U mnie w domu były wielkie nudy. Pisałam z koleżanką na Facebooku ale ta mądra w połowie rozmowy przerwała bo przypomniała sobie że ma koszykówke a po tym basen. Nagle usłyszałam dobrze mi znany głos. Nuewierzyłam że to on. Mój brat przyjechał w odwiedziny. Zeszłam na dół by się z nim przywitać. Sam niewiem dlaczego. Kiedy byłam na pasterze zobaczyłam Edgarda który leży w dzwiach i był cały podrapany. Mój kot uciekał. Ruszyłam za kotką i tym samym stanełam na plecach brata. Biegłam za nią bardzo długo. Dobiegłam do wielkiego domu a moja kotka była na jego dachu i niepotrafiła zejść. Nagle z domu wyszła Lily.
-Alex co tu robisz?-spytała ace napastniczka.
-Moja kotka wsipieła się na dach i niepotrafi z niego zejść.
-W końcu sama zejdze.
-Była już taka sytuacja że utkneła na dachu mojego sąsiada. W tedy jego syn pomugł jej zejść. Było co oglądać.
-Alex niemyśl o niebieskich migdałach.-powiedziała Lily ściągając mnie na ziemie.-Pomyślmy jak ją ściągnąć z dachu.
-Mam pomysł. Ale mnie zabijesz że skocze na dach twojego domu.
-Nie. Dajesz.-po jej słowach zrobiłam kilka kroków w tył. Biegłam przed siebie po czym wykonałam kilka gwiazd i wyskoczyłam w powietrze. Wylondowałam na krawędzi dachu. Zachwiałam się w tył. Szybko wykonałam salto w tył by uniknoć upadku. Sytuacja kilka razy się powtarzała a mój kot postanowił uciąć sobie dzemke.
-Wiesz co Alex twój kot chyba się tym znudził.
-Możliwe.-powiedziałam po czym jeszcze raz to powturzyłam. Tym razem się udało. Wziełam kotke na ręce. Nagle gdy zbliżyłam się do krawędzi dachu kot gwałtownie skoczył na ziemie tym samym mnie popychając do tyłu. Leżałam na dachu. Super jak to zobaczy Mizukawa to mnie walcem rozjedze.
-Alex co tam robisz?-spytał Noya który tędy przechodził.
-Wiesz Noya to nowy rodzaj gimnastyki.
-Gimnastyka na dachu.
-Tak.
-A co ty robisz na dachu u Lily?-niestety niezdążyłam bo piłka leciała w moją strone i zwaliła mnie z dachu. Na całe szczęście wylondowałam bez żadnych akrobacji a piłka o fioletowej aurze wirowała w moich dłoniach po czym staneła. Spojrzałam na dach a tam była Cleo a raczej cybork z Red Lions który zniknoł a moja kotka pogoniła za nią. Znowu biegłam za nią jak szalona. Do domu wruciłam po dziesiątej i to wszystko przez kota.
wtorek, 20 stycznia 2015
Od Alex
Od Arcady'ego
-Eh, zapomniałem, że miałem wymienić żarówkę w domu...-westchnąłem.
-No to trzeba iść-Shade zdecydowanie podzielał moje niezadowolenie.
Poszliśmy więc najpierw do najbliższego sklepu z żarówkami. Po jakichś 10 minutach rozważania, jaką mam wziąć w końcu wyszliśmy. Skierowaliśmy się w stronę domu.
-Rany, jak mi się nie chce tyle chodzić!-zacząłem marudzić.
-Przed chwilą uważałeś, że możesz tak łazić przez cały dzień-stwierdził Shade.
-Ty nie rozumiesz różnicy-westchnąłem.-Lepiej łazić bez celu, niż iść wyznaczone miejsce. Jak sobie teraz pomyślę, jaki hektar jest do mojego domu...
Shade nic nie odpowiedział i resztę drogi przebyliśmy w milczeniu. Kiedy po 15 minutach stanęliśmy przed moim domem, Shade rzucił coś w stylu "To przecież wcale nie hektar!". Swoim zwyczajem zignorowałem to, czego nie chciałem usłyszeć. Po 5 minutach szukania wygrzebałem klucze z torby (bez skojarzeń!) i otworzyłem mieszkanie.
-Idę po drabinę-oznajmiłem i udałem się do ogrodu. Shade chyba wszedł do przedpokoju. Tylko, gdzie ta drabina...? Przeszukałem pół ogrodu i przyszedł Shade.
-No co tak długo-zniecierpliwił się.
