poniedziałek, 29 grudnia 2014

Nowy członek!


Imię: Alex
Nazwisko: Lennox
Wiek: 14 lat
Numer: 2
Pozycja: obrona,pomocnik,napastnik
Techniki hissatsu: Mury Ognia(blok),Ognisty Płomień(strzał),Strzał Demona(strzał),Mury Piekła(blok)
Charakter:Jest bardzo energiczna i zawsze wszystko robi po swojemu. Nigdy nie patrzy na konsekwencje. Jeśli ktoś jej zajdzie za skórę  to potrafi być niemiła. Nienawidzi kiedy mówią na nią córka demona z powodu jej hissatsu. Stara się nie zawieść drużyny.
Kieruje: emmasue385@gmail.com (Kemari 629)

Od Lily-CD Od Shadow

-Jasne-powiedział Arcady.-Na jakiej grasz pozycji?
-Bramkarz i pomocnik-odpowiedziała.
-Bramkarza już mamy-mruknął Noya.
-Chodź, damy ci strój-powiedziała Ariana.
-Ok-przytaknęła.
Niespodziewanie kilka osób (ja, Arcady, Reg, Ariana i Noya) wybuchnęło śmiechem. Widocznie pomyśleliśmy o tym samym.
-Zobaczymy, czy go znajdziemy-mruknęłam pod nosem.
Shadow poszła więc z Arcadym, Regiem i mną do szafki, w której trzymaliśmy zapasowe stroje. Historia lubi się powtarzać: Reg szukał go jakieś 10 minut. W końcu wybrał go spomiędzy innych rzeczy i wręczył Shadow koszulę z numerem "9".
-Został jeszcze tylko numer 2-podsumował Arcady.
Shadow poszła przymierzyć strój. Wróciła po kilku minutach.
-Teraz będziecie chcieli sprawdzić, co umiem, prawda?-zapytała.
-No...-odpowiedział Arcady.
Wyszliśmy z powrotem na boisko.
-Może spróbujesz odebrać piłkę od Lily?-zaproponował Arcady.
-Spoko-zgodziła się.
Dostałam piłkę. Stanęłam w odległości kilkunastu metrów od Shadow. Po chwili zaczęła biec, zaraz potem ja też. Podjęła próbę przechwycenia piłki, ale zrobiłam unik. Może i drybling nie jest moją specjalnością, ale w końcu jestem najszybsza. Ponowiła próbę. Tym razem zrobiła jakiś ruch, którego nigdy wcześniej nie widziałam. Udało jej się - straciłam piłkę z posiadania.
-Nieźle-powiedziałam, uśmiechając się.
-Dzięki-odwzajemniła uśmiech.
-No to witaj w drużynie-powiedział Arcady (nie wnikam, skąd on się znalazł tam tak szybko!). Może przedstawimy się resztę? Ja jestem Arcady. To jest ace napastnik Lily. Potem drugoroczni: Ariana, Nadiya i Lucy, trzecioroczni: Reg, Noya i Blue.

Shadow?

Od Shadow

Obudziłam się z samego rana. Szybko wstałam, przeciągnęłam się i trochę pogimnastykowałam. Kiedy byłam już rozgrzana poszłam do łazienki i się umyłam. Kilka minut później zeszłam na parter do kuchni, gdzie siedział już mój kochany ojciec.
- Cześć papo!
- Witaj mój mały Cieniu  - powiedział głaszcząc mnie na przywitanie po głowie.
- Papo! Ile razy mówiłam, żebyś tak do mnie nie mówił? – zapytałam z przyganą w głosie zabierając się za jedzenie.
- Wybacz Shadow. To po prostu już takie stare ojcowskie nawyki.
- Tak wiem – odpowiedziałam, po czym zabrałam się za jedzenie. Przez chwilę trwaliśmy w ciszy, którą jako pierwsza przerwałam. – Papo? Jak długo tu zostaniemy?
- Nie wiem Cieniu. Może rok albo dwa. A może zaledwie kilka miesięcy. Niestety jeszcze tego nie wiem.
- Ach, spoko. A mogę dołączyć do klubu piłkarskiego w szkole?
- No jasne!
- Dzięki papo! – powiedziałam po czym pocałowałam go w policzek i pobiegłam do drzwi.
Właśnie kiedy wybiegałam z domu usłyszałam za sobą krzyk:
- Shadow!
- Tak papo?
- A nie zapomniałaś przypadkiem o czymś?
- Ale niby o czym? – zapytałam marszcząc z niezrozumieniem brwi.
- A może byś tak wzięła ze sobą torbę z książkami.
- Ach, no tak, racja. Zupełnie o niej zapomniałam – powiedziałam ze śmiechem, po czym podniosłam torbę i wyszłam z domu. – Do zobaczenia wieczorem papo!
       Nie usłyszałam już odpowiedzi. Biegłam prędko przez miasto, aż w końcu dotarłam do szkoły. Akurat zadzwonił dzwonek. Hura! Mój pierwszy dzień w nowej szkole uważam za rozpoczęty!
***
       Minęły już wszystkie lekcje. Nareszcie.
- Klubie piłkarski, nadchodzę! – wrzasnęłam na cały głos, tak, że było ,mnie słychać w całej szkole.
Kilkoro dzieciaków spojrzało na mnie za zdziwieniem, na co posłałam im mój szalony uśmiech. Chyba wzięli mnie z tego powodu za wariatkę. Ale z resztą, kogo by to obchodziło. Wiem przecież, że mam ADHD, nie musicie mnie jeszcze o tym uświadamiać.
Gdy tylko o tym pomyślałam nie wytrzymałam i parsknęłam śmiechem. Znów kilkoro uczniów popatrzyło na mnie dziwnie, ale ja już przebiegłam obok nich. Wypadłam na dziedziniec i pognałam, ku boisku. Ze szczęścia aż mnie roznosiło. Normalka. Ze śmiechem wyskoczyłam w górę i zrobiłam piruet w powietrzu, po czym opadłam na ziemię i pobiegłam dalej. W końcu znalazłam się koło boiska. Wtedy spróbowałam się zatrzymać, ale byłam za bardzo rozpędzona. Skończyło się tym, że wylądowałam tyłkiem na ziemi. Minęły ze dwie sekundy, po czym zaczęłam szaleńczo się śmiać. W pewnej chwili usłyszałam głos dochodzący z boku:
- Hej! Nic ci nie jest? – zapytał chłopak o brązowych włosach i tego samego koloru oczach.
- Wszystko ok – odpowiedziałam z uśmiechem.
                            Po chwili mój wzrok padł na strój chłopaka i oczy zaiskrzyły mi się z podniecenia. Podbiegłam do niego i zapytałam z podnieceniem:
- Jesteś w klubie piłkarskim?
- Eeee… No tak.
- Macie trening?
- Tak. Too… - nie zdążył dokończyć, gdyż chwilę po tym, jak wskazał mi, gdzie znajduje się drużyna, już pędziłam w tamtym kierunku.
                            Bez zastanowienia weszłam szybkim krokiem na boisko, gdy nagle tuż przy głowie usłyszałam głośny świst. Natychmiast obróciłam się w odpowiednim kierunku i z łatwością złapałam piłkę w obie ręce.
- Ej, uważaj, gdzie kopiesz tą  piłkę – warknęłam.
- Eeee… Sorki – odpowiedziała dziewczyna.
- Luzik – odparłam śmiejąc się do dziewczyny, po czym zwróciłam się w kierunku całej drużyny. – Hejka wam! Które z was jest kapitanem?
- No, to jestem ja – odpowiedział mi piłkarz z numerem 8.
- Ekstra! Powiedz, przyjmiecie mnie do drużyny? – zapytałam wyszczerzając się do niego radośnie.


Ktoś?

Od Noyi

Wracałem z treningu dłuższą drogą do domu. Siatkarze, to znaczy banda idiotów chyba wystraszyła się Asahi'ego. Już więcej nie weszli mi w drogę, i mam nadzieję, że tak zostanie. Ostatnie wydarzenia i tak były niepokojące, to już wystarczy.
Nagle sułyszałem znajomy głos:
- Noya! Poczekaj!
Odwróciłem się, lekko zdziwiony. Po chwili obok mnie stanął mój dobry przyjaciel z klubu siatkarskiego - który nie uważał mnie za największego wroga. Za nim podbiegł jakiś dzieciak.
- Suga! - przybiliśmy piątkę - Dawno cię nie widziałem!
- Trochę... - uśmiechnął się - Pozostali dalej uważają że ty...?
- Tak - przeprałem mu- Tak, uważają. Już się spotkaliśmy...
- Ale wszystko dobrze się skończyło? - szarowłosy wydawał się zaniepokojony
- Tak. I żyli długo i szczęśliwie - uśmiechnąłem się, zerkając na niskiego dzieciaka
- Żarty zawsze się ciebie trzymały - odparł Suga, a po chwili dodał - Pewnie wiesz, że po odejściu trzecioklasistów drużyna siatkarska ma nowych zawodników.
Kiwnąłem głową, a chłopak przywołał ręką dzieciaka.
- To Shon. Nowy libero naszej... znaczy waszej... znaczy... drużyny siatkarskiej... - powiedział Suga
On już skończył gimnazjum, teraz jest licealistą. Wraz z nim odeszła trójka siatkarzy. Drużyna musiała zwerbować nowych zawodników, żeby mogli grać jak się należy. Widać wybór padł na pierwszoroczniaków.
Shon spuścił głowę i wyglądał jakby się wstydził. Suga odciągnął mnie na bok i zaczął szeptem:
- Kiedy odeszłeś, na Shonie polega cała drużyna. Jako podstawa obrony, musi dobrze przyjmowac. Z powodu niskiego wzrostu, nie pozwolono mu grać w ataku. Trochę się tym wsytdzi. Na każdym treningu między innymi Tsukki, wypomina mu to, że jest niski.
- Ale... jak to? Przecież nie mogą nim pomiatać jak chcą - przerwałem mu szeptem
- Jemu to nie przeszkadza - uśmiechnął się - Ale... jedyny problem w tym, że... nie umie przyjmowć...
- Jaki ja mam z tym związek? - zapytałem, jednak zacząłem już się domyślać, o co chodzi szarowłosemu.
- Wiem, że może ci być ciężko... - zaczął niepewnie - I jeszcze dołączyłeś do drużyny piłkarskiej. Doceniam wszystko co dla nas zrobiłeś, ale... Każdy pierwszak w drużynie musi czymś zabłysnąć...
- Panie Nishinoya... - nagle dobiegł do nas głos nowego libero drużyny siatkarskiej - Widziałem jak pan gra na turnieju. Niech pan mnie nauczy swoich umiejętności!
Pierwszy raz słyszałem, że ktoś zwraca się do mnie pan, poza dyrektorem i niektórymi nauczycielami, którzy... mają o mnie dość specyficzne zdanie... Spojrzałem na Sugę. Na jego twarzy widniała nadzieja.
- Zacznijmy od tego... - zaczałem dość niepewnie - Nie: "panie Nishinoya". Po prostu Nishinoya, albo Noya.... Hm. W sumie, czemu nie. Ale pamiętaj, nie zawszę będę mieć czas - powiedziałem i uśmiechnąłem się do Shona.
- Czyli... to prawda! Pan... Ekhm... znaczy Nishinoya będzie mnie trenował! - wrzeszczał mały.
- Dziękuję - powiedział bezgłośnie Suga.
Obaj się pożegnali i odeszli. Nie wiem, czemu się zgodziłem. Wiem, ze trzeba się skupić na treningach piłkarskich, a teraz jeszcze ten mały...
- "Panie Nishinoya" - mruknąłem pod nosem i zaśmiałem się
Odwróciłem się i zacząłem iść w kierunku domu. Zacząłem się zastanawiać, czemu zgodziłem się wogóle pomóc temu dzieciakowi, gdy nagle przede mną wyrósł Arcady.
- Cześć! - powiedział z uśmiechem - Mam do ciebie pytanie...
Przysłuchiwałem się jego wypowiedzi. Jednak na małą chwilę się wyłączyłem. Ocknąłem się, gdy Arcady mówił to co najważniejsze:
- ...i chciałem się dowiedzieć, czy Ese może być wykorzystana do zdobycia gola z bramki?...
- Hm... Z bramki do bramki? - zapytałem, a on przytaknął - Nigdy się nad tym nie zastanawiałem...
- Skoro technika ma taką moc to może można to wykorzystać z korzyścią dla drużyny - odrzekł Arcady
Popatrzyłem zaintrygowany na chłopaka. To może być świetny plan. Wystarczy udoskonalić Ese, i można by z tego korzystać, można powiedzieć - bez zmęczenia zawodników... może...
- Ale... Noya, gdzie ty idziesz? - zapytał Arcady, zbity z tropu.
- Jak to - gdzie? Na boisko, oczywiście - uśmiechnąłem się szeroko - Muszę spróbować.
****
Wieczór zapadł już dawno. Zdążyłem stracic poczucie czasu. Piłka rzadko przekraczała połowę boiska... Do sukcesu brakowało bardzo dużo.
- Jeszcze raz! - krzyknąłem do Arcady'ego, ocierając pot z czoła.
- Może na dziś wystarczy? - zapytał niepewnie chłopak, biorąc piłkę do ręki
- Jeszcze raz! Jestem gotowy! - krzyknąłem, czując jak nogi powoli odmawiają mi posłuszeństwa...
****
Padłem twarzą na przyjemnie chłodną murawę. Gwiazdy już dawno pojawiły się na granatowym niebie i przyglądały się moim nieudanym próbom wykonania ulepszonej wersji Ese...
- Noya! - podbiegł do mnie Arcady i pomagał mi wstać.
- Spróbuję jutro... - wymamrotałem i starałem się wyprostować - Uda się... Zobaczysz.
- Ale... - zaczął Arcady z niewyraźną miną, ale po chwili ustąpił - Dobrze...
Rozeszliśmy się do domów. Moi rodzice już się przyzwyczaili do późnych powrotów do domu, z powodu treningów. Trochę czułem się winny i miałem wielką nadzieję, że Arcady'emu nie oberwie się zbytnio za powrót po północy...
- Dam sobie radę, tylko potrzebuję czasu - mruknąłem i rzuciłem się na łóżko.
Słyszałem jeszcze jak siostra głośno wzdycha na mój widok i zchodzi po schodach... 

