wtorek, 20 stycznia 2015

Od Alex

U mnie w domu były wielkie nudy. Pisałam z koleżanką na Facebooku ale ta mądra w połowie rozmowy przerwała bo przypomniała sobie że ma koszykówke a po tym basen. Nagle usłyszałam dobrze mi znany głos. Nuewierzyłam że to on. Mój brat przyjechał w odwiedziny. Zeszłam na dół by się z nim przywitać. Sam niewiem dlaczego. Kiedy byłam na pasterze zobaczyłam Edgarda który leży w dzwiach i był cały podrapany. Mój kot uciekał. Ruszyłam za kotką i tym samym stanełam na plecach brata. Biegłam za nią bardzo długo. Dobiegłam do wielkiego domu a moja kotka była na jego dachu i niepotrafiła zejść. Nagle z domu wyszła Lily.
-Alex co tu robisz?-spytała ace napastniczka.
-Moja kotka wsipieła się na dach i niepotrafi z niego zejść.
-W końcu sama zejdze.
-Była już taka sytuacja że utkneła na dachu mojego sąsiada. W tedy jego syn pomugł jej zejść. Było co oglądać.
-Alex niemyśl o niebieskich migdałach.-powiedziała Lily ściągając mnie na ziemie.-Pomyślmy jak ją ściągnąć z dachu.
-Mam pomysł. Ale mnie zabijesz że skocze na dach twojego domu.
-Nie. Dajesz.-po jej słowach zrobiłam kilka kroków w tył. Biegłam przed siebie po czym wykonałam kilka gwiazd i wyskoczyłam w powietrze. Wylondowałam na krawędzi dachu. Zachwiałam się w tył. Szybko wykonałam salto w tył by uniknoć upadku. Sytuacja kilka razy się powtarzała a mój kot postanowił uciąć sobie dzemke.
-Wiesz co Alex twój kot chyba się tym znudził.
-Możliwe.-powiedziałam po czym jeszcze raz to powturzyłam. Tym razem się udało. Wziełam kotke na ręce. Nagle gdy zbliżyłam się do krawędzi dachu kot gwałtownie skoczył na ziemie tym samym mnie popychając do tyłu. Leżałam na dachu. Super jak to zobaczy Mizukawa to mnie walcem rozjedze.
-Alex co tam robisz?-spytał Noya który tędy przechodził.
-Wiesz Noya to nowy rodzaj gimnastyki.
-Gimnastyka na dachu.
-Tak.
-A co ty robisz na dachu u Lily?-niestety niezdążyłam bo piłka leciała w moją strone i zwaliła mnie z dachu. Na całe szczęście wylondowałam bez żadnych akrobacji a piłka o fioletowej aurze wirowała w moich dłoniach po czym staneła. Spojrzałam na dach a tam była Cleo a raczej cybork z Red Lions który zniknoł a moja kotka pogoniła za nią. Znowu biegłam za nią jak szalona. Do domu wruciłam po dziesiątej i to wszystko przez kota.

Od Arcady'ego

Dnia dzisiejszego wracałem z treningu razem z Shade'em. Blue wróciła prosto do domu, a my postanowiliśmy się trochę powłóczyć.
-Eh, zapomniałem, że miałem wymienić żarówkę w domu...-westchnąłem.
-No to trzeba iść-Shade zdecydowanie podzielał moje niezadowolenie.
Poszliśmy więc najpierw do najbliższego sklepu z żarówkami. Po jakichś 10 minutach rozważania, jaką mam wziąć w końcu wyszliśmy. Skierowaliśmy się w stronę domu.
-Rany, jak mi się nie chce tyle chodzić!-zacząłem marudzić.
-Przed chwilą uważałeś, że możesz tak łazić przez cały dzień-stwierdził Shade.
-Ty nie rozumiesz różnicy-westchnąłem.-Lepiej łazić bez celu, niż iść  wyznaczone miejsce. Jak sobie teraz pomyślę, jaki hektar jest do mojego domu...
Shade nic nie odpowiedział i resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Kiedy po 15 minutach stanęliśmy przed moim domem, Shade rzucił coś w stylu "To przecież wcale nie hektar!". Swoim zwyczajem zignorowałem to, czego nie chciałem usłyszeć. Po 5 minutach szukania wygrzebałem klucze z torby (bez skojarzeń!) i otworzyłem mieszkanie.
-Idę po drabinę-oznajmiłem i udałem się do ogrodu. Shade chyba wszedł do przedpokoju. Tylko, gdzie ta drabina...? Przeszukałem pół ogrodu i przyszedł Shade.
-No co tak długo-zniecierpliwił się.
-Nie mam pojęcia, gdzie jest drabina-oświadczyłem wprost.
Po 5 minutach naszym oczom wreszcie ukazała się drabina. Jakimś cudem wytargaliśmy ją z pomiędzy innych gratów i zatargaliśmy ją do domu. Postawiliśmy ją na środku salonu.
-Trzymaj ją-poleciłem Shade'owi i zacząłem wchodzić. Kiedy byłem już prawie na odpowiedniej wysokości, drabina niespodziewanie się złożyła i wylądowałem obok niej na ziemi. Shade zaczął się śmiać jak opętany.
-No wiesz ty co!-mruknąłem.
Nakazałem mu trzymać mocniej i ponownie wszedłem na drabinę. Miałem wątpliwości, co do tego, czy sumiennie wykonuje wykonuje polecanie, gdyż nadal chichotał, choć próbował to ukryć. Mruknąłem coś i wdrapałem się na najwyższy stopień. Sięgnąłem ręką do lampy i zacząłem wykręcać żarówkę. W tym samym momencie zobaczyłem na suficie coś czarnego.
-Pająk!-krzyknąłem i niestety ponownie spadłem na ziemię.
Shade tylko przyłożył głowę do ściany.
-No co?-mruknąłem. Wstałem i wróciłem do swojego poprzedniego zajęcia. Szło mi to dość mozolnie, ale w końcu udało mi się pozbyć żarówki. I to dosłownie... Upuściłem ją, a ona roztrzaskała się na kawałki. Shade z załamania puścił drabinę i tym razem o mało nie spadłem na szkło. W ostatniej chwili uratowałem się przed tym niewdzięcznym losem i po wypomnieniu przyjacielowi jego czynu zabrałem się do sprzątania. Po kilku minutach (doliczając znalezienie miotły) po rozbitej żarówce nie było już śladu. Wcisnąłem Shade'owi nową żarówkę do ręki i ponownie wdrapałem się po stopniach. Shade podał mi nową żarówkę (zachwiałem się niebezpiecznie przy schylaniu się po nią) i zacząłem ją wkręcać. Wtedy zadzwonił telefon... Tym razem to Shade przestraszył się i puścił drabinę. W związku z tym ponownie znalazłem się na ziemi. Westchnąłem tylko, na co Shade wzruszył ramionami. Zignorowałem telefon. Jak temu komuś zależy to oddzwoni później, a my mamy tu bardzo poważne zadanie. Znowu wszedłem na drabinę i wróciłem do wkręcania żarówki (tej na szczęście przy upadu nie upuściłem). Zajęło mi to małą chwilę. Odetchnąłem z ulgą i przez chwilę stałem patrząc na skończoną pracę. Niestety Shade znowu zapomniał, że miał trzymać drabinę i po chwili runąłem na ziemię razem z drabiną. Jęknąłem bezgłośnie przy spotkaniu z podłogą. Chciałem się podtrzymać rękami, żeby złagodzić upadek, no i... Niestety moja ręka widocznie nie wytrzymała i teraz czułem w niej ogromny ból.
-Ej, co ci jest?-spytał Shade, podchodząc do mnie. Odrzucił drabinę na bok i usiadł koło mnie. Ja trzymałem się kurczowo za lewą rękę. Jęknąłem, kiedy dotknął mojego nadgarstka.
-I znowu się w coś wpakowałeś-mruknął Shade, wzdychając.
-To ty puściłeś drabinę-jęknąłem. Wstałem powoli. Nie miałem pojęcia, co zrobić z tą ręką.