-Nie mam pojęcia, gdzie jest drabina-oświadczyłem wprost.
Po 5 minutach naszym oczom wreszcie ukazała się drabina. Jakimś cudem wytargaliśmy ją z pomiędzy innych gratów i zatargaliśmy ją do domu. Postawiliśmy ją na środku salonu.
-Trzymaj ją-poleciłem Shade'owi i zacząłem wchodzić. Kiedy byłem już prawie na odpowiedniej wysokości, drabina niespodziewanie się złożyła i wylądowałem obok niej na ziemi. Shade zaczął się śmiać jak opętany.
-No wiesz ty co!-mruknąłem.
Nakazałem mu trzymać mocniej i ponownie wszedłem na drabinę. Miałem wątpliwości, co do tego, czy sumiennie wykonuje wykonuje polecanie, gdyż nadal chichotał, choć próbował to ukryć. Mruknąłem coś i wdrapałem się na najwyższy stopień. Sięgnąłem ręką do lampy i zacząłem wykręcać żarówkę. W tym samym momencie zobaczyłem na suficie coś czarnego.
-Pająk!-krzyknąłem i niestety ponownie spadłem na ziemię.
Shade tylko przyłożył głowę do ściany.
-No co?-mruknąłem. Wstałem i wróciłem do swojego poprzedniego zajęcia. Szło mi to dość mozolnie, ale w końcu udało mi się pozbyć żarówki. I to dosłownie... Upuściłem ją, a ona roztrzaskała się na kawałki. Shade z załamania puścił drabinę i tym razem o mało nie spadłem na szkło. W ostatniej chwili uratowałem się przed tym niewdzięcznym losem i po wypomnieniu przyjacielowi jego czynu zabrałem się do sprzątania. Po kilku minutach (doliczając znalezienie miotły) po rozbitej żarówce nie było już śladu. Wcisnąłem Shade'owi nową żarówkę do ręki i ponownie wdrapałem się po stopniach. Shade podał mi nową żarówkę (zachwiałem się niebezpiecznie przy schylaniu się po nią) i zacząłem ją wkręcać. Wtedy zadzwonił telefon... Tym razem to Shade przestraszył się i puścił drabinę. W związku z tym ponownie znalazłem się na ziemi. Westchnąłem tylko, na co Shade wzruszył ramionami. Zignorowałem telefon. Jak temu komuś zależy to oddzwoni później, a my mamy tu bardzo poważne zadanie. Znowu wszedłem na drabinę i wróciłem do wkręcania żarówki (tej na szczęście przy upadu nie upuściłem). Zajęło mi to małą chwilę. Odetchnąłem z ulgą i przez chwilę stałem patrząc na skończoną pracę. Niestety Shade znowu zapomniał, że miał trzymać drabinę i po chwili runąłem na ziemię razem z drabiną. Jęknąłem bezgłośnie przy spotkaniu z podłogą. Chciałem się podtrzymać rękami, żeby złagodzić upadek, no i... Niestety moja ręka widocznie nie wytrzymała i teraz czułem w niej ogromny ból.
-Ej, co ci jest?-spytał Shade, podchodząc do mnie. Odrzucił drabinę na bok i usiadł koło mnie. Ja trzymałem się kurczowo za lewą rękę. Jęknąłem, kiedy dotknął mojego nadgarstka.
-I znowu się w coś wpakowałeś-mruknął Shade, wzdychając.
-To ty puściłeś drabinę-jęknąłem. Wstałem powoli. Nie miałem pojęcia, co zrobić z tą ręką.
Shade? Znasz się na medycynie? :(
poniedziałek, 19 stycznia 2015
Wyniki ankiet
Druga pomysłu na stworzenie liceum dla postaci, które skończyły nasze gimnazjum. Osądziliście, że to zły pomysł. Moim zdaniem możemy zrobić takie coś, kiedy już kilka postaci odejdzie. :)
W trzeciej zadałam pytanie, czy za dobry pomysł uważacie zrobienie zakładki z postaciami, które opisujemy w opowiadaniach. Nie ma wątpliwości, że tego pragniecie, a więc niechaj każdy podeśle opisy tych, które stworzył.
Czwarta nazwa szkoły... Eh, ponowię ankietę, ale tym razem dam tylko te nazwy, na które ktoś zagłosował.
W piątek rozważaliśmy kwestię następnego konkursu. Zrobię najrozsądniej: na nazwę szkoły minikonkursik będzie w następnej ankiecie, następny konkurs zrobimy na logo szkoły, a potem wygląd pomieszczenia klubowego.