niedziela, 28 grudnia 2014

Nowy członek!


Imię: Shadow
Nazwisko: Mairestee
Wiek: 14 lat (2 gimnazjum)
Pozycja: bramkarz (bywa i pomocnikiem)
Numer: -
Techniki hissatsu: Anielska brama (bramkarska), Unik demona (drybling)
Charakter: Żywiołowa z nieposkromionym temperamentem. Należy do osób pozytywnie zakręconych. Nigdy się nie poddaje. Robi co uważa za słuszne i nie przejmuje się tym co mówią o niej inni. Jest sobą i nie ma zamiaru tego zmieniać. Jest przy tym bystra i przyjacielska. Podchodzi do życia na luzie i postrzega świat odrobinę lepszym niż jest w żeczywistości. Jest silna, niezależna i samowystarczalna. Nienawidzi, gdy inni zabierają jej swobodę. Nienawidzi być osaczana, a kocha wolną przestrzeń. Jest bardzo uparta i trudno przekonać ją do zmiany zdania. Dla przyjaciół zrobi niemal wszystko. Kiedy ktoś zalezie jej za skórę potrafi być jednak bardzo groźna i lepiej wtedy uciekać. Osóbka mściwa, ale potrafi wybaczyć, jeżeli widzi, że osoba naprawdę żałuje tego co zrobiła.
Kieruje: tigraria@gamil.com (Tigra)

Ankieta

Ankieta, w której głosowaliście zostanie zrestartowana, ponieważ już jest 7 głosów, a jak doskonale wiecie mamy tylko 6 osób, czyli mnie Izumi, Akemi, Mizu, Starunnę, Kemari i Debę. Biorąc pod uwagę to, że sama jeszcze nie zagłosowałam, możemy mieć 5 głosów. Jest więc o całe 2 za dużo! Proszę was bardzo, żeby nie oszukiwać (nikogo nie osądzam).

Proszę, żeby osoby nie należące do bloga nie głosowały!

sobota, 27 grudnia 2014

Od Lucy

Klub piłkarski zakończył swój trening. Ale pewna osoba była na boisku i próbowała opanować technikę hissatsu. To była Lucy. Co chwile spadała na ziemie ale się nie poddawała. Nagle kątem oka dostrzegła Arianę, która była ubrana w strój piłkarski.
-Ariana-powiedziała, odwracając się przodem do koleżanki.
-No hejka. Ty też się palisz do treningu?
-Yhym. Muszę w końcu opanować pewną technikę.
-Może spróbujmy razem?
-Mam nawet lepszy pomysł.
-Jaki?
-Opanujemy Salta Pioruna.
-Salta Pioruna?
-Wytłumaczę ci to-powiedziała po czym na ziemi narysowała schemat.
-Wchodzę w to-dodała Ariana po czym zajęły swoje stanowiska. Stanęły naprzeciw siebie. Dzieliła je duża odległość. Lucy miała przy sobie piłke po czym kopneła ją w góre i wykonując salto pokierowała ją do Ariany która tak samo wykonała salto i kopneła footbolówke która była otoczona piorunami w strone bramki. Ale przed bramką piłka zaczeła zwalniać a pioruny znikać.
-Tak jak myślałam.
-O co ci chodzi Lucy?
-Piłka musi się u mnie bardziej nalelektryzować. Z tym zawsze był problem.
Po tym próbowały opanować technikę do skutku, ale co chwile upadały. Były mocno wykończone. Lucy po chwili opadła z zmęczenia. Ta technika potrafiła dać w kość. Jej przyjaciele z dawnego zespołu opanowali ją po trzech tygodniach.
-Poddajesz się to do ciebie nie podobne-powiedziała pewna czarnowłosa o fioletowych oczach.
-Amanda. Ale ty przecież..
-Mieszkam w Hiszpani. Przyjechałam odwiedzić moją kochaną kuzynke.
-Ariana to jest Amanda. Moja kuzunka i dawna zawodniczka z mojego zespołu.
-Miło mi Erika.
-Próbujecie opanować Salta Pioruna.-stwierdziła Amanda pacząc na piłkarki, które przytaknęły. -Spróbujcie wykonać jeszcze raz tą technikę a może wyłapie błąd.
Lucy staneła kilka metrów przed Arianą. Wybiła footbolówke w powietrze po czym wykonała salto i kopneła piłke która była naelektryzowana w strone Ariany która tak samo wykonała salto i kopneła piłke w strone bramki. Niestety było to samo co wcześniej. Strzał osłab.
-Ciekawe.
-O co ci chodzi Amanda?
-Pamiętasz Lucy jak przyjaciele z naszego zespołu prubowali opanować tą technike?
-Tak zeszło im z trzy tygodnie.
-Lucy musisz uderzyć w piłke dwa razy mocniej niż przedtem.
Dziewczyny znowu zajeły swoje miejsca. Lucy wybiła piłke w góre która była mocno naelektryzowana po czym wykonała salto i kopneła ją w strone Ariany która wykonała salto i pokierowała footbolówke w strone bramki. Piłka o mały włos by nieprzedziurawiła by siatki.
-Udało się!-krzykneła z radości Ariana.
-Amanda może pokażemy naszą technike?
-Jaką? A tą technike pewnie.
Lucy zaczeła biec z piłką na bramke po czym wyskoczyła z nią w powietrze gdzie do niej dołączyła Amanda która kopneła piłke w góre po czym białowłosa się od niej odpiła i kopneła footbolówke w dół która była otoczona gwiezdnym pyłem. Czarnowłosa oddała strzał na bramke a piłka była otoczona gwiazdami i kometami.
-Galaktyczny Strzał-technika była bardzo potężna. Ariana była pod wrażeniem.
-Widać że formy nie straciłaś.
-Sie wie.
-Ariana może przyjdzesz do mnie?
-Pewnie że tak.
Piłkarki szybko poszły do szatni się przebrać po czym wraz z Amandą poszły do domu Lucy.
Po tym jak Ariana wyszła od Lucy , Amanda przekazała białowłosej list. Dziewczyna otworzyła kopertę po czym zaczęła czytać list. Nie wierzyła w to co było tam napisane. Kiedyś z jej siostrą Emmą chciały dostać się do akademii piłkarskiej w Hiszpani. Wysłały zgłoszenia, ale niestety nic. Nie otrzymały nawet wiadomości o tym że się nie dostały. A teraz jej napisali że się dostała, ale musi podjąć decyzje, czy chce dołączyć.
-Wasze zgłoszenia zagineły. Kilka tygodni temu je znależli i kazali mi tobie to przekazać. Proszę dołącz do akademii. Ja się dostałam i jest super.
-Ja musze ... musze to przemyśleć.
-Ale co tu jest do myślenia?! Zawsze o tym marzyłaś?!
-Tak ale niechce zostawić....
-O już rozumiem chodzi o tą bande patałachów.
-Nawet tak o nich nie mów!! Są od ciebie o niebo lepsi!
-Dobrawdy?!
-Tak?! W moim życiu niema miejsca dla wroga moich przyjaciół!
-Ach tak! Zniszczę ci życie jeśli nie dołączysz do akademii.
-Prosze bardzo panno wielka gwiazdo!
-Thy-po tej kłótni Amanda wyszła z pokoju trzaskając drzwiami. Lucy zastanawiała się nad przyłączeniem do akademii. Ale z drugiej strony chciała grać w piłkę z przyjaciółmi.

Uwaga!!!

Przypominam wam o konkursie na strój drużyny. Kto jeszcze nie wysłał, niech się pośpieszy! Bo jak na razie tylko Lily i Nadiya nadesłały mi swoje prace. Myślę, że będę czekać do końca roku (macie 4 dni), chyba, że wcześniej wszyscy się wyrobią. W takim wypadku głosowanie rozpoczęło by się szybciej.

Dodatkowo zachęcam do zastanowienia się nad nazwą szkoły.


I jeszcze coś: za chwilę zrobię pewną ankietę. Myślę, że nie trzeba na razie nic zmieniać, ale chcę znać waszą opinię.



Od Blue- CD of Shade`a

Zamarłam. Skąd on wiedział… Czyżby mam doczynienia ze szpiegiem? Zadziałałam błyskawicznie. Uniosłam swoją pięść, po czym zadałam mu silny cios pięścią. W momęcie gdy moja pięść dotknęła jego skroni, pojawiła się błyskawicą, która swoją siłą odrzuciła Shade’a na bok. Leżał bezwładnie w krzakach, raczej zemdlał. Nie zastanawiając się, uciekłam do mojego pana, najszybciej jak mogłam. Zamknęłam się w mojej komnacie i nagle dostałam olśnienia. Wybiegłam z pokoju prosto do gabinetu mojego pana. Po raz kolejny stałam przed świetlistymi drzwiami, lecz tym razem przepełniała mnie radość. Otworzył mi ponury lokaj, jak zwykle z grymasem na twarzy. Nie zwracając na niego uwagi, wbiegłam, niczym wichura.
-Panie, pozwól mi grać w piłkę!- Krzyknęłam i upadłam na kolana.
- Miałem nadzieje, że się zoriętujęsz, Blue. Bo widzisz, jak dostajesz wszystko na talerzu, wyrośniesz na rozpuszczonego bachora. Przynajmniej nauczyłem cię myśleć we właściwy sposób. A co do piłki, którą tak kochasz, to pozwalam ci w nią grać.- Myślałam, że to sen. Pokiwałam głową, podziękowałam i po chwili namysłu wybiegłam z pokoju. Z torby wyciągnęłam piłkę, i zaczęłam ćwiczyć drybling na korytarzu. Wszystko wydawało mi się jakieś wesołe.
                                               *              *            *
Następnego dnia, moje szczęście zostało haniebnie rozdarte przez naszą pierwszą lekcją: Historią. Regg chyba nadal był obrażony za wczoraj. Weszłam do klasy, a Shade już tam był. Widać było, że miał podbite oko. Usiadłam ciężko, poczym do klasy wszedł praktykant. Nasz Historyk wszedł w nawyk opuszczania klasy. Praktykant usiadł w kącie, nie robiąc nic by zastopować nadchodzący zgiełk. W sumie i tak by mu się nie udało. Ja byłam zmuszona do siedzenia na swoim miejscu. Strasznie się bałam. Nawet nie byłam w stanie opanować łez. Właściwie Shade dzisiaj nic nie mówił, co mnie tylko zbiło z tropu. W końcu przemówił:
- Silny cios, doprawdy. Gdzie się go nauczyłaś? Czyżbyś bała się przyznać?- Jakaś część we mnie się załamała. Moje oczy wypełniły się łzami. Nagle wydałam z siebie dziwny dźwięk, podobny do czknięcia. Widocznie zwabiło to Regga który odwrócił głowę w naszą stronę. Wlepił we mnie wzrok, a ja spuściłam głowę, a kilka łez spadło na mój zeszyt.
-Hej, Blue.- Wyszeptał.- Siadaj koło mnie.- I tak zrobiłam. Zabrałam swoje zeszyty i plecak, a reszta lekcji minęła pomyślnie. Pod koniec dnia, popędziłam na trening. Dzisiaj wszystko szło dobrze. Nadiya i Lily radziły sobie wspaniale, w sumie jak wszyscy. Właśnie skupiłam się na ograniu Regg’a, który odebrał piłkę Arianie. Już miałam rzucić się na niego, ale usłyszałam świst w powietrzu. Ktoś posłał piłkę w moją stronę. To było dość nieprzewidywalne, bo piłka została posłana z widowni. Obróciłam się i użyłam Hissatsu, którego jeszcze nie wykończyłam. To było jak ściana ochronna. Machnęłam rękami i nagle z ziemi wyrosły zielonkawe promienie. Zatrzymały piłkę w locie, ale jako że technika nie była ukończona piłka się przedarła. Aby jednak obezwładnić piłkę podskoczyłam, tak aby zaczymać piłkę swoim ciałem. Piłka beztrosko uderzyła mnie w brzuch, ale na szczęście spadła na ziemie. Podparłam na niej nogę i jak wszyscy inni zaczęłam się rozglądać za tajemniczym właścicielem tej jakże nieoczekiwanej piłki. Ku mojemu zdziwieniu na widowni stał... Shade.