Shade? Znasz się na medycynie? :(


poniedziałek, 19 stycznia 2015

Wyniki ankiet

Zagłosowali już chyba wszyscy, więc ogłoszę wyniki ankiet. Pierwsza dotyczyła technik hissatsu. Wybraliście odpowiedź 40-70 pkt., no więc dobrze, jak chcecie.
Druga pomysłu na stworzenie liceum dla postaci, które skończyły nasze gimnazjum. Osądziliście, że to zły pomysł. Moim zdaniem możemy zrobić takie coś, kiedy już kilka postaci odejdzie. :)
W trzeciej zadałam pytanie, czy za dobry pomysł uważacie zrobienie zakładki z postaciami, które opisujemy w opowiadaniach. Nie ma wątpliwości, że tego pragniecie, a więc niechaj każdy podeśle opisy tych, które stworzył.
Czwarta nazwa szkoły... Eh, ponowię ankietę, ale tym razem dam tylko te nazwy, na które ktoś zagłosował.
W piątek rozważaliśmy kwestię następnego konkursu. Zrobię najrozsądniej: na nazwę szkoły minikonkursik będzie w następnej ankiecie, następny konkurs zrobimy na logo szkoły, a potem wygląd pomieszczenia klubowego.
W szóstej ustalaliśmy czas trwania roku szkolnego. Tej ankiety jeszcze nie usuwam, bo zagłosowały tylko 3 osoby, ale jak na razie pragniecie czasu realnego, choć to się może jeszcze zmienić.

Od Noyi

Od czasu wygranej z Enigumą uśmiech praktycznie nie schodził mi z twarzy. Teraz kolejnym przeciwnikiem będzie liceum Red Lions. To będzie ciekawe spotkanie...
****
Po szkole, tradycyjnie, odbywał się trening. Biorąc pod uwagę poprzednie zwycięstwo, graliśmy w dość dobrych humorach. Po rozgrzewce przetrenowaliśmy drybling, a potem każdy strzelał na moją bramkę. Kiedy do strzału podeszła Shadow, piłka niespodziewanie skręcila, odbiła się od prawego słupka i trafiła mnie w twarz. Nie ukrywam, strzał był dość mocny.
- Każdemu się może zdarzyć - powiedziałem z uśmiechem rozcierając policzek dłonią.
Wróciliśmy do treningu. Kiedy podzieliliśmy się na dwie drużyny, ponownie zdarzyła się dziwna sytuacja...
Graliśmy już kilka minut. Arcady wykopał piłkę do Lucy, jednak ta skręciła i o mały włos nie trafiła Lily.
- Co to miało być?! - wrzasnęła
- Ja... nie wiem... - odparł zdziwiony Arcady.
- Skupmy się na grze - powiedział Shade a pozostali mu przytaknęli.
Kiedy kończyliśmy trening, podobna sytuacja nie miała już miejsca. Może po prostu byliśmy rozkojarzeni i... tak jakoś wyszło... 

Od Alex-CD Od Lucy

-Blue jesteś pewna że chcesz grać? Niechce nic mówić ale.
-Jestem pewna.-przerwała mi zdeterminowana Blue. Wiele osób ją prubowało powstrzymać. W końcu do akcji weszła Mizukawa. Ona to umie przekonać. Wszyscy poszliśmy na boisko. Jak zwykle ulepszaliśmy nasze najsłabsze umiejętności. Zaczeło mnie to nudzić. Niewiem dlaczego ale ja to lubie ryzyko. Po treningu dogoniła mnie Lucy.
-Lucy.
-Alex jak ci idzie z tymi aktami?
-Przekopuje się przez nie ale niemoge ich znaleść.
-Moge pomuc.
-Pewnie.-powiedziałam po czym poszłyśmy do mojego domu. Udałyśmy się do mojego pokoju. Perła jak zwykle spała na moim laptopie. Wziełam kotke na ręce po czym ją położyłam na łóżku. Wyciągnełam wszystkie segregatory po czym zaczeło się wertowanie. Wszystko przeszukiwałyśmy ale nic. Tak jak by dane znikneły. Nagle do mojego pokoju wszedł Max a na renkach miał moją Tarantule.
-Max dlaczego masz moją Tarantule?
-Wziołem se na chwile.-powiedział po czym mi oddał pupila którego dałam do akfarium. Ale mój kuzyn miał coś jeszcze. To był zielony zeszyt który mi dał.-Może pokonaliście Enigume ale z Red Lions wam tak niepójdze.
-I mówi to ten który gra w Enigumie.-dodała Lucy.
-Raczej w Imperium.-na te słowa Lucy spadła z krzesła a mój kuzyn opuszcił pokuj. Zaczełam kartkować zeszyt. To były dane projektu Alfa jego strategie i inne dane. Kiedy przeczytałam pierwszą faze byłam w szoku. Tak naprawde substancja trenera była fazą projektu. Usiadłam szokowana na łóżku. Lucy usiadła obok mnie. Przeczytała pierwszą faze i wszystko zrozumiała. Skoro pierwsza faza dawała takiego kopa że rozwaliła tylu zawodników to strach pomyśleć o drugiej. Lucy poszła do domu a ja sprawdzałam projekt Delta5. Coś mi niepadowało w stylu gry Red Lions. W ich stylu gry były elementy z projektu Delta5. Analizowałam wszystkie ich formacje techniki i ruchy. Ale z drugiej strony zastanawiałam się nas zespołem. Czy to wytrzymają? Red Lions potrafią zniszczyć karzdego rywala. Ale co najgorsze kontuzja Blue mnie niepokoj. To co wczoraj zobaczyło bardzo mnie niepokoj.