W szóstej ustalaliśmy czas trwania roku szkolnego. Tej ankiety jeszcze nie usuwam, bo zagłosowały tylko 3 osoby, ale jak na razie pragniecie czasu realnego, choć to się może jeszcze zmienić.
Od Noyi
****
Po szkole, tradycyjnie, odbywał się trening. Biorąc pod uwagę poprzednie zwycięstwo, graliśmy w dość dobrych humorach. Po rozgrzewce przetrenowaliśmy drybling, a potem każdy strzelał na moją bramkę. Kiedy do strzału podeszła Shadow, piłka niespodziewanie skręcila, odbiła się od prawego słupka i trafiła mnie w twarz. Nie ukrywam, strzał był dość mocny.
- Każdemu się może zdarzyć - powiedziałem z uśmiechem rozcierając policzek dłonią.
Wróciliśmy do treningu. Kiedy podzieliliśmy się na dwie drużyny, ponownie zdarzyła się dziwna sytuacja...
Graliśmy już kilka minut. Arcady wykopał piłkę do Lucy, jednak ta skręciła i o mały włos nie trafiła Lily.
- Co to miało być?! - wrzasnęła
- Ja... nie wiem... - odparł zdziwiony Arcady.
- Skupmy się na grze - powiedział Shade a pozostali mu przytaknęli.
Kiedy kończyliśmy trening, podobna sytuacja nie miała już miejsca. Może po prostu byliśmy rozkojarzeni i... tak jakoś wyszło...
Od Alex-CD Od Lucy
-Blue jesteś pewna że chcesz grać? Niechce nic mówić ale.
-Jestem pewna.-przerwała mi zdeterminowana Blue. Wiele osób ją prubowało powstrzymać. W końcu do akcji weszła Mizukawa. Ona to umie przekonać. Wszyscy poszliśmy na boisko. Jak zwykle ulepszaliśmy nasze najsłabsze umiejętności. Zaczeło mnie to nudzić. Niewiem dlaczego ale ja to lubie ryzyko. Po treningu dogoniła mnie Lucy.
-Lucy.
-Alex jak ci idzie z tymi aktami?
-Przekopuje się przez nie ale niemoge ich znaleść.
-Moge pomuc.
-Pewnie.-powiedziałam po czym poszłyśmy do mojego domu. Udałyśmy się do mojego pokoju. Perła jak zwykle spała na moim laptopie. Wziełam kotke na ręce po czym ją położyłam na łóżku. Wyciągnełam wszystkie segregatory po czym zaczeło się wertowanie. Wszystko przeszukiwałyśmy ale nic. Tak jak by dane znikneły. Nagle do mojego pokoju wszedł Max a na renkach miał moją Tarantule.
-Max dlaczego masz moją Tarantule?
-Wziołem se na chwile.-powiedział po czym mi oddał pupila którego dałam do akfarium. Ale mój kuzyn miał coś jeszcze. To był zielony zeszyt który mi dał.-Może pokonaliście Enigume ale z Red Lions wam tak niepójdze.
-I mówi to ten który gra w Enigumie.-dodała Lucy.
-Raczej w Imperium.-na te słowa Lucy spadła z krzesła a mój kuzyn opuszcił pokuj. Zaczełam kartkować zeszyt. To były dane projektu Alfa jego strategie i inne dane. Kiedy przeczytałam pierwszą faze byłam w szoku. Tak naprawde substancja trenera była fazą projektu. Usiadłam szokowana na łóżku. Lucy usiadła obok mnie. Przeczytała pierwszą faze i wszystko zrozumiała. Skoro pierwsza faza dawała takiego kopa że rozwaliła tylu zawodników to strach pomyśleć o drugiej. Lucy poszła do domu a ja sprawdzałam projekt Delta5. Coś mi niepadowało w stylu gry Red Lions. W ich stylu gry były elementy z projektu Delta5. Analizowałam wszystkie ich formacje techniki i ruchy. Ale z drugiej strony zastanawiałam się nas zespołem. Czy to wytrzymają? Red Lions potrafią zniszczyć karzdego rywala. Ale co najgorsze kontuzja Blue mnie niepokoj. To co wczoraj zobaczyło bardzo mnie niepokoj.
niedziela, 18 stycznia 2015
Od Blue
Od Alex-CD Od Arcady'ego
-Zadzwoń do reszty ja zadzwonie do koleżanki z gimnazjum Red Lions.-powiedziałam po czym chłopak zadzwonił do pozostałych. Ja wybrałam ostatni numer po czym na niego kliknełam.