-Chcę się do was przyłączyć!- Powiedział spokojnie.

Od Lily

Była środa. Jak zwykle nie mogłam się rano dobudzić. Kiedy w końcu to mi się udało, zjadłam szybkie śniadanie, ubrałam się w mundurek itd. Byle przetrwać dzień. Odebrałam telefon od ciotki, która chciała coś tam od mamy. Potem wyszłam, o mało nie zapominając książek. Jakoś doczłapałam się do szkoły. Potem matma. Robiliśmy jakieś nudne zadania. Japoński, pisaliśmy wypracowanie na temat krajobrazu. Angielski robiliśmy jakieś ćwiczenia. Na wf'ie graliśmy w siatkówkę ("Arcady! Tej piłki się nie kopie!"). Potem jeszcze kilka innych lekcji i w końcu trening. Byłam zmęczona tyloma lekcjami, z resztą nie mogłam tej nocy spać, więc nie wykazywałam się zbytnio podczas gry.
-Ej, Lily, co się z tobą dzieje?-zapytał Arcady, kiedy nie odebrałam podania Ariany.
-Nic. Po prostu się nie wyspałam i jestem zmęczona.
Akurat była krótka przerwa, więc usiedliśmy na ławce koło boiska, odpoczywając i rozmawiając.
-Jeszcze dwie osoby i będziemy mogli zabrać mecz...-rozmarzył się Reg.
-Aż dwie-mruknął Arcady.
-A tobie co?-zapytałam.
-Nic, zupełnie nic-wzruszył ramionami.
Spojrzałam na niego karcąco, na co ponownie wzruszył ramionami. Po kilku minutach przerwa skończyła się i wróciliśmy do treningu.
-Może im pokażemy?-zaproponował Arcady.-No chyba, że dalej śpisz-zakpił.
Prychnęłam i przytaknęłam mu. Wyszliśmy na boisko. Noya stał na bramce, do której strzelała Lucy, a ja, Arcady i Ariana przechodziliśmy przez obronę złożonej z Rega, Nadiyi i Blue. Najpierw piłkę miał Arcady, ale stracił ją przez Blue. która była najbliżej. Ona podała do Rega. Popatrzyłam na Arcady'ego znacząco. Zrozumiał i wybiegliśmy do przodu. Kiedy się zrównaliśmy, zaczęliśmy zamieniać się miejscami w biegu.
-Błyskawica Nike!
Kiedy byliśmy już wystarczająco blisko, błyskawica uderzyła w zdumionego Rega i zmiotła go z drogi na bok, a piłkę przesłała mi. Podaniem do Shade'a ominęliśmy Nadiyę. Potem oddał mi piłkę, a ja strzeliłam w pustą bramkę.


Ktoś? :D

Od Noyi-CD Od Nadiyi

Byłem oszołomiony. Jak Nadiya to zrobiła? Siła strzału była dość duża...
Wyplątywałem się z siatki. I to był mój znak rozpoznawczy - w kontakcie z siatką (nieważne czy w siatce czy w piłce nożnej czy w innym sporcie) - zawsze musiałem o nią zahaczyć i się z niej wyplątać. 
Do moich uszu dotarł krzyk Nadiyi. 
- Co się stało, Nadiya? - troskliwie zapytała Ariana
- Wszystko w porządku? - do grupy otaczającej dziewczynę dobiegł Arcady.
Nadiya kiwnęła głową. Jednak Arcady nie odpuszczał:
- Może odpoczniesz? Wyglądasz nie najlepiej... 
- Nic mi nie jest - odparła - Możemy dalej trenować.
- Ale... - pomocnik nie chciał dać za wygraną, jednak nie dokończył swojej wypowiedzi.
W tym momencie udało mi się uporać z siatką i stanąłem na równe nogi. Inni zaczęli, dość niepewnie, zajmować sowje pozycje zerkając jeszcze na Nadiyę. Nie mogłem zebrać myśli i ustalić co się stało. 
"Czyżby to było jakieś hissatsu?" - pomyślałem 
Nagle poczułem przeszywający ból... Ponownie wpadłem do bramki. Na chwilę zakryłem twarz w dłoniach.
- Noya! Nie śpij na bramce! - wrzasnęła Lily
- Przepraszam! - Arcady pomógł mi wstać - Chciałem przećwiczyć Obrotowy strzał...
To od niego dostałem piłką w twarz. Moc hissatsu robiła swoje... 
- Właśnie dlatego - zacząłem dochodząc do siebie - nie należy bronić strzałów twarzą...
Ból ustawał. Mimo że dzisiejsza sytuacja dalej mnie zastanawiała, postanowiłem nie drążyć tematu i już się skupić na treningu... Mój nos nie wytrzyma kolejnego hissatsu obronionego twarzą... Trening trwał dalej...

Od Lucy-Wrogowie

Lucy po treningu wruciła do domu. Była ona sama a tej okolicy troche się bała ale co poradzić że tu muszą mieszkać jej wrogowie. Gdy by mogła to by spaliła by to miejsce a po tem zamieniła by je w cmentarz. Jej czerwone oczy przemierzały miejsce w poszukiwaniu któregoś z wrogów. Nagle za nią piłka leciała w jej strone. Dziewczyna szybko się obruciła i przekierowała strzał na napastnika który runoł na ziemie. Ale po chwili pojawili się jego koledzy. Wszyscy zaczeli oddawać strzały które Lucy przekierowała na nich. Po chwili jedną z piłek przejeła. 
-Co się stało Lucy masz dość?-spytał hytrze jeden z napastników. Dziewczyna skrzyżowała palce u prawej ręki po czym uniosła ją ku górze. Na czóbku palców zaczeła powstawać wodna bańka. Po chwili gdy bańka była wystarczająco duża Lucy wykonała zamach ręką i footbolówka znalazła się w środku wodnej kuli która unosiła się ku górze. Białowłosa wyskoczyła w powietrze po czym wykonała tam kilka obrotów po czym kopneła piłke w strone wrogów.
-Oceaniczna Aura.-technika odrazu rozwaliła jej rywali którzy uciekli. 
-No ładnie ładnie Lucy.-powiedział chłopak o czarnych włosach które zasłaniały mu lewe oko i o brązowych oczach. 
-Znowu chcesz atakować prosze bardzo. Ale pamiętaj mnie nigdy niezłamiecie!
-Oj Lucy ty się jeszcze nienauczyłaś. Nigdy ze mną niewygrasz. Skończysz tak samo jak twoja siostra.
Dziewczyna go zignorowała i poszła w dalszą droge ale niestety musiał on ją zagrodzić. Nagle jeden z chłopaków zaskoczył ją od tyłu i urzył paralizatora. Lucy straciła przytomność a napastnicy znikneli z miejsca zdarzenia. Po chwili przyjechała tam czarna limuzyna. Wysiadł z niej pewien męszczyzna o czerwonych oczach i białych włosach. Zabrał on białowłosą z tego miejsca.

Lucy obudziła się w swojm pokoju. Była tym zdziwiona bo straciła przytomność w zupełnie innym miejscu. Obok jej łóżka siedział ten sam człowiek który zabrał ją z tsmtej okolicy. 
-Lucas.-powiedziała uradowana dziewczyna przytulając białowłosego.  -Już dobrze siostro. 
-Lucas błagam cie nieprzeprowadzajmy się. Niechce opuszcić zespołu. Oni są mojmi przyjaciółmi.
-Obiecałem rodzicom że niepozwole aby ciebie znowu spotkało zagrożenie z strony tych morderców. Zapomniałaś co oni zrobili Emmie? Przez nich ona zgineła w trakcie meczu a ty byś o mały włos niestraciła nogi.
-Bracie prosze ja niechce się przeprowadzać.
-Dobrze. Ale musimy coś wymyślić na nich.-powiedział po czym zostawił siostre samą. Lucas po śmierci jej rodziców ją adoptował. Cieszyła się z tego , niepotrafi sobie wyobrazić życia w inne rodzinie. Zawsze mogła na niego liczyć.

piątek, 26 grudnia 2014

Od Shade'a

Po lekcjach miałem ochotę pogadać z Blue. Niestety, gdy zadzwonił ten piskliwy i bezużyteczny dzwonek, wypędziła z pokoju z prędkością światła. Już ją straciłem z oczu kiedy nagle wpadła na jakiegoś ucznia i trochę rozmawiali. To mnie uratowało. Od razu nadrobiłem dzielące nas metry. Kiedy skończyli rozmowę, Blue skręciła w jakąś ciemną ulice, gdzie ją dogoniłem.
-Cześć!- Powiedziałem promiennie.
-A, cześć!- Odpowiedziała.
- Słuchaj, przepraszam, że wmieszałem się w nie swoje sprawy, kłucąc się z twoim kolegą. Nie wiem co we mnie wstąpiło, ale zdenerwował mnie ten typ. Wiem, że nie powinienem być taki nachalny, przepraszam.
-A, to. Spoko, i w sumie dzięki za pomoc. Nie musisz przepraszać, właściwie nie zrobiłeś nic złego. Wiem jak się czujesz, też byłam tu nowa. Z czasem się przyzwyczaisz.Podoba ci się w naszej szkole?
-Jasne.- Rozpromieniłem się. Jestem Shade. Shade Daley.
-Blue.- Odparła.
- Wiem.- uśmiechnęłem się tajemniczo, jak zawsze. Widać, że ją tym zdziwiłem, bo uniosła swoje równo zarysowane brwi i widać, że uśmiech zniknął z jej twarzy.
-Czyżby?- Spytała zaciekawiona.-Skąd? Ja zignorowałem pytanie i kontynuowałem naszą nietypową rozmowę.
-Wiem także gdzie mieszkasz i kim jesteś. – Powiedziałem spokojnie. Kiedy zobatrzyłem kątem oka, że się przestraszyła, dolałem oliwy do ognia, mówiąc:

-Nie ma się czego bać, Florence Shinai. 