niedziela, 18 stycznia 2015

Od Blue

Następnego dnia, podczas treningu bacznie obserwowałam Arcady’ego. Obyśmy odkryli tą moc, przed meczem z Red Lions. Miałam jednak gorszy problem: Prawa noga dawała o sobie znać. Nie wiedziałam, co mam zrobić, bo w końcu chyba nikt nie znał prawdy, nawet Shade. Gdybym mu powiedziała, zacząby mnie traktować jak niepełnosprawnego. Chociaż raczej nikt by mu się nie dziwił... Nagle z nikąd nadleciała piłka, trafiając mnie w skroń. Pomimo, że siła podania nie była najsilniejsza, upadłam na ziemie.
-Co ci jest?- Spytał zdziwiony Shade.-Nic ci nie jest?
-Zamyśliłam się.- Prychnęłam zła.- Nie twoja sprawa.
Shade był wyraźnie zbity z tropu, więc wznowiliśmy grę. Jednak widziałam, że od czasu do czasu dziwnie na mnie spoglądał. Po treningu, dogoniła mnie Alex.
-Wydajesz się zmartwiona.- Zaczęła.- Coś się stało?
-Nic.- Odparłam ciężko.- Jestem trochę zmęczona.
-Rozumiem.- Zamyśliła się.
-A co z tobą?- Spytałam, odbiegając od tematu.
-Sama nie wiem.- Odparła zatroskana Alex.- Nasz przeciwnik jest dość mocny.
-Rozumiem.- Powiedziałam. Nagle strasznie zabolała mnie prawa noga. Z zaskoczenia i bólu, upadłam na ziemie. Alex wytrzeszczyła na mnie oczy. Niestety, właśnie obok nas przechodził Shade.
-Co ci się dzieje?- Spytała ze strachem Alex.
-Jestem...zmęczona. Nic takiego.- Powiedziałam, ale to było pewne, że przyjaciele nie uwieżyli.
-Idziemy.-Powiedział zimno Shade, poczym pomógł mi wstać. Kiedy stanęłam na prawą nogę, zachwiałam się i znów upadłam. Alex spojrzała na mnie ze strachem.
-Blue?
-Sorry Alex, ale raczej nie mamy czasu na rozmowę, musimy iść!- Powiedział stanowczo Shade, poczym wziął mnie na ręce. Było mi potwornie głupio.
-Nie musisz...-Wyjąkałam.
-Spadaj!- Odpowiedział zły i skierował się do bunkrów. Niewątpliwie mu ciążyłam, ale nie uskarżał się. Kiedy dotarliśmy do wejścia, otworzył drzwi kluczem i przeszliśmy kilka korytarzy. Kiedy weszliśmy do naszego domu, Mike’a tam nie było. Dzisiaj prowadził wykład w przedszkolu. Shade usadowił mnie na kanapie i usiadł na taborecie, na wprost mnie.
-Czekam na wyjaśnienia.- Powiedział tępo.
-Taboret się kiwa, bo mike grał nim w baseball’a i wykrzywił przednią nogę.- Powiedziałam, choć wiedziałam, że nie o takie wyjaśnienia mu chodziło.
-Nie rób ze mnie głupka!- Wrzasnął nagle Shade.
-Nie wrzeszcz, bo pomyślą, że ktoś cie atakuje.- Powiedziałam bezbronnie.
-Nie odbiegaj od tematu! Masz mi to wyjaśnić!- Krzyknął rozeźlony. Wiedziałam, że chce mnie chronić. Ale... powiedzmy, że miałam swoje powody, by milczeć.
-Pamiętasz, jak zablokowałam strzał hissatsu nogą, na meczu z Enigumą? To przez tą sytuacje, boli mnie noga.
-Niczego takiego nie było!- Wycedził przez zęby Shade.
-Ty w tedy byłeś zupełnie gdzie indziej, więc przestań się drzeć!- Powiedziałam.
-Chcesz coś do picia?- Spytał Shade. Widocznie unoszenie głosu sprawiło, że zaschło mu w gardle. Nagle wpadłam na wredny pomysł. Ale chyba tylko on mnie uratuje.
-Proszę zieloną herbatkę, jeśli można.- Powiedziałam przymilnie. Kiedy poszedł do kuchni, ja wyślizgnęłam się z domu i pokuśtykałam do sali w której praktykowana była walka białą bronią. Byłam właśnie na środku, kiedy drzwi otworzyły się i stanął w nich Shade.
-Wracaj, nie skończyłem z tobą!- Krzyknął przeszywająco. W tym momęcie pokuśtykałam do łazienek, ale on niestety prawie mnie dogonił. Wbiegłam do toalet, poczym zamknęłam się w kabinie. Była dość obszerna i bardzo czysta. W tej samej sekundzie, Shade zaczął walić w drzwi mojej kabiny.
-Otwieraj!- Wrzeszczał. Ja odsunęłam się na podłodze, poczym zaszlochałam gorzko, ukrywając twarz w dłoniach. Shade, usłyszawszy to, ucichł i przemówił:
-Proszę cie, wyjdź. Chyba nie masz zamiaru spędzić tu reszty życia, co?- Powiedział miło. Ja nic nie odpowiedziałam, tylko zalałam się większą ilością łez. Dlaczego życie musi być takie niesprawiedliwe!? Jeśli sekret się wyda, może już nigdy nie zagram w piłkę z przyjaciółmi. Shade chyba zrozumiał i wyszedł z łazienek. Siedziałam tak na posadzce kilka godzin, ale w końcu wyszłam, bo dość już miałam smucenia się. Pokuśtykałam do naszego bunkru, poczym zapukałam w drzwi. Otworzył mi zdziwiony Shade. Wytrzeszczył na mnie oczy i obiął mnie z całej siły. Chciałam, by ta chwila trwała wietrznie. Jego ciepły uścisk tłumił we mnie wszelkie smutki. Kilka łez pociekło mi przez policzek. Staliśmy tak przez pare dobrych minut, aż w końcu Shade mnie puścił. Pokuśtykałam do środka, ale on wziął mnie na ręce i powiedział:
-Nie przemęczaj się, niedługo kolejny mecz!- Powiedział żartobliwie. Usadowił mnie na sofie i sam usiadł obok mnie.
-Mike długo nie wraca...Dzwoimy do niego?- Spytałam.
-Wypadałoby.- Westchnął, poczym wyciągnął telefon i wystukał numer Mike’a.
-HALO!!!???- Wrzasnął głos, który niewątpliwie należam do Mike’a.
-To my, kiedy wrócisz?- Powiedział Shade znudzony.
-Około drugiej.- Westchnął Mike.- Ale zapomniałem klucza, więc musicie czekać i mi otworzyć!
-Jutro mamy szkołe!- Powiedziałam krytycznie.
-Trudno, pa!- Powiedział Mike i się rozłączył.
-Co robimy?- Spytałam.
-Pooglądajmy coś!- Powiedział Shade. Poszedł do kuchni, a kiedy wrócił, miał ze sobą koc, gorące herbaty i kilka płyt.
-Mamy do wyboru nagraną opere mydlaną, trzeci sezon Trudnych Spraw i jakiś horror.
-Oglądasz Trudne Sprawy!?- Powiedziałam z wyrzutem.
-Nie, ale Mike tak. O popatrz, tu jest płyta z teletubisiami!- Powiedział Shade.
-Czasem zastanawiam się nad psychiką Mike’a.- Zamyśliłam się.
-Czyli został nam horror.- Powiedział Shade. Rozłożył pled, włączył płytę i podał mi kubek z herbatą. Przysunęliśmy się do siebie, bo koc był trochę mały. Sączyliśmy herbatkę, podczas gdy Maksencjusz ukrywał się w nawiedzonym domu. Nagle na ekranie ukazał się gnom i niestety nie wytrzymaliśmi i wypluliśmy gorący napój, parskając śmiechem.
-Nareszcie ktoś jest od ciebie wyższy!- Powiedział Shade.
-I brzydszy od ciebie!- Odparłam. Śmialiśmy się jeszcze przez kilka minut, poczym powróciliśmy do oglądania. Akcja była taka denna, że w pewnym momęcie oparłam głowę o ramie Shade’a i zasnęłam. Po chwili i on zasnął. Obudziło nas pukanie do drzwi Mike’a. Posprzątaliśmy, a kiedy wszystko było na swoim miejscu, Shade otworzył drzwi naszemu opiekunowi.
-Witajcie, młodzieży!-Zakrzyknął rozradowany.
-Hej!- Mruknęłam. Po krótkiej konwersacji, pokuśtykałam do łóżka. Mike nawet nie zauważył, w jaki sposób się przemiestrzam. Kiedy się położyłam, odkryłam, że nie mogę spać. Poszłam do pokoju Shade’a i położyłam się na jego łóżku.
-Czego?- Spytał zaspany.
-Nie mogę spać!- Wzruszyłam ramionami.
-I w związku z tym?- Zapytał.
-Nic.- Odparłam i zasnęłam momętalnie. Obudziłam się, wcześnie rano. Shade był już gotowy. Wstałam i przygotowałam się. Ból się zmniejszył, ale na wszelki wypadek do szkoły wzięłam kule. Na czwartej lekcji, ból wzrósł, więc zaczęłam w pełni używać moich kul. Po lekcjach, z pomocą Shade’a stawiłam się w szatni. Pierwszy zauważył mnie Arcady i przestraszony wrzasnął w niebogłosy. Cała drużyna spojrzała na mnie, jakbym była jakimś dziwakiem.
-Hej, drużyno!- Powiedziałam niepewnie.- Zaczynamy trening?