-Hallo.-powiedział głos Emili przez słuchawke.
-Hej Emili mam takie pytanie czy wiesz coś o reprezentacji waszej szkoły?
-O tych oszustach! No pewnie. W drużynie mają dwa cyborgi i w dodatku mają specjalny proces który wydobyła z zawodnika talent który w nim drzemie. Mam nawet to nagrane za chwile ci to wyśle. A i powodzenia w nastempnym meczu.
-Dzięki.-powiedziałam po czym się rozłączyłam.
-Blue,Shade,Lily,Mizukawa,Lucy i Reg przyjdą. Pozostali o tym wiedzą.
-Lucy ma przyjść.
-Boisz się jej?
-Nie! Tylko no wiesz styl mojej dawnej drużyny i no wiesz to przez Maxa jej siostra nieżyje.
-A no tak.-powiedział Arcady. Nagle usłyszałam że przyszedł sms. To było nagranie od znajomej. Obejrzeliśmy je. W wielkim pomieszczeniu było dziewięć komur. Byli w nich zawodnicy którzy niebyli cyborgami. Wiele zawodników krzyczało z bólu.
-Projekt Alfa.-powiedziałam z przerażeniem.
-Co to za projekt?
-To projekt wydobycia potężnego talentu. Talentu Alfa.-nagle zadzwonił dzwonek do dzwi. Wszyscy weszli do środka po czym udaliśmy się do pokoju Arcady'ego. Pokazałam wszystkim nagranie po czym im wszystko pokazałam.
-Fajnie cyborgi i na dodatek projekt Alfa.-dodała Lucy.
-Alex czy wiesz coś więcej o tym projekcie?-spytała Mizukawa.
-Wiem że zawodnik przez to jest słaby na obronie. Musiała bym przeszukać wszystkie papiery w moim pokoju.
-A on jest gigantyczny. Co ja gadam masz dwa pokoje.-dodała Lucy.
-Co do tego drugiego to sala treningowa.
-Może przestańmy gadać kto ile ma pokoi.-zasugerowała Blue.
-Ale jak oni mogli zgarnąć dane co do projektu Alfa?-spytał Shade.
-Arcady czy sprawdzałeś kto jest ich trenerem?-zapytała Mizukawa.
-Choze Motty.
-No to wszysrko jasne. To asystent mojego dawnego trenera. Poza mną i trenerem miał on dostemp do wszystkich danych.-powiedziałam a wzrok wszystkich skupił się na mnie.
-Dasz rade przeczesać wszystkie dane?-spytała Mizukawa.
-Całą noc mi to zerwie albo i dłużej.
-To ile tego jest?-zapytał załamany Reg.
-jedynaście wielkich segregatorów,kilka płyt i kilka danych zapisanych na komputerze.
-Pomuc ci?-spytał Shade.
-Co dwie osoby to nie jedna.-wszyscy zgłosili się na ochotnika. Poszliśmy do mojegi domu. Znależliśmy się tam bardzo szybko. Szybko wbiegłam do domu a pozostali za mną.
-Poczekacie tu chwile. Musze przenieść swoje zwierzątko.-dodałam po czym poszłam na góre. Zabrałam akfarium(czy jak tam) mojej Tarantuli po czym przeniosłam do innego pokoju.
-Już możecie.-wszyscy poszli do mojego pokoju. Zaczeliśmy to wszystko studiować. Nagle z segregatora który miał Reg wyleciał mój pamiętnik. Odrazu go zabrał po czym otworzył.
-Oddawaj.
-To ty masz Tarantule.-powiedział chłopak po czym zaczełam go gonić aż do skutku. Po jakimś czasie odzyskałam pamiętnik.
Arcady albo kto kolwiek z wymienionych?(co myślicie o Tarantuli?)
Od Arcady'ego-CD Od Alex
Znalazłem w internecie oba nagrania i uważnie je obejrzałem. Nie mogłem uwierzyć. Że co!? Tylko niby po co mieliby tak robić? No cóż, przecież ich nie znam i nie wiem, co im chodzi po głowie.
-D-Dlaczego to zrobili?-spytałem Alex.
-Nie wiem-odezwał się głos w słuchawce.
-Ale skoro grają jak twoja drużyna... Znasz ich ruchy-wywnioskowałem po chwili.
-Teoretycznie tak, ale...-odpowiedziała.
-Co ale?-dociekałem.