Bannery

Od teraz możecie zareklamować naszego kochanego bloga!
Im więcej osób, tym raźniej, prawda?







by Izumi and Akemi



Zapraszamy do promowania bloga, możecie też zrobić własne bannery i nam wysłać. ;)

Od Nadiyi

Nadal za bardzo nie wiedziała o co chodziło z tym ostrzeżeniem przed siatkarzami, ale postanowiła bardziej uważać. Nie, że się bała, bo w domu i tak czekało ją większe piekło. Ale o tym lepiej nie wspominać. Od rozmowy, w której Noya ostrzegł ją przed swoim starym klubem minęło parę dni. Przez ten czas nie zamieniła z bramkarzem żadnego zdania. No nie tylko z nim, nie rozmawiała z żadnym innym członkiem drużyny. Jednak na nikim nie zrobiło to wrażenia i większość, o ile nie wszyscy przyzwyczaili się do tego.
Kolejny dzień, kolejny trening. Cały ten schemat szkoła-trening-dom-drugi trening zaczynał ją męczyć.
Dziś testowali siłę obrony. Noya, Blue, Reg i Nadiya mieli za zadanie bronić bramki, a Lucy, Lily, Ariana i Arcady próbowali strzelić im gola. Ariana i Kapitan błyskawicznie przemierzali połowę boiska wymieniając między sobą podania. Minęli Rega i kierowali się w stronę reszty. Wtedy do akcji dołączyła Lucy i razem z nimi przekazywali sobie futbolówkę. Reg biegł za nimi, a Blue bacznie obserwowała ich ruchy. Noya napiął wszystkie mięśnie w pełnej gotowości by rzucić się za piłką. Nadiya natomiast stała i nie wykazywała większej interwencji od pozostałej części obrony. W pewnym momencie do ataku na bramkę dołączyła się również i Lily. Blondynka wyskoczyła wysoko w górę, a w tym czasie piłkę podał jej Arcady. Każdy już wiedział co się szykuje, "Diamentowy strzał"... Dziewczyna kopnęła piłkę, a wkoło niej pojawiły się diamenty. Blue wyskoczyła jej na przeciw, ale niestety strzał był zbyt potężny i chwilę potem leżała na ziemi.
Nadiya wzięła głęboki oddech by się uspokoić. Lewą ręką przesunęła pionowo w powietrzu.
-Perfekcyjne Dane 
W tej chwili całe boisko wkoło niej zniknęło, a przed nią pojawiło się mnóstwo paneli z danymi zawodników na boisku. Zignorowała większość i skupiła się na dwóch z nich. Jedno okno przedstawiało dane Lily, a drugie Noyi. Ręką dotknęła pierwsze z nich, a ono natychmiast podzieliło się na pięć kolejnych mniejszych. Dane blondynki zostały ukazane w najmniejszych szczegółach. Siła z jaką kopnęła piłkę, jej szybkość, trajektoria lotu oraz miejsce w które piłka trafi. Teraz wiedziała wszystko. Lewą ręką zamknęła dane, a Nadiya znów znalazła się w centrum gry. 
-Przesuń się w lewo- zwróciła się w kierunku bramkarza, ten spojrzał na nią z niedowierzaniem, a na jego twarzy malowała się niepewność- Zaufaj mi- chłopak kiwnął głową
-W moje lewo czy twoje?- zapytał 
-Twoje. Jeszcze. Jeszcze trochę. Stój. Tak dobrze, nie ruszaj się. Nie używaj hissatsu. 
-Ale...- nie dokończył 
W tej chwili piłka niesiona Diamentowym Strzałem wpadła idealnie w jego ręce, jednak siła uderzenia była wystarczająco ogromna, że Noya wpadł do bramki. Jednak piłka nie znalazła się za linią bramkową, a to oznaczało, że nie było gola.  
W tej chwili Nadiya poczuła jak kolana się pod nią uginają. Zapomniała jak bardzo wyczerpujące potrafi być to hissatsu. Ale takie było jego prawo, coś za coś. Idealne szczegółowe informacje odnośnie każdego zawodnika na boisku w zamian za odrobinę energii. Tak, to był uczciwy układ. Jednak przeszywający ból w skroniach był nie do opisania i nim zdążyła się powstrzymać głośno krzyknęła z bólu.  

Od Blue

Dzisiaj do naszej klasy doszedł jakiś nowy. No ale otrzywiście z uwagi na to, że nasza klasa ma tylko 2 biurka i trzech stałych uczniów, nowy musiał usiąść koło mnie.To było takie nieprzewidywalne... Regg złośliwie puścił mi oko na co ja odpowiedziałam atakiem papierowych kulek. Tumiąc śmiech, kiedy jedna kulka udodziła Regg’a w sam  środek nosa, schowałam się pod stół, gdzie  nie obserwowana przez nikogo, doszłam do siebie. Kiedy uniosłam głowę on już zasiadł na miejscu obok mnie. Jakoże pierwszą lekcją była historia, byłam zmuszona wyciągnąć ołówek i szkicować, kiedy nauczyciel pisał coś na tablicy. Akurat dzisiaj uczyliśmy się o Monarchii parlamentarnej w anglii. Wielce ujmujący wykład został haniebnie zbeszczeszczony, poprzez wizytę młodego praktykanta, który miał notować jak ten nęcący przedmiot jest nauczany w naszej szkole. Jednak praktykant przyniósł ze sobą jakąś, wyraźnie wstrząsającą dla starego historyka, wiadomość. Po jej usłyszeniu, historyk opuścił pokój, pozostanawiając lekkomyślnie władzę nad hulającym wichrem ( naszą klasą), młodemu praktykantowi. Nie posiadając umiejętności ponowania nad klasą, praktykant usiadł w kącie, przyglądając się rozwrzeszczanej bandzie 15-latków. Nagle poczułam znajomę kłucie w żołądku. Przypomniał mi się ON. Moja przeszłość... Widocznie zostałam zauważona przez Regg’a, który pacząco na mnie spojrzał, jakby oczekiwał wyjaśnień. Tak to jest kiedy przed twoim biurkiem siedzi kuzyn szatana. Zmierzyłam go badawczym spojrzeniem, po czym poprosiłam go by szanownie obrócił swoją bezużyteczną i przetuszczoną głowę w stronę tablicy. Ale on zauwarzył, że próbuję się go pozbyć, i jak gdyby czytał we mnie  jak w książce, spytał z udawaną troskliwością:
- Dolegliwości brzuszka, moja droga?
- Jestem trochę głodna.- Odparłam obojętnie.
- Nie kłam, przecież widziałem jak pochłaniałaś coś przed lekcją.- Byłam bezsilna. Spuściłam wzrok, na znak by mnie zostawił.
-Może powinnaś iść do lekarza, ostatnio jakoś wymizerniałaś.- Powiedział.
-No ale ty się chyba boisz lekaża, co?- kontynuował. Nagle nowy podniósł głowę i przemówił w prost do Regg’a.
-Czy gnębienie innych sprawia ci radość, czy tylko próbujesz być zauwarzony przez lepszych?- A mówił to z taką lekkością jakby w ogóle nie miał żadnych uczuć. Odbiorca spojrzał krytycznie na nowego i na mnie, a potem tumiąc złość przemówił:
-Dobrana z was para. Smarkata dziewczynka i chłoptaś, mocny jedynie w gębie.- Jednak nowy uśmiechnął się do niego przymilnie.
-A co, zazdrościsz?- Regg był wyraźniej poirytowany. Nareszcie lekcja dobiegła końca. Reszta lekcji minęła stosunkowo szybko, a ja musiałam skombinować jak opuścić mój trening. Wybiegłam z klasy przed wszystkimi, po czym popędziłam do wyjścia. Jednak nieszczęście sprawiło, że wpadłam na Arcady’ego.
-Hej, idziemy razem na trening?- Spytał.
- Ja... Przepraszam, ale dzisiaj nie mogę. Mam wizyte u lekarza.- Łgałam jak z nut.

- Ach... No jasne, to do jutra. – Powiedział trochę niepewnie. Przytaknęłam, po czym po przekroczeniu szkolnej bramy, zaczęłam biec do ‘’domu’’. 

czwartek, 25 grudnia 2014

Nowy członek!

Wygląd: Biaława skóra i doskonale kontrastujące czarne włosy. Wysoki i szczupły.
Imię: Shade
Nazwisko: Daley
Wiek: 15
Pozycja: Pomocnik
Numer: 6
Techniki hissatsu: Czarna Mgła(przechwyt), Rozdwojona osobowość (unik).
Charakter: Cichy, szlachetny, tajemniczy, skryty
Kieruje: debbie.20026@gmail.com Deba



Od Blue

Za karzdym razem, gdy wchodziłam do gabinetu pana, czułam dreszcze.Tym razem nie było inaczej. Stałam twarzą w twarz z panem, a jego spojrzenie świdrowało mnie na wylot.
-Dlaczego nie jesteś mi posłuszna?- Spytał wstrętnym i zimnym głosem.
-Nie wiem o czym mówisz panie.- Ukłoniłam się przymilnie.
-Grałaś w piłkę, i to nie dla mojej korzyści!- Wrzasnął tak, że jego wytworny lokaj aż podskoczył. Nie wiedziałam co odpowiedzieć. Czekałam na cud, milcząc. Jednak cud się nie zdażył, a mój pan zdążył wymyśleć mi na tyle dotkliwą karę, że miałam ochotę odwrócić się i uciec od niego. Ale on by mnie znalazł, a potem... Nawet nie chcę o tym myśleć. Ale w końcu moje przemyślenia przerwał po raz kolejny raz, głos mojego pana.
-Jeśli jeszcze raz to zrobisz, to skończysz jak twój brat.- Dreszcze rozeszły się po całym ciele, pozostawiając mnie sparaliżowaną. Potem pan pozwolił mi wrócić do pokoju. Szłam spokojnym krokiem, ale gdy minęłam kilka korytarzy, zaczęłam biec, ocierając łzy, ociekające po moich polikach. Gdy wbiegłam do pokoju żuciłam się na łóżko, myśląc o tym jak odejść z klubu, który znaczył dla mnie wszystko.  Jednak gorszą rzeczą będzie rzucenie piłki nożnej. O tym nie byłam w stanie myśleć. Nagle zakuło mnie straszliwie w żołądku, tak samo jak wtedy gdy razem leżeliśmy wplątani w drut kolczasty.  Zgięłam się w pół i wydała z siebie cichy jęk. Po chwili ból zniknął,  a ja otworzyłam okno by nabrać trochę świerzego powietrza. A wtedy zobatrzyłam jak ktoś obserwował moje okno. Chyba był w moim wieku. Był dość szczupły i nawet wysoki. Tylko tyle zdołałam zobatrzyć, bo nagle chłopak wycofał się w krzaki. Odeszłam od okna, po czym poczęłam zastanawiać się jak mogę unikać Arcady’ego i reszty zespołu. A nie jest łatwym zajęciem unikać osób z którymi codziennie się się spotykam, choćby nawet na korytarzach TEJ SAMEJ szkoły.

wtorek, 23 grudnia 2014

Od Noyi-CD Od Nadiyi

Ciągle stałem odwrócony tyłem do siatkarzy. Nadiya odchodziła od miejsca kłótni. Nie mogłem powstrzymać wściekłości, kiedy blondyn podbiegł do niej i szarpnął ją za ramię. 
- Przestań, Tsukki! - warknął jeden z siatkarzy
- Ja chciałbym się z nią bliżej poznać... - mruknął i zmierzył ją ohydnym spojrzeniem.
-...Jeśli...w tej chwili...jej nie puścisz...pożałujesz... - nie mogłem opanować głosu - Natychmiast!!!
Odwróciłem się w stronę blondyna. 
- Najpierw tchórzysz, a teraz pokazujesz swoją odwagę? - blondyn puścił Nadiyę i spojrzał na mnie.
Gdy myślałem, że stracę panowanie nad sobą, usłyszałem głos, który rozpoznam wszędzie:
- Uspokójcie się obaj! Tsukki, wynoś się! Idziemy!
Chłopak posłusznie odszedł za grupą siatkarzy.
- Jeszcze się policzymy - syknął do mnie - i lepiej niech ta dziewczyna się pilnuje!
Zacisnąłem zęby do tego stopnia, że poczułem przeszywający ból w dolnej szczęce. 
- Dziękuję - powiedziałem w kierunku dziewczyny - Dziękuję i przepraszam. Do zobaczenia...
Odeszłem. Włożyłem ręce do kieszeni bluzy i wbiłem wzrok w ziemię. Nie martwię się o siebie. Wiem, na co stać drużynę siatkarską, mogę się spodziewać... ale boję się o Nadiyę... 
Nagle zdałem sobie sprawę o czym myślę. Otrząsnąłem się tak gwałtownie, że przechodząca obok mnie starsza pani zmierzyła mnie podejrzanym spojrzeniem i odeszła. 
Muszę ją uprzedzić przed tymi typami. Ale nie dzisiaj. Nie chcę być namolny...
****
Następnego dnia, po skole odbywał się trening, zresztą jak co dzień. Poczułem, że każdy z drużyny patrzy na mnie z niepokojem. Nagle mnie oświeciło. Przywołałem na usta ogromny uśmiech i krzyknąłem:
- Na co czekacie? Gramy!
Na niektórych twarzach zobaczyłem ulgę, jednak podszedł do mnie Arcady.
- Noya, wszystko w porządku? - zapytał - Jesteś ostatnio... inny... Masz jakiś problem?
Reszta drużyny spojrzała ku nam.
Powiedzieć mu? O mojej przeszłości? ...nie... Na pewno nie teraz... Muszę ostrzec Nadiyę i dalej jakoś pójdzie... chyba...
- Nie, no co ty? - klepnąłeg go po przyjacielsku po ramieniu, chyba trochę za mocno - Grajmy, co? Dalej!
Od tego momentu byłem ciągle uśmiechnięty. 
Po treningu postanowiłem porozmawiać z Nadiyą.
- Cześć, przepraszam znowu, ale... chciałbym cię ostrzec przed tymi typami, no wiesz, tymi wielkimi siatkarzami. Nie chcę, żeby to brzmiało jakoś dziwnie, ale chyba już za późno... - uśmiechnąłem się - Po prostu uważaj.
Miałem wrażenie, jakby chciała jeszcze o coś spytać, ale przytaknęła i odeszliśmy w swoje strony...