Ktoś? :)


Od Alex-CD Od Arcady'ego

-Zadzwoń do reszty ja zadzwonie do koleżanki z gimnazjum Red Lions.-powiedziałam po czym chłopak zadzwonił do pozostałych. Ja wybrałam ostatni numer po czym na niego kliknełam.
-Hallo.-powiedział głos Emili przez słuchawke.
-Hej Emili mam takie pytanie czy wiesz coś o reprezentacji waszej szkoły?
-O tych oszustach! No pewnie. W drużynie mają dwa cyborgi i w dodatku mają specjalny proces który wydobyła z zawodnika talent który w nim drzemie. Mam nawet to nagrane za chwile ci to wyśle. A i powodzenia w nastempnym meczu.
-Dzięki.-powiedziałam po czym się rozłączyłam.
-Blue,Shade,Lily,Mizukawa,Lucy i Reg przyjdą. Pozostali o tym wiedzą.
-Lucy ma przyjść.
-Boisz się jej?
-Nie! Tylko no wiesz styl mojej dawnej drużyny i no wiesz to przez Maxa jej siostra nieżyje.
-A no tak.-powiedział Arcady. Nagle usłyszałam że przyszedł sms. To było nagranie od znajomej. Obejrzeliśmy je. W wielkim pomieszczeniu było dziewięć komur. Byli w nich zawodnicy którzy niebyli cyborgami. Wiele zawodników krzyczało z bólu.
-Projekt Alfa.-powiedziałam z przerażeniem.
-Co to za projekt?
-To projekt wydobycia potężnego talentu. Talentu Alfa.-nagle zadzwonił dzwonek do dzwi. Wszyscy weszli do środka po czym udaliśmy się do pokoju Arcady'ego. Pokazałam wszystkim nagranie po czym im wszystko pokazałam.
-Fajnie cyborgi i na dodatek projekt Alfa.-dodała Lucy.
-Alex czy wiesz coś więcej o tym projekcie?-spytała Mizukawa.
-Wiem że zawodnik przez to jest słaby na obronie. Musiała bym przeszukać wszystkie papiery w moim pokoju.
-A on jest gigantyczny. Co ja gadam masz dwa pokoje.-dodała Lucy.
-Co do tego drugiego to sala treningowa.
-Może przestańmy gadać kto ile ma pokoi.-zasugerowała Blue.
-Ale jak oni mogli zgarnąć dane co do projektu Alfa?-spytał Shade.
-Arcady czy sprawdzałeś kto jest ich trenerem?-zapytała Mizukawa.
-Choze Motty.
-No to wszysrko jasne. To asystent mojego dawnego trenera. Poza mną i trenerem miał on dostemp do wszystkich danych.-powiedziałam a wzrok wszystkich skupił się na mnie.
-Dasz rade przeczesać wszystkie dane?-spytała Mizukawa.
-Całą noc mi to zerwie albo i dłużej.
-To ile tego jest?-zapytał załamany Reg.
-jedynaście wielkich segregatorów,kilka płyt i kilka danych zapisanych na komputerze.
-Pomuc ci?-spytał Shade.
-Co dwie osoby to nie jedna.-wszyscy zgłosili się na ochotnika. Poszliśmy do mojegi domu. Znależliśmy się tam bardzo szybko. Szybko wbiegłam do domu a pozostali za mną.
-Poczekacie tu chwile. Musze przenieść swoje zwierzątko.-dodałam po czym poszłam na góre. Zabrałam akfarium(czy jak tam) mojej Tarantuli po czym przeniosłam do innego pokoju.
-Już możecie.-wszyscy poszli do mojego pokoju. Zaczeliśmy to wszystko studiować. Nagle z segregatora który miał Reg wyleciał mój pamiętnik. Odrazu go zabrał po czym otworzył.
-Oddawaj.
-To ty masz Tarantule.-powiedział chłopak po czym zaczełam go gonić aż do skutku. Po jakimś czasie odzyskałam pamiętnik.