-Nie wiadomo, co mogą wymyślić.
-No też fakt-przytaknąłem.-Więc co robimy?
-Nie wiem. Dlatego dzwonię.
-Hmm... Może przyjdziesz tu od mnie, to pomyślimy?-zaproponowałem.
-Dobra, za chwilę będę-zgodziła się i rozłączyła się.
Odłożyłem telefon na biurko i ponownie obejrzałem nagrania. Znalazłem też inne. Ich ruchy wyglądały na dość skomplikowane. Zapatrzyłem się i prawie zapomniałam, że powinienem zejść na dół. Wyglądnąłem przez okno. Alex była już blisko, przy sąsiednim domu. Zszedłem więc szybko na dół i otworzyłem drzwi. Przywitaliśmy się i poszliśmy do mojego pokoju na piętrze.
-No więc co?-zapytała. Widocznie miała nadzieję, że wymyślę coś, kiedy będzie szła.
-Nie wiem. Obejrzałem to jeszcze raz, ale nic takiego nie zobaczyłem.
-Aha. Trzeba pomyśleć, jaką strategię opracować przeciwko nim.
Milczeliśmy prze chwilę.
-Wiesz, myślę, że najlepiej będzie, jak powiemy reszcie. W końcu sami niczego nie wymyślimy.
Alex?
Od Alex
W przerwie na treningu wszyscy wypytywali Alex o Red Lions.
-Wiem tylko o Erice i Benie. Są rodzeństwem. Erika jest niesamowitą napastniczką. Żaden bramkarz nieobronił jej strzału.-na te słowa Lucy padła ale w ostatniej chwili Shadow ją złapała.
-To niemożliwe.-powiedział Arcady.
-A jednak. Jej brat Ben jest jednym z najlepszych bramkarzy. Ale jest też dobrym napastnikiem. A prawie bym zapomniałam Erika jedną z dobrych bramkarzy. Mało kto jej strzelił bramke. Tak sami jak jej bratu.
-A czy te plotki to prawda?-spytała Ariana.
-Jakie plotki?
-To że w drużynie mają dwa piłkarskie cyborgi.
-Niewiem.
-Dobra dosyć pogaduszek. Wracajcie do treningu.-powiedziała Mizukawa po czym przerwa się skończyła. Bardzo się obawiam starcia z drużyną Eriki. Ta dziewczyna gra jak robot. No chyba że nim jest. Ale to niemożliwe. W dodatku w jej stylu gry coś mi niepasowało.
Po treningu oglondałam mecze Red Lions. Niewiem dlaczego ale ich styl gry był mi znajomy. Nawet zbyt znajomy. Tak jak by skopiowali jakiś zespół. Nagle mnie olśniło. Niewierzyłan własnym oczom. To styl gry mojej dawnej drużyny. Szybko wziełam telefon po czym zadzwoniłam do kapitana.
-Hallo.-powiedział chłopak.
-Arcady rozgryzłam Red Lions. I powiem ci że jest fatalnie.
-Dlaczego?
-Ich styl gry to styl mojego dawnego zespołu. Zobacz ostatni mecz Red Lions i ostatni mecz Nebuli z przed czterech lat.
Arcady? Co o tym myślisz?
Mecz
Jak wynika z opowiadania Alex kolejnym naszym przeciwnikiem będzie drużyna szkoły Red Lions. Ich kapitan Erika Clark to tajemnicza,przebiegła i zadziorna zawodniczka tak jak cały zespół. Mecz odbędzie się 24 Stycznia. Jeśli zajdą jakieś zmiany co do daty to napisze.
sobota, 17 stycznia 2015
Od Alex
Po treningu udałam się do domu. Szybko odrobiłam lekcje i niewiem dlaczego ale byłam wściekła. Z nikim niemiałam konfliktu ani innych powodów do wściekłości. Zabrałam piłke i poszłam na najbliższe boisko.
Strzelałam na bramke gdy nagle pewna dziewczyna zablokowała mój strzał. Niewierzyłam że to ona , nic się niezmieniła. Długie białe włosy i niebieskie oczy. Miała na sobie strój sportowy Gimnazjum Red Lions.
-Erika.-powiedziałam z wielkim gniewem. Moja nawiększa rywalka wróciła. Zacisnełam pięści. Dziewczyna podała mi piłke.
-Hej Alex kope lat. A raczej córko demona.
-Zachciało ci się żartów.
-Słuchaj. Najbliższy mecz grasz z moją drużyną więc ci dobrze rade lepiej odrazu się wycofajcie.
