc wziąłem piłkę nożną i wyszedłem na zalaną słońcem ulicę. Po paru chwilach byłem na miejscu, jednak spotkałem tak grupkę nastolatków mniej więcej w moim wieku.
- Witaj, pewnie jesteś tu nowy, prawda? - powiedziała czerwonowłosa dziewczyna - Jestem Ariana, miło mi cię poznać! O, widzę że też jesteś piłkarzem! - spojrzała na piłkę którą trzymałem w ręce - My tutaj mamy drużynę sportową, i jeśli chcesz dołączyć... Ale przepraszam, za dużo mówię wiem... Przepraszam.
Popatrzyłem na nią tępym wzrokiem. Bardzo szybko zaczęła na powitaniu, przez przedstawienie i informacji o klubie, kończąc na przeprosinach.
- Jesteś tu nowy prawda? - rzekł brunet spoglądając na Arianę - Jestem Arcady.
- Nishinoya Yuu - uścisnęliśmy sobie dłonie - Po prostu Noya - dodałem z uśmiechem
Po chwili zapoznałem się z resztą nastolatków.
- Na jakiej pozycji grasz? - zapytała miła blondynka - Lily
- Obrona, ale również mogę grać jako bramkarz - odparłem, a reszta wymieniła dziwne spojrzenia
- Widzisz... - zaczął Arcady - Nie mamy bramkarza...
- Ja nie wiem - przerwałem mu - czy ja wam mogę pomóc... Ale może zagramy, co?