Arcady albo kto kolwiek z wymienionych?(co myślicie o Tarantuli?)

Od Arcady'ego-CD Od Alex

-Ok-zgodziłem się.
Znalazłem w internecie oba nagrania i uważnie je obejrzałem. Nie mogłem uwierzyć. Że co!? Tylko niby po co mieliby tak robić? No cóż, przecież ich nie znam i nie wiem, co im chodzi po głowie.
-D-Dlaczego to zrobili?-spytałem Alex.
-Nie wiem-odezwał się głos w słuchawce.
-Ale skoro grają jak twoja drużyna... Znasz ich ruchy-wywnioskowałem po chwili.
-Teoretycznie tak, ale...-odpowiedziała.
-Co ale?-dociekałem.
-Nie wiadomo, co mogą wymyślić.
-No też fakt-przytaknąłem.-Więc co robimy?
-Nie wiem. Dlatego dzwonię.
-Hmm... Może przyjdziesz tu od mnie, to pomyślimy?-zaproponowałem.
-Dobra, za chwilę będę-zgodziła się i rozłączyła się.
Odłożyłem telefon na biurko i ponownie obejrzałem nagrania. Znalazłem też inne. Ich ruchy wyglądały na dość skomplikowane. Zapatrzyłem się i prawie zapomniałam, że powinienem zejść na dół. Wyglądnąłem przez okno. Alex była już blisko, przy sąsiednim domu. Zszedłem więc szybko na dół i otworzyłem drzwi. Przywitaliśmy się i poszliśmy do mojego pokoju na piętrze.
-No więc co?-zapytała. Widocznie miała nadzieję, że wymyślę coś, kiedy będzie szła.
-Nie wiem. Obejrzałem to jeszcze raz, ale nic takiego nie zobaczyłem.
-Aha. Trzeba pomyśleć, jaką strategię opracować przeciwko nim.
Milczeliśmy prze chwilę.
-Wiesz, myślę, że najlepiej będzie, jak powiemy reszcie. W końcu sami niczego nie wymyślimy.

Alex?

Od Alex

W przerwie na treningu wszyscy wypytywali Alex o Red Lions.
-Wiem tylko o Erice i Benie. Są rodzeństwem. Erika jest niesamowitą napastniczką. Żaden bramkarz nieobronił jej strzału.-na te słowa Lucy padła ale w ostatniej chwili Shadow ją złapała.
-To niemożliwe.-powiedział Arcady.
-A jednak. Jej brat Ben jest jednym z najlepszych bramkarzy. Ale jest też dobrym napastnikiem. A prawie bym zapomniałam Erika jedną z dobrych bramkarzy. Mało kto jej strzelił bramke. Tak sami jak jej bratu.
-A czy te plotki to prawda?-spytała Ariana.
-Jakie plotki?
-To że w drużynie mają dwa piłkarskie cyborgi.
-Niewiem.
-Dobra dosyć pogaduszek. Wracajcie do treningu.-powiedziała Mizukawa po czym przerwa się skończyła. Bardzo się obawiam starcia z drużyną Eriki. Ta dziewczyna gra jak robot. No chyba że nim jest. Ale to niemożliwe. W dodatku w jej stylu gry coś mi niepasowało.

Po treningu oglondałam mecze  Red Lions. Niewiem dlaczego ale ich styl gry był mi znajomy. Nawet zbyt znajomy. Tak jak by skopiowali jakiś zespół. Nagle mnie olśniło. Niewierzyłan własnym oczom. To styl gry mojej dawnej drużyny. Szybko wziełam telefon po czym zadzwoniłam do kapitana.
-Hallo.-powiedział chłopak.
-Arcady rozgryzłam Red Lions. I powiem ci że jest fatalnie.
-Dlaczego?
-Ich styl gry to styl mojego dawnego zespołu. Zobacz ostatni mecz Red Lions i ostatni mecz Nebuli z przed czterech lat.

Arcady? Co o tym myślisz?

Mecz

Jak wynika z opowiadania Alex kolejnym naszym przeciwnikiem będzie drużyna szkoły Red Lions. Ich kapitan Erika Clark to tajemnicza,przebiegła i zadziorna zawodniczka tak jak cały zespół. Mecz odbędzie się 24 Stycznia. Jeśli zajdą jakieś zmiany co do daty to napisze.

sobota, 17 stycznia 2015

Od Alex

Po treningu udałam się do domu. Szybko odrobiłam lekcje i niewiem dlaczego ale byłam wściekła. Z nikim niemiałam konfliktu ani innych powodów do wściekłości. Zabrałam piłke i poszłam na najbliższe boisko.
Strzelałam na bramke gdy nagle pewna dziewczyna zablokowała mój strzał. Niewierzyłam że to ona , nic się niezmieniła. Długie białe włosy i niebieskie oczy. Miała na sobie strój sportowy Gimnazjum Red Lions.
-Erika.-powiedziałam z wielkim gniewem. Moja nawiększa rywalka wróciła. Zacisnełam pięści. Dziewczyna podała mi piłke.
-Hej Alex kope lat. A raczej córko demona.
-Zachciało ci się żartów.
-Słuchaj. Najbliższy mecz grasz z moją drużyną więc ci dobrze rade lepiej odrazu się wycofajcie.
-Nigdy Erika.-powiedziałam po czym odeszłam. To właśnie Erika wymyśliła moje przezwisko. Jest moją największą rywalką.

Po lekcjach jak co dzień mieliśmy trening , byli już prawie wszyscy poza kapitanem. Nagle chłopak przekroczył prug pomieszczenia klubowego.
-Spóżnienie.-powiedziała Lily.
-Zagramy kolejny mecz.
-Co!-krzykneła Lucy która zwróciła wode prosto w twarz Noyi-O wybacz Noya To niebyło celowe.
-Tylko nie to.-powiedziałam po czym wzrok wszystkich skupił się na mnie.
-Zansz ich?-spytała nasza ace napastnik.
-Moja największa rywalka to kapitan tego zespołu.
-No to może bierzmy się za trening.-dodała Ariana po czym wszyscy wzieli się za trening.