-Nigdy Erika.-powiedziałam po czym odeszłam. To właśnie Erika wymyśliła moje przezwisko. Jest moją największą rywalką.
Po lekcjach jak co dzień mieliśmy trening , byli już prawie wszyscy poza kapitanem. Nagle chłopak przekroczył prug pomieszczenia klubowego.
-Spóżnienie.-powiedziała Lily.
-Zagramy kolejny mecz.
-Co!-krzykneła Lucy która zwróciła wode prosto w twarz Noyi-O wybacz Noya To niebyło celowe.
-Tylko nie to.-powiedziałam po czym wzrok wszystkich skupił się na mnie.
-Zansz ich?-spytała nasza ace napastnik.
-Moja największa rywalka to kapitan tego zespołu.
-No to może bierzmy się za trening.-dodała Ariana po czym wszyscy wzieli się za trening.
piątek, 16 stycznia 2015
Od Shade'a- CD od Arcady'ego
-Zebraliśmy się tu, by pomóc Arkadiuszowi Szmitowi (Tu Arcady zrobił się lekko czerwony). Jeśli mam racje, a zwykle ją mam, to tu chodzi o coś więcej niż Hissatsu.
Od Arcady'ego-CD Od Shadow
-Co się z tobą dzieje?-zapytał.-Ty się pogorszyłeś, czy ja się polepszyłem?-zażartował.
-No nie wiem-zaśmiałem się.
Stanęliśmy w odległości kilku metrów od siebie. Tym razem bardziej się skupiłem. Kiedy w w końcu zdecydowaliśmy się ruszyć, szybko zrobiłem cięcie, żeby zabrać piłkę. Pojawiło się coś, co mnie zdziwiło. Energia. Nie, nie hissatsu. One wyglądają inaczej. Więc co to jest.
-Co to było?-zapytał zdziwiony Shade.
Ktoś?
Pytania
środa, 14 stycznia 2015
Od Alex
Kiedy wszyscy członkowie drużyny przekroczyli brame szkoły każdy poszedł w swoją strone. Jak najszybciej poszłam do domu. Po tym w błyskawicznym tempie odrobiłam lekcje po czym poszłam pobiegać. Ostatnio po meczu to zaniedbywałam. Zazwyczaj na rozgrzewce kiedy biegamy zawsze dostaje się na przody. Nawet chwilami chce wyprzedzać ale się powstrzymywałam. Biegłam tak przez okolice gdy nagle obok mnie zaparkowało auto. Wysiadł z niego mój dawny trener. Nienawidze tego człowieka.
-Gratulacje z wygranej.
-Dziękuje.-odpowiedziałam niepewnie.
-Masz jeszcze szanse Alex. Możesz dołączyć do mojej drużyny. Twój kuzyn odrazu po przegranej opuszcił Enigume i skorzystał z mojej propozycji.
-Przez pana brałam świństwo i o mały włos bym niezrobiła z pewnej zawodniczki kaleki.-powiedziałam po czym pobiegłam przed siebie. Jak ja nienawidze dawnego trenera. To człowiek który ma nierówno pod sufitem. Biegałam tak przez długi czas bardzo zamyślona. Udałam się do swojego domu. Tata odkupił od mamy dom po rozwodzie. Edgard wyleciał do Australii a mama do Ameryki. Odrazu poszłam do swojego pokoju. Zabrałam z półki książke gdy nagle spadło małe pudełeczko z jakimś lekiem. A raczej z świństwem mojego dawnego trenera. Podniosłam pudełko , moje dłonie trzęsły się jak galareta. Ostatni raz to miałam w rękach przed meczem z drużynom Lucy. Nagle ktoś zapukał do dzwi mojego pokoju. Szybko schowałam pudełeczko pod poduchą. W pore mi się to udało. Do pokoju weszła Kasidi. Razem z nią robiłam projekt na Biologie.
-Hej Alex to jak bierzemy się do pracy?
-Pewnie że tak.-powiedziałam po czym zabrałyśmy się do pracy.
Od Minori
-Brakuje jeszcze Noyi- odezwała się Lucy, jednak już po paru sekundach w drzwiach pojawił się bramkarz.