Od Lily-CD Od Arcady'ego

-Chodź ze mną pograć!-powiedziałam.
-Przecież był już trening-opierał się.
-Ale ja chcę!-powiedziałam i pociągnęłam go z powrotem w stronę szkoły.
Wróciliśmy na boisko, przebraliśmy się w stroje, wyciągnęliśmy piłkę i poszliśmy na boisko.
-Pamiętasz naszą technikę?-zapytałam niemalże od razu.
-Jaką? Którą?
-Piorun Nike.
-Oczywiście, że pamiętam.
-Masz szczęście. Przypomnimy sobie?
-Jeśli chcesz.
Położyliśmy piłkę kilkadziesiąt metrów przed nami i pobiegliśmy w równej linii. Nagle zaczęliśmy robić gwałtowne uskoki w bok, w skutek czego zamienialiśmy się miejscami.
-Błyskawica Nike.
Po chwili nie wiadomo skąd pojawiła się błyskawica, która ugodziła w piłkę i przysłała ją do mnie. Gdyby piłkę ktoś miał, zostałby zmieciony z drogi przez błyskawicę, ale nikogo nie było, a piłka leżała sobie bezwładnie. Zatrzymaliśmy się i przybiliśmy sobie piątkę.
-To co teraz? Nie opłacało by się wracać tylko dla tego-powiedziałam. Arcady'emu "ręce opadły".
-Nie wiem-powiedział.

Ktoś może dokończyć, jeżeli pragnie ;)



-Lily i Arcady-Nowa technika "Błyskawica Nike" (drybling-przechwyt)

P.S Nike to bóg zwycięstwa

Od Blue- CD Od Arcady'ego

Blue istotnie była zaskoczona szybką reakcją ze strony Arcady’ego. Potem zaczął się trening. Najpierw należało sprawdzić umiejętności nowej członkini. Chcąc zobatrzyć jak Blue obroni ich natarcie, z piłką wystartowała Lucy. Z uczestnictwem krótkiego podania, piłka trafiła do Ariany, która zręcznie ją złapała i przyspieszyła. Nagle podała do Lily.Kiedy Lily dopadła piłkę, Blue poczekała aż Lily się zbliży, a kiedy odległość wynosiła kilka metrów, uderzyła w ziemię. Efekt był taki: Jasne światła trysnęły z jej pięści, i sunąc po ziemi, pomknęły  w stronę Lily. Naglę oderwały się w górę i wybuchły. Siła wysłała Lily w powietrze, zdala od piłki, która z resztą wyleciała za pole karne. -Spoko!- Powiedział Arkady. Blue skinęła głową. 
–Masz coś jeszcze?- Spytała Lily, rościerając desepracko nogę, na którą właśnie upadła.
-No... właściwie tak. Ale ta technika nie jest defensywna.
-No to dawaj!- Zowołał entuzjastycznie ktoś z drużyny. Tym razem  z szeregu wyszedł Noya. Staną na bramce. Wtedy Blue ustawiła się bardzo daleko od bramki.
-Dłuższy dystans zwiększa potęrzność strzału.- Wyjaśniła. Następnie machnęła rękami po liini pionowej, co wytworzyło tumany pyłu, pokrywającego boisko na tyle, że nie było widać kawałka pomiędzy nią a bramkarzem. Wtedy strzeliła piłkę z całej siły, aż w ślad za nią podążyła błyskawica. Oszołomiony Noya przyjął piłkę w ostatniej sekundzie, po czym uśmiechną się, odkrywając rzędy białych zębów. Po treningu wszyscy się rozeszli, a Blue poczęła się zamartwiać co zrobi jej pan, kiedy usłyszy jak spędziła czas. Jak zwylke, postanowiła skłamać.



O dokończenie, proszę chętnych

Od Arcady'ego-CD Od Blue

-Jasne, że możesz!-sekundalnie znalazłem się przy różowowłosej. Widocznie trochę się zdziwiła. -Ja jestem Arcady Smith, kapitan. Jestem na pierwszym roku-ciągnąłem dalej.-Pierwszoroczna napastnik Lily Diamond. Drugoroczni: napastnik Lucy Carter, obrońca Nadiya Brown, pomocnik Ariana Stephson. Trzecioroczni bramkarz Nischinoya Yuu i obrońca Reg Jonhson, To wszyscy, nie?
Popatrzyłem na resztę. Przytaknęli mi.
-Jesteś obrońcą, tak?-teraz odezwała się Ariana.
Dziewczyna przytaknęła.
-Chodź, damy ci strój-powiedziała.
Wszyscy (nie wiem czemu wszyscy!) poszliśmy do pomieszczenia klubowego, żeby dać Blue strój. Tak jak poprzednim razem, kiedy dawaliśmy go Noyi, zaczęła się gadka o sprzątaniu, ale nie (wyprzedzam wasze pytania), tym razem Lily nie była zła na Rega, bo już więcej z czymś takim, jak wtedy nie wyskoczył. Bo dwóch minutach sumiennych poszukiwań wręczyliśmy dziewczynie strój z numerem 3. Poszła go przymierzyć.


Blue? :)


PS.  opowiadanie o bałaganie 

Od Blue

Przez szeroki i ciemny korytaż szła drobna osoba. Jej długie, sięgające do pasa włosy powiewały delikatnie, na równie delikatnym wietrze. W pewnym momęcie dotknęła ściany. Ukazały się przed nią drzwi, bijące zielonkawą poświatą. Przełknęła ślinę i nacisnęła stanowczo na klamkę. Usłyszała głos, dobiegający z drugiego końca ciemnego pokoju. Był on ogromnie głęboki i obijał się o puste ściany tworząc smętne echo.
- Dziś pierwszy dzień w twojej nowej szkole, czy się nie myle?
-Tak panie. – Odparła drobna osoba, zidentifikowana jako płeć żeńska.
- Masz być grzeczna, nie bez przyczyny usunęli cię z poprzedniej szkoły. Nawet nie wiesz jak bardzo się na tobie zawiodłem.- Zimny głos zadrżał z oburzenia.
-Przepraszam, panie. Kiedy widzę cię smutnego jest mi bardzo przykro.- Starała się aby jej głos nie zabrzmiał zbyt mechanicznie.
                                                  * * *
Kiedy stanęła przed szkolnym budynkiem, wzdrygnęła się. Pierwszy raz będzie uczęszczać do szkoły bez reszty dzieci, od jej pana. Ale jednak przychodzi po rozpoczęciu roku, i do tego będzie w trzeciej gimnazjum. Lekcje minęły stosunkowo szybko, ale te wrogie spojrzenia innych uczniów, raczej ją dobijały. Po lekjach, gdy miała wracać do ‘’domu’’, jednak gdy przekroczyła szkolną bramę, dopadł ją nauczyciel matematyki.
-Ty jesteś nowa prawda?- Powiedział, raczej przyjaźnie. Blue skinęła głową.
-A powiedz, masz ochotę dołączyć do matematycznego klubu, po lekcjach? W prawdzie dla niektórych uczniów to dylemat, bo w tym samym czasie, organizowany jest klub piłkarski. W Blue podskoczyła. Uwielbiała piłkę, i w prawdzie była w niej całkiem dobra. Była już kiedyś w jednym klubie, ale kiedyś na meczu, została powarznie kontuzjowana.
-Dziękuję panu!- Krzyknęła do zaskoczonego matematyka, i zawróciła. Biegła przed siebie, na szkolne boisko. Zauważyła na nim kilka sylwetek,więc jeśli był to klub piłkarski, to na pewno były jeszcze wolne miejsca. Blue wyciągnęła z torby swoją piłkę, po czym wkroczyła na boisko, z zawsze-towarzyszącym jej, niepewnym uśmiechem. Podeszła do graczy, po czym wydukała niepewnie:
-Jestem Blue Holloway, gram w obronie, czy jeste możliwość abyście mnie przyjęli?

O dokończenię proszę kogoś, kto ma na to ochotę. :)

poniedziałek, 22 grudnia 2014

Nowy członek!


Imię: Blue
Nazwisko: Holloway
Wiek: 15
Pozycja: Obrońca
Numer: 3
Techniki hissatsu: Pole pioruna(przejęcie)P1, Piorunująca Mgła(strzał)P1, Ściana Janus(obrona)P2.
Charakter: Przyjacielska, wyrozumiała, Trochę małomówna
Kieruje: debbie.20026@gmail.com (Deba)

Od Nadiyi-CD Od Noyi

Przez prawie całą noc Nadiya nie mogła spać. Cały czas jej myśli zaprzątał jeden problem: jak zadowolić ojca i jednocześnie pozostać w porządku co do reszty drużyny. Poza tym nie miała najmniejszej ochoty na zostanie napastnikiem czy też kapitanem, szczerze nienawidziła tych dwóch ról, które zostały jej narzucone przez ojca w podstawówce... Jakby tego było mało następny dzień też nie zapowiadał się najlepiej. Dwa sprawdzany i kartkówka...
- Nadiya!- usłyszała z głębi korytarza swoje imię, Noya podbiegł do niej
- Wiesz... Jeśli chodzi o wczoraj to...
- Muszę iść, śpieszę się - przerwała mu w połowie zdania, nie chciała wracać do tego tematu, bo co miała mu powiedzieć? "Mój ojciec to psychol, który kontroluje mnie na każdym kroku, bo chce bym została super sportowcem. Dlatego katuje mnie swoimi zabójczymi treningami i przez to nie mogę się  spóźniać do domu" Ciekawa by była jego miny.