piątek, 16 stycznia 2015

Od Shade'a- CD od Arcady'ego

-Nie wiem…-Mruknął zafascynowany Arcady.- Ale warto to rozwinąć.
Reszta treningu przebiegła całkiem znośnie. Euforia wygranej wisiała jeszcze w powietrzu, gdzieś po między lekką bryzą i swądem potu. Trzeba było przyznać, że nieustanne treningi bardzo męczyły. Pod koniec treningu ja i Blue podeszliśmy do Arcady’ego.
-Co powiesz na mały trening?- Spytała dziarsko Blue.
-Jestem trochę zmęczony.- Odparł Arcady.
-Ale musisz to opanować!- Krzyknęła Blue, na co połowa drużyny popatrzyła na nią nieprzytomnie.
-Niech wam będzie!- Westchnął kapitan. Poszliśmy więc na boisko, poczym Blue wygłosiła mowę:
-Zebraliśmy się tu, by pomóc Arkadiuszowi Szmitowi (Tu Arcady zrobił się lekko czerwony). Jeśli mam racje, a zwykle ją mam, to tu chodzi o coś więcej niż Hissatsu.
-Ale o co?- Powiedział dramatycznym tonem Arcady.
-Nie dowiesz się, jeśli będziesz tak tu stał!- Powiedziałem rozwarznie. Po wymianie zdań, zaczęliśmy trening. Właśnie dryblowałem, gdy Arcady podbiegł do mnie i usiłował zabrać mi piłkę. W tej samej sekundzie naokoło niego pojawiło się granatowe światło. Nareszcie zrozumiałem, co robić.
-Jesteś nikim!-Wrzasnąłem, a Arcady i Blue wytrzestrzyli na mnie oczy.- Małym śmieciem, nic nie wartym smarkaczem! Brudasem i nieukiem!- Wtedy Granatowe światło się powiększyło, ale szybko zniknęło.
-No wiesz!- Zawołał z oburzeniem Arcady.
-No, ale mój plan wypalił.- Wzruszyłem ramionami.
-Jaki plan?- Spytał kapitan.
-Chciałem wydobyć z ciebie energię.- Powiedziałem dumnie. Po kilku podejściach, usiedliśmy na trawie.
-Na dzisiaj koniec!- Powiedziała stanowczo Blue.
-Racja!- Westchnął Arcady.- Ale nadal nie wiem, co się ze mną stało.

-Nie zamartwiaj się tak!- Poleciłem, poczym porzegnaliśmy się i rozeszliśmy w swoje strony. 

Od Arcady'ego-CD Od Shadow

Poszliśmy więc na trening. Był taki jak zwykle, te same elementy i ćwiczenia, w sumie niektórym się to już chyba znudziło... (nie, nie patrzcie na mnie!) Ja ćwiczyłem drybling z Shade'em. Nie mam pojęcia jakim cudem, ale nie mogłem mu zabrać piłki.
-Co się z tobą dzieje?-zapytał.-Ty się pogorszyłeś, czy ja się polepszyłem?-zażartował.
-No nie wiem-zaśmiałem się.
Stanęliśmy w odległości kilku metrów od siebie. Tym razem bardziej się skupiłem. Kiedy w w końcu zdecydowaliśmy się ruszyć, szybko zrobiłem cięcie, żeby zabrać piłkę. Pojawiło się coś, co mnie zdziwiło. Energia. Nie, nie hissatsu. One wyglądają inaczej. Więc co to jest.
-Co to było?-zapytał zdziwiony Shade.


Ktoś?

Pytania

Ostatnio wysyłałam wam pewne pytania na gmaila. I oto, co z nich wynikło, czyli jak na nie odpowiedzieliście. Napisałam tu skrócone wersje pytań i konkretne odpowiedzi.

1.Ile będzie trwał rok szkolny?
-skrócony o połowę, 
-realny x2

2. Za ile pkt. podwyższamy poziom technik hissatsu?
-30 pkt.
-40-70 pkt.
-35 pkt.
-20-50 pkt.

3. Kto opisuje następny mecz?
 Kemari 629
4. Co proponujecie na następny konkurs?
-logo szkoły,
-na wygląd pomieszczenia klubowego,
-nazwa szkoły,
-ciekawe wydarzenie,

5. Jaką proponujecie nazwę szkoły?
-Black Tiger,
-Kuroshiro,
-Odessa,
-Caporti,
- Highlands, 
-Oaklands, 
-Grammar, Federicall Community, 
-Saphire Junior High, 
-Lincoln School, 
-Hickory Grove School , 
-Pinelands Middle School, 
-Pinewood Junior High ,
-Fairchild Junior high, 
-Fairland Junior High, 
-Mangrove Junior High

6. Co chcielibyście zmienić w blogu?
-dodanie Rega i Ariany do zakładki z normalnymi postaciami, a w "Inne postacie" umieścić opisy postaci pojawiających się w naszych opowiadaniach,
-liceum dla postaci, które skończyły już nasze gimnazjum,
-promowanie stron rolniczych typu gaska.com.pl,


Do długości roku szkolnego nie zamieszczę komentarza, bo sama też nie wiem. Poziomy technik też sobie odpuszczę, a do opisywania meczu się nie wtrącam. Natomiast na następny konkurs myślę o nazwie i logu szkoły, potem pomieszczenie klubowe, bo to na razie najbardziej praktyczne. Mam też swoje pomysły, ale wszystko w swoim czasie. Nazwa szkoły... Tak jak mówiłam konkursik, w którym będzie można zaproponować JEDNĄ nazwę. Moim zdaniem pomysł ze zmianą w postaciach jest bardzo ciekawy. Chcę tylko wiedzieć, co wy o tym myślicie. Liceum dla postaci... jeżeli o mnie chodzi nie jestem za tym pomysłem (bez urazy), bo ma to być blog o gimnazjum. Sama specjalnie dałam swoją postać na pierwszy rok, żebym nie musiała robić nowej. Postacie, które odejdą będą mogły pisać opowiadania. Oczywiście na pewno nie tak regularnie jak reszta, no ale, jak napadnie wena twórcza, to zawsze będzie można napisać, bo czemuż by nie? 


No więc teraz ja cichnę i włączamy demokrację. Dla tych co nie zrozumieli: proszę głosować. ^^