-Chcę wam powiedzieć parę słów odnośnie meczu- zaczęłam- Powiem szczerze, że nie spodziewałam się naszej wygranej. Jednak wygląda na to, że bardzo dobrze udało wam się wykorzystać wszystkie wasze mocne strony, a z wad zrobić zalety. Arcady, jestem mile zaskoczona, że chociaż na chwilę przestałeś się wydurniać i podczas meczu zachowałeś się jak prawdziwej klasy kapitan- chłopak na miłe słowa szczerzył się do każdego po kolei, no tak był to chyba pierwszy raz,a nie drugi jak go pochwaliłam, cały czas praktycznie na niego wrzeszczę... - Eniguma to silna drużyna, cieszę się, że pomimo ich nieczystych zagrań- spojrzałam na Alex, a następnie Lucy- pokazaliśmy im gdzie ich miejsce. Jednak nie możemy spoczywać na laurach. Treningi to podstawa, ale nie tylko. Liczy się także doświadczenie. Dlatego mam dla was małą niespodziankę- zakończyłam
-Niespodziankę?! Jaką?!- krzyknął uradowany Arcady, a oczy zaczęły mu się świecić jak lampki chinkowe.
-Niespodziewaną?- odpowiedziałam pytaniem- Idźcie potrenować, później się dowiecie
Wszyscy wstali i z większymi lub mniejszymi chęciami udali się na nasze szkolne boisko w celu oczywistym.
Wyglądało na to, że wygrana w ostatnim meczu wielce wysoce podniosła ich morale, bo praktycznie każdy się ślimaczył i leniuchował. Brakowało im tylko koszyka z jedzeniem, a z pewnością urządziliby sobie piknik!! Całe szczęście, że pomoc była już w drodze. Gdy drużyna zauważyła, że nadchodzę wszyscy jak jeden mąż wstali nagle nie wiadomo skąd zyskali nowe zasoby energii gdyż już biegli wkoło boiska rozciągając się przy tym.
-Wygląda na to, że nadal terroryzujesz zawodników- usłyszałam znajomy głos dobiegający zza moich pleców
-Wygląda na to, że nadal przynosi to doskonałe efekty- odpowiedziałam, podeszłam bliżej pola gry i dmuchnęłam w gwizdek- ZBIÓRKA!
Już po chwili cała jedenastka stała w równym szeregu i czekała.
-Oto niespodzianka, o której wam mówiłam- w tej chwili zza mnie wyszedł mój wcześniejszy rozmówca- Przedstawiam oto Scott Bennett, były kapitan naszej szkoły
Scott uśmiechnął się i przywitał z dzieciakami. Jednak to nie był jeszcze koniec. Po tym jak pojawił się Scott zaczęły przybywać nowe osoby, tak, że teraz było ich razem dziewięciu. Scott, dwie dziewczyny i reszta chłopaków.
-To są wasi starsi koledzy, absolwenci naszej szkoły i byli członkowie drużyny piłkarskiej. Przekażą wam swoje doświadczenie w małej grze. Zagracie do zdobycia 5 bramek. Ariana, grasz z senpai'ami. Będzie wtedy po dziesięć osób w drużynie. Dodatkowo lepiej się wkomponujesz w grę. Wy- zwróciłam się do absolwentów- wiecie gdzie jest pomieszczenie klubowe, w pierwszej szafce po lewej znajdują się drugie stroje, idźcie się przebrać. Nie będziecie mieli problemów by je znaleźć bo Shade i Arcady posprzątali całą salę.
-Przecież ten bałagan to była tradycja!- odezwał się Aaron
-To samo powiedziałem!- powiedział Reg- jednak gdy zmierzyłam ich wściekłym spojrzeniem obaj zamilkli i cofnęli się odrobinę.
-Minori-chan wojownicza jak zwykle!- odparł melodyjnym głosem Matt, w zamian poczęstowałam go lewym sierpowym prosto w szczękę
-Do roboty, przebierać się, a wy rozgrzewać!
Gdy dzieciaki wróciły do biegania usłyszałam liczne głosy zachwytu odnośnie gry ze starszakami.
Ktoś podejmie się by opisać mini mecz starej drużyny vs nowej?
wtorek, 13 stycznia 2015
Od Shadow-CD Od Arcady'ego
- Och, ty… - zaczęłam zdenerwowana.
- Masz za swoje – odpowiedział mi wciąż się śmiejąc.
Spojrzałam na niego wilkiem, po czym sprawnym ruchem podcięłam chłopakowi nogę i po chwili, leżał już zdezorientowany na ziemi, naprzeciwko mnie. Parsknęłam śmiechem.
- 2:1 dla mnie – powiedziałam wstając, po czym podałam mu rękę.
Arcady przyjął moją pomoc i po chwili oboje staliśmy już na nogach.