***

Trening był udany. Nie miała jakiejkolwiek możliwości by popisać się Płonącym Mieczem, co bardzo ją usatysfakcjonowało. Przynajmniej będzie miała dobrą wymówkę dla ojca, a to już połowa sukcesu. Noya nie odezwał się do niej ani razu. To dobrze. Chociaż dziwne... On przecież gadał zawsze nakręcony jak katarynka... Czyżby ją unika? Chwila, chwila! Przecież to ona zawsze była tą odizolowaną od społeczeństwa, więc on nie ma prawa się tak zachowywać. Dość! Nie za dużo o nim myśli?
- Nadiya, poczekaj! - usłyszała krzyk, czyżby to była jakaś telepatia?! - Może nie chcesz ze mną o tym rozmawiać, ale pewnie wiesz, że chodzi mi o wczoraj...
- Po prostu śpieszyłam się do domu- powiedziała prawdę, może tylko częściową, ale jadnak..
- Wiem, że znamy się stosunkowo krótko - uśmiechnął się lekko- ale... jeśli będziesz potrzebowała pomocy...znaczy nie chodzi mi o to... tylko...no, ja... po prostu... Ech, chciałem powiedzieć, że mogę pomóc, jeśli masz jakiś problem - spuścił głowę
Skinęła głową, mimo, że na jej problemy nie ma pomocy
- To ja już ci głowy nie zawracam- uśmiechnął się ponownie i odwrócił na pięcie by stanąć twarzą w twarz z jakimiś chłopakami.
- Nishinoya Yuu! - wrzasnął najwyższy brunet - We własnej osobie!
Zapowiadają się kłopoty, pomyślała Nadiya
- Świetnie się bawisz z nową drużyną piłkarską? - warknął blondyn poprawiając okulary i uśmiechając się chamsko.
Bezczelny, mógłby podać sobie dłonie z jej ojcem.
- Wynoście się stąd! - Noya odpowiedział ostro
- A ten wypadek... kiedy to było... Ach tak! Eliminacje Strefy Footballu, dwa lata temu... Co? Już wróciłeś do pełni zdrowia?
O czym oni rozmawiają?, gorączkowo się zastanawiała i zmarszczyła brwi.
- Shinai, wystarczy! - powiedział jeden z niższych.
- A ty też stoisz po stronie Noyi?! - wrzasnął blondyn - Na początku miał pretensje do Asahi'ego, a teraz...
- Zjeżdżaj! - warknął Noya zaciskając dłonie w pięści
- A potem Turniej Siatkarski! Wtedy to nas ładnie wystawiłeś... Nasz obecny libero jest o wiele lepszy od ciebie - prychnął najniższy szatyn.
- Przestańcie! -wrzasnął ten sam niższy.
- Daichi, ja chciałem tylko powiedzieć, że jak będzie grać w piłkę nożną, żeby...
Noya odwrócił się wściekły i odszedł, a ją wyminął jakby nigdy nic.
-Nie tak prędko- syknął blondyn w okularach i rzucił piłką w stronę Noshinoyi. Miał dobry cel, tor lotu piłki kończył się idealnie na karku chłopaka, jednak piłka nie zdążyła za daleko polecieć bo dziewczyna złapała ją w locie. Nie musiała się zbytnio wysilać. To był jeden z plusów treningów z ojcem. Spojrzała na nich jednym z zimnych spojrzeń, których nauczyła się od taty. Piłkę natomiast rzuciła daleko w krzaki.
Wyglądało na to, że chłopaki dopiero teraz zdali sobie sprawę z jej obecności. No tak Noya był na tyle wysoki, że zasłonił ją bez problemu.
-Kogo my tu mamy- ponownie odezwał się blondyn i oblizał przy tym wargi, poszedł do niej i położył dłoń na jej ramieniu- Jak się nazywasz? Chętnie cię bliżej poznam...
-Żałosne- powiedziała i ruszyła w kierunku domu
-Nie skończyłem z tobą- krzyknął blondyn i chwycił ją za nadgarstek ciągnąc w swoją stronę
-Ja skończyłam- odparła spokojnie i wyrwała rękę z uścisku blondyna, zmierzyła go pogardliwym spojrzeniem i ruszyła w stronę domu.
Wiedziała, że Noya coś przed nimi ukrywał i na pewno miał jakiś dziwny powód by dołączyć do klubu. Ale z drugiej strony, nie ma co się mieszać, sama ma własne problemy i nie zamierza szukać na siły nowych. W decyzji utwierdziło ją to co dziś zobaczyła, kłótnię bramkarza z siatkarzami...
Dziewczyna cicho westchnęła, jeszcze czekał na nią w domu morderczy trening. Byle przeżyć do końca dnia...

Od Noyi

Trochę zdziwiło mnie zachowanie Nadiyi. Może nie powinienem był ją tak zagadywać? Poczułem, że koniecznie chciała się mnie pozbyć. Nie wiem, jak mam to odebrać...
Następnego dnia zobaczyłem Nadiyę na korytarzu.
- Nadiya!- krzyknąłem zachryple. Zresztą, zawsze jak krzyczę to chrypnę...
Miałem wrażenie, że spotkanie mnie było ostatnią rzeczą na jaką miała ochotę. Właściwie... to to nawet nie ostatnią. W daleko nie istniejącym końcu.
Podbiegłem do niej.
- Wiesz... - dopiero teraz się zorientowałem, że nie wiem co mam powiedzieć   - Jeśli chodzi o wczoraj to...
- Muszę iść, śpieszę się - odparła i odeszła.
Albo unika mnie, albo tego tematu...
****
Po szkole odbywał się trening piłkarski. Nie rozmawiałem o wczorajszych wydarzeniach z Nadiyą. Tak będzie na pewno lepiej...
Jednak gdy wydawało się, że wszystko zakończy się normalnie, zobaczyłem grupkę postaci kierującą się w stronę boiska. Z daleka poznam ogromny wzrost dawnej drużyny - drużyny siatkarsiekj. W głębi duszy modliłem się, żeby mnie nie zauważyli, albo przynajmniej zignorowali. Odetchnęli z ulgą, gdy oddalili się na bezpieczną odległość...
****
Po treningu postanowiłem wyjaśnić sprawy z Nadiyą. Zaczepiłem ją przy wyjście ze szkoły.
- Nadiya, poczekaj! - krzyknąłem - Może nie chcesz ze mną o tym rozmawiać, ale pewnie wiesz, że chodzi mi o wczoraj...
- Po prostu śpieszyłam się do domu - odparła
- Wiem, że znamy się stosunkowo krótko - uśmiechnąłem się lekko- ale... jeśli będziesz potrzebowała pomocy...znaczy nie chodzi mi o to... tylko...no, ja... po prostu... Ech, chciałem powiedzieć, że mogę pomóc, jeśli masz jakiś problem - zpuściłem głowę, bo zabrzmiało to strasznie głupio.
Przytaknęła.
- To ja już ci głowy nie zawracam - uśmiechnąłem się lekko i odwróciłem się.
Jednak...
- Nishinoya Yuu! - wrzasnął najwyższy brunet - We własnej osobie!
- Świetnie się bawisz z nową drużyną piłkarską? - warknął blondyn poprawiając okulary i uśmiechając się bezczelnie
- Wynoście się stąd! - odpowiedziałem ostro
- A ten wypadek... kiedy to było... Ach tak! Eliminacje Strefy Footballu, dwa lata temu... Co? Już wróciłeś do pełni zdrowia?
- Shinai, wystarczy! - powiedział jeden z niższych.
- A ty też staisz po stronie Noyi?! - wrzasnął blondyn - Na początku miał pretensje do Asahi'ego, a teraz...
- Zjeżdżaj! - warknąłem, czując jak wzbiera we mnie gniew.
- A potem Turniej Siatkarski! Wtedy to nas ładnie wystawiłeś... Nasz obecny libero jest o wiele lepszy od ciebie - prychnął najniższy szatyn.
- Przestańcie! -wrzasnął ten sam niższy.
- Daichi, ja chciałem tylko powiedzieć, że jak będzie grać w piłkę nożną, żeby...
Odwróciłem się i odszedłem. Wyminąłem zaskoczoną Nadiyę i wracałem do domu dłuższą drogą...

Konkurs!

Jak zapowiadałam, robię konkurs na strój drużyny. W zakładce "Symbole drużyny" przedstawiłam swoją propozycję, mimo, że na pewno jej nie wykorzystam. Dwie osoby przesłały mi już swoje (Mizu Chan i Akemi Naomi). Ich dzieła możecie zobaczyć w podanej wcześniej zakładce.
Teraz panuje demokracja, a więc wyniki poznamy poprzez głosowanie w ankiecie.
Nagrodą będzie oczywiście wykorzystanie propozycji w blogu. Możliwe, że coś jeszcze, pomyślę.

niedziela, 21 grudnia 2014

Od Arcady'ego

Było już po treningu. Wracałem do domu razem z Lily. Tak w ogóle miło jest przyjaźnić się z nią po czasie, w którym się nie spotykaliśmy. Znamy się głównie z powodu piłki nożnej: w podstawówce byliśmy razem w klubie. Tam każdy potrafił odnaleźć swoje miejsce. Lily była kapitanem. Teraz, tutaj, ja nim jestem. Nie wiem, czy sobie poradzę. Lily twierdzi, że tak, z resztą uważa, że to nic trudnego. Może dla niej, ale ja już jestem całkiem pogubiony.
-Jesteś zamyślony-powiedziała. To była prawda. Byłem całkiem nie w tym świecie.
-Aa... Nic, nic takiego-zaśmiałem się na przymus.
-Coś cię martwi?-dociekała.
To prawda, że czasem zachowywała się dziwnie, ale znała mnie dość dobrze, żeby stwierdzić, kiedy kłamię.
-No... Myślę... Obawiam się... Zastanawiam się... czy poradzę sobie jako kapitan-wydukałem, zdając sobie sprawę, że dłużej tego nie ukryję.
Ku mojemu zdziwieniu zaczęła się śmiać!
-Nie powinieneś myśleć całkowicie o tym, że musisz się dopasować do drużyny. Musisz być sobą. To oczywiste, że trzeba myśleć o drużynie, ale nie możesz zmieniać siebie na siłę. Gdybyśmy nie byli pewni, że sobie poradzisz, to nie wybralibyśmy ciebie, przecież wiesz.
Wyciągnęła piłkę z torby i zaczęła i podkopywać do góry.
-Dzięki-powiedziałem.
-O czym ty mówisz?-zapytała, zatrzymując się nagle. Wyglądała, jakby tamto mówiła przez sen.
-Załamujesz mnie, ale spoko-mruknąłem i poszedłem dalej.


Lily?  :P

Od Nadiyi-Ambicja

-Do zobaczenia!
-Do jutra!
-Na razie!
Klub piłkarski właśnie skończył trening i każdy udał się w swoją drogę.
-Hej, Nadiya idziesz w stronę Parku Północnego?- zapytał Noya, na co dziewczyna niepewnie przytknęła- To super, też idę w tę stronę- uśmiechnął się pełną buzią
Brunetka drgnęła, oczywiście nie pałała do niego niechęcią, czy czymś podobnym, jednak nie miała ochoty by ktokolwiek ze szkoły, a tym bardziej klubu wiedział gdzie mieszkała. Nie chciała by ktokolwiek dowiedział się prawdy o niej. Jeżeli szybko czegoś nie wymyśli spóźni się do domu. Szli przez pewien czas w milczeniu. Dokładnie to ona milczała a Noya cały czas coś mówił. Opowiedział jej jak to dziś rozwalił akwarium swoich rybek gdy grał w pokoju. Zbliżali się do rozwidlenia uliczki, którą szli.
-Idę w prawo, a ty?- zapytał
-Lewo
-To do zobaczenia- uśmiechnął się
Nadiya skinęła głową w ramach pożegnania. Rozdzielili się i każdy z nich udał w swoim kierunku. Noya zrobił jedynie trzy kroczki w kierunku swojego domu, gdy przypomniało mu się, że chciał się o coś spytać.
-Właśnie- zaczął skręcając w lewą ścieżkę- Nadiya...?- jednak po dziewczynie nie było ani śladu- wcięło ją...
Tymczasem brunetka stała oparta o wysoką szczelnie zamkniętą, czarną bramę i próbowała uspokoić oddech. Tak niewiele brakowało, by zobaczył gdzie skręcała. Gdyby nie biegła jak na złamanie karku już by z nią dalej rozmawiał, a wtedy spóźniłaby się jeszcze bardziej...