środa, 14 stycznia 2015

Od Alex

Kiedy wszyscy członkowie drużyny przekroczyli brame szkoły każdy poszedł w swoją strone. Jak najszybciej poszłam do domu. Po tym w błyskawicznym tempie odrobiłam lekcje po czym poszłam pobiegać. Ostatnio po meczu to zaniedbywałam. Zazwyczaj na rozgrzewce kiedy biegamy zawsze dostaje się na przody. Nawet chwilami chce wyprzedzać ale się powstrzymywałam. Biegłam tak przez okolice gdy nagle obok mnie zaparkowało auto. Wysiadł z niego mój dawny trener. Nienawidze tego człowieka.
-Gratulacje z wygranej.
-Dziękuje.-odpowiedziałam niepewnie.
-Masz jeszcze szanse Alex. Możesz dołączyć do mojej drużyny. Twój kuzyn odrazu po przegranej opuszcił Enigume i skorzystał z mojej propozycji.
-Przez pana brałam świństwo i o mały włos bym niezrobiła z pewnej zawodniczki kaleki.-powiedziałam po czym pobiegłam przed siebie. Jak ja nienawidze dawnego trenera. To człowiek który ma nierówno pod sufitem. Biegałam tak przez długi czas bardzo zamyślona. Udałam się do swojego domu. Tata odkupił od mamy dom po rozwodzie. Edgard wyleciał do Australii a mama do Ameryki. Odrazu poszłam do swojego pokoju. Zabrałam z półki książke gdy nagle spadło małe pudełeczko z jakimś lekiem. A raczej z świństwem mojego dawnego trenera. Podniosłam pudełko , moje dłonie trzęsły się jak galareta. Ostatni raz to miałam w rękach przed meczem z drużynom Lucy. Nagle ktoś zapukał do dzwi mojego pokoju. Szybko schowałam pudełeczko pod poduchą. W pore mi się to udało. Do pokoju weszła Kasidi. Razem z nią robiłam projekt na Biologie.
-Hej Alex to jak bierzemy się do pracy?
-Pewnie że tak.-powiedziałam po czym zabrałyśmy się do pracy.

Od Minori

-Jesteście już wszyscy?- zapytałam wchodząc do pomieszczenia klubowego
-Brakuje jeszcze Noyi- odezwała się Lucy, jednak już po paru sekundach w drzwiach pojawił się bramkarz.
-Chcę wam powiedzieć parę słów odnośnie meczu- zaczęłam- Powiem szczerze, że nie spodziewałam się naszej wygranej. Jednak wygląda na to, że bardzo dobrze udało wam się wykorzystać wszystkie wasze mocne strony, a z wad zrobić zalety. Arcady, jestem mile zaskoczona, że chociaż na chwilę przestałeś się wydurniać i podczas meczu zachowałeś się jak prawdziwej klasy kapitan- chłopak na miłe słowa szczerzył się do każdego po kolei, no tak był to chyba pierwszy raz,a nie drugi jak go pochwaliłam, cały czas praktycznie na niego wrzeszczę... - Eniguma to silna drużyna, cieszę się, że pomimo ich nieczystych zagrań- spojrzałam na Alex, a następnie Lucy- pokazaliśmy im gdzie ich miejsce. Jednak nie możemy spoczywać na laurach. Treningi to podstawa, ale nie tylko. Liczy się także doświadczenie. Dlatego mam dla was małą niespodziankę- zakończyłam
-Niespodziankę?! Jaką?!- krzyknął uradowany Arcady, a oczy zaczęły mu się świecić jak lampki chinkowe.
-Niespodziewaną?- odpowiedziałam pytaniem- Idźcie potrenować, później się dowiecie
Wszyscy wstali i z większymi lub mniejszymi chęciami udali się na nasze szkolne boisko w celu oczywistym.
Wyglądało na to, że wygrana w ostatnim meczu wielce wysoce podniosła ich morale, bo praktycznie każdy się ślimaczył i leniuchował. Brakowało im tylko koszyka z jedzeniem, a z pewnością urządziliby sobie piknik!! Całe szczęście, że pomoc była już w drodze. Gdy drużyna zauważyła, że nadchodzę wszyscy jak jeden mąż wstali nagle nie wiadomo skąd zyskali nowe zasoby energii gdyż już biegli wkoło boiska rozciągając się przy tym.
-Wygląda na to, że nadal terroryzujesz zawodników- usłyszałam znajomy głos dobiegający zza moich pleców
-Wygląda na to, że nadal przynosi to doskonałe efekty- odpowiedziałam, podeszłam bliżej pola gry i dmuchnęłam w gwizdek- ZBIÓRKA!
Już po chwili cała jedenastka stała w równym szeregu i czekała.
-Oto niespodzianka, o której wam mówiłam- w tej chwili zza mnie wyszedł mój wcześniejszy rozmówca- Przedstawiam oto Scott Bennett, były kapitan naszej szkoły
Scott uśmiechnął się i przywitał z dzieciakami. Jednak to nie był jeszcze koniec. Po tym jak pojawił się Scott zaczęły przybywać nowe osoby, tak, że teraz było ich razem dziewięciu. Scott, dwie dziewczyny i reszta chłopaków.
-To są wasi starsi koledzy, absolwenci naszej szkoły i byli członkowie drużyny piłkarskiej. Przekażą wam swoje doświadczenie w małej grze. Zagracie do zdobycia 5 bramek. Ariana, grasz z senpai'ami. Będzie wtedy po dziesięć osób w drużynie. Dodatkowo lepiej się wkomponujesz w grę. Wy- zwróciłam się do absolwentów- wiecie gdzie jest pomieszczenie klubowe, w pierwszej szafce po lewej znajdują się drugie stroje, idźcie się przebrać. Nie będziecie mieli problemów by je znaleźć bo  Shade i Arcady posprzątali całą salę.
-Przecież ten bałagan to była tradycja!- odezwał się Aaron
-To samo powiedziałem!- powiedział Reg- jednak gdy zmierzyłam ich wściekłym spojrzeniem obaj zamilkli i cofnęli się odrobinę.
-Minori-chan wojownicza jak zwykle!- odparł melodyjnym głosem Matt, w zamian poczęstowałam go lewym sierpowym prosto w szczękę
-Do roboty, przebierać się, a wy rozgrzewać!
Gdy dzieciaki wróciły do biegania usłyszałam liczne głosy zachwytu odnośnie gry ze starszakami.

Ktoś podejmie się by opisać mini mecz starej drużyny vs nowej? 

wtorek, 13 stycznia 2015

Od Shadow-CD Od Arcady'ego

Z nudów odbijałam sobie piłkę. Widziałam, jak powoli wszyscy schodzili się do domku klubowego. A co ja będę tutaj robić, przez cały ten czas? Po raz ostatni strzeliłam piłką w kierunku bramki. To nie był mocny strzał. Może i był co prawda w miarę ceny, co prawda celowałam w róg, a piłka wpadła w środek, ale to już jest nieistotny szczegół, ale brakowało mu mocy. Ech… Nadal będę musiała nad tym ćwiczyć. Ruszyłam w kierunku szatni, ale gdy weszłam do środka nagle coś na mnie wyskoczyło. Wrzasnęłam przestraszona i cofnęłam się. Niestety potknęłam się o próg i upadłam na ziemię przed drzwiami. Usłyszałam głośny śmiech i moim oczom ukazała się roześmiana twarz Arcadego.
- Och, ty… - zaczęłam zdenerwowana.
- Masz za swoje – odpowiedział mi wciąż się śmiejąc.
Spojrzałam na niego wilkiem, po czym sprawnym ruchem podcięłam chłopakowi nogę i po chwili, leżał już zdezorientowany na ziemi, naprzeciwko mnie. Parsknęłam śmiechem.
- 2:1 dla mnie – powiedziałam wstając, po czym podałam mu rękę.
Arcady przyjął moją pomoc i po chwili oboje staliśmy już na nogach.
- Jeszcze wynik może się odwrócić – odpowiedział.
- No jasne – zgodziłam się z szerokim uśmiechem, po czym podeszłam do Lily i powiedziałam do wszystkich. – Ok. Chodźmy trenować.