- Jeszcze wynik może się odwrócić – odpowiedział.
- No jasne – zgodziłam się z szerokim uśmiechem, po czym podeszłam do Lily i powiedziałam do wszystkich. – Ok. Chodźmy trenować.
Arcady? Co dalej?
Od Arcady'ego-CD Od Shadow
-Hej-odpowiedziała.
-Wcześnie tu jesteś-powiedziałem.
-Eem, zaspałam-zakłopotała się lekko, po czym roześmiała się.
-Ja w sumie też. Ale jakimś cudem zdążyłem. Tak naprawdę tylko dlatego, że biegłem na skróty, przez płot... Wszystkie książki po drodze mi się wysypały.
Zacząłem się śmiać, a ona razem ze mną.
-Ok, idę się przebrać-powiedziałem i ruszyłem do szatni. Przebrałem się dość szybko. W tym samym czasie do nas dołączyli jeszcze Lily, Blue i Shade.
Shadow? Brak weny.... ;(
Od Shadow-CD Od Arcady'ego
- Coś się stało Shadow? – zapytał zaniepokojony.
- Przed wyjściem do pracy zapomniałeś mnie obudzić – odpowiedziałam mu spokojnie.
- Co?! O nie! Tak bardzo cię przepraszam. Kiedy się obudziłaś?
- Przed chwilą – odpowiedziałam ze śmiechem. – Usprawiedliwisz moją nieobecność?
- Tak, zaraz się tym zajmę – obiecał.
- To, ok. Zrobię sobie śniadanie i przygotuje ci obiad. Nie czekaj na mnie. Nieobecność w szkole nie usprawiedliwia mnie od nieobecności na treningu.
- Jasne – odparł roztargniony. – Więc do zobaczenia.
- Pa.
Po zakończeniu rozmowy ogarnęłam się, zrobiłam wszystko co obiecałam ojcu, po czym zarzuciłam torbę na ramię i udałam się w kierunku szkoły.
Właśnie takim oto sposobem znalazłam się w szatni wcześniej niż inni. Przebrałam się, po czym wyszłam na boisko. Przypomniał mi się strzał, który oddałam w trakcie kłótni z Arcadym. No i te wszystkie linie, które widziałam przed oczami. Ale teraz nic się nie działo. Muszę opanować zarówno ten potężny strzał, jak i te głupie kreski.
Rozpoczęłam więc ćwiczenia i strzelałam na bramkę. Próbowałam również zobaczyć linie, ale wciąż byłam na nie ślepa. Westchnęłam. No trudno.
Właśnie w tej chwili rozległ się dzwonek i uczniowie wylegli ze szkoły. Jednym z nich był Arcady, który właśnie pokierował się w stronę domku klubowego.
- Arcady! – krzyknęłam machając ku niemu ręką.
Rozejrzał się i po chwili jego spojrzenie padło na mnie…
Arcady?
Od Arcady'ego
-Zaspałem-wysapałem do Lily, która wlepiła we mnie pytający wzrok.
-Znoooowu?-zapytała z udawanym znudzeniem i zaśmiała się cicho.
Zdążyłem tylko przewrócić oczami, gdyż przyszedł nauczyciel matematyki.
Weszliśmy do klasy, rozpakowaliśmy się i zaczęła się lekcja. Kiedy sensei zaczął szukać w dzienniku dzisiejszego dnia, aby zapisać temat lekcji, rzuciłem do Lily dziurkaczem. Był to cud, biorąc pod uwagę to, że siedziałem w pierwszej ławce pod ścianą, a ona w drugiej pod oknem. Oczywiście, jak można było się spodziewać, matematyk nic a nic nie zauważył i nadal spokojnie kartkował dziennik. Popatrzyłem, jak Lily robi dziurki na ostatniej stronie zeszytu i przewróciłem oczami. Po chwili oddała dziurkacz sprawnym rzutem. I tym razem pedagog nie okazał reakcji. Temat był niemożliwie nudny: procenty z liczby. Nadzwyczajnie szybko robiłem wyznaczone zadania, po czym pisałem na kartce, którą przekazywałem jednemu koledze, a on mi odpisywał. Tym sposobem "przegadaliśmy" całą lekcję. Na następnych lekcjach nie zdarzyło się już nic godnego uwagi, oprócz tego, że pisaliśmy test z japońskiego. Jak zwykle poszedł mi tragicznie, nie oczekuję dobrego wyniku.
Po lekcjach mieliśmy jak zwykle trening.
Ktoś? ^^