***

-Spóźniłaś się- powiedział mężczyzna, gdy weszła do salonu, siedział na kremowej kanapie i czytał jakiś artykuł w lokalnej gazecie rozdawanej przez dzieciaki w weekendy.
-Przepraszam
Nadiya spojrzała na ojca. Akurat w tej chwili podniósł wzrok znad gazety i próbował prześwietlić ją zimnymi szarymi oczami. Gdy zdał sobie sprawę, że nic nie wyczyta z twarzy nastolatki westchnął i złożył gazetę.
-Jak w szkole?- zapytał, a wolną ręką dał znać by usiadła na kanapie na przeciwko niego
-Dobrze.
-A klub piłkarski? Wybraliście już kapitana?
-Tak- bardzo chciała skłamać, jednak wiedziała, że ojciec poruszyłby niebo i ziemię gdyby dowiedział się, że nie powiedziała prawdy
-Kto?!- prawie krzyknął
-Pierwszoroczny chłopak, Arcady Smith.
-Dobrze wiesz, że jeżeli chcesz coś osiągnąć to musisz być najlepsza, tymczasem przegrywasz walkę o opaskę kapitana z jakimś pierwszakiem?! Zgodziłem się na to byś dołączyła do klubu dopiero w drugiej klasie. Jednak oczekiwałem od ciebie czegoś innego! Z pewnością nie chciałem byś została obrońcą- powiedział z ironią i sarkazmem- Chcesz być kimś musisz być napastnikiem, głównym napastnikiem- poprawił się- i kapitanem. Dzięki temu coś osiągniesz i zostaniesz zauważona!- westchnął i zrobił dość sporą pauzę jakby nad czymś się zastanawiał- Idź do sali potrenować, chcę zobaczyć w jakiej jesteś kondycji.
-Tak.
Nadiya już od małego była osaczona przez chore ambicje ojca. Celem było jedno, zostać numerem jeden. Nieważne jak, uczciwie czy nieuczciwie, liczył się efekt. Gdy była jeszcze w podstawówce należała to lokalnej drużyny piłkarskiej dziewcząt. Ich trenerem był właśnie jej tata, można by pomyśleć, że miała u niego specjalne względy. Jednak było zupełnie inaczej. Wiele razy była zmuszana zostawać po treningach by do znudzenia ćwiczyć, aby być perfekcyjną.
Znaleźli się na sali gimnastycznej w tyłach ich posiadłości. Tak, jego żądania odnoście kariery zaszły tak daleko, że zlecił wybudowanie sali by móc kontrolować dzieci. Wiele razy miała ochotę spalić to miejsce. To istne piekło na ziemi. A ojciec stawał się w niej jeszcze gorszym potworem. Parę razy zdarzyło mu się nawet zamęczyć ją do utraty nieprzytomności.
Mężczyzna stanął na antresoli skąd miał doskonały widok na całe pomieszczenie. Z kamienną miną wpatrywał się oczekując prezentacji umiejętności córki.
Dziewczyna wyciągnęła przed siebie rękę i stworzyła przed sobą średniej wielkości kulę ognia. Z niej zaczął wyłaniać się ogromny czerwony miecz. Wyskoczyła wysoko w górę, w tym samym momencie gdy ojciec wyrzucił piłkę w powietrze. Nadiya chwyciła miecz obiema rękoma nad swoją głową i zamachnęła się prosto na futbolówkę. Piłka wpadła prosto do siatki bramki otoczona krwistoczerwonymi płomieniami.
-Płonący miecz- powiedziała nazwę hisstasu
-Widzisz? Jak chcesz to potrafisz. Pokaż to podczas treningu, a z pewnością zostaniesz głównym napastnikiem. Rozumiesz?
-Tak.

sobota, 20 grudnia 2014

Od Noyi-CD Od Arcady'ego

Spotkałem dość niezłych ludzi. "Rozwalają" psychicznie wszystko dookoła. Przy nich nie będzie nudy - tak czuję. Cóż, będzie mi brakować starych znajomych i siatkówki... ale mam nadzieję, że gdy wróciłem to piłki nożnej, nie powtórzy się sytuacja z eliminacji... Zawsze jest ryzyko... ale nie umiem się powstrzymać. To taka piękna gra!
Tak sobie myślałem i zakładałem koszulkę bramkarską. Przed wyjściem uśmiechnąłem się do siebie.
-"Ale jeśli się powtórzy, będę walczył dalej" - pomyślałem i wróciłem do resty.
- Ta-daaam - zaśmiałem się unosząc lekko ręce - Pasuje idealnie!
- Świetnie - odparł Arcady - Może lepiej się poznamy? Wtedy będziemy lepiej się zgrywać i...
- Już przestań prawić monologi - wcięła się Lily
- Przestańcie, proszę! - powiedział Reg
Już czuję się prawie jak w poprzednim klubie...

(Chyba temat utknął w martwym punkcie... Ktoś rozwinie?)

czwartek, 18 grudnia 2014

Od Arcady'ego-CD Od Noyi

-Jesteś niezły-powiedziałem szczerze.
-A z resztą i tak nie mamy nikogo innego, więc po co pytasz?-wyrzuciła z siebie Ariana.
Westchnąłem.
-Jesteś miła, wiesz?-powiedziałem z ironią. Nie byłem jednak zły.
-Dzięki za uznanie-odparła.
-Ok, mniejsza o to-mruknąłem.-Chodź damy ci strój.
-Ok.
Poszliśmy do szkoły, do naszego klubu. Było to bardzo blisko, więc mogliśmy przerwać grę. Reg jakimś cudem znalazł strój bramkarza, gdyż w schowku panował straszny chaos.
-Ktoś musi tu posprzątać-skomentował.-To robota dla bab.
Lily natychmiastowo znalazła się przy nim i wcale nie wyglądała na taką potulną, jak jeszcze kilka minut temu.
-Sam sobie sprzątaj, jak takiś mądry!
-Niech sprząta sam-zaśmiała się Ariana, która nie obraziła się aż w tak dużym stopniu i podśmiewała się z koleżanki. Nadiya jako jedynka spokojnie przyglądała się zaistniałej sytuacji; pozostali (czyli ja i Noya) patrzyli z zaciekawieniem i rozbawieniem. Lily najwidoczniej była na niego trochę zła i obrażona. No dobra, nie trochę, ale trochę bardzo.
-Przecież on żartował...-zacząłem, ale przerwałem, bo zobaczyłem jej oczy.
-No dobra, dobra. Wystarczy ci, jak powiem, że grasz lepiej ode mnie?-zapytał, a potem dodał ciszej:-I Arcady'ego.
-Ej! Słyszałem!-wypomniałem mu.
-Ja tylko mówię, jak jest-wzruszył ramionami, najwyraźniej nie przejąwszy się zbytnio.-No sam powiedz, przecież dobrze wiesz.
-No wiem, ale gdybyś powiedział to normalnie, a nie szeptem....
--A co to za różnica. Powinieneś się cieszyć. Nie chciałem, żeby reszta usłyszała. Nie chciałem cię skompromitować, wiesz.
-Nie zmyślaj.
-Może w końcu przestaniecie się kłócić i dacie mu strój, co?-powiedziała...Lily?
-Już ci przeszło?-spytaliśmy obaj.
-A co? 
-No nic.
Podałem Noyi strój.
-Przymierz.
-Spoko.
Poszedł przymierzyć strój, a my zaczęliśmy dziwną dyskusję.
-Czasem mi się wydaje, że tylko ja tu jestem normalny-powiedziałem, choć chyba bardziej do siebie. Lily odchrząknęła. -Syropku?-zadrwiłem.
-Nie, tobie by trzeba było coś innego-zaśmiała się. Już kilka razy kiedyś tak mówiła i domyśliłem się, że chodzi jej o "tabletki na głowę", czy tam "na mózg", mniejsza z resztą.

Noya? :-}

Nowy członek!

Wyświetlanie images-264.jpeg
Imię: Lucy
Nazwisko: Carter
Wiek: 14 lat
Pozycja: napastnik
Numer: 11
Charakter: Jest bardzo energiczna i przyjazna. Zawsze dotrzumuje słowa. Zawsze broni swojich przyjaciół z zespołu. Zawodników słabszych od jej zespołu traktuje z pogardą. Chwilami jest strasznie zazdrosna.
Kieruje: emmasue385@gmail.com

Od Noyi-CD Od Lily

 Teraz ty zaprezentuj swoje hissatsu - powiedziała Lily
- Może coś jeszcze pamiętam - uśmiechnąłem się słabo patrząc w murawę
- Jak to? - dziewczyna wyglądała na zdziwioną i lekko oburzoną.
Zwróciła uwagę reszty nastolatków.
- Dawno... ich, nie używałem... - westchnąłem - Zaczynaj!
Blondynka podbiegła do piłki i kopnęła ją z dużą siłą...
Wziąłem głęboki oddech. ... Niesamowite, jak czas szybko mija. Pamiętam, gdy pierwszy raz zagrałem w piłkę, od razu ją pokochałem. Sport towarzyszył mi w każdym dniu, szczególnie piłka nożna. Wraz z kolegami grałem w amatorskim klubie... kiedy, nadarzyła się szansa. Szansa na zaprezentowanie swoich umiejętności. Mecz eliminacyjny poszedłby gładko, gdyby nie pewien wypadek... Pamiętam wszystko, jakby to było wczoraj. Zacisnąłem pięści, na wspomnienie mojego błędu. ... Z myśli wyrwał mnie głos Lily i spostrzegłem piłkę która przeleciała tuż obok mojej głowy.
- Przepraszam! Możemy to powtórzyć? - zapytałem podnosząc piłkę
- Jasne... Wszystko okey? - zwróciła się do mnie Lily
- Tak, tak. Tym razem się skupię! - uśmiechnąłem się
Dziewczyna powtórzyła strzał. Poczułem palące ciepło w klatce piersiowej, które zaczęło promieniować do ramion, a z ramion do dłoni. Ponad poprzeczką bramki pojawił się ogromny, jaskrawo żółty feniks. Słyszałem świst wiatru.
-"Piłka leci prosto do mnie...." - pomyślałem, ale nagle poczułem, że w prawej dłoni poczułem pulsujący, ognistu ból - "Nie, skręci"
- Toczący Grzmot! - wykrzyknąłem
W ostatniej chwili, skoczyłem wyciągając prawą rękę. Footbolówka uderzyła w mój nadgarstek - towarzyszył przy tym potężny odgłos grzmotu i feniks zamienił się w błyskawicę- gwałtownie zgiąłem łokieć i złapałem piłkę lewą ręką.
Nie mogłem w to uwierzyć... Pamiętam to doskonale! Uśmiechnąłem się szeroko - tak sam do siebie.
- T-to było n-niesamowite - powiedział Arcady
- Świetnie...! - wykrzyknęła Lily - Teraz pokaż tę drugą!
- Jestem gotowy! - odparłem
Lily ponownie kopnęła footbolówkę. Gdy była w niedużej odległości ode mnie, wybiegłem z bramki. Otoczyło mnie jasne światło i u moich ramion pojawiły się czarne skrzydła. Wyskoczyłem i kopnąłem w powietrzu piłkę, przy której też pojawiły się czarne skrzydła.
- Ese! - wykrzyknąłem, lekko zachrypniętym głosem
Piłka z zawrotną szybkością powędrowała do Reg'a. Widziałem niepewność na jego twarzy.
- Przyjmij to! - wrzasnąłem, z jak zwykle towarzyszącą krzykom chrypą - Uwierz mi!
W ułamku sekundy wszyscy spojrzeli na mnie jak na psychopatę. Jednak chłopak przyjął piłkę na klatkę piersiową. Wiedziałem, że nic mu się nie stanie.
- Ale... Jak?! - wrzasnęła Ariana - To powinno cię zabić!
Spojrzeliśmy na czerwonowłosą.
- Ta technika nie zrobi krzywdy nikomu, komu ja nie chcę nic zrobić. Rozumiecie? - podeszłem do grupy stojącej na średku boiska.
- Czyli jeśli kogoś po prostu nienawidzisz... Może coś się stać tej osobie? - zapytał Arcady
- Dokładnie. W poprzedniej drużynie nauczył nas tego trener - powiedziałem
- "Nas"??? - zdziwiła się Lily
- Mnie i tekiego... jednego... znajomego - odparłem - I co? Co myślicie o mnie? - na twarz przywołałem normalny uśmiech

ktoś??? :D

środa, 17 grudnia 2014

Od Lily-CD Od Noyi

-No właśnie! Co tak stoicie?-zakrzyknęła Ariana.
Popatrzyliśmy na nią, jak na kogoś głupiego.
-No co?-nadąsała się, ale kilka sekund potem jakby o tym zapomniała i ze swą zwykłą radością podążyła z nami ( w sumie to przed nami) na boisko. Wyciągnęliśmy piłki. Było 6 osób i połowa je posiadała. Potem Noya ustawił się na bramce, ja do strzelania, a Ariana, Reg, Nadiya i Arcady ćwiczyli wspólnie drybling.
-Zobaczymy, jak dobry jesteś-powiedziałam zaczepnie i strzeliłam w miarę mocno. Złapał zręcznie piłkę i oddał mu ją. Po kilku takich uderzeniach, które wszystkie zatrzymał, postanowiłam użyć hissatsu.
-Fałszywy Strzał-powiedziałam niezbyt głośno, ale chyba usłyszał.
Po kopnięciu piłka "sklonowała się" i teraz chłopak był jakby bombardowany. Nie wiedział w którą stronę się rzucić. W końcu podjął próbę zatrzymania jednej z nich, ale ku jego zdziwieniu, przeleciała przez niego. Wszystkie kopie zniknęły, kiedy autentyczna piłka dotknęła siatki bramki.
-Każdy tak reaguje-podsumowałam.
-Zaskoczyłaś mnie-usprawiedliwił się.
-Ok, ja nic nie mówię-wzruszyłam ramionami i gwałtownie odchyliłam się w bok, gdyż Reg stracił kontrolę nad narzędziem gry i szarżowało ono prosto w moją twarz.
-Sorry!-zmieszał się i pobiegł po piłkę.