Arcady? Co dalej?

Od Arcady'ego-CD Od Shadow

-Hej Shadow!-przywitałem się.
-Hej-odpowiedziała.
-Wcześnie tu jesteś-powiedziałem.
-Eem, zaspałam-zakłopotała się lekko, po czym roześmiała się.
-Ja w sumie też. Ale jakimś cudem zdążyłem. Tak naprawdę tylko dlatego, że biegłem na skróty, przez płot... Wszystkie książki po drodze mi się wysypały.
Zacząłem się śmiać, a ona razem ze mną.
-Ok, idę się przebrać-powiedziałem i ruszyłem do szatni. Przebrałem się dość szybko. W tym samym czasie do nas dołączyli jeszcze Lily, Blue i Shade.

Shadow? Brak weny.... ;(

Od Shadow-CD Od Arcady'ego

Wolnym krokiem szłam w stronę boiska. Nie było mnie tego dnia w szkole. Ojciec przed wyjściem do pracy zapomniał mnie obudzić i smacznie drzemałam do godziny 12:00. Kiedy się obudziłam, ze zgrozą zdałam sobie sprawę z tego, że ominęłam już połowę lekcji. Zerwałam się z łóżka i szybko zaczęłam się pakować, jednak zdałam sobie sprawę z tego, że po 12:00, nie mamy żadnych ważnych lekcji. Postanowiłam zadzwonić do ojca. Odebrał już po drugim sygnale.
- Coś się stało Shadow? – zapytał zaniepokojony.
- Przed wyjściem do pracy zapomniałeś mnie obudzić – odpowiedziałam mu spokojnie.
- Co?! O nie! Tak bardzo cię przepraszam. Kiedy się obudziłaś?
- Przed chwilą – odpowiedziałam ze śmiechem. – Usprawiedliwisz moją nieobecność?
- Tak, zaraz się tym zajmę – obiecał.
- To, ok. Zrobię sobie śniadanie i przygotuje ci obiad. Nie czekaj na mnie. Nieobecność w szkole nie usprawiedliwia mnie od nieobecności na treningu.
- Jasne – odparł roztargniony. – Więc do zobaczenia.
- Pa.
Po zakończeniu rozmowy ogarnęłam się, zrobiłam wszystko co obiecałam ojcu, po czym zarzuciłam torbę na ramię i udałam się w kierunku szkoły.
Właśnie takim oto sposobem znalazłam się w szatni wcześniej niż inni. Przebrałam się, po czym wyszłam na boisko. Przypomniał mi się strzał, który oddałam w trakcie kłótni z Arcadym. No i te wszystkie linie, które widziałam przed oczami. Ale teraz nic się nie działo. Muszę opanować zarówno ten potężny strzał, jak i te głupie kreski.
Rozpoczęłam więc ćwiczenia i strzelałam na bramkę. Próbowałam również zobaczyć linie, ale wciąż byłam na nie ślepa. Westchnęłam. No trudno.
Właśnie w tej chwili rozległ się dzwonek i uczniowie wylegli ze szkoły. Jednym z nich był Arcady, który właśnie pokierował się w stronę domku klubowego.
- Arcady! – krzyknęłam machając ku niemu ręką.
Rozejrzał się i po chwili jego spojrzenie padło na mnie…

Arcady?

Od Arcady'ego

Dzisiejszego dnia zaspałem do szkoły, toteż wyruszyłem do niej na czczo. Biegłem jak szalony, co chwila patrząc na zegarek. Po zorientowaniu się, że i tak nie zdążę, postanowiłem pobiec skrótami. Skręciłem więc w boczną uliczkę. Możliwe, że korzystałbym z niej na co dzień, ale była odgrodzona płotem, licho wie po co. Rozpędziłem się i zapierając się rękami, wdrapałem się na płot, a potem ześlizgnąłem się z niego na drugą jego stronę. Niestety z pośpiechu zapomniałem najpierw przerzucić torby nad płotem, więc na chwilę obecną zwisała po przeciwnej stronie płotu, uniemożliwiając mi poruszanie się. Zacząłem się miotać i w końcu torba spadła na moją stronę. Złapałem ją, z tym szczegółem, że do góry dnem i wszystko mi się z niej wysypało, gdyż nie była zapięta. W zdenerwowaniu zacząłem zbierać z ziemi książki, zeszyty i przybory oraz pożywienie. Kiedy w końcu byłem gotowy do dalszej drogi odetchnąłem z ulgą i puściłem się biegiem. Do szkoły wpadłem na minutę przed dzwonkiem. Szybko ogarnąłem się przy szafce i popędziłem pod klasę. Dzwonek oznajmiający początek pierwszej lekcji zadzwonił, kiedy byłem kilkanaście metrów przed klasą.
-Zaspałem-wysapałem do Lily, która wlepiła we mnie pytający wzrok.
-Znoooowu?-zapytała z udawanym znudzeniem i zaśmiała się cicho.
Zdążyłem tylko przewrócić oczami, gdyż przyszedł nauczyciel matematyki.
Weszliśmy do klasy, rozpakowaliśmy się i zaczęła się lekcja. Kiedy sensei zaczął szukać w dzienniku dzisiejszego dnia, aby zapisać temat lekcji, rzuciłem do Lily dziurkaczem. Był to cud, biorąc pod uwagę to, że siedziałem w pierwszej ławce pod ścianą, a ona w drugiej pod oknem. Oczywiście, jak można było się spodziewać, matematyk nic a nic nie zauważył i nadal spokojnie kartkował dziennik. Popatrzyłem, jak Lily robi dziurki na ostatniej stronie zeszytu i przewróciłem oczami. Po chwili oddała dziurkacz sprawnym rzutem. I tym razem pedagog nie okazał reakcji. Temat był niemożliwie nudny: procenty z liczby. Nadzwyczajnie szybko robiłem wyznaczone zadania, po czym pisałem na kartce, którą przekazywałem jednemu koledze, a on mi odpisywał. Tym sposobem "przegadaliśmy" całą lekcję. Na następnych lekcjach nie zdarzyło się już nic godnego uwagi, oprócz tego, że pisaliśmy test z japońskiego. Jak zwykle poszedł mi tragicznie, nie oczekuję dobrego wyniku.
Po lekcjach mieliśmy jak zwykle trening.

Ktoś? ^^