Noya? :)

Od Noyi

Promienie słoneczne wpadały przez otwarte okno do pokoju, oświetlając ogrom masakry. Potłuczone szkło leżało porozrzucane na podłodze, woda zdążyła już wsiąknąć w dywan i nieduża roślinależała korzeniami do góry. Gliniana doniczka roztrzaskała się na kawałki. Jedyną rzeczą, która wyszła z tego bez szwanku, to były trzy rybki. Stałem na środku pomieszczenia ze szklanką wody z pływającymi rybkami...
****
- Nie moja wina, że nie potrafię żyć bez sportu... - odparłem, trzymając w ręce piłkę do siatkówki.
- Lepiej już idź... - odparł ojciec, patrząc na pobojowisko.
Rodzice zdązyli się już przyzwyczaić do regularnej masakry. Słyszałem, że niedaleko jest boisko, więc wziąłem piłkę nożną i wyszedłem na zalaną słońcem ulicę. Po paru chwilach byłem na miejscu, jednak spotkałem tak grupkę nastolatków mniej więcej w moim wieku.
- Witaj, pewnie jesteś tu nowy, prawda? - powiedziała czerwonowłosa dziewczyna - Jestem Ariana, miło mi cię poznać! O, widzę że też jesteś piłkarzem! - spojrzała na piłkę którą trzymałem w ręce - My tutaj mamy drużynę sportową, i jeśli chcesz dołączyć... Ale przepraszam, za dużo mówię wiem... Przepraszam.
Popatrzyłem na nią tępym wzrokiem. Bardzo szybko zaczęła na powitaniu, przez przedstawienie i informacji o klubie, kończąc na przeprosinach.
- Jesteś tu nowy prawda? - rzekł brunet spoglądając na Arianę - Jestem Arcady.
- Nishinoya Yuu - uścisnęliśmy sobie dłonie - Po prostu Noya - dodałem z uśmiechem
Po chwili zapoznałem się z resztą nastolatków.
- Na jakiej pozycji grasz? - zapytała miła blondynka - Lily
- Obrona, ale również mogę grać jako bramkarz - odparłem, a reszta wymieniła dziwne spojrzenia
- Widzisz... - zaczął Arcady - Nie mamy bramkarza...
- Ja nie wiem - przerwałem mu - czy ja wam mogę pomóc... Ale może zagramy, co?

poniedziałek, 15 grudnia 2014

Nowy członek!


Imię:  Nishinoya
Nazwisko: Yuu
Wiek: 15 lat
Pozycja:  Obrońca, bramkarz
Numer: 3
Techniki hissatsu: "Toczący grzmot" (jego popisowa technika) i "Ese"/"As" (do jednej techniki dwie nazwy)
Charakter: To prawdziwi wulkan energii. Każdy kto go pozna, myśli, że jest hałaśliwy, ale podczas gry jest niesamowicie spokojny. Bierze na siebie winę za np. przegraną. Motywuje drużynę do dalszej gry. Nienawidzi gdy ktoś się poddaje. Jest miły ale potrafi się wydrzeć gdy ktoś podda się nie walcząc. Straszny lekkoduch. Wierzy w całą drużynę i nie daje jej możliwości zwątpienia. Na swojej pozycji ciężko go pokonać - znajomi nazywają go Aniołem Stróżem - stara się nie zawieść bramkarza, lub całej drużyny.
Kieruje: patiszon2679@gmail.com (Starunna)

czwartek, 11 grudnia 2014

Od Arcady'ego

Siedzieliśmy w pomieszczeniu klubowym, czekając na resztę, czyli na Lily i Arianę. Kiedy w końcu obie przybiegły, Ariana powiedziała:
-Ktoś z nas powinien być kapitanem.
Reg przytaknął i kontynuował za nią.
-Ponieważ nie znamy się jeszcze z każdej strony, wczoraj oglądaliśmy nagrania waszych meczów. 
-Ale skąd...?-wyrwało mi się.
-I zdecydowaliśmy-dalej mówiła Ariana.
-Myślę, że ty powinnaś być kapitanem-powiedziała Lily.
-Nie, ja się nie nadaje. Reg też nie, wiecie, że nie jest jeszcze doświadczony-odpowiedziała.
-Arcady, chcemy, żebyś ty był kapitanem-powiedział bezceremonialnie Reg.
-Ja!?-zdziwiłem się.-Przecież jestem na pierwszym roku!
-To bez znaczenia. Tutaj nie liczy się, ile masz lat, ale jak grasz. Zgadzasz się?
-No... dobra, ok...
-Tylko nie udawaj, że nic nie potrafisz, bo ja wszystko wiem-powiedziała Lily.-Kiedyś też byłeś już kapitanem.
-Wtedy ciebie nie było.
-I co z tego?
-No  nic.


cdn


piątek, 5 grudnia 2014

Od Lily-Patrząc w przyszłość (CD.)

Była nas już piątka, mam nadzieję, że to jeszcze nie koniec. Najgorsze, że nie ma bramkarza, ale jakoś sobie przecież poradzimy. Na razie nikt nie jest kapitanem. Wcześniej ja zawsze nim byłam, ale teraz, kiedy jestem jedną z najmłodszych, na pewno nie ma takiej szansy.
Dzisiaj miał być nasz pierwszy porządniejszy trening.
-Więc co będziemy robić?-spytała Ariana.
-Powinniśmy poćwiczyć podania-powiedziałam.
-Mhm-przytaknęła razem z Regiem.
Ustawiliśmy się w parach naprzeciwko siebie. Ja z Regiem, Arcady z Nadiyą, a Ariana poszła za boisko i strzelała w ścianę. Szło okej. Reg nie potrafił zrobić dokładnego podania, więc zazwyczaj musiałam przesuwać się trochę. Co jakiś czas przepraszał zakłopotany. W końcu przy kopnięciu potknął się i kopnął o wiele wyżej niż zamierzał. Stracił równowagę i przysiadł na ziemi. Wyskoczyłam do piłki, ale to nie wystarczyło, bo była na poziomie mojej głowy. Szarpnęłam ciałem. Teraz względem podłoża byłam w pozycji prawie poziomej. Dostałam nogą do piłki. Pod kopnęłam ją w górę i wróciłam do pionu. Wylądowałam, a piłka zaraz po mnie. Wszyscy na mnie patrzyli.
-No co?-zdziwiłam się.
-Niezła jesteś-powiedział Reg.
-Po prostu często strzelam z powietrza-wyjaśniłam i podałam z powrotem do chłopaka, który dopiero wstał. Szło mu coraz lepiej.
-Teraz powinniśmy poćwiczyć w biegu-podsunął Arcady.
Pozostali przytaknęli i zrobili to. To również poszło ok, więc przeszliśmy do zwykłego treningu. Ja strzelałam do (pustej) bramki, a Arcady i Ariana przechodzili przez obronę złożoną z Rega i Nadiyi. Takie strzelanie prosto w siatkę szybko mnie znudziło, więc użyłam techniki hissatsu. Wyskoczyłam wysoko w powietrze razem z piłką i mocno ją kopnęłam. Koło niej pojawiły się diamenty.
-Diamentowy Strzał-szepnęłam.
Diamenty znikły, kiedy dotknęły siatki bramki.
-Poprawiłaś się-powiedział Arcady.
-Ty też-odpowiedziałam.
Zmieniłam się z Arcadym. On poszedł strzelać, a ja dołączyłam do reszty. Rudowłosy również użył hissatsu-Obrotowego Strzału. Wzbił się w powietrze. Zrobił kilka obrotów w, a potem uderzył w piłkę obiema stopami (podeszwami).
Poćwiczyliśmy jeszcze trochę i trening się skończył.

Od Nadiyi

Nadiya weszła do pomieszczenia klubowego. W środku znajdowała się tylko jedna osoba. Brunet o czekoladowych oczach i bladej cerze. Spojrzał w jej kierunku, ale nic nie powiedział i zajął się dalej czytaniem jakiegoś magazynu sportowego, którego nazwy nie była w stanie zobaczyć. Nadiya nie lubiła rozmawiać i używać za dużo słów, szczególnie gdy nie było to konieczne. Jednak wyglądało na to, że jeżeli ona się nie odezwie będzie zmuszona tak stać w nieskończoność. Przełknęła ślinę, wzięła głęboki oddech, gdy nagle coś wpadło na nią od tyłu.
-OOOOO ktoś nowy!- powiedziała rudowłosa dziewczyna stając przed brunetką- Powiedz, chcesz dołączyć do klubu piłkarskiego?
Nadiya wyprostowała się i kiwnęła głową.
-Chcesz zostać piłkarzem?
Ponownie skinęła głową.
-Jesteś Nadia Brown, prawda?
-Nadiya- poprawiła ją
-Ja jestem Ariana Stephson, a to Reg Johnson- chłopak podniósł rękę w ramach przywitania
Brunetka ponownie skinęła głową.
-Nie jesteś zbytnio rozmowna, ale to nie szkodzi. Z tobą jest nas już pięciu. Jest jeszcze dwójka pierwszaków Lily i Arcady została im chyba ostatnia lekcja więc za chwilę się tu pojawią.

środa, 3 grudnia 2014

Od Arcady'ego i Lily-Patrząc w przeszłość

-kilkanaście dni temu-
To mój pierwszy dzień w szkole. Właściwie drugi, bo wczoraj była ceremonia rozpoczęcia, ale nie było lekcji. Chcę dołączyć do klubu piłkarskiego, słyszałem o zeszłorocznych meczach. Poszedłem więc. Zapukałem i otworzyłem drzwi. Były tam dwie osoby-ruda dziewczyna o oczach w tym samym kolorze i brunet o brązowych oczach.
-Hej-powiedziałem.
-Jesteś nowy?-zapytała dziewczyna.
-No. Chciałbym dołączyć-odpowiedziałem.
-Ok. Jak się nazywasz?
-Arcady Smith. Gram jako pomocnik.
-Więc jest nas trójka-odezwał się chłopak.
-Tylko trójka?-zdziwiłem się.
-Było nas więcej, ale większość była na trzecim roku i już ich nie ma. A dwie osoby przeniosły się-dodała dziewczyna.-Ja jestem Ariana Stephson, a to Reg Jonhson. Ja byłam już wcześniej w klubie, a Reg też niedawno dołączył.
W tej chwili do pomieszczenia weszła zielonooka blondynka.
-Lily?-zdziwiłem się już nie pierwszy raz tego dnia.

___

-Arcady?-zapytałam.
-No-mruknął z uśmiechem.
-Ty też chcesz dołączyć?-zapytał Reg.
-Mhm. Jestem Lily Diamond. Napastnik.
-Ok.
Dziewczyna otworzyła jedną z szafek i wręczyła nam stroje. Ja miałam numer 9, a Arcady 8. Wyszliśmy oboje na korytarz.

___

-Myślałem, że się przeprowadzasz-powiedziałem
-Miało tak być, ale jednak nie-uśmiechnęła się po swojemu. Była taka, jaką ją znałem. A ją znam. Chodziliśmy razem do podstawówki, ale dwa lata temu się przeniosła i od tej pory jej nie widziałem.

Nowy członek!




​Blada skóra niemalże biała, długie ciemno czekoladowe włosy sięgajace pasa z grzywką i fioletowe oczy. 
Imię: Nadiya 
Nazwisko: Brown 
Wiek: 14 lat, 2 gimnazjum 
Pozycja: Obrońca, dokładniej stoper
Numer: 4
Charakter: nikt jeszcze nie widział pełnego uśmiechu na jej twarzy, zawsze spokojna i poważna, jednak nie należy mylić z grzeczną, zwykle robi co chce nie licząc się z konsekwencjami, odzywa się mało, zwykle są to pojedyncze słówka, nie ma przyjaciół, ale dobrze się z tym czuje i nie szuka ich na siłę. 
Kieruje: Elektras14@gmail.com (Mizu Chan)